Polityka obronna

Dwie dekady Wojska Polskiego w NATO. Największym wyzwaniem – modernizacja [RAPORT]

Fot. Łukasz Gładysiak/Defence24.pl.
Fot. Łukasz Gładysiak/Defence24.pl.

Po dwóch dekadach od dołączenia Polski do NATO Warszawa jest silnie związana z Sojuszem, zarówno politycznie, jak i wojskowo. Pakt Północnoatlantycki stał się gwarantem bezpieczeństwa. Wojsko Polskie nadal jednak stoi przed koniecznością generacyjnej wymiany sprzętu z czasów Układu Warszawskiego.

Mija 20 lat od przystąpienia Polski do struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego. Członkostwo w NATO niewątpliwie przyczyniło się do poprawy bezpieczeństwa Polski i transformacji armii. Najpierw skupiła się ona na misjach ekspedycyjnych, w myśl panującej wtedy zasady „Out of area or out of business”. Po rosyjskiej aneksji Krymu i 15 lat po akcesji Polski, NATO zdecydowało się na „powrót” do obrony kolektywnej, stopniowo wzmacniając swój potencjał obronny na wschodniej flance. Wojsko Polskie przeszło przez ten czas ogromne zmiany. Żołnierze nauczyli się bezpośrednio współdziałać z sojusznikami, wprowadzono też NATO-wskie standardy i procedury.

Dziś WP jest filarem Paktu Północnoatlantyckiego na flance wschodniej i na co dzień współpracuje z wojskami USA i NATO obecnymi w regionie, a jednocześnie uczestniczy w misjach w Kosowie, ale też na Bliskim Wschodzie i w Afganistanie. Można jednak postawić tezę, że – pomimo przeprowadzenia szeregu programów – piętą achillesową pozostaje modernizacja techniczna, a większość sprzętu nadal pochodzi z czasów Układu Warszawskiego. To musi się zmienić, jeśli Polska chce na trwałe zająć w systemie kolektywnej obrony odpowiednie miejsce.

Początki Polski w NATO – „out of area or out of business”

Przyjęcie Polski do NATO było głównym celem polskiej polityki zagranicznej w latach 90. XX wieku, a sfinalizowanie tego procesu – jednym z największych, jeśli nie największym jej sukcesem. Równolegle z działaniami politycznymi do wejścia do struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego przygotowywali się wojskowi. Między innymi w ramach programu Partnerstwo dla Pokoju. PdP objęło np. pierwsze misje na Bałkanach, w których wzięli udział polscy żołnierze – IFOR i SFOR. W Polsce w latach 90. na krótkie ćwiczenia zaczęły pojawiać się sojusznicze jednostki, w tym lotnicze. Przykładowo, Francuzi na Mirage 2000 wzięli udział w szkoleniu startów i lądowań z Drogowego Odcinka Lotniskowego, jeszcze w 1998 roku, a więc przed wejściem naszego kraju do NATO.

Wejście do struktur Sojuszu wiązało się z przyjęciem odpowiednich standardów i procedur, ale też widoczną „gołym okiem” dalszą intensyfikacją współpracy wojskowej. Już w maju 1999 roku w Ustce przeprowadzono ćwiczenia obrony przeciwlotniczej Ocelot-99 z udziałem sił zbrojnych Niemiec i Czech, realizowane zgodnie z procedurami NATO. W pierwszych latach po przystąpieniu Polski do struktur Sojuszu prowadzono również inne szkolenia z sojusznikami, np. Victory Strike, Strong Resolve itd. W 1999 roku sformowano też Dowództwo Wielonarodowego Korpusu Północny-Wschód. W momencie wejścia Polski do NATO Korpus odegrał istotną rolę w zacieśnianiu współpracy, zwłaszcza z najbliższymi sojusznikami. Od 2014 roku jest wzmacniany, i gra coraz szerszą rolę w systemie obrony kolektywnej.

