Geopolityka

Tajwan i USA nie muszą przegrać, gdy zaatakują Chiny [OPINIA]

Fot. US INDOPACOM, Petty Officer 3rd Class Aleksand

Rejon Tajwanu był, jest i pozostanie w kolejnych latach miejscem uznawanym za wysoce konfliktogenne. Szczególnie, że władze w Pekinie w ostatnim czasie coraz mocniej sięgają po narzędzia takie jak demonstracja i pokazu siły militarnej. Lecz nie oznacza to, że nie uda się utrzymać w regionie pokoju, nawet balansując cały czas na granicy ostrej wojennej retoryki i wyścigu zbrojeń. Szczególnie, że jak pokazują różne narzędzia analityczne (w tym gry wojenne) wybuch wojny nie musi przynieść zwycięstwa żadnej ze stron, a inwazja nie musi zakończyć się nawet przejęciem kontroli nad całą wyspą przez siły inwazyjne.

Na łamach "The Wall Street Journal", Warren P. Strobel poinformował o przeprowadzonej grze strategicznej, odnoszącej się do scenariusza hipotetycznego konfliktu o Tajwan. Jej celem było sprawdzenie czy Amerykanie i Tajwańczycy byliby w stanie odeprzeć inwazję przeprowadzoną siłami Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Trzeba podkreślić, że jest to już kolejna rozgrywka tego rodzaju. Zakładająca różne punkty wyjścia oraz scenariusze, a przede wszystkim zachowania ludzi wchodzących w rolę agresora i broniącego się. I rzeczywiście, według podsumowania tej konkretnej rozgrywki, obrona Republiki Chińskiej na Tajwanie nie musi zakończyć się porażką strony tajwańskiej oraz Amerykanów*. Jednakże, będzie oznaczała znaczne straty wojskowe, a także olbrzymie zniszczenia w sferze ekonomicznej. Jak zauważyli uczestnicy gry, gospodarka tajwańska ległaby w gruzach, a strona amerykańska odczułaby straty wojskowe względem swojej pozycji globalnej. Co naturalne, przegrana strony chińskiej byłaby analogicznym skumulowaniem strat politycznych, gospodarczych i przede wszystkim wojskowych przekładających się na pozycję globalną ChRL i zapewne sytuację wewnętrzną w tym państwie. To trzeba dodać, jeśli informujemy o stratach amerykańsko-tajwańskich. Wracając do wspomnianej gry, jeden z jej uczestników, cytowany w artykule "The Wall Street Journal" zauważył, że nie ma mowy o remisie, ale raczej uznaniu, iż w ten sposób nikt nie wygrał, ani nikt nie przegrał.

Czytaj też

Należy podkreślić, że siedmiogodzinna gra, koordynowana przez jeden z najważniejszych think tanków w USA czyli Center for Strategic and International Studies (CSIS), była oceniona jako najbardziej zbliżona do podobnych przedsięwzięć prowadzonych przez wojsko. Przy czym, w takim przypadku nie wykorzystywane były oczywiście tajne dane, którymi muszą dysponować eksperci rządowi. Tak czy inaczej, dwa zespoły symulowały walki toczone przez trzy tygodnie i obejmujące wymiar regionalny oraz czynniki globalne (chociażby kryzysy dziejące się symultanicznie w innych rejonach świata). Eksperci z CSIS, wspólnie z Massachusetts Institute of Technology oraz Naval War College, przygotowywali podstawy rozgrywki przez okres niemal dwóch lat. We wsparcie rozgrywki zaangażowano zarówno konwencjonalne zasoby analityczne, jak i rozwiązania komputerowe niezbędne do analizy wielu zmiennych oraz dużej ilości danych technicznych, topograficznych. Widać bardzo dobrze jak strona amerykańska stara się użytkować narzędzie jakim są gry strategiczne do swoich działań wojskowych oraz analitycznych. Przy czym, wyróżnia to wpięcie ich do procesów szkoleniowych oraz analizy, które są przygotowywane z perspektywy długookresowej i przede wszystkim we wsparciu takich ośrodków nowych technologii jak zaznaczony powyżej MIT. Kluczowe jest jednak finansowanie i chęć wsłuchiwania się decydentów oraz zaplecza eksperckiego w tego rodzaju przedsięwzięcia. Trzeba zaznaczyć, że nie odnosi się to tylko do samych Stanów Zjednoczonych. Albowiem przykładowo w ramach NATO, mając na uwadze Projekt PROMETHEUS, pracuje się nad nad zintegrowaniem narzędzi jakimi są symulacje i gry strategiczne. I jak wskazuje się, mają one pomagać w przygotowaniach do chociażby misji Sił Odpowiedzi NATO.

