- OPINIA
- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
Trump kontra Iran. „Chiny nie będą kołem ratunkowym” [OPINIA]
Wizyta Donalda Trumpa w Chinach nie przyniosła żadnego przełomu w kwestii Iranu, czego zresztą można się było spodziewać. Tymczasem wymiana dokumentów z warunkami negocjacyjnymi wskazuje, że obie strony nie podchodzą do nich realistycznie. Klarowna jest jedynie pozycja Izraela, który niezmiennie dąży do maksymalnej eskalacji konfliktu.
Autor. Daniel Torok / The White House / flickr
Donald Trump przybył do Chin z szeroką ofertą współpracy gospodarczej, licząc, że w zamian XI Jinping pomoże mu w kwestii irańskiej. Wprawdzie Trump zaprzeczał później, iż oczekiwał czegokolwiek od Chin w tym zakresie, ale było to robienie dobrej miny do złej gry po tym, jak niczego nie załatwił w tej kwestii. To, czy ta wizyta przyniosła USA jakieś korzyści w innych kwestiach, też jest wątpliwe. Problem w tym, że oczekiwanie, iż wizyta w Chinach przyniesie jakiś przełom w wojnie z Iranem było niezwykle naiwne. Opierało się na założeniu, że Iran jest podatny na presję ze strony Chin, które będą skłonne i zdolne do skłonienia go do ustępstw. Tyle, że te ustępstwa oznaczałyby kapitulację Islamskiej Republiki bez uzyskania czegokolwiek w zamian. I to w sytuacji, gdy ta uważa się za stronę wygrywającą.
Podsumowaniem niespełnionych oczekiwań USA może być to, że raptem chwilę po zakończeniu wizyty Trumpa w Chinach ambasador tego państwa przy ONZ skrytykował projekt rezolucji Rady Bezpieczeństwa, złożony przez USA i Bahrajn, a dotyczący żeglugi w cieśninie Ormuz. Fu Gong stwierdził, że ani treść ani czas tej rezolucji nie służy niczemu dobremu. Warto dodać, że w czasie rozmów z Trumpem Xi Jin Ping podkreślił, że Chiny opowiadają się za tym by, cieśnina była otwarta dla żeglugi. Jak jednak zauważają niektórzy komentatorzy otwartość nie wyklucza opłat i w tym zakresie Chiny zdają się być elastyczne. Oznacza to, że żadna antyirańska rezolucja nie zostanie uchwalona w Radzie Bezpieczeństwa (tym bardziej taka, która mogłaby stanowić podstawę interwencji zbrojnej w oparciu o rozdział VII KNZ). Podobnie jest zresztą z deklaracjami Chin w sprawie programu nuklearnego. Stwierdzenie, że Chiny są przeciwne uzyskaniu przez Iran broni nuklearnej niczego nie zmienia, gdyż Iran nie deklaruje, że do tego dąży.
Dla Iranu relacja z Chinami ma wartość tylko wówczas jeśli nie jest sprzeczna z jego racją stanu. W czasach nowożytnych, w tym w szczególności w XX w., relacje irańsko-chińskie nie były ani intensywne, ani szczególnie przyjazne. Dopiero izolacja Iranu, związana z jego programem nuklearnym, otworzyła Chinom drogę do zintensyfikowania współpracy z Iranem ale nie doprowadziło to do zaniknięcia nieufności ze strony Irańczyków, w tym elit rządzących. Przełomowe znaczenie miała wizyta Xi Jinpinga w 2016 r. i chińskie plany włączenia Iranu w projekt Inicjatywy Pasa i Szlaku. Po podpisaniu JCPOA Iran był jednak zainteresowany zrównoważoną współpracą gospodarczą zarówno z Chinami jak i Europą. Dopiero wystąpienie Trumpa z JCPOA postawiło Teheran w sytuacji bezalternatywnej, co Pekin brutalnie wykorzystał doprowadzając do podpisania w 2021 r. 25-letniego Planu Współpracy. Zakłada on chińskie inwestycje w Iranie o wartości 300-400 mld USD ale w praktyce nic takiego się nie stało, a jedynym realnym efektem było to, że Iran sprzedawał Chinom swoją ropę z gigantycznym rabatem.