Wozy BRDM-2 służyły polskim żołnierzom na misjach od lat 90., i nadal stanowią podstawę wyposażenia jednostek rozpoznawczych. Fot. 15bz.wp.mil.pl
Wozy BRDM-2 służyły polskim żołnierzom na misjach od lat 90., i nadal stanowią podstawę wyposażenia jednostek rozpoznawczych. Fot. 15bz.wp.mil.pl

Jednocześnie, z uwagi na obowiązującą w NATO w pierwszych latach po zakończeniu Zimnej Wojny zasadę „out of area or out of business”, kładącą nacisk na misje poza obszarem traktatowym, Wojsko Polskie zwiększyło swoje zaangażowanie w misje. Pierwszą, rozpoczętą przez Polskę już jako członka NATO była operacja KFOR w Kosowie, trwająca – w znacznie zmienionym kształcie – po dziś dzień. Przełomem był natomiast atak terrorystyczny z 11 września 2001 roku. W odpowiedzi na wezwanie USA, zdecydowanie najważniejszego państwa członkowskiego NATO ówczesne kierownictwo polityczne Polski zdecydowało się na zaangażowanie w Iraku (w ramach koalicji państw pod wodzą USA, później także w ramach misji szkoleniowej NATO), i w Afganistanie – w ramach sił Sojuszu Północnoatlantyckiego. Misje w Iraku i Afganistanie ulegały wielokrotnym przeobrażeniom. 

Pomimo wielu kontrowersji, związanych z otoczeniem politycznym i przygotowaniem kontyngentów nie ulega wątpliwości, że obie te operacje stanowiły kamienie milowe na drodze do zwiększenia zdolności współdziałania Wojska Polskiego z jednostkami sojuszniczymi. W ich ramach relatywnie duże jednostki WP uczestniczyły w działaniach bojowych, Polacy odgrywali też bardzo ważne role w strukturach dowodzenia obu misji. Doświadczenia z Iraku i Afganistanu (nawet jeśli ta pierwsza operacja w zasadzie nie była realizowana pod egidą NATO) są więc kluczowe dla zdolności współdziałania, zarówno na różnych szczeblach dowodzenia, jak i przez pojedynczych żołnierzy.

Transportery Rosomak odegrały ważną rolę w misji w Afganistanie. Fot. Dowództwo Operacyjne SZ
Transportery Rosomak odegrały ważną rolę w misji w Afganistanie. Fot. Dowództwo Operacyjne SZ

Pierwsze kroki do przebudowy armii

Trzeba też pamiętać, że gdy w 1999 roku Polska przystąpiła do NATO, dysponowała armią z poboru, i niemal wyłącznie sprzętem posowieckim. Modernizację techniczną w tym okresie skupiano – co właściwe i zrozumiałe – na systemach dowodzenia i łączności, czy identyfikacji swój-obcy – IFF. To one stanowiły fundament dla możliwości zwiększenia współdziałania z NATO, jeszcze zanim do służby wejdzie nowy sprzęt. WP dysponowało pod koniec ostatniej dekady XX wieku m.in. ośmioma dywizjami ogólnowojskowymi, i ok. 1700 czołgami, jednak znaczną część z nich stanowiły T-55A/AM. Nieliczne programy modernizacyjne – obok sprzętu dowodzenia i łączności – obejmowały np. wprowadzenie pierwszych wersji przenośnych systemów przeciwlotniczych Grom, czołgów PT-91 Twardy itd.

Nawiasem mówiąc, już w latach 90. dostrzegano potrzebę modernizacji technicznej armii. Jako priorytety określono m.in. obronę powietrzną krótkiego/bardzo krótkiego zasięgu i artylerię, przeznaczone do realizacji siłami własnego przemysłu, czy też w ramach współpracy. Można tutaj wymienić Strategiczne Programy Rządowe Grom i Loara. Ten pierwszy zakończył się powodzeniem, ten drugi ostatecznie anulowano, choć zestaw w wersji artyleryjskiej był gotowy do produkcji seryjnej. Inny ważny program, haubicy Krab, w zasadzie dopiero teraz wkracza w fazę realizacji, bo dostawy pierwszego dywizjonu zakończyły się w 2017 roku (po odważnej decyzji ówczesnego kierownictwa MON i PGZ z 2014 roku o zmianie konfiguracji systemu i wdrożeniu nowego podwozia). Inny SPR, Huzar, mający doprowadzić do opracowania odmiany śmigłowca W-3 Sokół, uzbrojonego w broń przeciwpancerną, ostatecznie anulowano, a niedawno MON wrócił do podobnej koncepcji modernizacji śmigłowców. W ramach SPR Iryda został opracowany samolot szkolno-bojowy, ale ostatecznie z różnych przyczyn wycofano go ze służby. Niepowodzeniem zakończył się również program nowego czołgu Goryl.  