Wracając do gry opisanej przez W.P. Strobela i samego bezpiczeństwa w IndoPacyfiku, to punktem wyjścia stało się sprawdzenie scenariusza w którym Chińska Republika Ludowa (ChRL) atakuje Tajwan oraz jednocześnie amerykańskie bazy w regionie – lokacje w Guam oraz w Japonii. Uderzenia obejmują również lotniskowcowe grupy bojowe, operujące w tym czasie na teatrze działań. Co więcej, w celu sparaliżowania obrony tajwańskiej przeprowadzone zostają liczne akty dywersji i sabotażu, w tym również odnoszące się do domeny informacyjnej. Amerykanie są zaś zmuszeni do opóźnienia swojej reakcji z racji oddziaływania na nich kryzysu w Europie. W sumie, ChALW miał wysadzić desant liczący ok. 22 tys. żołnierzy oraz prowadzić zmasowane uderzenia na infrastrukturę tajwańską. Lecz założeniami chińskimi było uchwycenie portów, lotnisk, bez wiązania się w trudne dla nacierających walki w terenie zurbanizowanym. Tym samym, wojska inwazyjne nie są w stanie przejąć kontroli nad Tajpej i przez to utrzymany jest ośrodek decyzyjny (polityczno-wojskowy) jeśli chodzi o obrońców. Podkreślono, że w samej grze Amerykanie tracą dwa lotniskowce. Olbrzymie są również straty sprzętowe jeśli chodzi o amerykańskie i sojusznicze siły powietrzne (mowa o wyeliminowaniu nawet kilku eskadr), chodzi przede wszystkim o maszyny zniszczone na lotniskach w trakcie pierwszych działań zaczepnych ChALW.

Czytaj też

Finalnie, jednak Stany Zjednoczone oraz inne podmioty walczące po stronie tajwańskiej były w stanie zadać znaczne straty chińskiej flocie inwazyjnej. Co więcej, wpływając na ograniczenie zdolności ofensywnych sił ChRL, które okupowały już część Tajwanu. Szczególnie istotne stały się amerykańskie kontruderzenia przeprowadzone za pomocą systemów rakietowych, w tym przede wszystkim przez flotę – jednostki nawodne i podwodne US Navy. Grający Amerykanów na cel obrali przede wszystkim najbardziej wrażliwe duże jednostki desantowe ChRL oraz jednostki zaopatrzeniowe, ale również niezbędną infrastrukturę portową w ChRL. Zauważmy przy tym, że właśnie linia brzegowa, z kluczowymi chińskimi ośrodkami miejskimi, jest czymś w rodzaju pięty achillesowej ChRL. Nie powiodły się dotychczas próby systemowego zrównoważenia kraju jeśli chodzi o relację regionów brzegowych i interioru. Co może być szczególnie istotne w strategicznym przygotowaniu się do zbrojnej napaści na Tajwan i próbie wytworzenia odporności na późniejszą reakcję zewnętrzną, w tym zbrojną. Uwypukliła się też potencjalna słabość rezerw ChRL jeśli chodzi o najbardziej zaawansowane środki napadu powietrznego czy zasoby systemów rakietowych.

Ważnym zastrzeżeniem jest niewykorzystanie w grze czynnika odstraszania strategicznego. Mamy więc do czynienia jedynie z grą strategiczną wzmacniającą analizy konfliktu w pewnych, zawężonych ramach wojny konwencjonalnej. Albowiem system relacji między państwami posiadającymi broń masowego rażenia, szczególnie na szczeblu strategicznym z rozwinięciem pełnej triady, jest pochodną również tego czynnika. Stąd też, informowanie o takich grach i ich efektach nie powinno być traktowane w wymiarze emocjonalnym lub wręcz swego rodzaju prawdy objawionej. Jest to nic innego jak przekazanie informacji, że narzędzia analizy wykazują, iż przekonanie (często pojawiające się w różnych debatach, szczególnie medialnych w Polsce) o niechybnej klęsce Tajwanu i Amerykanów, w hipotetycznym starciu z wojskami inwazyjnymi ChALW, w praktyce nie musi być tak oczywiste. Co więcej, zauważyć należy, że Amerykanie przeprowadzając swoje gry, m.in. w ramach serii CSIS, w żadnym razie nie ułatwiają sobie pozycji wyjściowej. Realnie rozważna jest sytuacja łączenia dwóch kryzysów, a wprost mowa jest o znacznych stratach wśród własnych wojsk. Nawet tak bolesnych, zarówno pod względem kwestii finansowych jak i strat wśród własnych wojskowych, jak zniszczenie lotniskowców.