Umowa ta była od początku krytykowana w Iranie, w tym przez przedstawicieli elity rządzącej, jako zagrażająca irańskiej suwerenności ale ośrodki decyzyjne uciszały te głosy, gdyż niepowodzenie w negocjacjach z Zachodem stawiało Iran w sytuacji bez wyjścia. Z drugiej strony Chiny były zainteresowane rozwiązaniem kwestii programu nuklearnego Iranu, gdyż otworzyłoby to im drogę do inwestycji w Iranie, choć pozwoliłoby też Iranowi sprzedawać swoją ropę i ściągać inwestycje z Zachodu. Jeszcze w 2025 r. Iran był gotów wpuścić amerykańskich inwestorów w ramach kompleksowego dealu ale wojna zmieniła to podejście. Obecnie można już oczekiwać, że po zniesieniu sankcji Chiny utrzymałyby swoją uprzywilejowaną pozycję, choć Iran nie byłby całkowicie zamknięty dla Europy (w odniesieniu do USA sytuacja byłaby już jednak inna).
Iran gotów był zatem na asymetryczny deal gospodarczy z Chinami ze względu na swoją izolację oraz oczekiwanie, że doprowadzi to do stworzenia sojuszu irańsko-chińskiego (a szerzej irańsko-chińsko-rosyjskiego). Przed wybuchem wojny Chiny nie były jednak takim sojuszem zainteresowane, gdyż ograniczałoby to im pole manewru w relacjach z sunnickimi państwami arabskimi. Iran nie miał natomiast żadnego lewara by podnieść swoją atrakcyjność względem Chin.
Zobacz też

Ten opis ewolucji relacji irańsko-chińskich jest niezbędny dla zrozumienia obecnej sytuacji w tym zakresie. W szczególności trzeba pamiętać o dwóch kwestiach. Po pierwsze, o ile Iran był gotów na asymetryczność współpracy gospodarczej z Chinami, to miało to (w jego założeniach) służyć wzmocnieniu jego pozycji politycznej, a nie przyczynić się do uległości wobec żądań amerykańsko-izraelskich. Po drugie, wojna wzmocniła Iran w wymiarze geopolitycznym, gdyż pokazał on, że jest w stanie wpływać na globalną ekonomię, skutecznie zablokować kluczowy szlak wodny, razić strategiczne cele w regionie i doprowadzić globalne supermocarstwo (USA) do strategicznej porażki. To doprowadziło do zwiększenia atrakcyjności Iranu jako sojusznika Chin i tego obecnie elity Islamskiej Republiki oczekują. Dlatego w kontekście wizyty Trumpa w Chinach wśród irańskich konserwatywnych komentatorów pojawiły się głosy, że oparcie jakichkolwiek negocjacji z USA na chińskiej mediacji wymaga wcześniejszego zawarcia strategicznych porozumień bilateralnych irańsko-chińskich. Innymi słowy, to Iran oczekuje od Chin wsparcia dla swoich strategicznych interesów, a nie jest gotów je poświęcać dla relacji z Chinami. Mają one bowiem znaczenie tylko jeśli służą racji stanu Islamskiej Republiki, a w tym zakresie interesy ekonomiczne odgrywają obecnie rolę wtórną wobec interesu geopolitycznego oraz priorytetu jakim jest bezpieczeństwo ustrojowe.