SPR Loara zakończył się niepowodzeniem. Fot. www.10bkpanc.wp.mil.pl
SPR Loara zakończył się niepowodzeniem. Fot. www.10bkpanc.wp.mil.pl

Identyfikowano również inne priorytety, jak nowe samoloty wielozadaniowe (zastępujące MiGi-21, częściowo Su-22M4/UM3K), Kołowe Transportery Opancerzone (mające zastąpić transportery SKOT, wycofane już ze służby w jednostkach liniowych) i wreszcie przeciwpancerne pociski kierowane nowej generacji, które miały być wprowadzone w miejsce ppk Malutka. 

W latach 90. programy modernizacji napotykały na bardzo duże przeszkody, związane z sytuacją gospodarczą kraju, zaszłościami po Układzie Warszawskim (nadmiernie rozbudowane struktury) i zmianami politycznymi, przez co dużych zakupów sprzętu generalnie nie realizowano. Wejście do NATO przyniosło tutaj jakościową zmianę:

  • Po pierwsze, w maju 2001 roku przyjęto ustawę o przebudowie, modernizacji technicznej i finansowaniu Sił Zbrojnych, wyznaczającą poziom wydatków obronnych na 1,95 proc. PKB. Dalsze 0,05 proc. PKB miało – zgodnie z inną ustawą – trafić na najkosztowniejszy program samolotu wielozadaniowego.
  • Po drugie, przyjęto plan modernizacji technicznej na lata 2001-2006, po raz pierwszy wyznaczający w miarę realne ramy rozwoju polskiej armii, powiązane z uwarunkowaniami finansowymi (w przeciwieństwie np. do planu z 1997 roku, z perspektywą do 2012 roku, zwanego „Armia 2012”).
  • Po trzecie, zdecydowano się na restrukturyzację i częściową redukcję stanów liczebnych WP. W armii, nadal poborowej, miało pozostać około 150 tys. żołnierzy, w Wojskach Lądowych – cztery zrestrukturyzowane i wzmocnione dywizje ogólnowojskowe (1 DZ rozformowana w 2011 roku, i trzy istniejące po dziś dzień 11 DKPanc., 12 DZ oraz 16 DZ), dysponujące jednak dużo silniejszymi i lepiej przygotowanymi strukturami. Ta reforma była próbą znalezienia równowagi pomiędzy potrzebą utrzymania stanów liczebnych armii i systemu rezerw, a możliwościami i potrzebami wynikającymi z konieczności generacyjnej wymiany sprzętu.
Pierwsza partia czołgów Leopard 2A4 trafiła do Polski w latach 2002-2003. Fot. chor. R.Mniedło/11LDKPanc.
Pierwsza partia czołgów Leopard 2A4 trafiła do Polski w latach 2002-2003. Fot. chor. R.Mniedło/11LDKPanc.

Warto w tym miejscu przypomnieć wybrane priorytety programu modernizacji armii na lata 2001-2006:

