Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Ameryka bez złudzeń. Jak USA widzą wojnę i Polskę? [ANALIZA]

Stany Zjednoczone nadal mają największą armię świata, ale już nie potrafią jej skutecznie użyć. Tak w skrócie brzmi diagnoza 2026 Index of U.S. Military Strength – najbardziej wpływowego konserwatywnego raportu o stanie amerykańskiej siły zbrojnej. Heritage Foundation ostrzega: Waszyngton dysponuje ogromnym aparatem militarnym, lecz rozluźnił związek między strategią, budżetem, przemysłem i realnymi zdolnościami - pisze Adam Jawor dla Defence24.pl

Kapitol, Waszyngton, USA
Kapitol, Waszyngton, USA
Autor. Jakub Borowski, Defence24.pl

2026 Index of U.S. Military Strength nie jest zwykłym raportem o stanie sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych. To szeroki bilans strategiczny, w którym Heritage Foundation próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy amerykańska potęga wojskowa odpowiada realiom świata po powrocie rywalizacji mocarstw. Dokument łączy kilka poziomów analizy: ocenia kondycję sił zbrojnych USA, analizuje środowisko operacyjne w różnych regionach świata, bada zagrożenia ze strony głównych przeciwników i formułuje wnioski dotyczące przemysłu obronnego, budżetu oraz polityki bezpieczeństwa. Samo Heritage opisuje indeks jako narzędzie diagnostyczne mierzące zdolność armii USA do działania w aktualnym środowisku zagrożeń, a executive summary podkreśla, że obecna siła zbrojna USA jest obarczona „significant risk” wobec modelu dwóch dużych konfliktów regionalnych.

Najważniejsza teza dokumentu jest surowa, ale przejrzysta: Stany Zjednoczone nadal dysponują ogromnym aparatem militarnym, lecz coraz trudniej przekładają jego skalę na spójną i gotową do użycia siłę. Problem nie polega wyłącznie na tym, że zagrożenia rosną. Polega także na tym, że rozluźnił się związek między strategią, budżetem, przemysłem i realnymi zdolnościami wojskowymi. To ujęcie nie jest dosłownym cytatem z raportu, lecz wiernie oddaje jego sens: dokument wskazuje, że siły USA prawdopodobnie nie byłyby w stanie skutecznie sprostać dwóm niemal równoczesnym dużym konfliktom, a warunki takie pogarsza dodatkowo słabość części sojuszników i ograniczenia własnej modernizacji.

Ideowy rdzeń raportu tworzą trzy topical essays:The American Way of War,The U.S. Defense Industrial Base iA Conservative Defense Budget. W strukturze samego indeksu funkcjonują one jako odrębna sekcja interpretacyjna, rozwijająca główne tezy raportu. Razem układają się w spójny argument: Ameryka nie potrzebuje wyłącznie większych wydatków wojskowych, lecz odzyskania państwowej spójności w myśleniu o wojnie, produkcji i pieniądzach.

Za tymi trzema tekstami stoi środowisko wyraźnie związane z konserwatywnym zapleczem eksperckim Heritage Foundation.The U.S. Defense Industrial Base napisał Jim Fein.A Conservative Defense Budget napisał Wilson Beaver, który według wykazu współpracowników indeksu jest starszym doradcą ds. budżetu obronnego i polityki NATO oraz współredaktorem całego2026 Index. Z koleiThe American Way of War nie zostało przypisane pojedynczemu autorowi, lecz sygnowane instytucjonalnie przez Douglas and Sarah Allison Center for National Security. Tym samym dwa teksty mają wyraźnych autorów personalnych, a pierwszy ma charakter bardziej zbiorowy i programowy. W tym samym wykazie współpracowników Heritage wskazuje też, że centrum to prowadzi Robert Greenway.

Reklama

Wojna jako problem politycznej jasności

Pierwszy z tych tekstów The American Way of War Amerykański sposób prowadzenia wojny) poświęcony jest amerykańskiemu sposobowi prowadzenia wojny, wychodzi od doświadczenia Afganistanu i Iraku. Nie są one tu traktowane wyłącznie jako dwie nieudane lub kosztowne interwencje, lecz jako ostrzeżenie przed głębszą słabością amerykańskiego państwa. Stany Zjednoczone okazały się bowiem mocarstwem, które potrafi wejść do wojny z ogromnym impetem, ale znacznie gorzej odpowiada na pytanie, czym właściwie ma być zwycięstwo, kiedy konflikt powinien się skończyć i jakie koszty państwo naprawdę gotowe jest ponieść.

