- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
Reformować czy odchodzić? Dylematy Trumpa w sprawie NATO
NATO znalazło się na celowniku Trumpa? Tu raczej nie ma większych wątpliwości. W mocy pozostaje za to pytanie o to, jak Stany Zjednoczone zmienią swoją postawę względem Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Od pewnego czasu właściwie nie ma tygodnia, w którym Biały Dom krytycznie nie odnosiłby się do sposobu, w jaki funkcjonuje Sojusz Północnoatlantycki. Fala szczególnej krytyki ze strony prezydenta USA i jego administracji pojawiła się wraz z trwającą wojną w Iranie. Trump wielokrotnie wyrażał swoje niezadowolenie z powodu niedostatecznego jego zdaniem wsparcia państw Europy dla operacji „Epicka Furia”.
Trump, Hegseth i Rubio atakują NATO
Patrząc na medialne wypowiedzi zarówno Donalda Trumpa, jak i najważniejszych urzędników jego administracji, nietrudno zauważyć, że wypowiedzi Amerykanów ws. NATO są coraz bardziej ostre w swojej wymowie. Można powiedzieć, że krytyka Sojuszu Północnoatlantyckiego ze strony władz USA osiągnęła dziś swoje apogeum. W ostatniej rozmowie z „The Telegraph” prezydent Trump powiedział, że poważnie rozważa wyjście z sojuszu.
Co ciekawe, publikacja wywiadu pojawia się w momencie, gdy zarówno Marco Rubio (Sekretarz Stanu USA), jak i Pete Hegseth (Sekretarz Obrony USA) również wpisali się w krytyczną retorykę. Podczas wtorkowego briefingu prasowego szef Pentagonu odmówił jednoznacznego potwierdzenia automatycznego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w ewentualną obronę państw NATO, gdyby te zostały zaatakowane.
„Jeśli chodzi o NATO, to decyzja należy do prezydenta. Gdy prosimy o pomoc lub zwykły dostęp do baz czy prawa przelotu, spotykamy się z pytaniami, przeszkodami lub wahaniem. Prezydent zwraca uwagę, że to nie jest żaden sojusz, jeśli tworzą go kraje, które nie stają po naszej stronie wtedy, kiedy ich potrzebujemy” - podsumował sekretarz obrony.
Pytanie o zasadność dalszej obecności USA w NATO wypowiedział też sekretarz Rubio. Szef amerykańskiej dyplomacji w rozmowie z Fox News stwierdził, że Biały Dom musi przeanalizować, „czy NATO spełnia swoje zadanie, czy też stało się ulicą jednokierunkową, w której Ameryka jest w stanie pomóc Europie, ale kiedy potrzebuje pomocy sojuszników, to dostaje odmowę ws. bazowania i przelotów”.
„Celem NATO nie była tylko obrona Europy, ale także umożliwienie nam posiadania baz wojskowych w Europie w celu zapewnienia bezpieczeństwa narodowego. Jeśli osiągnęliśmy punkt, w którym sojusz NATO uniemożliwia nam wykorzystanie baz do obrony naszych interesów, to jest to droga jednokierunkowa” - kontynuował Rubio, na koniec twierdząc, że w USA trzeba zadać sobie pytanie, dlaczego Stany Zjednoczone właściwie są (i mają być) w Sojuszu Północnoatlantyckim. Szkoda, że w tej wypowiedzi sekretarz stanu nie wspomniał chociażby o pomocy Rumunii i wykorzystaniu przez Amerykanów bazy Mihail Kogalniceanu Air Base.
Hiszpania problemem NATO?
Zarówno w wypowiedzi Hegsetha, jak i Rubio pojawiał się wątek korzystania z europejskich baz czy zgody na przeloty amerykańskich samolotów przez przestrzeń powietrzną poszczególnych sojuszników. Obydwaj politycy nawiązywali w ten sposób do głośnego sporu z Hiszpanią, która niedawno zamknęła swoją przestrzeń dla amerykańskich bombowców mających atakować Iran. Przypomnijmy, że baza Rota to największa baza morska dla wojsk amerykańskich stacjonujących na południu Europy.