Czytaj też

Konkluzją może być opinia wyrażona przez Josha Rogin na łamach "The Washington Post". Zauważa on, że w pewnym sensie przesadzona reakcja Pekinu na wizytę Nancy Pelosi na Tajwanie zwiastuje przejście do nowej fazy działań ChRL. Nie chcą one już walczyć o „serca i umysły" Tajwańczyków, ale chcą ich przysłowiowo zastraszyć. Co więcej, Pekin anuluje udział w dialogu ze Stanami Zjednoczonymi jeśli chodzi o relacje wojskowe, a także zawiesza chociażby kwestie klimatyczne czy nawet zwalczanie narkobiznesu (sic!). Możliwe jest też odwołanie się do presji ekonomicznej wobec tajwańskiej gospodarki jeśli chodzi o blokowanie działania firm aktywnych na rynku ChRL. Rogin zauważa też, że ambasador ChRL we Francji mówił o „reedukacji" po zjednoczeniu. Co budzi najgorsze skojarzenia historyczne, odnoszące się do obozów w których taka reedukacja następowała po 1949 r. właśnie w przypadku ChRL i następuje do dnia dzisiejszego chociażby w regionie Sinciang-Ujgur. Według Josha Rogin, kończy się czas na zwiększenie pomocy wobec Tajwanu i jego zdolności odstraszania.

YouTube cover video

To właśnie podniesienie zdolności obronnych wojsk tajwańskich we współpracy z sojusznikami może okazać się wbrew pozorom najlepszym gwarantem uniknięcia otwartego konfliktu zbrojnego. Albowiem należy zauważyć, że ChRL nie tylko obserwuje i to dokładnie wnioski z amerykańskich gier i symulacji. Lecz również najpewniej prowadzi swoje własne. Stąd też wysoce pozytywnym sygnałem są zgody Waszyngtonu na kolejne duże transfery technologii wojskowych do sił tajwańskich, szczególnie jeśli chodzi o środki rażenia HIMARS czy Harpoon. Analogicznie jeśli chodzi o wręcz znamienne wzmacnianie procesów szkoleniowych względem tajwańskiego wojska. Od możliwej obecności instruktorów z wojsk specjalnych, aż po włączanie Tajwańczyków do szkoleń i możliwych manewrów poza wyspą. Zauważmy, że potencjalnym papierkiem lakmusowym w tym zakresie może być kolejna edycja manewrów RIMPAC. Jak również udział amerykańskiej Gwardii Narodowej w szkoleniu sił tajwańskich.

Czytaj też

Jednakowoż, trzeba podkreślić, że w obecnej sytuacji wiele oczekuje się też od samych Tajwańczyków (mając na uwadze np. postawę Ukraińców). Począwszy od kontynuacji reform systemu szkolenia, w tym rezerw, aż po dalsze przezbrajanie sił zbrojnych w systemy kupowane od innych jak i bazujące na własnych rozwiązaniach. Szczególnie istotne staje się przy tym skoncentrowanie uwagi na zdolnościach odparcia agresji w domenie info-cyber, uzyskanie kompetencji do reagowania na wrogie operacje dywersyjno-sabotażowe w tym próby eliminacji fizycznej kluczowych polityków, urzędników oraz wojskowych. A także przygotowanie się do efektywnego rażenia napadu powietrznego przeciwnika w sensie fizycznym (opl), ale też w ramach walki radioelektronicznej (WRE). Ten ostatni wątek miał nawet swoje miejsce w części debat parlamentarnych w Republice Chińskiej na Tajwanie. Czy też zwiększenie możliwości atakowania wojsk desantu morskiego poza horyzontem przez krajowe systemy rakietowe.

Rzeczywiście sytuacja wokół wizyty Nancy Pelosi w Republice Chińskiej na Tajwanie zwiększyła poziom emocji w narracjach (szczególnie społeczno-medialnych) odnoszących się do kwestii bezpieczeństwa regionalnego. A każde kolejne informacje, np. o grach strategicznych, nie ma co ukrywać jeszcze bardziej podnoszą ten poziom. Przede wszystkim na Zachodzie, w tym w Polsce, bo już na samym Tajwanie jak pokazują badania tamtejszej opinii publicznej panuje większa ostrożność przed snuciem katastroficzno-wojennych scenariuszy (pisała o tym Lily Kuo na łamach "The Washington Post", 9 sierpnia 2022). Jednakże, należy zauważyć, że analityka nie zna pojęć czarno-białych. Mamy do czynienia z sytuacją dynamiczną, która zależy od wielu czynników, odnoszących się do działań nie tylko samej ChRL (budowa zdolności desantowych, etc.), ale też właśnie samych Tajwańczyków, Amerykanów, Japończyków, itd. I to chyba najlepszy wniosek z kolejnych gier strategicznych, które wskazują na zmiany w systemie obronnym strony tajwańskiej oraz sojuszników.