W tej diagnozie nie chodzi o prostą krytykę interwencjonizmu, lecz o ukazanie, że Ameryka zbyt często zastępowała polityczną jasność intensywnością działania. Zbyt często zakładała, że przewaga technologiczna, skala zasobów i organizacyjna potęga wystarczą, by nadrobić brak precyzyjnie określonych celów. W Afganistanie i Iraku prowadziło to do pełzającego rozszerzania misji: operacje zaczynały się od ograniczonych zadań, lecz z czasem obrastały kolejnymi celami, aż traciły wyraźny punkt końcowy. Wojna przestawała być narzędziem realizacji jasno określonego interesu, a stawała się procesem podtrzymywanym przez własną logikę instytucjonalną. Jest ona krytyką dwóch skrajnych nurtów, które często pojawiają się w amerykańskiej debacie. Z tej racji z jednej strony odrzuca pokusę „imperium”, czyli używania siły militarnej do realizacji rozproszonych, moralnie atrakcyjnych, ale strategicznie niejasnych projektów. Z drugiej strony odrzuca logikę „Twierdzy Ameryka”, a więc wizję niemal całkowitego wycofania się z odpowiedzialności za porządek międzynarodowy. W zamian proponuje postawę pośrednią: siła militarna pozostaje podstawowym narzędziem ochrony republiki, ale jej użycie musi być podporządkowane trzeźwo rozumianemu interesowi narodowemu.

W tym ujęciu sukces wojenny nie zależy wyłącznie od przewagi technologicznej. Wymaga pięciu rzeczy, które w amerykańskiej historii okazywały się kluczowe: jasnych celów politycznych, zdolności do długotrwałego zadawania strat przeciwnikowi, umiejętności mobilizacji gospodarki i przemysłu, skutecznego działania z sojusznikami oraz zdolności do budowania trwałego pokoju po konflikcie. To zestaw bardzo klasyczny, ale właśnie dlatego ważny. Pokazuje, że wojna nie jest tylko problemem wojskowym. Jest testem dojrzałości całego państwa.

Przemysł jako warunek odstraszania

W tym właśnie miejscu pierwszy tekst przechodzi naturalnie w drugi — poświęcony przemysłowej bazie obronnej Stanów Zjednoczonych The U.S. Defense Industrial Base –Amerykańska przemysłowa baza obronna). Jego autor Jim Fein stwierdza, że  jeśli przyszła wojna ma być nie tylko krótkim epizodem ekspedycyjnym, lecz długim konfliktem z przeciwnikiem zdolnym do produkcji, mobilizacji i odbudowy strat, to nie wystarczy pytać o doktrynę. Trzeba pytać o stocznie, fabryki, linie montażowe, łańcuchy dostaw, dostęp do surowców i zdolność do seryjnego wytwarzania amunicji, okrętów, samolotów i systemów rakietowych. Stawia on w tej sprawie tezę wyjątkowo mocną: współczesna amerykańska przemysłowa baza obronna nie jest zdolna sprostać najgorszemu środowisku zagrożeń od czasu II wojny światowej. Porównanie z czasem, gdy USA były „arsenałem demokracji”, nie służy tu budowaniu nostalgii, lecz pokazaniu skali regresu. Tamta Ameryka potrafiła w ciągu kilku lat wytwarzać uzbrojenie na skalę niemal niewyobrażalną. Natomiast obecna nadal potrafi budować systemy bardzo zaawansowane, ale robi to wolno, kosztownie, w niewystarczających ilościach i przy zbyt dużej podatności na opóźnienia.

To rozróżnienie jest zasadnicze z racji tego, że w konfliktach asymetrycznych i ekspedycyjnych można było jeszcze żyć iluzją, że jakość wystarczy. W rywalizacji mocarstw nie wystarczy. Stąd wojna z przeciwnikiem równorzędnym nie jest konkursem na najlepszy pojedynczy system uzbrojenia. Jest próbą trwałości całego państwa: jego zdolności do uzupełniania strat, zwiększania produkcji, utrzymywania rytmu dostaw i finansowania długiego wysiłku bez załamania organizacyjnego.