„Najbardziej bolesnym dla Amerykanów może być obecnie sprzeciw Hiszpanii, ale pytaniem otwartym pozostaje postawa Włoch czy Francji. Nie chodzi nawet o kwestie ideologiczno-polityczne, ale całą logistykę oraz przestrzeń kosztów ponoszonych w zakresie poszukiwania alternatyw dla np. Naval Station Rota (NAVSTA Rota) czy baz wykorzystywanych we współpracy z Hiszpanią w zakresie operacji powietrznych U.S. Air Force” - stwierdził dr Jacek Raubo, szef działu analiz strategicznych Defence24, twierdząc, że polityka Włoch jest w tej sytuacji bardziej dwuznaczna niż Hiszpanów.
„Bazy włoskie USA mają być wyłączone ze wsparcia działań na Bliskim Wschodzie (operacja pk. Epic Fury), ale jednocześnie nie zamyka się ich dla innych aktywności sojuszniczych. Kluczowa jest oczywiście sprawa obiektów w Sigonella” - zauważył ekspert, wspominając o znajdującej się na Sycylii bazie lotniczej, która posiada również komponent amerykański (U.S. Naval Air Station). Uwzględniając powyższe przykłady, zdaniem dr. Raubo, „Europa zaczyna być dla amerykańskich sztabowców i planistów wysoce problematyczna”.
„W przypadku wcześniejszych konfliktów zbrojnych, w których uczestniczyli Amerykanie, ważnym było zawsze posiadanie możliwości uzyskiwania interoperacyjności poszczególnych obszarów odpowiedzialności dowództw geograficznych, szczególnie w sferze przerzutu sił i środków, a także procesów logistycznych i wsparcia”. Raubo dodaje, iż „na początku XXI w. idealnie oddawały to działania U.S. EUCOM, czyli dowództwa europejskiego na rzecz U.S. CENTCOM będącego dowództwem centralnym odpowiadającym za m.in. Bliski Wschód. W obecnej sytuacji dowódcy i planiści USA poradzą sobie, ale koszty będą wyższe i stąd zrozumiała reakcja administracji Donalda Trumpa. Niestety, przede wszystkim Hiszpania i jej lewicowe władze uderzają w bardzo krytyczny format relacji transatlantyckich, jeśli zrobią to inni to efekty mogą być niestety odczuwalne w przestrzeni NATO” - podsumował.
Nie wyjście, a reforma
Grożenie odejściem z NATO przez Trumpa pojawia się nie po raz pierwszy, dlatego też do słów wypowiedzianych dla „The Telegraph” należy podchodzić z pewnym dystansem. Nawet gdyby Donald Trump doszedł do wniosku, że chce wycofać Stany Zjednoczone z Sojuszu Północnoatlantyckiego to nie byłby to proces tak prosty, jak mogłoby mu się wydawać. Musiałoby dojść do wypowiedzenia artykułu 13 Traktatu Północnoatlantyckiego, a żeby do tego doszło prawdopodobnie potrzebna byłaby zgoda Kongresu (amerykańskie prawo jest w tej sprawie niejednoznaczne, dlatego z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że kraj czekałby spór kompetencyjny, a do sprawy musiałby wkroczyć Sąd Najwyższy - red.).
Opuszczenie NATO jest oczywiście wyjściem ostatecznym. W ostatnich dniach - również za sprawą „The Telegraph” - pojawiła się koncepcja mówiąca o tym, że inną ewentualnością rozpatrywaną przez amerykańską administrację może być nie wyjście z Sojuszu Północnoatlantyckiego, ale jego znacząca reforma.
Plan „pay-to-play” miałby zakładać pozbawienie członków NATO wydających 5 proc. PKB na zbrojenia, prawa do udziału w procesie decyzyjnym sojuszu (chodzić ma m.in. o ewentualną utratę głosu w sprawach dotyczących rozszerzenia NATO). Najważniejszą „karą” za brak podporządkowania się decyzjom podjętym podczas ubiegłorocznego szczytu sojuszu w Hadze miałoby być wyłączenie takiego kraju spod obowiązywania artykułu 5. Czy taki scenariusz jest możliwy? Na ten moment z Brukseli nie płyną żadne informacje mogące potwierdzić taki pomysł.



WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153