Czytaj też

Co więcej, jak pokazują doświadczenia również z gier strategicznych system może przeobrażać się i chociażby wzmocnienie ChALW nie jest jedynym czynnikiem determinującym sytuację strategiczną, albowiem inni też dokonują korekt oraz zmian. Stąd chociażby w przypadku wskazań na daty możliwej inwazji (2027 czy 2036) należy patrzeć z ostrożności i traktować je również jako elementy instrumentarium analityków, a nie jako objawione przepowiednie czegoś nieuchronnego. ChRL, co niestety oczywiste będzie przygotowywała swoje zasoby do inwazji i zbrojnego zajęcia Tajwanu, ale inni będą przygotowywali swoją odpowiedź na to. Zaś jak pokazuje jedna z rozgrywek CSIS, w żadnym razie nie są w tym na straconej pozycji. Najważniejsze jest jednak rozdzielenie przestrzeni analitycznej, szczególnie w sferze wojskowej, od łatwego straszenia wybuchem wojny.

Komentarze (3)

  1. Extern.

    Czyli USA stracą dwa duże lotniskowce z dziesięciu jakie posiadają? Hmm na papierze wydaje się że strata jeszcze akceptowalna, i w sumie dosyć niewielka cena jak za powstrzymanie marszu Chin do roli głównego światowego hegemona. Bo jak rozumiem na bitwie w pierwszym łańcuchu wysp by się nie skończyło i poza ostrzelaniem Chińskiego wybrzeża nastąpiła by również morska blokada Chińskiego handlu. Tyle że nie możemy mieć pewności czy ogłaszanie wyników takich gier wojennych też nie jest swego rodzaju psychologiczną grą na zastraszenie. Tym bardziej że nikt przecież nie za bardzo wie na co realnie stać Chińskie siły zbrojne, bo oni w sumie to od bardzo dawna nie prowadzili wojen. O ile oczywiście nie liczymy ich niedawnej porażki z Hindusami w bijatyce na kije pręty i kamienie.

  2. Jaszczur

    Tak jak wynik wojny Rosja -Ukraina najbardziej zależy od ilości a mniej od techologi tak wojna Chin vs USA, Tajwan , Japonia (półwysep koreański będzie też wojował ale tam ilość zaważy ) zależy od technologii bo jest 140 km morza między Chinami a Tajwanem . Pytanie jaka technologie mają Chiny , ile warte są ich rakiety hipersoniczne i ile ich mają . Rakiety hipersoniczne będą kluczem do sukcesu w tej wojnie . Jeżeli mają ich dużo i będą w stanie zatopić a następnie odgonić resztę lotniskowców pozostałych w flocie USA od strefy konfliktu to wygrają i zdobędą Tajwan oraz strefę wpływu w której będą rządzić aż do Midway . Japonii nie zdobędą ale co z tego jak będą mogli robić z nimi co będą chcieli kontrolować kto moze a kto nie do niej przypływać i odpływać . Korea Południowa upadnie zostanie zdobyta przez północ i Chińczyków . Ogulnie całą Azja będzie chińska prócz Indii , Australia też może być ich ....

    1. Valdore

      @Jaszczur to po kolei: Chiny nie mają żadnych pocisków hipersonicznych, maja jedynie strategiczne szybujace głowice hipersoniczne wiec ich użycie przeciwko LGU to wyrok smeirci dla ChRL Chiny nie maja żadnych pociskow pokr o zasięgu pow 500km poza jakimis 20-30 starych DF-21D Wiec jak widac niewiele moga zrobic lotniskowcom, a zatopienie jak w tym scenariuszu 2 z lotniskowców oznacza praktycznei zagładę chińskeij floty i sporej części lotnictwa. A co do zdobywania Tajwanu, to Tajwan ma więcej rakiet pokr niz Chiny jednostek desantowych. reszty tych bajek co wypisujesz nie ma nawet sensu komentowac.

    2. Edmund

      @Jaszczur Liczy się i ilość i jakość, ale jakość wydaje się ważniejsza. Rosja straciła prawie 2 000 czołgów i setki samolotów i co? Kilkanaście HIMARSÓW i kilkadziesiąt KRAB-ów robi różnicę. Rakiety hipersoniczne nie są rozwiązaniem na wszystko. Równie dobre są wolniejsze ale trudno wykrywalne rakiety stealth.

    3. Edmund

      Chiny są rywalem Indii. Indie mogą się włączyć do wojny i są od Chin ludniejsze. To dla nich lepsze niż czekanie na hegemonię Chin. Tak więc Chiny nie mogą być pewne swojej przewagi. Japonia ma bardzo nowoczesne i rozbudowane siły morskie. Nie da się Japonii pokonać w szybkim uderzeniu.

  3. Echo

    Myślę że straszą Chinami i ich potenga ( że mają więcej statków niż USA) żeby dostać kase na zbrojenia ( i uribic ludzi by byli gotowi) realnie Chiny to żaden przeciwnik.