Defence24.pl - wojsko, przemysł, bezpieczeństwo, geopolityka

Polska tarcza a lekcje z Ukrainy. Jak zbudować skuteczną obronę przeciwlotniczą [ANALIZA]

Fot. K. Głowacka, M. Dura/Defence24.pl, źródło - Google Maps

Polska obrona przeciwlotnicza budowana tylko według zasady „im więcej tym lepiej" nigdy nie będzie w stanie samodzielnie ochronić całego terytorium Polski. Jednak, przy niestandardowym i „kolektywnym", podejściu ochrona polskiego nieba może stać się nadspodziewanie szczelna.

Siły Zbrojne RP przygotowując założenia dla programu „Wisła" i „Narew" oszacowały, że Polska potrzebuje ośmiu baterii przeciwlotniczych średniego zasięgu (do 100 km) i dziewiętnastu baterii przeciwlotniczych krótkiego zasięgu (do 25 km). I takie też plany uwzględniał program modernizacji wojsk obrony przeciwlotniczej (opl). Były to wyliczenia stanowiące kompromis pomiędzy tym, co rzeczywiście jest potrzebne, a tym na co można sobie pozwolić z zakładanymi środkami finansowymi i potrzebami wojska w innych dziedzinach.

Ten kompromis świadczy o tym, że z powodów budżetowych od samego początki zakładano brak możliwości zabezpieczenia w pełni potrzeb naszego państwa jeżeli chodzi o obronę przeciwlotniczą. Uznano więc, że trzeba będzie po prostu odpowiednio gospodarować tym, co uda się pozyskać w ramach zakupów. Obecnie sytuacja się jednak jakby zmieniła. Zaczęto bowiem wskazywać, że jedynym sposobem na zwiększenia naszego bezpieczeństwa przed atakiem z powietrza jest zakup kolejnych i kolejnych systemów rakietowych. Działa się więc według zasady: „im więcej tym lepiej". Jest to rzeczywiście idealne podejście i najprostsze, ale również niezwykle kosztowne. Dlatego żadnemu państwu nie udało się zbudować tak finansowego systemu opl.

Tak samo będzie na pewno również w Polsce. Trzeba mieć świadomość, że biorąc pod uwagę równie ważne potrzeby innych rodzajów wojsk, nigdy nie uda się kupić tylu baterii przeciwlotniczych, by tylko ich „ilością" ochronić całe terytorium państwa – szczególnie w odniesieniu do celów niskolecących (działających na wysokości 100 m). Będziemy więc dążyli do celu wydając na to mnóstwo pieniędzy, ale nigdy go nie osiągniemy.

Drony Shahed 136 są bardzo tanie i wymagają tanich systemów przeciwdziałania
Fot. ANA

Tymczasem odpowiednio organizując obronę i wykorzystując dostępne środki można od razu stworzyć coś skutecznie działającego i to dodatkowo w sposób optymalny, biorąc pod uwagę szacunek „koszt-efekt". A irańskie drony kamikaze Shahed 136 dobitnie pokazały na Ukrainie, że ten szacunek jest równie ważny, jak skuteczność.

Bateria nie jako całość, ale zbiór połączonych elementów

Wojna w Ukrainie pokazała, że dla oceny możliwości obronnych własnego systemu przeciwlotniczego, trzeba się odnosić do celów lecących na wysokości 100 m (a więc przede wszystkim rakiet manewrujących oraz "dronów-kamikaze" – takich jak irańskie Shahed 136). W takim przypadku zasięg wykrycia radaru wykrywania i kierowania ogniem poszczególnych baterii jest nie większy niż 50 km ze względu na krzywiznę Ziemi i horyzont radiolokacyjny.

Fot. K. Glowacka, M. Dura/Defence24.pl, mapa: Google Maps

Przy takim ograniczeniu zasięgowym i jeżeli posiadane baterie przeciwlotnicze potraktuje się jako całość, to po zrealizowaniu nawet „starego" programu modernizacji wojsk obrony przeciwlotniczej nie zapewni się pełnej ochrony nawet połowy polskiego terytorium w odniesieniu do celów niskolecących. Można próbować to naprawić na dwa sposoby: albo zwiększyć ilość kupowanych systemów przeciwlotniczych (co finalnie i tak nie jest możliwe ze względu na koszty), albo racjonalnie wykorzystywać to, co już pozyskano.

W tej drugiej opcji mogą pomóc dwie, ważne cechy już wybranych przez Polskę systemów „Wisła" i „Narew". Po pierwsze rakiety PAC-3 MSE (w przypadku baterii Patriot) i CAMM mogą zwalczać cele w kącie 360 stopni od wyrzutni i bez konieczności śledzenia atakowanych obiektów przez radar bateryjny (mając aktywne głowice naprowadzające wykorzystywane w ostatniej fazie lotu). Po drugie zakupiony razem z Patriotem system kierowania walką IBCS daje możliwość działania sieciocentrycznego, a więc łączenia dowolnych sensorów i efektorów w jednolitym i zintegrowanym systemie przeciwlotniczym i przeciwrakietowym.

Sektorowy radar systemu Patriot ogranicza zasięg rażenia baterii Patriot, której rakiety mogą teoretycznie zabezpieczyć kilkakrotnie większy obszar
Fot. Raytheon

Obie właściwości zakupionych baterii mogą pozwolić na ich działanie: nie jedynie w oparciu o bateryjny radar, który tak naprawdę kreuje zasięg rażenia każdej jednostki ogniowej, ale w oparciu o odpowiednio rozstawione wyrzutnie – o ile oczywiście dostarczy się do nich wskazanie celu. A te dane można uzyskać z różnych, odpowiednio rozstawionych stacji radiolokacyjnych, które razem będą tworzyły radarowy obraz sytuacji powietrznej na wskazanej wysokości. Nawet więc zniszczenie jednej, lub kilku stacji nie wpłynie znacząco na działanie wyrzutni, nieprzypisanych do konkretnego radaru bateryjnego.

Wprowadzenie autonomicznie działających stanowisk ogniowych całkowicie zmieni sytuację na polu walki. Po pierwsze utrudni się wykrycie i zniszczenie baterii, ponieważ do momentu startu, poszczególne wyrzutnie działają w pełni pasywnie i nie można ich wykryć systemami rozpoznania radioelektronicznego (elektronicznie widziane są tylko radary, które jednak można rozstawiać w zupełnie innych miejscach).