Jim Fein pokazuje, że kryzys przemysłowej bazy obronnej nie wynika z jednej błędnej decyzji. Jest skutkiem długiego procesu: dywidendy pokoju po zimnej wojnie, spadku wydatków zakupowych, konsolidacji przemysłu, niestabilności zamówień, wzrostu kosztów regulacyjnych, słabości kapitałowej części firm, niedoborów wykwalifikowanej siły roboczej i coraz większej zależności od nieprzejrzystych łańcuchów dostaw. Szczególnie ważna jest konstatacja, że przemysł zbrojeniowy nie rozwija się od samych deklaracji strategicznych, lecz wtedy, gdy państwo daje mu stabilny i wiarygodny sygnał popytowy. Jeżeli zamówień jest za mało, są nieregularne albo rozpisane na zbyt krótki horyzont, firmy nie mają ekonomicznego uzasadnienia, by inwestować w nowe moce produkcyjne.

To z kolei prowadzi do bardzo ważnego wniosku: zamówienie publiczne nie jest tu zwykłą czynnością księgową, lecz narzędziem strategicznym. Od niego zależy, czy powstaną nowe linie produkcyjne, czy dostawcy wejdą do systemu, czy opłacalne stanie się zwiększanie zdolności. Bez wielkich, stabilnych i przewidywalnych zamówień państwo samo produkuje własną słabość. Potem zaś próbuje ją ratować programami nadzwyczajnymi, które leczą skutki, a nie przyczyny.

Równie ważna jest diagnoza dotycząca łańcuchów dostaw. Amerykański przemysł obronny opiera się na sieciach, które są kruche, nieprzejrzyste i zbyt często uzależnione od pojedynczych dostawców albo od dostępu do surowców, w których kluczową rolę odgrywają Chiny. To znaczy, że problem bezpieczeństwa narodowego nie zaczyna się dziś dopiero na poziomie brygad czy flotylli. Zaczyna się znacznie wcześniej — w kopalni, hucie, porcie, zakładzie przetwórczym i magazynie poddostawcy, którego istnienia opinia publiczna nawet nie dostrzega.

Budżet jako narzędzie strategii

Wilson Beaver, pisząc na temat konserwatywnego budżetu obronnego, niejako domyka dwa poprzednie teksty. Jego podstawowa teza brzmi: wydatki obronne mają wynikać ze strategii, a nie z instytucjonalnej inercji, przyzwyczajenia czy politycznej wygody. Innymi słowy, nie wystarczy mówić o potrzebie „silnej armii”. Trzeba jeszcze odpowiedzieć, które zdolności są rzeczywiście niezbędne dla realizacji obecnej strategii państwa i właśnie im nadać pierwszeństwo.

W tej logice, jeżeli przyjmiemy założenie, że współczesna strategia USA musi wychodzić od założenia, że głównym wyzwaniem są Chiny, a podstawowym teatrem przyszłych działań wojennych może być Indo-Pacyfik, jeśli tak, to budżet powinien faworyzować te programy i te rodzaje sił, które mają bezpośrednie znaczenie dla odstraszania i ewentualnej wojny w tym regionie. Oznacza to przede wszystkim nacisk na marynarkę, lotnictwo, amunicję precyzyjną i zdolności do walki na dużych odległościach.

Reklama

W tym kontekście bardzo mocno wybrzmiewa krytyka obecnego balansu między zakupami a badaniami, rozwojem, testowaniem i oceną. Z tym, że nie oznacza to negacji potrzeby inwestowania w przyszłość, lecz że zostały zaburzone proporcje. Jeśli zbyt duża część pieniędzy trafia do szeroko rozumianego RDT&E (wydatki na badania, rozwój, testy i ocenę nowych systemów wojskowych), a zbyt mała do zakupów istniejących już systemów, to państwo ryzykuje, że będzie miało coraz więcej programów i koncepcji, a zbyt mało platform, pocisków i zapasów gotowych do użycia teraz. W efekcie można budować przyszłą siłę kosztem bieżącej zdolności odstraszania.

Zwraca uwagę też, że obrona nie jest największą pozycją budżetu federalnego i nie ona odpowiada za całość fiskalnych problemów państwa. To istotna polemika z poglądem, że kryzys finansów publicznych należy rozwiązywać przede wszystkim kosztem wojska. Nie oznacza to jednak akceptacji dla wydawania pieniędzy bez kontroli. Wręcz przeciwnie. Tekst stale wraca do tezy, że Departament Wojny ma obowiązek traktować pieniądze podatników z dyscypliną, ograniczać marnotrawstwo, ciąć zbędną biurokrację i przesuwać środki z funkcji pomocniczych do realnych zdolności bojowych.