  • Wielozadaniowe Samoloty Bojowe. Pierwszym i najważniejszym elementem tego programu było pozyskanie wielozadaniowych samolotów bojowych. W jego ramach zakupiono 48 maszyn F-16 Block 52+. Początkowo planowano zakup 60 myśliwców, w tym kilkunastu używanych, jednak ostatecznie po otrzymaniu propozycji przejęcia z Niemiec MiG-ów-29 zakupiono tylko nowe maszyny. Plan ten został zrealizowany, choć osiągnięcie gotowości zajęło dłużej niż pierwotnie zakładano, a realizacja offsetu do dziś budzi kontrowersje.
  • Samoloty transportowe. Już w 2001 roku zdecydowano o zakupie samolotów Casa (obecnie Airbus) C-295M. Początkowo było to osiem maszyn, potem wprowadzono następne. Jeden z samolotów utracono w katastrofie w Mirosławcu. C-295M odgrywały i nadal odgrywają ważną rolę we wsparciu Polskich Kontyngentów Wojskowych, wykonują też działania transportowe. C-295M zostały wsparte mieleckimi M-28, a także Herculesami przekazanymi z nadwyżek wojsk USA. Program zakupów samolotów transportowych zakończył się więc sukcesem.
  • KTO Rosomak. W 2003 roku podpisano kontrakt na licencyjną produkcję fińskich transporterów AMV Patria w zakładach w Siemianowicach Śląskich (obecnie Rosomak SA). Choć pojazdy wprowadzono do linii w dużej liczbie i użyto bojowo z powodzeniem w Afganistanie i Czadzie, to program zakończył się tylko połowicznym sukcesem. Nadal brakuje bowiem części odmian specjalistycznych, a przede wszystkim zdolności użycia przeciwpancernych pocisków kierowanych.
  • Przeciwpancerne pociski kierowane nowej generacji. Umowę na dostawę 264 przenośnych wyrzutni rakiet Spike-LR i 2675 rakiet, zastępujących posowieckie systemy Malutka, Fagot i Metys podpisano w grudniu 2003 roku. Została ona zrealizowana, a niedawno do wojska trafiły pierwsze zestawy z drugiej partii. Nie udało się jednak wprowadzić do linii żadnego pojazdu zintegrowanego ze Spike – ani KTO Rosomak, ani BWP-1 (na pewnym etapie planowano modernizację części BWP poprzez wymianę systemu wieżowego, ale nie udało się tego zrealizować). Dlatego ważną część obrony przeciwpancernej stanowią nadal rakiety Malutka, umieszczone na BWP i na nielicznych BRDM, konstrukcja ta ma ok. 50 lat. Program Spike był więc tylko połowicznym sukcesem (podobnie jak Rosomak, który od początku miał być zintegrowany z tymi rakietami).
  • Czołgi Leopard 2 i modernizacja T-72 w oparciu o ich technologię. Program modernizacji na lata 2001-2006 zakładał pozyskanie z Niemiec 128 partii używanych czołgów Leopard 2A4 (co zrealizowano) i zakup ok. 100 „jakościowo nowych czołgów” – de facto drugiej partii Leopardów. Pomysł ten najpierw po długich analizach zarzucono, a potem do niego wrócono, ostatecznie druga partia Leopardów 2A5/2A4 trafiła do wojska w latach 2014-2015. Planowano jednak również głęboką modernizację – „leopardyzację” czołgów T-72. Nic z tego nie wyszło, a prac nad T-72 nie kontynuowano. Z tego powodu program Leopardów, choć doprowadził do istotnego wzmocnienia Wojsk Pancernych, nie zapewnił całościowej modernizacji i zakończył się tylko połowicznym sukcesem. Leopardy 2A4 są obecnie modernizowane do wersji 2PL.
  • Modernizacja Mi-24. MON planował modernizację śmigłowców Mi-24 do wersji PL, wraz z państwami Grupy V4. Program ten jednak anulowano, a Wojsko Polskie straciło zdolność rażenia celów opancerzonych za pomocą przeciwpancernych pocisków kierowanych. Obecnie MON przygotowuje się do modernizacji Mi-24, pieniądze na ten cel zawarte są w budżecie na 2019 rok. Planowany jest też program Kruk, śmigłowca uderzeniowego nowej generacji.
  • Budowa korwet wielozadaniowych Gawron. Plan na lata 2001-2006 zakładał rozpoczęcie budowy serii korwet wielozadaniowych Gawron. Jak wiemy, ostatecznie budowana jest tylko jedna jednostka, przez co najmniej 18 lat, w dodatku jako patrolowiec. Program zakończył się więc porażką, a Marynarka Wojenna jest najbardziej zaniedbanym Rodzajem Sił Zbrojnych.

Czas misji

Kolejne lata upłynęły w Wojsku Polskim pod znakiem misji ekspedycyjnych. Jak wiemy, misja w Iraku bardzo szybko przekształciła się ze „stabilizacyjnej” w de facto bojową, z udziałem maksymalnie ok. 2500 żołnierzy, wchodzących w skład kierowanej przez Polaków Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe. W warunkach bojowych dopracowywano procedury, jak i sprzęt – wyposażenie indywidualne, broń strzelecką (szczególnie karabiny Beryl), wreszcie samochody Honker, oznaczone Skorpion-3. Kontyngent borykał się także z problemami natury politycznej – np. przejęcie władzy przez socjalistów po zamachach na metro w Madrycie spowodowało wycofanie hiszpańskiego kontyngentu, przez co większą rolę musieli przejąć Amerykanie, podobnie jak miało to miejsce podczas części prowadzonych działań bojowych. 