Po drugie i najważniejsze: zasięg rażenia baterii nie będzie zależał od radaru bateryjnego, który jest z natury ograniczony horyzontem radiolokacyjnym, ale od maksymalnej donośności wykorzystywanych na danej wyrzutni rakiet. W przypadku CAMM jest to 25 km, a w przypadku rakiet PAC-3MSE to 40 km (w tym przypadku krzywizna Ziemi nie stanowi więc dużego problemu).

Fot. K. Głowacka, M. Dura/Defence24.pl, źródło - Google Maps

Pozornie mniejszy zysk uzyska się w przypadku baterii przeciwlotniczych krótkiego zasięgu „mała NAREW". W jej skład wchodzą m.in.: stacja radiolokacyjna „Soła" oraz trzy wyrzutnie iLauncher na podwoziu JELCZ z modułem startowym rakiet CAMM. Przy działaniu „rozproszonym", zamiast jednego kręgu o promieniu 50 km wyznaczającego tylko zasięg radaru można wykreślić trzy kręgi o promieniu 25 km – wyznaczającego zasięg rakiet CAMM z pozycji ogniowej.

Teoretycznie powierzchnia pokryta radarem jest więc większa niż samymi wyrzutniami (7850 km2 w porównaniu do 6375 km2). Ale w przypadku baterii krótkiego zasięgu to właśnie zasięg pocisków wyznacza obszar chroniony przed atakiem z powietrza, ponieważ zawsze jest on mniejszy niż obszar obserwowany przez stację radiolokacyjną. Dodatkowo działając w oparciu o radar bateryjny, konieczne jest takie rozstawienie wyrzutni by ich promień rażenia nie znajdował się poza strefą wykrywania radiolokacyjnego. W wariancie „rozproszonym" tego ograniczenia już nie ma i można dowolnie rozstawiać wyrzutnię dbając jedynie, by zapewnić im wskazanie celu. Można więc zabezpieczyć szerszy pas przed atakiem, niż po wyborze stanowisk ogniowych wewnątrz kręgu zasięgowego radaru bateryjnego.

Fot. K. Głowacka, M. Dura/Defence24.pl, źródło - Google Maps

Będzie to jeszcze bardziej widoczne w przypadku baterii Patriot pozyskanych w ramach programu „Wisła". Każda z nich posiada dwie jednostki ogniowe mające w swoim składzie jeden radar kierowania ogniem oraz cztery wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych. Działając w oparciu tylko o bateryjne stacje radiolokacyjne można zwalczać jedynie to, co znajduje się w ich strefie wykrywania. Przy zasięgu 50 km oraz strefie obserwacji w kącie 120 stopni (są to nadal stacje sektorowe) otrzymujemy powierzchnię chronioną nie większą niż 2617 km2 (w przypadku jednej jednostki ogniowej) i nie większą niż 5233 km (w przypadku całej baterii).

Czytaj też

Ta strefa chroniona znacząco się zwiększy jeżeli powierzchnia chronionego obszaru będzie powiązana tylko z zasięgiem samych wyrzutni. Wtedy otrzymamy nie dwa wycinki koła o promieniu 50 km, ale osiem kół o promieniu 40 km. Sama powierzchnia chroniona może mieć wtedy powierzchnię większą niż 40000 km2. Jedna bateria Patriot mogłaby więc teoretycznie chronić Województwo Podkarpackie oraz Województwo Lubelskie.

Trzeba jednak pamiętać, że koszt rakiety PAC-3 MSE to nawet około 30 milionów złotych (uwzględniając koszty integracji i wstępnego wsparcia eksploatacji, VAT itd.) natomiast rakiety CAMM można oszacować z pewnym prawdopodobieństwem 8 milionów złotych. Wykorzystywanie ich w odniesieniu do dronów Shahed 136, które kosztują do 50 tysięcy euro (233 tysiące złotych) jest więc czystym marnotrawstwem i szybko opróżniłoby zasoby polskiego systemu obronnego. Tym bardziej, że Rosjanie już wiedzą jaką wartość mają drony – kamikaze i będę je na pewno produkować w masowych ilościach.

Nawet zestawy przeciwlotnicze z rakietami CAMM są zbyt cenne by tylko nimi zwalczać prymitywne drony – kamikaze
Fot. M.Dura

Ich przemysł może to zrobić, ponieważ Shahedy to toporna konstrukcja, wykonana z najprostszych materiałów, tania w produkcji i prosta w obsłudze. W tym przypadku sankcje więc Rosji nie przeszkodzą i trzeba być przygotowany na nalot nawet tysięcy takich dronów, a więc mieć odpowiednie środki na ich przyjęcie.

Poprady, Pioruny i „mały kaliber" kontra Shahed-y i „Kalibry"

Działanie rozproszone w odniesieniu do baterii „Narew" i „Wisła" jest więc technicznie możliwe, ale wymaga zwiększenia ilości źródeł informacja radiolokacyjnej. Wbrew pozorom nie stanowi to problemu, ponieważ Polska posiada odpowiednio przygotowany przemysł radiolokacyjny. Może więc produkować potrzebne radary, które jednak nie byłyby przydzielane tylko dla konkretnych baterii, ale również działały na korzyść wszystkich użytkowników w rejonie.

Czytaj też

Pomagają w tym producenci systemów rakietowych, którzy uniezależniają swoje pociski od specjalistycznych radarów kierowania ogniem. Przykładem może być koncern Lockheed Martin opracowując własny system łącza danych Remote Interceptor Guidance (RIG-360). Pozwala on na naprowadzanie rakiet rodziny PAC-3 w dowolnym kierunku, niezależnie od tego, czy w danym obszarze jest obecny standardowy radar Patriot. Co więcej, Northrop Grumman zintegrował ten system z IBCS.

Strefa chroniona baterią Patriot znacząco się zwiększy, jeżeli będzie ona powiązana tylko z zasięgiem samych wyrzutni
Fot. Lockheed Martin

Całe to połączenie sprawdzono w praktyce na poligonie White Sands w stanie Nowy Meksyk. Pokazano tam, że cel o parametrach rakiety manewrującej, śledzony przez radar Sentinel, mógł być zwalczany rakietami PAC-3 z wyrzutni Patriot bez zaangażowania jakiegokolwiek radaru Patriot. W ten sam sposób do naprowadzania pocisków przeciwlotniczych można by było wykorzystać również polskie radary „Bystra" i „Sajna", a nawet radary wstępnego wykrywania P-18PL i PET-PCL/SPL (działającego pasywnie).

