Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Amerykański „Departament Wojny” w opałach. Pomysły Trumpa do kosza?

Amerykański Sekretarz Wojny Pete Hegseth pozuje do zdjęcia przed tablicą z napisem „Departament Wojny” przy wejściu do Pentagonu, 13 listopada 2025 roku.
Amerykański Sekretarz Wojny Pete Hegseth pozuje do zdjęcia przed tablicą z napisem „Departament Wojny” przy wejściu do Pentagonu, 13 listopada 2025 roku.
Autor. Sgt. Madelyn Keech (U.S. Air Force) / Department of War / flickr

Pentagon chce, aby Kongres jeszcze przed wyborami połówkowymi na stałe zmienił nazwę Departamentu Obrony na Departament Wojny. Problem w tym, że Kongres raczej tego nie chce.

Reklama

Rzecznik Pentagonu Sean Parnell zażądał 26 października 2026 roku, by Kongres zaakceptował rozporządzenie wykonawcze prezydenta Donalda Trumpa, w którym we wrześniu 2025 roku dopuszczono wykorzystywanie nazwy „Departament Wojny” zamiast „Departament Obrony”. Jednak z punktu widzenia prawa taka zmiana jest „nieoficjalna”. Żeby została uprawomocniona, musi zostać zaakceptowana przez kongresmenów.

Prezydent Donald J. Trump oraz sekretarz wojny Pete Hegseth wykazali się zdecydowaniem, nazywając nasz resort „Departamentem Wojny” i stawiając sprawę jasno: amerykańskie siły zbrojne istnieją po to, by poprzez siłę odstraszać od wojny, a w razie konieczności – prowadzić ją i zwyciężać. Prezydent podjął działanie. Teraz Kongres musi dokończyć to zadanie i nadać nazwę „Departament Wojny” poprzez ustawę.
Sean Parnell, rzecznik Pentagonu (wpis na X z 26 października 2026 roku)

Próbowano to zrobić na początku 2026 r. rezolucją senackiej Komisji ds. Sił Zbrojnych. W rezolucji zaproponowano już trwałe wprowadzenie określenia „Departament Wojny”. Jednak zapis ten nie został umieszczony w ostatecznej wersji ustawy National Defense Authorization Act, która każdego roku określa budżet, wydatki oraz cele polityczne dla Departamentu Obrony USA oraz amerykańskich sił zbrojnych.

Reklama

Teraz Biały Dom próbuje przekonać Kongres, że proponowana reforma w nazewnictwie jest nie tylko jednym z wielu pomysłów Donalda Trumpa, ale powrotem do historycznych ustaleń. Departament Obrony został powołany dopiero w 1949 r., po reformie sił zbrojnych i podporządkowaniu wszystkich służb jednemu kierownictwu administracyjnemu.

Wcześniej był Departament Wojny, który został utworzony na mocy ustawy Kongresu z 7 sierpnia 1789 r. jako jedno z pierwszych ministerstw, jeszcze za czasów prezydenta Jerzego Waszyngtona. Parnell bardzo mocno to teraz przypomina, twierdząc, że chodzi tylko o powrót do starego. Odwołuje się też do dumy Amerykanów, podkreślając w wypowiedzi dla Fox News, że „Departament Wojny przez ponad 150 lat przeprowadził amerykańskie siły zbrojne przez najważniejsze konflikty – od zwycięstwa Unii w wojnie secesyjnej po triumf aliantów w dwóch wojnach światowych”.

Próbuje się też tworzyć mit, że sama nazwa zwiększy siłę amerykańskiego odstraszania. „Sekretarz Wojny” Pete Hegseth wskazywał nawet, że chodzi o „przywrócenie etosu wojownika” i o zapewnienie, że amerykańscy żołnierze „pozostaną najbardziej śmiercionośną siłą bojową na świecie”.

Reklama

Problemem Trumpa jest to, że coraz mniej kongresmenów wierzy w jego „szczere intencje”. Żądanie Parnella, który wskazał w swoim wpisie na X, że Kongres musi zaakceptować tę zmianę, może zadziałać jak przysłowiowa czerwona płachta na byka. Dodatkowo jest bardzo prawdopodobne, że taka akcja rzecznika Pentagonu wynika z obaw o wyniki wyborów połówkowych w Stanach Zjednoczonych.

Wiele wskazuje na to, że Republikanie mogą stracić większość w obu izbach. Wtedy wszystkie nieformalne decyzje podejmowane przez Donalda Trumpa nie mają żadnych szans na uzyskanie akceptacji. Biały Dom chce wyprzedzić ten rozwój wypadków i postawić Kongres przed faktem dokonanym. Ale czy zdąży?

Reklama
Mogą Cię zainteresować
Najpopularniejsze
Najnowsze
Wojna na Ukrainie
Zobacz także
Reklama