W Afganistanie WP było (i pozostaje) zaangażowane od 2002 roku, ale największe natężenie działań miało miejsce w latach 2010-2011, wtedy kontyngent liczył 2,6 tys. żołnierzy. Został lepiej wyposażony niż PKW Irak (np. w KTO Rosomak, haubice Dana wraz z BSP FlyEye i systemem Liwiec etc.), jednak i tam WP korzystało ze sprzętowego wsparcia sojuszników, jeśli chodzi o śmigłowce i pojazdy MRAP. Udział w tych operacjach dał WP cenne doświadczenie bojowe, okupione jednak krwią poległych i rannych żołnierzy. Wnioski z misji uwzględniono w planowaniu rozwoju Sił Zbrojnych. Jedną z takich decyzji było powołanie Wojsk Specjalnych. Wydzielenie WS jako oddzielnego rodzaju Sił Zbrojnych w 2007 roku pozwoliło wynieść ich zdolności na nowy poziom. W 2015 roku Polska jako pierwszy kraj NATO należący do wschodniej flanki objęła rolę państwa ramowego Sił Odpowiedzi Sojuszu Północnoatlantyckiego, właśnie w komponencie Wojsk Specjalnych.

Od 2008 roku MON i WP zmagały się jednak z kryzysem gospodarczym, który w konsekwencji przełożył się na cięcia wydatków publicznych. Łącznie w latach 2008-2013 na obronę wydano o 10,5 mld zł mniej, niż gdyby trzymać się pierwotnego założenia planowania i wydawania 1,95 proc. PKB z roku poprzedniego. W tym samym czasie zdecydowano się na szybkie uzawodowienie armii, co – w połączeniu z cięciami finansowymi – doprowadziło do zakrojonych na szeroką skalę redukcji stanów liczebnych. WP miało liczyć 100 tys. żołnierzy zawodowych, wspieranych przez 20 tys. wojskowych z Narodowych Sił Rezerwowych, które jednak nigdy nie osiągnęły tego stanu. W 2011 roku rozformowano 1 Warszawską Dywizję Zmechanizowaną. Jeśli chodzi o modernizację, można powiedzieć że zapanowała pewna stagnacja. Realizowano jednak prace koncepcyjne nad nowymi programami modernizacyjnymi (np. Wisła, Narew, Homar, wieża bezzałogowa), wśród nowych zakupów z tego okresu można wymienić m.in. Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy.

W końcu 2012 roku przyjęto zakrojony na szeroką skalę Plan Modernizacji Technicznej, zakładający realizację kilkunastu priorytetowych programów operacyjnych, za kwotę ok. 91 mld zł do 2022 roku (łącznie na modernizację planowano wydać 130-140 mld zł). Założono m.in. budowę warstwowego systemu obrony powietrznej, pozyskanie nowej generacji śmigłowców, kompleksową modernizację Wojsk Rakietowych i Artylerii, dalszą modernizację Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych, zakupy nowych okrętów dla Marynarki Wojennej, wielu klas bezzałogowców czy zautomatyzowanych systemów dowodzenia i różnych systemów rozpoznania. Jak wiemy, większości założeń obowiązującego do lutego 2019 roku Planu (nowy PMT był opóźniony o ponad 2 lata), nie została zrealizowana, choć nadal stanowi podstawę do planowania modernizacji sił zbrojnych.  

Na przełomie 2013 i 2014 roku wdrożono w życie reformę systemu dowodzenia polską armią, zakładającą rozformowanie oddzielnych dowództw RSZ i stworzenie dwóch połączonych dowództw – generalnego i operacyjnego. W dokumentach doktrynalnych uwzględniono w nieco większym stopniu obronę własnego terytorium (tzw. doktryna Komorowskiego). W listopadzie 2013 roku podpisano umowę na zakup drugiej partii Leopardów, nieco wcześniej – we wrześniu – na budowę niszczyciela min Kormoran II w ramach pracy rozwojowej. Z kolei w końcu lutego 2014 roku zamówiono system szkolenia AJT z ośmioma samolotami Master (zostały już dostarczone, a w 2018 r. MON zamówił łącznie osiem dalszych maszyn w dwóch transzach).