Co ważne, wszystkie te stacje radiolokacyjne będą mogły jednocześnie działać dla potrzeb innych zestawów opl – w tym bardzo krótkiego zasięgu typu „Poprad", „Noteć" i „Pilica", jak również współpracować z operatorami przenośnych zestawów przeciwlotniczych klasy MANPADS typu Grom i Piorun. I to one w pierwszej kolejności powinny wziąć na siebie ciężar obrony przed atakiem rakiet manewrujących, a częściowo także przed atakiem dronów-kamikaze.

Polski radar „Bystra” może również działać na korzyść systemów przeciwlotniczych „Wisła” i „Narew”
Fot. M.Dura

Poprady i Pioruny kontra Shahed-y i „Kalibry"

Kiedy na portalu Defence24.pl w lipcu 2017 roku proponowaliśmy stworzenie systemu obrony przed niskolecącymi rakietami manewrującymi w oparciu m.in. o zestawy MANPADS typu Piorun i Grom, spotkało się to z bardzo dużą krytyką. Jednak pięć lat później Ukraińcy działając właśnie w ten sposób, zwiększyli szczelność swojej obrony przeciwlotniczej i co najważniejsze, zrobili to skutecznie.

Ukraińscy żołnierze z 57. Brygady pochwalili się zestrzeleniem rosyjskiego pocisku manewrującego Ch-101 za pomocą MANPADS 9K38 „Igła”
Fot. twitter.com/DefenceU

Wykorzystali oni przy tym słabe strony dronów-kamikaze i rakiet manewrujących, którymi są: prędkość poddźwiękową, wymuszony zmiennym terenem, pułap lotu nie niższy niż 100 m oraz tylko teoretyczną manewrowość (wykonywane zwroty są zadawane przed startem i nie są reakcją na przeciwdziałanie, jak w przypadku załogowych statków powietrznych). Można więc po wykryciu pocisku/dronu aproksymować jego tor lotu i na tej trasie uaktywnić systemy, których technicznie nie można postawić w gotowości przez dłuższy okres czasu.

Jest to widoczne szczególnie w przypadku strzelców MANPADS-ów, którzy muszą mieć czas, by zająć stanowisko i przeprowadzić procedurę startową (co trwa około pół minuty z położenia marszowego). W przypadku szybkich celów lecących na niskich wysokościach czas reakcji jest na tyle krótki, że chcąc zdążyć, operator musi mieć zestaw na ramieniu gotowy do strzału (z zamontowanym bezpiecznikiem w mechanizmie spustowym, zdjętymi pokrywami z przodu i z tyłu wyrzutni, oraz wybranym trybem pracy: pościg lub spotkanie). Wtedy strzelec może zdążyć, ponieważ musi tylko odszukać rakietę, uruchomić źródło chłodzenia, „złapać pociskiem cel" i nacisnąć spust.

Możliwość użycia Gromów przeciwko poddźwiękowym rakietom manewrującym już kilka lat temu potwierdzili zresztą naukowcy z Wojskowej Akademii Technicznej (WAT). Przedstawili oni jednak również warunki, w jakich takie działania będą najbardziej skuteczne:

  • odpalenie rakiety Grom będzie możliwe najwcześniej w momencie, gdy operator MANPADS znajdzie się na trawersie rakiety manewrującej (ze względu na niski lot rakiety manewrującej oraz jej prawdopodobnie zminimalizowane charakterystyki termalne);
  • optymalne wyniki uzyska się, gdy stanowisko operatora MANPADS będzie się znajdować w odległości od 2 do 5 km od przelatującej rakiety manewrującej (przy odległościach przelotu celu mniejszych niż 2 km wysoka prędkość kątowa celu staje się utrudnieniem w obserwacji i jego przechwyceniu przez głowicę samonaprowadzającą pocisku Grom).

Naukowcy z WAT- jeszcze przed wojną w Ukrainie wskazywali również, że użycie MANAPDS-ów w walce z celami niskolecącymi jest możliwe, ale tylko wtedy, gdy strzelcy będą wiedzieli skąd nadleci niebezpieczeństwo oraz kiedy. Wbrew pozorom jest to możliwe, jeżeli stworzy się system wczesnego ostrzegania – w tym również z obserwatorami naziemnymi wyposażonymi tylko w urządzenia optyczne. Otrzymujemy w ten sposób stosunkowo tanie rozwiązanie, ponieważ już prosta informacja: „coś leci" daje możliwość wykreślenia orientacyjnej trasy i uaktywniania na niej dalszej części systemów obrony.

Przenośne, przeciwlotnicze zestawy rakietowe Piorun mogą być również skuteczne przeciwko rakietom manewrującym
Fot. M.Dura

Wystarczy tylko, by ta informacja dotarła do określonego stanowiska dowodzenia zawierając pozycję obserwatora, kierunek lotu, a być może również wysokość lotu obiektu. Takie nieetatowe posterunki obserwacji optycznej mogłyby do tego wykorzystywać nawet prostą aplikację telefoniczną obsługiwaną przez niewyszkoloną osobę cywilną. Trzeba tylko taką osobę wyposażyć w odpowiednie urządzenia łączności i obserwacji (np. lornetki termowizyjne).

Zbierając meldunki z poszczególnych posterunków można bardzo łatwo wykreślić trasę lotu, jaką przebyły rakiety manewrujące, jak również określić przypuszczalny obszar, gdzie one się pojawią i po jakim okresie. Dodatkowo można to zrobić, nawet jeżeli śledzenie nie było prowadzone w sposób ciągły, ponieważ rakiety manewrujące zasadniczo lecą ze stałą prędkością i po zadanej marszrucie, która zmienia się tylko kilkakrotnie. Na taką aproksymację trasy system będzie stosunkowo dużo czasu, ze względu na prędkość rakiety, która w przypadku 3M14 „Kalibr" nie przekraczającą 0,8 Mach. Przy maksymalnym zasięgu (2000 km) system obronny ma więc nawet ponad 2 godziny od momentu startu rakiety, na przygotowanie obrony i zestrzelenie pocisków przed dolotem do celu.

Stanie się to jeszcze łatwiejsze, kiedy w procesie wykrywania zagrożeń będzie się wykorzystywało radarowe systemy wczesnego ostrzegania, w tym zamontowane na statkach powietrznych. To one mogą zawczasu uaktywnić: zarówno naziemny system obserwacji optycznej, jak i zestawy przeciwlotnicze bardzo krótkiego zasięgu, nie będąc ograniczone krzywizną Ziemi (w przypadku AWACS-ów).