Ukazuje też, jak złożone i niejednoznaczne jest samo pojęcie „budżetu obronnego” w systemie amerykańskim. Inaczej definiuje go Biały Dom, inaczej Pentagon, inaczej Kongres, a jeszcze inaczej komentatorzy. Ta techniczna z pozoru uwaga ma znaczenie polityczne. Pokazuje, że spór o budżet obronny jest w gruncie rzeczy sporem o definicję bezpieczeństwa i o to, które wydatki naprawdę przekładają się na siłę.

Na szczególną uwagę zasługuje natomiast diagnoza systemowa: amerykański proces planowania i budżetowania jest zbyt powolny, zbyt mało elastyczny i zbyt mocno przywiązany do dawnych założeń. System PPBE sprawia, że budżet obronny staje się wskaźnikiem opóźnionym. Świat się zmienia szybko, przeciwnicy adaptują się szybko, technologia przyspiesza, a aparat budżetowy przetwarza te zmiany z logiką innej epoki. To oznacza, że nawet jeśli państwo dobrze rozpoznaje nowe zagrożenie, może reagować na nie zbyt wolno, by zdążyć odbudować przewagę.

Polska jako punkt ciężkości wschodniej flanki

Na tle trzech głównych osi raportu przewija się również wątek polski. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że Polska nie została w2026 Index of U.S. Military Strength opisana jako osobne, samodzielne studium przypadku. Jej znaczenie rekonstruuje się z kilku części dokumentu: przede wszystkim z rozdziału Europe w sekcji Assessing the Global Operating Environment (zwłaszcza s. 126, 133–134, 139, 142), a uzupełniająco z rozdziału U.S. Army w części An Assessment of U.S. Military Power (s. 357) oraz z rozdziału Russia w części Assessing Threats to U.S. Vital Interests (s. 259). Taki układ sam w sobie jest znaczący: pokazuje, że Polska jest w raporcie ujmowana nie jako osobny temat narodowy, lecz jako jeden z kluczowych elementów szerszej układanki strategicznej obejmującej Europę, wschodnią flankę NATO, obecność USA i rosyjskie zagrożenie. To ostatnie zdanie jest już interpretacyjną syntezą tych miejsc raportu.

Najważniejszym miejscem, w którym raport buduje obraz Polski, jest rozdział Europe. To właśnie tam Heritage przedstawia Europę jako obszar, którego bezpieczeństwo zostało ponownie zdefiniowane przez rosyjską agresję i potrzebę wzmacniania odstraszania na wschodzie (zob. zwłaszcza s. 125–126, 133–134, 139). W częściach poświęconych Eastern Flank Allies oraz osobno Poland Polska pojawia się jako państwo, które odpowiedziało na rosyjskie zagrożenie szczególnie zdecydowanie: zwiększa wydatki obronne, inwestuje w F-35K2 i rozbudowę produkcji amunicji 155 mm, a przy tym jest opisywana jako „model ally” i „bulwark of NATO deterrence” (s. 133–134). Właśnie z tych fragmentów wynika interpretacja Polski jako państwa, które nie chce być wyłącznie odbiorcą gwarancji bezpieczeństwa, lecz aktywnym współtwórcą regionalnej równowagi militarnej.

To tam Heritage stwierdza, że jednostki amerykańskie są wysunięte i rozmieszczane między innymi w Polsce, państwach bałtyckich, Rumunii i Bułgarii, a zarazem zaznacza, że powinny być rozmieszczane tak, aby ograniczać trudności logistyczne związane z dotarciem właśnie do Polski lub państw bałtyckich (s. 357). W tym sensie Polska zostaje w raporcie pokazana nie tylko jako geopolityczny symbol flanki, lecz jako realny punkt odniesienia dla amerykańskiego planowania operacyjnego i logistycznego.

Ta sama logika wraca w części An Assessment of U.S. Military Power, w rozdziale U.S. Army, a dokładniej w podrozdziale dotyczącym force posture. To tam Heritage stwierdza, że jednostki amerykańskie są wysunięte i rozmieszczane między innymi w Polsce, państwach bałtyckich, Rumunii i Bułgarii, a zarazem zaznacza, że powinny być rozmieszczane tak, aby ograniczać trudności logistyczne związane z dotarciem właśnie do Polski lub państw bałtyckich (s. 357). W tym sensie Polska zostaje w raporcie pokazana nie tylko jako geopolityczny symbol flanki, lecz jako realny punkt odniesienia dla amerykańskiego planowania operacyjnego i logistycznego.