NATO wraca do korzeni 

Rosyjska aneksja Krymu i późniejsza agresja wobec Ukrainy w 2014 roku była szokiem i zaskoczeniem dla większości decydentów i ekspertów w NATO. Warto więc prześledzić ostatnie pięć lat, zarówno z punktu widzenia NATO, jak i Polski. Tym bardziej, że wiąże się to z bezprecedensowym wzmocnieniem kolektywnej obrony na naszym terenie. 

W odpowiedzi na agresywne działania Rosji Sojusz podjął decyzję o wdrożeniu środków adaptacji i obrony. Pierwszy krok dokonano na szczycie w Walii w 2014 roku. Plan na Rzecz Gotowości (Readiness Action Plan) zakładał wzmocnienie Sił Odpowiedzi NATO, poprzez:

  • Zwiększenie ich liczebności do 40 tys. żołnierzy
  • wydzielenie jednostki natychmiastowego reagowania (VJTF), osiągającej gotowość do rozmieszczenia w ciągu 5-7 dni; 

Oprócz tego ustalenia ze szczytu z Newport zakładały zwiększenie zakresu ćwiczeń na wschodniej flance (co swoją drogą w pewnym zakresie miało miejsce już przed tym spotkaniem), jak i ustanowienie ciągłej obecności niewielkich jednostek, głównie w celach szkoleniowych. Kolejnym ważnym elementem było zobowiązanie sojuszników do zwiększenia wydatków obronnych do 2 proc. PKB do 2024 roku.

Tutaj trzeba dodać kilka słów komentarza. Kryzys gospodarczy, jaki miał miejsce w Europie i USA od 2008 roku, odcisnął się bardzo mocno na zdolnościach wiodących krajów członkowskich NATO. Przeprowadzono redukcje strukturalne i ograniczono zakres modernizacji, szczególnie w zakresie konwencjonalnych zdolności, uznanych za „nieprzydatne” w czasie misji stabilizacyjnych. Czasem pozbyto się ich niemal zupełnie, jak np. w wypadku mobilnej obrony przeciwlotniczej krótkiego/bardzo krótkiego zasięgu w Bundeswehrze, ale i w czynnej US Army.

Fot. army.mil
Fot. army.mil

To, w połączeniu z rozbudową potencjału wojskowego przez Moskwę od 2008 roku spowodowało ryzyko uzyskania przez Rosję lokalnej przewagi, czy przewagi w obszarze określonych zdolności. Ta sytuacja jest skrajnie odmienna w stosunku do tej, z którą Polska miała do czynienia w 1999 roku, gdy sojusznicy dysponowali zdecydowaną, konwencjonalną przewagą nad Federacją, a sama Moskwa – zaniedbanymi siłami zbrojnymi. Ma to daleko idące konsekwencje dla państw wschodniej flanki, w tym dla Polski. 

Wróćmy jednak do adaptacji NATO. W 2015 roku przeprowadzono pierwsze ćwiczenia rozmieszczenia sił natychmiastowego reagowania NATO w Polsce (Noble Jump 2015). Rok później, na szczycie w Warszawie podjęto pierwszy raz w historii decyzję o ustanowieniu obecności batalionowych grup bojowych NATO na wschodniej flance. To wielonarodowe jednostki, prowadzące od 2017 roku działania w sposób ciągły. Jedna z grup, dowodzona przez Amerykanów, rozmieszczona jest w rejonie Orzysza i Bemowa Piskiego. Równolegle swoją obecność wzmocniły USA, działając w ramach własnego łańcucha dowodzenia. W ramach operacji Atlantic Resolve na kontynencie w sposób ciągły rozlokowane są m.in. pancerna brygadowa grupa bojowa, wysunięte dowództwo szczebla dywizyjnego w Poznaniu, brygada lotnictwa US Army, jak i coraz liczniejsze jednostki wsparcia i logistyczne. Cały czas zwiększa się zakres sojuszniczych ćwiczeń.