Czytaj też

Pomocą w tym może być fakt, że zestawy MANPADS są nie tylko przenoszone przez strzelców, ale również montowane na pojazdach. W Polsce przykładowo wdrożony na uzbrojenie zestawy „Poprad", które tworzą pojazdy kołowe z zamontowanym na nich modułem bojowym. Moduł ten posiada własną głowicę śledząco-celowniczą oraz cztery, powiązane z nią rakiety Grom lub Piorun. Są to więc zestawy działające pasywnie, a dodatkowo skuteczniejsze od strzelców MANPADS – mając dłuższy czas pozostawania w gotowości do strzelania.

Zestaw przeciwlotniczy „Poprad”
Fot. M.Dura

Systemy artyleryjskie wracają do łask

Wojna w Ukrainie pokazała także, że do zwalczania dronów oraz rakiet przydatne mogą być również małokalibrowe systemy artyleryjskie, o ile są one wyposażone w optoelektroniczny lub radarowy system naprowadzania. Ukraińcy trenują oczywiście swoje wojsko w strzelaniu do niskolecących celów powietrznych, ale jest to działanie bardzo mało skuteczne. I nie zmieniają tej ocen nawet publikowane zdjęcia ukraińskich żołnierzy, którzy mieli zestrzelić drony i rakiety za pomocą karabinów maszynowych.

Jeżeli bowiem nawet doszło do takiego przypadku, to więcej w tym było szczęścia niż umiejętności strzeleckich. Nie pomoże w tym również zastosowanie większego kalibru, np. wielkokalibrowych karabinów maszynowych DSzKM kalibru 12,7 mm – w tym zamontowanych na pickupach.

Czytaj też

Trzeba bowiem w cel w ogóle trafić, a to jak się okazuje przy dużej szybkości celów jest bardzo trudne. Ominąć ten problem można stosując systemy wielolufowe (zwiększając ilość pocisków wystrzelonych w kierunku do określonego celu) lub wprowadzając system naprowadzania (optoelektroniczny lub radarowy).

Trafienie z karabinu maszynowego w rakietę manewrującą jest możliwe, ale bardzo mało prawdopodobne
Fot. twitter.com/DefenceU

Nie można się więc „obrażać" na stare wiekowo zestawy ZSU-23-4MP „Biała", ponieważ poza czterema rakietami Grom wykorzystują one również o wiele tańsze w użyciu cztery sprzężone armaty kalibru 23 mm o zasięgu 2,5 km i szybkostrzelności 400 strzałów na minutę na jeden automat. Mogą więc być skuteczne do niemanewrujących dronów kamikaze.

Artyleryjsko-rakietowy zestaw przeciwlotniczy „Biała” może być nadal bardzo przydatny w obronie przed atakiem celów niskolecących
Fot. M.Dura

Trzeba je więc uwzględniać w obronie, do czasu aż nie zostaną wprowadzone nowsze systemy – np. „Noteć" proponowany przez polską spółkę PIT-Radwar. Jego głównymi elementami są pojazd dowodzenia WG-35 oraz pojazd ogniowy AR-35 (z armatą kalibru 35 mm). Dzięki nowoczesnej głowicy obserwacyjnej oraz układowi automatycznego sterowania napędami azymutu i elewacji system ten może zwalczać cele oddalone o 6 km i znajdujące się nawet na wysokości 3,5 km.

Skuteczność takiego systemu można znacząco zwiększyć przez zastosowanie amunicji programowalnej, która jest droższa od standardowej, ale i tak kosztuje o wiele mniej niż pocisk rakietowy. Taka amunicja powinna stać się obecnie priorytetem, ponieważ jej zastosowanie zmniejszy ilość pocisków, jakie trzeba wystrzelić w kierunku celu, a tym samym ograniczy straty uboczne, jakie one wywołają po opadnięciu na ziemię.

Armata kalibru 35 mm może być skuteczna przeciwko rakietom manewrującym, jeżeli zastosuje się odpowiedni system kierowania ogniem oraz amunicję programowalną
Fot. M.Dura

Równie dużą wagę powinno się nadać pracom nad systemami walki elektronicznej, które są skuteczne w odniesieniu do dronów oraz nad systemami laserowymi, To jest przyszłość biorąc pod uwagę szacunki „koszt-efekt" oraz skutki uboczne zastosowanego zestawu obronnego.

Ukraina powinna nas przecież nauczyć, że z samych rakiet przeciwlotniczych nie zbuduje się skutecznego systemu opl.

Optymalne wykorzystanie dostępnych zasobów, a nie jedynie ich zwiększanie

Nikt nie dyskutuje z tym, że nowoczesny system przeciwlotniczy i przeciwrakietowy powinien być wielowarstwowy, natomiast spory trwają już co do sposoby budowy takiego systemu. Przy standardowym podejściu zakłada się, że w warstwie krótkiego zasięgu ma więc być proporcjonalnie więcej rakiet niż w warstwie średniego zasięgu, jednak nie patrząc na cenę, a jedynie na zasięg stosowanych efektorów.

Czytaj też

Tymczasem stosowane przez Rosjan, często prymitywne środki napadu powietrznego pokazują, że przy szacowaniu rozmiaru systemu obronnego nie powinien się liczyć zasięg, ale przede wszystkim przeznaczenie. Trzeba więc zakładać, że rakiety średniego zasięgu, kosztujące kilkanaście lub kilkadziesiąt milionów złotych powinno się stosować tylko w odniesieniu do najważniejszych celów, a nie są nimi na pewno szczątki ukraińskich rakiet przeciwlotniczych, jak również irańskie drony.

Często najprostsze systemy, ale odpowiednio użyte, okazują się lepsze niż wyrafinowane i kosztowne systemy rakietowe
Fot. twitter.com/DefenceU

Pamiętajmy, że w pierwszej transzy „Wisła" Polska razem z dwiema bateriami Patriot zakupiła „tylko" 208 rakiet PAC-3MSE. Ten zapas wystarczyłby na dwa naloty rosyjskich rakiet manewrujących, jeżeli założymy taką samą intensywność działań jak w Ukrainie. Dlatego pociski PAC-3MSE trzeba wykorzystywać tylko do określonych celów (np. rakiet balistycznych i hipersonicznych) i pod te zagrożenia dobierać ich ilość.