Reklama

Równie wyraźnie wybrzmiewa polska rola w obronie powietrznej i przeciwrakietowej. W rozdziale Europe Heritage odnotowuje zarówno wysłanie przez Szwecję Gripenów do Polski w ramach Enhanced Air Policing, jak i incydent z września 2025 r., kiedy uczestniczące w tej misji samoloty zestrzeliły rosyjskie drony nad terytorium Polski (s. 126). W tej samej części raport przypomina też, że NATO BMD opiera się m.in. na bazach Aegis Ashore in Romania and Poland (s. 126), a w podsekcji Ballistic Missile Defense (BMD) wymienia już wprost Redzikowo obok Deveselu jako element tej architektury (s. 142). Na tej podstawie można zasadnie pisać, że Polska jest w dokumencie przedstawiana nie tylko jako obszar chroniony przez sojuszniczy parasol, lecz także jako terytorium, na którym ulokowano istotny komponent architektury obrony przeciwrakietowej.

Wreszcie raport pokazuje Polskę jako jeden z obszarów szczególnie narażonych na rosyjską presję informacyjną i psychologiczną. Tego wątku nie należy jednak wyprowadzać z rozdziału europejskiego, lecz z części Assessing Threats to U.S. Vital Interests, a dokładniej z rozdziału Russia. To tam Heritage opisuje rosyjskie działania wymierzone w Enhanced Forward Presence in Poland and the Baltics, których celem ma być podważanie poparcia dla obecności NATO, sianie podziałów między sojusznikami i przedstawianie wojsk natowskich jako siły prowokacyjnej lub okupacyjnej (s. 259). W tym samym rozdziale przywołana zostaje wypowiedź Siergieja Naryszkina, który oskarżał Polskę i państwa bałtyckie o zwiększanie napięcia przy granicach Rosji i Białorusi oraz groził, że to one ucierpiałyby jako pierwsze w razie konfliktu NATO z Rosją (s. 259). To właśnie z tego rozdziału wynika teza, że w ujęciu Heritage Polska jest nie tylko państwem frontowym w sensie militarnym, ale również jednym z głównych celów rosyjskiej presji propagandowej i odstraszania psychologicznego.

Polska jawi się więc w tym raporcie jako jedno z państw, przez które najlepiej widać, czym dla autorów2026 Index of U.S. Military Strength jest dzisiejsza Europa. Nie jest ona już strefą strategicznego komfortu, lecz obszarem, w którym bezpieczeństwo zależy od obecności wojsk, gotowości logistycznej, odporności infrastrukturalnej, obrony przeciwrakietowej oraz zdolności do wytrzymania rosyjskiej presji. Innymi słowy, Polska nie występuje w raporcie jako osobny temat, ale właśnie przez to staje się jednym z najważniejszych punktów, w których przecinają się wszystkie zasadnicze wątki dokumentu: odstraszanie, obecność USA, gotowość NATO i rosyjskie zagrożenie.

Ameryka jako mocarstwo w fazie korekty

Kiedy zestawi się wszystkie te elementy razem, powstaje obraz bardzo spójny i zarazem głęboko niepokojący. Stany Zjednoczone pozostają państwem o ogromnym potencjale, ale potencjał ten coraz mniej przypomina zintegrowany system, a coraz bardziej zestaw rozłączonych części. Strategia mówi jedno, budżet robi drugie, przemysł potrafi trzecie, a aparat instytucjonalny przetwarza wszystko tak wolno, że przeciwnik może zyskać przewagę, zanim reformy zaczną działać.

Właśnie dlatego wspólnym przesłaniem tych trzech głównych tekstów i polskiego wątku wschodniej flanki jest konieczność strategicznej korekty. Nie chodzi tylko o większe wydatki. Chodzi o odzyskanie zdolności do traktowania wojny, przemysłu i budżetu jako części jednego systemu. Państwo musi wiedzieć, przed kim się broni, do jakiej wojny się przygotowuje, jakie zdolności są naprawdę kluczowe i jakie wydatki mają znaczenie pierwszorzędne. Musi umieć przełożyć strategię na zamówienia, zamówienia na produkcję, a produkcję na realną siłę.