Na szczycie NATO w Brukseli Sojusz podjął kolejny krok. Przyjęto kompleksową strategię wzmocnienia, zakładającą m.in. umożliwienie wydzielenia 30 batalionów wojsk lądowych, 30 eskadr lotniczych i 30 okrętów w ciągu 30 dni. Odpowiednio dostosowana zostanie też struktura dowodzenia, ale i plany ewentualnościowe. Polska złożyła Stanom Zjednoczonym propozycję ustanowienia stałej obecności i jej współfinansowania przez stronę polską. Prace w tym zakresie trwają. Inicjatywa otrzymała nieformalną nazwę „Fort Trump”, a planowane wzmocnienie może przyjąć różne formy (połączenie obecności stałej i rotacyjnej). Z kolei na początku br. Stany Zjednoczone poinformowały o wycofaniu się z traktatu INF, w odpowiedzi na naruszenie tej umowy przez Rosję. To istotne, ale i symboliczne, bo zawarta umowa eliminowała całą klasę uzbrojenia ze strefy euroatlantyckiej, a do jej podpisania doprowadziła kampania łącząca wzmocnienie odstraszania i dialogu z Rosją. Otwarte jest pytanie, czy i jak NATO poradzi sobie z kwestią traktatu INF, obok sporów wynikających z wewnętrznej polityki w krajach członkowskich jest to chyba największe wyzwanie dla NATO.

Można więc postawić tezę, że maksyma „out of area or out of business” jest w pewnym stopniu nieaktualna i NATO wraca do obrony kolektywnej, koncentrując się tym razem na obszarze, na którym położona jest Polska. W dużym stopniu, bo równolegle z powrotem do „korzeni” Sojusz nadal kontynuuje działania w ramach misji, w tym w Afganistanie i Iraku, a nawet zwiększa zaangażowanie. Dodajmy, że te działania realizowane są z udziałem polskich żołnierzy.

Największym chyba wyzwaniem dla NATO jest wypracowanie wspólnej odpowiedzi na łamanie traktatu INF przez Rosję. Fot. mil.ru.
Największym chyba wyzwaniem dla NATO jest wypracowanie wspólnej odpowiedzi na łamanie traktatu INF przez Rosję. Fot. mil.ru.

Polska reakcja na kryzys na Ukrainie

Po aneksji Krymu podjęto kroki w celu wzmocnienia bezpieczeństwa państwa. Jeszcze w 2014 roku podpisano umowy na drugi NDR i pierwszą partię pocisków JASSM wraz z modernizacją myśliwców F-16. Zdecydowano też o zwiększeniu ukompletowania wybranych jednostek na flance wschodniej, w ramach planu wzmocnienia bezpieczeństwa państwa. Jeszcze w poprzedniej kadencji parlamentu podjęto też wstępne decyzje w dwóch największych programach PMT: Wisła (system Patriot) i śmigłowce wielozadaniowe (Caracal). Zaplanowano też przyspieszenie zakupu systemu Homar, bezzałogowców i wiropłatów uderzeniowych Kruk. 

Po wyborach parlamentarnych z 2015 roku rząd Zjednoczonej Prawicy zapowiedział zwiększenie zaangażowania we wzmacnianie obrony państwa. I tak, od początku 2017 roku sformowano Wojska Obrony Terytorialnej, co ma stanowić sposób na odtworzenie komponentu terytorialnego i częściowo rezerwowego. W tym samym roku przyjęto też ustawę zwiększającą wydatki obronne stopniowo od 2,1 proc. PKB w 2020 roku do 2,5 proc. w roku 2030. Zmianie uległa też metodologia obliczania udziału wydatków obronnych w PKB, obecnie są one odnoszone do PKB roku bieżącego, a nie ubiegłego. Dzięki temu armia otrzymała dodatkowe środki już w 2018 i 2019 roku. W 2018 roku poinformowano o powołaniu nowej, 18 Dywizji Zmechanizowanej. 

Jeżeli natomiast chodzi o modernizację techniczną, efekty są co najwyżej mieszane. Rozpoczęto realizację szeregu programów, ujętych już wcześniej w PMT i zakładających zakupy od własnego przemysłu (m.in. seryjna Regina, Piorun, Poprad, Leopard 2PL, seryjne niszczyciele min Kormoran). Podpisano też największy kontrakt w historii Wojska Polskiego na pierwszą fazę systemu Wisła, umowy na uzbrojenie do F-16, w tym pociski JASSM-ER, czy wreszcie kontrakty na zakup samolotów VIP.