Podobne szacunki powinno się przeprowadzić w odniesieniu do rakiet CAMM. Je oczywiście można stosować w odniesieniu do lecących w przewidywalny sposób rakiet manewrujących, jednak ich najważniejszym celem powinny być załogowe statki powietrzne. Natomiast w odniesieniu do niskolecących obiektów powietrznych powinno się stosować najtańsze, dostępne środki, nie zmniejszając zbyt mocno swoich zasobów obronnych. Po co np. wykorzystywać rakiety, jeżeli ma się stare, ale jeszcze skuteczne systemy artyleryjskie. Niemcy popełnili więc błąd wycofując „Gepardy", które teraz sprawdzają się nad Ukrainie.

Wojna w Ukrainie uwypukliła jeszcze jedną zasadę, której należy się trzymać tworząc skuteczny system obrony przeciwlotniczej. Wynika z niej, że samodzielne stworzenie takiego systemu jest po prostu niemożliwe. System ten bowiem nie tylko musi działać skutecznie, ale również przez długi czas. Trzeba więc uzupełniać zużytą amunicję, jak również zniszczone w czasie walki zestawy przeciwlotnicze.

W takim przypadku nie pomogą własne zapasy, ale pomoc krajów sojuszniczych. Trzeba być przy tym zarówno przygotowanym na przyjmowanie takiej pomocy, jak i również jej udzielanie. Kompatybilność amunicji i systemów odgrywa w tym przypadku kluczową rolę. Jeżeli polskie zestawy rakietowe będą mogły korzystać z magazynów znajdujących się we Włoszech lub Wielkiej Brytanii to korzyść może być dla obu stron.

Bo tylko wspólnie można się oprzeć nawale tysięcy pocisków i dronów, wysłanych przez Federację Rosyjską w imię jakiś, niezrozumiałych dla innych krajów idei.

Komentarze (40)

  1. pathfinder

    "Jednak 5 stycznia we wspólnej amerykańsko-niemieckiej deklaracji ogłoszono, że Niemcy przekażą Ukrainie kolejną baterię Patriotów. Ukraińcy będą więc posiadaczami co najmniej dwóch bateri:i.- czy oni nie czytali opini Pana Komandora o Patriotach dla Ukrainy?

  2. Osama bin Laden

    Ciekawe kiedy się zorientują że jedyną szansę na obronę Trójmiasta przed pociskami Cruise daje Ślązak z CAMM i co najmniej jedną wyrzutnią faszystowksich RIM-116 plus AM-35 na drony

    1. Piotr Glownia

      WP i MW mają poligony by przećwiczyć potencjalne zagrożenia. To jest trochę zacofana infrastruktura, lecz możliwości istnieją. Do tego mamy Zbrojeniówkę, która może zaprezentować swoje wynalazki i pokazać jak dalece skuteczne one są wobec zagrożeń. Może 1 BLMW winna być doposażona w jakieś samoloty, jeśli rakiety manewrujące są tak problematycznym zagrożeniem? 12 FA-50? Ciekawy scenariusz na ćwiczenie poligonowe. Może w WP i MW czekają na pierwszą dostawę Patriotów?

  3. Powiślak

    Konserwatyzm, upór i zaściankowość MON ma jeszcze jedno oblicze. Uważam, że każda dostępna lufa powinna być zdolna do ognia plot przeciw celom niskolecącym. Zatem nasza wieża ZSSW30 mogłaby służyć oplot gdyby MON zrozumiał potęgę skoncentrowanego ognia kilkunstu luf Rosomakow, w szczególności strzelających ABM, pod kontrolą jakiegoś wyspecjalizowane plot SKO klasy Rega. Tylko trzeba by myśleć przedtem, aby zapewnić wieży odpowiednio szybkie napędy oraz stosowne łącze danych do wozi dowodzenia ogniem plot! Ale nic z tego.

    1. Osama bin Laden

      "ważam, że każda dostępna lufa powinna być zdolna do ognia plot przeciw celom niskolecącym" Cieńki jesteś jak barszcz, wypukają się z amunicji. I co , będziesz strzelał z apfsds lub z HE z bushmnastera 30x173mm do drona, żaden pocisk nie trafi, za to pociski torem pbalistycznym spadną 16km dalej na stację benzynową.

  4. wal2000

    ...czy rozstawienie ok 120 zestawòw typu IrisT wzdłuż wschodniej granicy tak jak pionki w warcabach , w kilku liniach nie załatwiło by sprawy ? Każdy zestaw z dwoma wyrzutniami po 16 rakiet o zasiēgu 25 km w takim ustawieniu zatrzymałby chyba każdy atak saturacyjny.... Radary mamy. Piorruny tylko trzeba dopracować. Środki obserwacji naziemnej to nie mogä być żołnierze z lornetkami ! Istniejä już przecież techniki i środki automatycznej obserwacji i klasyfikacji celów nisko lecących !

    1. Osama bin Laden

      Najgłupsze możliwe użycie. Czego broni Poprad stojący w polu 2km od granicy? Przyczepy rolniczej kosztującej nak 1/50 pocisku Piorun?

  5. Osama bin Laden

    Analiza słabiutka oparta na pobieżnym czytaniu wikipedii. Problemem są np. maksymalne odległości pomiędzy wyrzutniami względem wozu dowodzenia itp. Nie móżna sobie po prostu nastawiać ani CAMM ani Patriotw wzdłuż jakiejś linii, muszą być 'kalafiory'. Na dodatek nastawianie popradów wzdłuż granicy to dziecinada, brak kompetencji u Dury. Poprady są by chronić np. stację transformatorów czy same patrioty przed uderzeniami dronw, akcjami dywersyjnymi śmiglowców szturmowych itd. Myślenia pana Dury jest takie jak z gry elektronicznej, mamy powierzchnię do obrony i sobie stawiamy okręgi. Tymczasem pokrycie powierzchni Polski nie tyle nie osiągnie 25%, ono nie osiągnie nawet 5%. i to jest sedno zabawy.