Iran dokonał przy tym sprytnego manewru w trakcie wizyty Trumpa w Chinach, przepuszczając około 30 statków przez Cieśninę Ormuz, w tym wiele chińskich. Choć Chiny zaprzeczyły, by zapłaciły myto zgodnie z wcześniej sformułowanymi oczekiwaniami Iranu to wiele wskazuje na to, że pewna forma opłaty została jednak uiszczona. Ruch ten miał zmniejszyć prawdopodobieństwo (i tak małe) jakiegoś porozumienia chińsko-amerykańskiego w kwestii Ormuzu, gdyż ograniczało to interes Chin w tym zakresie. Wciąż należy jednak pamiętać, że dla Iranu ważniejsze jest wywieranie globalnej presji na rynek światowy niż relacje handlowe z Chinami. Dlatego wykluczone jest, by Iran wycofał się ze swej blokady jeśli USA jednocześnie nie zniosą blokady portów irańskich. Możliwe jest jedynie wprowadzanie określonych wyjątków. Tymczasem USA oczekują, że ich blokada zmusi Iran nie tylko do przywrócenia przedwojennej sytuacji w cieśninie Ormuz ale również do zaakceptowania żądań w kwestii programu nuklearnego (i od tego warunkuje jej zniesienie). Te stanowiska są zatem niekompatybilne. Jeśli strony (warto podkreślić, że dotyczy to obu stron) nie wykażą skłonności do kompromisu (lub nie podejmą działań eskalacyjnych), to taki pat może utrzymywać się miesiącami.
Kalkulacje obu stron są bowiem całkowicie sprzeczne i dla nich ryzykowne. Przypomina to dwóch kierowców pędzących na zderzenie czołowe i przekonanych, że ten drugi ustąpi. Iran liczy na to, że szkody dla globalnej ekonomii i związane z tym problemy ekonomiczne Amerykanów skłonią Trumpa do ustępstw ze względu na zbliżające się wybory mid-term. Jednakże amerykański prezydent ma małą skłonność do podejmowania działań obnażających jego porażkę, nawet jeśli alternatywa jest autodestrukcyjna. Dlatego nie można wykluczyć, że Trump podejmie wkrótce decyzję o wznowieniu działań wojennych, a nawet zdecyduje się na próbę obalenia Islamskiej Republiki (zwłaszcza, że na takie rozwiązanie wciąż naciska Izrael i jego lobby w USA), choć do tego konieczna byłaby inwazja lądowa (nie gwarantująca zresztą sukcesu). Presja wojenna bez inwazji lądowej czy też niszczenia infrastruktury energetycznej jak dotychczas okazała się całkowicie bezskuteczna, a niektóre doniesienia, z wiarygodnych źródeł, mówią o tym, że Iran odzyskał 90 % swoich pierwotnych zdolności w zakresie balistycznym i dronowym.
Kontynuowanie wojny na takim poziomie odpowiadałoby klasycznej definicji szaleństwa: robienie tego samego i oczekiwanie odmiennych rezultatów. Tymczasem jednak Trump i jego administracja wierzą, że amerykańska blokada portów irańskich doprowadzi do załamania się struktury państwa w Iranie, a w szczególności braku zdolności wypłaty pensji żołnierzom i innym strukturom siłowym, co z kolei miałoby doprowadzić do buntu. Póki co nic nie wskazuje na realizację tego scenariusza. Iran wykazuje bardzo zaawansowane zdolności adaptacyjne i według wielu ocen może przez wiele miesięcy niwelować skutki blokady. Nic też nie wskazuje na to by w Sepah miało dojść do buntu i to ta formacja jest najbardziej przeciwna ustępstwom. Największe koszty blokady ponosić będzie społeczeństwo, które jakoby miało zostać »wyzwolone” przez USA i Izrael.
Los dalszych negocjacji stoi zatem pod znakiem zapytania, a brak zaufania, zwłaszcza Iranu wobec USA, też im nie sprzyja. Iran postrzega Trumpa jako niewiarygodnego i podatnego na naciski ze strony Izraela, który dąży do pełnoskalowej wojny i jest zdeterminowany by torpedować jakiekolwiek porozumienie.
Zobacz też





WIDEO: Trumpolog: blokada Ormuzu się nie uda | Premier Tusk w Korei Płd | Defence24Week #156