Wiele innych postępowań zostało jednak opóźnionych, w tym także wskutek decyzji podjętych już przez obecne kierownictwo MON (np. BMS) bądź też jest realizowanych w skromniejszym kształcie (Homar/HIMARS). Pomimo deklarowanego nacisku na obronę własnego terytorium na razie nie udało się też przełamać impasu dotyczącego broni przeciwpancernej, i wojsko nadal nie ma ani nowych granatników, ani nowoczesnych wyrzutni rakiet na pojazdach/śmigłowcach. Wreszcie, po rezygnacji z pozyskania śmigłowców Caracal w 2016 roku pojawiło się wiele sprzecznych deklaracji, jednak pierwszy kontrakt na zakup śmigłowców (Black Hawk dla Wojsk Specjalnych) zawarto w br., a np. traktowany jako priorytetowy program Kruk jest opóźniony. Impas jest także w sprawie modernizacji Marynarki Wojennej, i nadal nie ma żadnych decyzji w sprawie okrętów bojowych (podwodnych i nawodnych), a zawierane kontrakty dotyczą jednostek wsparcia/pomocniczych (niszczyciel min, holowniki, okręt ratowniczy). 

Lista modernizacyjnych zaniedbań jest oczywiście dłuższa, jednak wszystko to ma charakter systemowy. System zakupów sprzętu jest niewydolny, a problemy z opracowaniem dokumentów strategicznych nie ułatwiają tej sytuacji. Plan modernizacji w perspektywie do 2026 roku powinien był zostać przyjęty dwa lata temu. Kolejne restrukturyzacje przemysłu i częste zmiany kadrowe nie przekładają się na jego systemowe wzmocnienie. Choć resort obrony zapowiadał strukturalne wzmocnienie systemu pozyskiwania sprzętu poprzez powołanie Agencji Uzbrojenia, to na razie nie ma żadnych konkretów.

Wszystko to powoduje, że proces modernizacji przebiega zbyt wolno a zaniedbania mają charakter systemowy. Dość powiedzieć, że wszystkie posiadane przez Polskę wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych o zasięgu powyżej 10 km są starsze od MiGów-29,  a braki dotyczą nie tylko uzbrojenia, ale też rozpoznania i dowodzenia, nie mówiąc już o nowoczesnej amunicji, i to również tam, gdzie wprowadzane są nowe systemy rażenia (artyleria). Oczywiście nie należy zapominać o sukcesach. Przede wszystkim ustawa zwiększająca wydatki obronne, bez której przeprowadzenie wymiany sprzętu posowieckiego w odpowiednim zakresie nie byłoby fizycznie możliwe. Większe wydatki na obronność to jednak warunek konieczny, a nie wystarczający dla procesu modernizacji, tutaj potrzeba systemowych zmian realizowanych w sposób planowy i długofalowo. 

Co dalej z Polską w NATO?

Jaki będzie kolejny jubileusz członkostwa Polski w Sojuszu? NATO wdrożyło szereg inicjatyw, mających na celu wzmocnienie kolektywnej obrony (4x30, wysunięta obecność itd.). Jeżeli będą one planowo realizowane, to istotnie zwiększy nasze bezpieczeństwo. Z drugiej strony, NATO boryka się z problemami natury politycznej (Brexit, różnego rodzaju napięcia transatlantyckie, wreszcie poszukiwanie wspólnej reakcji na wycofanie z traktatu INF). Od ich rozwiązania w dużej mierze będzie zależeć skuteczność NATO.

Z punktu widzenia Polski na historię członkostwa w Sojuszu można patrzeć na dwa sposoby. Niewątpliwie było to gigantyczne wzmocnienie bezpieczeństwa, tak na płaszczyźnie politycznej, jak i wojskowej. Wojsko Polskie przeszło ogromną przemianę, jeśli chodzi o szkolenie, organizację i możliwości współdziałania z sojusznikami. Nieco „w tyle” pozostała jednak modernizacja techniczna, wskutek czego większość jednostek WP – nawet tych wydzielanych do operacji NATO – nadal dysponuje sprzętem posowieckim, często nie nadającym się już do modernizacji. To właśnie modernizacja techniczna jest największym wyzwaniem dla Polski w NATO i to od powodzenia tego procesu zależy czy Polska utrzyma i wzmocni swoją sojuszniczą wiarygodność.

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.