  6. Szewa

    Potencjalnie dużo może zmienić wprowadzenie do użycia broni laserowej, dla której najistotniejsze jest dostarczanie energii. Są już lasery zamontowane na okrętach USN albo np. brytyjski dragonfire. W tym momencie jescze futurologia, ale wyciągając wnioski z działań wojennych w można się spodziewać przyspieszenia prac. Czy teoretycznie tanie drony uzbrojone w karabiny maszynowe lub działka (a więc tanią amunicję) mogą być wykorzystywane jako obrona przeciwko względnie prymitwnym UAV? Np. krążące przez długi czas w wyznaczonej strefie potencjalnego przelotu lub przechywujące wykyrte formacje, trochę na zasadzie zwalczania V1 przez brytyjskie lotnictwo. Czy czas reakcji drona na polecenia operatora byłby tu dużym problemem. W przypadku dronów takich jak shahed nie jes to istotne, ale zbiegiem czasu musiałoby dochodzić do walki manewrowej.

    1. Pan X

      Broń laserowa miałaby sens, gdyby była umieszczona na linii kolejowej. Takie pociągi z działem laserowym uzupełniałyby od razu energię z trakcji.

  7. Powiślak

    2/2 W MON brak też czegokolwiek niekinetycznego. Nawet ręcznych systemów. Porażka! Tylko w Polsce bodaj trzy firmy je oferują, ale MON gardzi? Impuls EM, lasery, mikrofale. Cisza? Choć świat już takie oferuje nasz MON...sabotuje? Choć wydaje miliardy na TYSIĄCE ciężkich wozów pancernych i fregaty, to o systemach antydronowych...zabojcza cisza! Co ochroni nasze setki K9pl, Abramsy, K2? Mgła? A może by zamówić drony myśliwskie w WB? Najlepiej oparte o system Warmate-Tl. Aby było dostępnych naraz wiele sztuk. Samobójcze, działające w trybie "f-f", np. z głowicą zbliżeniową, albo np. taranujace? Rosja buduje fabrykę dronow. My NIE budujemy obrony przed nimi. Ciekawe dlaczego???

  8. Powiślak

    1/2 Niezła analiza, w szczególności ws. radarów. Ich brak=katastrofa. Obojetnie jakie docelowe efektory kupi WP, to radary powinny być dawno zamówione. I głowice OE, do dowolnych systemów plot. I radary i głowice możemy mieć z Polski. Dlaczego MON n i e zamawia? Po drugie możemy mieć z Polski obrotowy WLKM 12,7mm z Tarnowa czy Noteć.Są już przetestowane i skuteczne. MON zwleka?Brak zamówień na kolejne POPRADY, a powstają aż DWIE nowe dywizje?I gdy do tylko szczątkowej osłony granic potrzeba by pewnie jeszcze z 50-60 systemów?Brak oficjalnych założeń Sony!Serio? Idąc dalej siłę ognia nawet Poprada wzmocniłoby użycie kontenerów z kilkoma np. 4-5 pociskami.A taki Poprad zastąpi dzisiejszą..baterię! I gdzie wersja na gaskach dla ciężkich dywizji?Dziś Poprad nie pójdzie za Borsukami, a mamy LPG-Hydro z HSW. Do tego wersja modułowa Poprada, nie związana z nośnikiem. Do postawienia na dachu, wagonie, cywilnej ciężarówce, pokładzie okrętu. To JEST PROSTE a efektywne. Dla WOT zaś Kusza.

  9. Piotr Glownia

    Problem wynika z przestarzałej miejskiej garnizonowej infrastruktury WP, którą stworzono w czasach napoleońskich. WP nie posiada ani jednego nowoczesnego i właściwie dużego poligonu. Gdyby WP miała tych strategicznie rozlokowanych po całej Polsce 7 poligonów z przypoligonowymi bazami dywizyjnymi to już dawno wszystkie problemy, co do budowania _skutecznej_ obrony plot, nowoczesnej logistyki, magazynowania zapasowego uzbrojenia, czy szkolenia rezerwy, były rozwiązane. Co więcej, WP nie byłaby dłużej wojskiem garnizonowym, co zawodowymi poligonowymi wygami i w razie wojny byłaby nadzwyczaj skuteczna, ponosząc znacznie mniejsze straty. Ćwiczenia byłyby trochę tańsze też. Dziś wszystko sprowadza się do obrony "twierdzy" Warszawy poprzez niskiej skuteczności bojowej wojskami garnizonowymi. Ewentualny pobór i szkolenie będzie też utrudnione tymi miejskimi garnizonami, często nawet bez strzelnic.

    1. Piotr Glownia

      Często zauważałem w komentarzach, że SG winna mieć mobilne radary odkrywające przelot nisko lecących dronów, śmigłowców i samolotów. To jest służba mundurowa do której należy odkrycie każdego naruszenia granic Polski i która naturalnie współpracuje z WO i WOT. Niestety zamiast na autach to część ich radarów jak na Pomorzu jest stacjonarna i są stare i niezmodernizowane. W razie wojny obronnej to winien być mobilny system ostrzegania znajdujący się na tyłach frontu na terenie Polski. A pro po kinetycznego zwalczania dronów i rakiet manewrujących to nie kaliber czy amunicja są najważniejsze, co radarowa lub optyczna głowica i system strzelający samodzielnie w stylu 20 mm Phalanx. Ponoć też Gatling może być efektywniejszy czasami od amunicji programowalnej, bo strzela szybciej.

  10. KPS1

    Jak nawet wojna nie zmieniła tego że w MON nie ma zamówienia na armaty 35 mm to nie wiem co się musi stać żeby tam ktoś zaczął myśleć.

    1. Antek

      @KPS1: Armaty 35 mm są bardzo skuteczne ale mają jedną wadę : nie są medialne I to myślenie się nie zmieni tak szybko. Dobrze że chociaż MW montuje 35 mm

    2. szeliga

      @Antek Medialne są. Są po prostu bardzo drogie, a taniej się nie da. I chyba nie dopracowane, a na pewno bez testów - z wyjątkiem armaty morskiej, ale ta dopiero teraz.

  11. Olender

    Mam nadzieje, że ta NOTEĆ w końcu odpali choć gdyby dodatkowo dodatkowo do A35 dołożyć A57 to promień działania takiej armaty z amunicją programowalną wzrasta nam z 4 km do ponad 10km a to całkowicie uszczelnia nam granicę. Stworzenie systemu składającego się z programów Pilica, Noteć i dodatkowo opartego na kalibrze 57mm prawie całkowicie nam eliminuje problem z nisko-kosztowymi dronami. Tak jak autor słusznie wskazuje Rakiety=koszt a remedium na to są działa. Poza tym warto wspomnieć, iż system A35 powinien być w miarę łatwo adoptowany do kalibru 57mm. Rosjanie jeszcze kupują Irańskie drony ale z tego co podają to budują własną fabrykę, więc warto myśleć już teraz a nie zastanawiać się czy wojna skończy się w 2023r... bo się nie skończy

  12. Michu

    Słupy wysokiego napięcia mają 27m i wystają ponad wszystkie drzewa w okolicy, zwiększa to horyzont obserwacji. Opracować wyrzutnie piorunów montowane na słupach, zintegrowane z głowicami obserwacyjnymi. Zdalna komunikacja operator-wyrzutnia.. Ogrzewana buda dla operatora. Korzyść podwójna: sieć energetyczna chroniona, utworzona linia obserwacyjno-obronna przez którą nic nie powinno przelecieć.