Najgłębsza warstwa tego dokumentu jest więc bardzo jednoznaczna — jej zasadnicza teza brzmi: bezpieczeństwo narodowe nie jest sumą deklaracji, lecz funkcją zdolności. Zdolności zaś nie powstają same z siebie. Wymagają politycznej jasności, przemysłowej wydolności, budżetowej dyscypliny i państwowej powagi. Jeśli Stany Zjednoczone chcą utrzymać pozycję mocarstwa zdolnego bronić siebie, wspierać sojuszników i odstraszać przeciwników, muszą przejść od epoki strategicznego rozproszenia do epoki priorytetów.

To właśnie jest najważniejsze przesłanie2026 Index of U.S. Military Strength. Nie tyle mówi on, że Ameryka jest już słaba, ile ostrzega, że nie może dłużej zakładać, iż jej przewaga będzie trwała bez świadomego wysiłku odbudowy. W świecie powrotu twardej siły nie wystarczy już pamięć dawnej dominacji. Potrzebna jest zdolność do jej ponownego zorganizowania.

Komentarze i spory wokół raportu

Odbiór2026 Index of U.S. Military Strength jest wyraźnie asymetryczny. Głosy aprobujące płyną głównie ze środowiska samej Heritage Foundation oraz z mediów bliskich temu zapleczu. Sama Heritage przedstawia dokument jako „the only independent, analytical, and comprehensive assessment” stanu sił zbrojnych USA na tle aktualnych zagrożeń i środowiska operacyjnego. W tej narracji raport ma pełnić funkcję strategicznego alarmu. W podobnym tonie indeks opisywałThe Daily Signal, podkreślając — za Robertem Greenwayem — że poziom zagrożenia wobec interesów USA jest „high”, podczas gdy siła militarna kraju pozostaje tylko „marginal”.

Z drugiej strony bezpośrednich, rozbudowanych recenzji krytycznych samej edycji 2026 jest niewiele. Częściej spotyka się krytykę założeń strategicznych i języka, które są zbieżne z linią raportu. Dlatego bezpieczniej mówić nie o „recenzjach raportu”, lecz o szerszym sporze wokół jego filozofii: modelu dwóch dużych konfliktów, bardzo wysokich oczekiwań budżetowych, silnej priorytetyzacji Indo-Pacyfiku oraz programowego używania określenia „Department of War”.

Najważniejsza krytyka z bardziej akademickiego i eksperckiego centrum debaty dotyczy spójności strategicznej. CSIS, analizując 2026 National Defense Strategy, zwraca uwagę, że dokumenty obecnej administracji są w części bardziej politycznie manifestacyjne niż analityczne i nie rozwiązują w pełni napięcia między ambitnymi celami a realną strukturą sił i zasobów. Nie jest to recenzja samego indeksu Heritage, ale stanowi ważne tło dla jego lektury, bo pokazuje, że pytanie o skalę i kierunek amerykańskiego wysiłku zbrojeniowego jest sporne także poza środowiskiem Heritage. Podobnie RUSI krytykował język „Department of War” jako „symbolism masquerading as strategy”, czyli symbolikę podszywającą się pod strategię. Znów: nie jest to polemika z samym indeksem jako takim, ale z częścią jego ideowego otoczenia i języka.

Reklama

Osobny nurt sporu dotyczy pieniędzy. Heritage traktuje wezwanie do bardzo dużego wzrostu wydatków obronnych jako pozytywny sygnał polityczny, natomiast Reuters pokazywał, że propozycje budżetu rzędu 1,5 bln dolarów rodzą w Waszyngtonie pytania o wpływ na deficyt, przejrzystość i praktyczną zdolność Pentagonu do efektywnego wykorzystania tak gwałtownie zwiększonych środków. To również nie jest bezpośrednia recenzja indeksu, ale ważny element sporu o to, czy Ameryka potrzebuje po prostu większego budżetu, czy także głębszej reformy sposobu wydawania pieniędzy na obronność.

Z tej racji raport Heritage warto czytać nie tylko jako analizę wojskową, lecz także jako dokument ideowy — pokazujący, jak amerykańska prawica strategiczna chce dziś opowiedzieć rolę Stanów Zjednoczonych w świecie po epoce pozornego spokoju.

WIDEO: Trumpolog: blokada Ormuzu się nie uda | Premier Tusk w Korei Płd | Defence24Week #156
Reklama