    1. Czytelnik D24

      A ty się będziesz za każdym razem wspinał na te słupy i przeładowywał wyrzutnie.

  13. Juzz

    Miczu, oczywiście pamiętaj o ogromnej sieci stanowisk łowczych, myśliwych i innych , gdzie budki już są, na słupach też przecież są, najczęściej w strefie maskowania, tj. skrajni lasu. Dodać tylko termos z czymś rozgrzewającym, telefon już mają, dach nad głową już jest. Tylko dołożyć kilka zestawów grom/piorun. Szafa gra.

  14. Juzz

    ted. Zapewne masz na myśli Grom i Piorun. To są te małe rakietowe drony do zwalczania celów powietrznych na małej wysokości. Bardzo dobry pomysł. Pozdrawiam.

  15. ted

    Trzeba koniecznie pomyśleć o odrzutowych małych dronach przechwytujących też kamikadze na wzór modeli samolotów, które będą w pierwszej linii zwalczały nieprzyjacielskie drony także te manewrujące. Drony te także powinny być wpięte w ogólny system wykrywania i naprowadzania a to uzupełni system OPL w dosyć tani sposób.

  16. Starszy Nadszyszkownik Sztabowy

    Na rosyjskim portalu ukazał się artykuł o Bayraktarach TB-2, z którego wynika, że Turcja ma zabezpieczenia w łączności drona TB-2, pozwalające go zdalnie kontrolować, w razie gdyby miał zostać użyty przeciwko Turcji. Zostało to zauważone przez komentujących, jako wyzwanie dla ich hakerów, do przejęcia kontroli nad tymi dronami. Mam nadzieję, że wojskowi informatycy polscy i ukraińscy zabezpieczą ten sprzęt przed taką opcją.

  17. Derwisz

    Przy nie szablonowym podejściu do zwalczania dronów warto rozważyć jeszcze dwa pomysły. 1) Budowę drewnianych wież dla operatorów MANPADS działających w sieci posterunkow. 2) Rozważenie osłony ważnych obiektów (elektrownie, stacje transformatorowe) przez zapory balonowe. Prawie takie jak w IIWW ale przy użyciu nowoczesnych lin kewlarowych czy węglowych mogą takie zapory stanowić zaporę dla dronów a i rakiety "Kalibry" mogły by tracić skrzydełka i nie trafiać w cel.

  18. melowiec

    Mam takie pytanie: Dlaczego na załączonych mapkach cała obrona p-lot skupiona jest na naszej granicy z Ukrainą, która nie jest nam wroga, a najbliższe orkowe jednostki na terytoriach okupowanych są oddalone od naszych granic o min. 600 km, natomiast planowany łańcuszek stanowisk p-lot nie dociera do granicy z Białorusią, która co najmniej nie jest nam przyjazna, a wojska orkowe stacjonują tam nie dalej niż 50 km od naszych granic? Czyli nasi generałowie i komandorzy nie spodziewają się żadnego samolotu, rakiety i drona nadlatujących z kierunku Białorusi, natomiast ewentualny atak orków przyjdzie w ich przewidywaniach jedynie przez przestrzeń powietrzną Ukrainy?

    1. Edmund

      Dlatego, że w tej chwili nie mamy tyle systemów, aby zabezpieczyć każdy kierunek potencjalnego napadu oraz dlatego, że scenariusz przelotu ,,zagubionej" rakiety od granicy ukraińskiej jest najbardziej prawdopodobny. Przelot rakiety z innego kierunku to świadomy i sprowokowany atak na terytorium NATO uruchamiający odpowiedź całego NATO. Już Prezydent Biden kilka razy zapewniał o obronie każdego centymetra terytorium NATO. Z nieoficjalnych informacji może wtedy dojść do zniszczenia np. całej floty czarnomorskiej Rosji i zgrupowań wojska atakującego Ukrainę (nie mówiąc o sprawcy ataku na Polskę).

    2. Orthodoks

      Przecież to tylko przykład do tego uwzględniający tylko jedną baterię Wisły i pół Narwi.

    3. melowiec

      A, no to już jestem zupełnie spokojny. Skoro sojusze chronią nasze terytorium przed atakiem ze strony orków, to rzeczywiście nie ma potrzeby dyslokować naszych jednostek na granicy Białorusi. Rozumiem, że drugi etap programu Wisła jest realizowany, głównie po to by zabezpieczyć nas przed przypadkowym/niezamierzonym ostrzałem ze strony Ukrainy. Tylko po co w takim razie kupujemy te wszystkie Abramsy, Himarsy i Apacze - przecież sojusznicy gwarantują ochronę każdego centymetra naszego terytorium? Francuzi już raz się boleśnie przekonali, że nie warto błędnie zakładać, że atak z jakiegoś kierunku jest niemożliwy (patrz: niemiecki atak omijający przez terytorium Belgii ich Linię Maginota).

  19. Orthodoks

    Ciekawość, czy odpowiednie rozstawienie Pilicy+ (szczególnie efektorów rakietowych) nie zwiększyłoby jeszcze chronionego obszaru? Co prawda głównym jej zadaniem będzie ochrona samych baterii Patriot, jednak być może dałoby się odsunąć dalej wyrzutnie CAMM.

  20. Daro73

    Wisła ma inne cele do zwalczania, przede wszystkim balistyczne. Nie powinna więc być odciągana od przeznaczonych dla niej obiektów obrony, zwłaszcza, że nie ma ich zbyt dużo,. Nawet docelowo będziemy mieli stanowczo za mało baterii Patriot w stosunku do realnych potrzeb (liczby dużych miast, ośrodków przemyslowych i obiektów infrastruktury krytycznej). W aspekcie obrony przed niskolecacymi celami powietrznymi konieczne będą samoloty klasy awacs, najlepiej własne. Należałoby również rozwijać niskokosztowe ale skuteczne środki artyleryjskie o kalibrze większym niż 23mm (klasy gepard, loarą), a może nawet pomyśleć o broni laserowej.

    1. Orthodoks

      Tu nie ma co ani odciągać, ani przyciągać. Przy obronie punktowej miast, czy infrastruktury krytycznej także będzie stosowany system wielowarctwowy, ze względu na różne, potencjalne środki napadu. Część zadań będzie mogła wykonać Pilicą, jednak głównym ich celem będzie obrona samych baterii Patriot.

  21. StrateG

    Dlaczego nie zamawiamy NASAMS? Mamy AMRAAMY, sojusznicy mają pełno AMRAAMów - więc mogliby nas szybko wspomóc dostawami w razie czego. Tak, wiem że poszliśmy w CAMM, ale w naszym przypadku lekka dywersyfikacja jest wskazana: 1) potrzebujmy szybko wzmocnić obronę powietrzną, która jest w tej chwili liczebnie bardzo słaba 2) już wspomniana interoparcyjność z NATO.

    1. Andrew "Ender" Wiggin

      Zgadzam sie. NASAMS w naszym przypadku ma tylko zalety. Nie musimy rezygnowac z CAMMow. NASAMS moze je odciazyc w zwalczaniu srodkow napadu powietrznego innych niz drony czy rakiety cruise

    2. Al.S.

      A dlatego, że weszliśmy w CAMM, do których pociski mają być produkowane w Polsce. Nie wiem skąd kmdr Dura wziął te osiem milionów złotych za pocisk CAMM, bowiem źródła podają ok milion USD, ale w to też brytyjski MoD wliczał koszt integracji. Autorów Autorze- źródła, proszę! Przy produkcji u nas, cena pocisku CAMM zapewne spadnie, poza tym pieniądze zostaną w kraju. Efektory NASAMS to AIM120 C i D, kosztujące od bańki dolarów wzwyż za sztukę, pochodne ESSM też nie będą tańsze, są też AIM9X, których cena też zbliża się do miliona. Można użyć starszych Sidewinderów, ale magazyny z nimi zostaną po wojnie na Ukrainie wysprzątane do czysta. Poza tym zasięg tych pocisków, określany przy strzale z samolotu na ok 18 km, przy strzale z ziemi spadnie dwukrotnie. Pocisków lotniczych, jakie mamy w Polsce, lepiej użyć tak, jak je zaprojektowano- jako amunicji dla sprzętu latającego. NASAMS to system dla krajów bardzo bogatych, gdyby Ukraina musiała go kupić, zapewne ten sprzęt tam by nie trafił.

  22. Thorgal

    Rosjanie będą produkować seryjnie drony kamikaze ( prawdopodobnie z czasem będą lepsze niż te które używają teraz) no i wabiki. A co Polska zamierza w związku z tym? Dalej wychwalać pod niebiosa WB i płacić grube pieniądze za Warmate czy może w końcu zainwestować w fabrykę seryjnych dronów niekoniecznie najdroższych na świecie super-hiper wypasionych... "Popie oczy, wilcze gardło, co zobaczy, to by zżarło"

  23. youkai20

    Bo tylko wspólnie można się oprzeć nawale tysięcy pocisków i dronów, wysłanych przez Federację Rosyjską w imię jakiś niezrozumiałej dla innych krajów idei. Jakiejś.

  24. Thorgal

    Jak pokazała wojna na Ukrainie nie tylko trzeba umieć się bronić ale też atakować. U nas cały czas wbija się do głowy wszystkim, że my musimy się tylko bronić i liczyć na sojusz? Dlaczego? Mając jedne z najlepszych szybowców na świecie, posiadając technologię produkcji silników rakietowych, kraj z 40 mln ludzi nie potrafi wyprodukować sam rakiet ani dronów kamikaze średniego i dalekiego zasięgu i nie mówię tu o napadaniu na inny kraj a o odstraszaniu. Polska kraj na licencjach i pozwoleniach :)

    1. Allah|1435

      Jakbyś chciał żeby było? Możesz zaatakować pierwszy i spłonąć w ogniu nuklearnym. Możesz też się bronić lub atakować artylerią rakietową dalekiego zasięgu, która ma moc porównywalny do broni jądrowej. Następnie możesz czekać na odpowiedź nuklearną. Następnie możesz również odpowiedzieć bronią jądrową. Nie licz jednak na to, że na końcu tę wojnę ktoś przeżyje. Ograniczona wojna jądrowa między Indiami, a Pakistanem spowodowałaby masowe zgony na całym świecie.

    2. Ein

      Słusznie. Dlatego kolejny krok po korygowanej i naprowadzanej MLRS z widokami na taktyczno-operacyjne to prawdziwie strategiczne TELe z Korei (bo nikt inny tego w takiej rozpiętości zasięgowo-mocowej nie robi) i na opracowanego właśnie nośnika 10x10 któraś z H-2/3/4/5 najlepiej i CMy i balistyki. Jak tylko kloaka poważy się zaatakować, każde z dwóch (tylko dwóch, bo tylko dwa centra się liczą w kloace) głównych aglomeracji tj. moskiewska i petersburska orane za pomocą efektorów z głowicami 1-2 tony jakie Koreańczycy opracowali. Niszczenie centrów decyzyjno-finansowych oraz symboli moskowii tj mauzoleum, kreml, pałac. Trzeba pamiętać, z kim się ma do czynienia. Tylko naga siła, tylko nahajka działa. Tylko.

    3. Extern.

      @Allah|1435 Nie demonizuj jakoś od czasu wynalezienia broni atomowej sporo wojen było toczonych, jak widać na przykładzie Ukrainy nawet państwa atomowego z nie atomowym i jakoś nikt jeszcze nikogo ogniem nuklearnym nie spalił. Thorgal zadaje bardzo sensowne pytanie, Dlaczego Polska, kraj który ma zdolności do projektowania dalekosiężnej broni zarówno balistycznej jak i manewrującej z jakichś powodów tego nie robi?

  25. Rudy 102-

    Polska posiada w danej chwili nie jest sama się bronić nie posiadamy dobrego systemu obrony powietrznej kraju napewno przydał by sir system THAAD-ARROW 3 bo ciagle Rosja się odgraża żebyśmy byli w miarę skutecznie uzbrojeni bateriami potrzeby są duże min PATRIOT-12-16. Bateri Narew -20-30 bateri Poprad -200