Geopolityka

„Projekcja strachu i ukryte cele polityczne”. Rosyjskie ruchy wojsk na granicy z Ukrainą [ANALIZA]

Fot. mil.ru
Fot. mil.ru

Szeroko nagłaśniane ruchy wojsk rosyjskich w pobliżu granicy z Ukrainą z pewnością w większym stopniu były podyktowane czynnikami politycznymi niż militarnymi. Dla Kremla to rodzaj instrumentu oddziaływania psychologicznego na Zachód i Ukrainę z ukrytymi celami. Jaki jest bilans zabiegów Moskwy?

Czego chce Rosja?

Koncentracja wojsk przy granicy ukraińsko-rosyjskiej nie jest nowością i z niewielką przerwą ma miejsce od 2014 roku. Pokaźne siły rosyjskie (8. Armia ze sztabem w Nowoczerkasku i 20. Armia ze sztabem w Woroneżu) są tam rozlokowane na stałe i w zasadzie gotowe do inwazji od kilku lat. Nowością ostatnich tygodniach były zaś przerzuty dodatkowych sił, w tym z Rosji Centralnej oraz większe niż dotychczas wsparcie logistyki. Jednocześnie należy stanowczo podkreślić, że liczebność przerzucanych sił nie rzucała na kolana – stanowiły one około 10%  sił przebywających na stałe w bezpośredniej biskości  granicy z Ukrainą lub na okupowanych terenach Krymu i części Donbasu. Zwraca uwagę eksponowanie w mediach przerzutów wojsk i nagłaśnianie własnych działań propagandowo. Cele tych zabiegów można podzielić co najmniej na trzy grupy – skierowane wobec Zachodu, Ukrainy i własnego podwórka.

Wiele wskazuje na to, że w centrum uwagi Kremla było wywarcie presji na Zachód i wysłanie czytelnego sygnału o rosyjskiej strefie wpływów – „czerwonych liniach”, które Moskwa chce sama sobie wyznaczać i przekraczać nie pozwoli. Głównym adresatem przekazu była oczywiście nowa administracja w Waszyngtonie, a także Francja i Niemcy. Do najważniejszych elementów tych linii (w kontekście ukraińskim relacji Rosji z Zachodem) należą:

  • Podniesienie stawki wobec ewentualności dalszego egzekwowania sankcji w stosunku do gazociągu Nord Stream 2 (NS2);
  • Podkreślenie i utwierdzenie dominacji rosyjskiej na Morzu Czarnym i niechęci do obecności NATOwskiej w akwenie mogącej tę dominację podważyć;
  • Sprzeciw wobec ewentualności przyznania Ukrainie Planu dla Członkostwa w NATO (MAP)
  • „Krym eta Rassija” – sprzeciw wobec podważania przynależności Krymu do Rosji, głównie w kontekście zainicjowania przez Kijów tzw. platformy krymskiej – zaplanowanej na lato br. Innymi słowy, to wysłanie jasnego sygnału, że udział polityków zachodnich w platformie krymskiej nie jest mile widziany.
  • Próba nakłonienia Paryża i Berlina do wywarcia presji na Kijów w kwestii Donbasu
  • Ciągłe nękanie Zachodu ryzykiem pełnoskalowej agresji wobec Ukrainy ma na celu m.in. ciągłe badanie reakcji państw NATO oraz rozmycie rzeczywistych i ww. celów.

Niewątpliwym adresatem działań rosyjskich była też Ukraina. Wydaje się, że w świetle braku jakichkolwiek ustępstw Kijowa w negocjacjach dotyczących Donbasu, Kreml zdecydował się wywrzeć presję o charakterze psychologiczno-militarnym. Po pierwsze, w zamyśle Moskwy demonstracja ruchów wojsk miała zmusić administrację Wołodymyra Zełenskiego do przewartościowania stanowiska w sprawie statusu Donbasu. Po drugie, obserwowana od ponad miesiąca intensyfikacja sytuacji na Donbasie skutkująca wzrostem liczby ofiar po stronie ukraińskiej, ma dowieść nieskuteczności ukraińskiego prezydenta w osiąganiu pokoju na Donbasie.

Ważnym niuansem tej, a także wielu poprzednich eskalacji sytuacji na Donbasie, jest ich polityczno-psychologiczny cel – działania podejmowane przez siły rosyjskie nie mają na celu zmiany sytuacji na froncie, tylko wywołanie niewielkich strat ludzkich. Każda śmierć ukraińskiego żołnierza jest, bowiem ciosem w wiarygodność prezydenta Zełenskiego, który w kampanii wyborczej obiecywał łatwe osiągnięcie pokoju. Po trzecie, dla Moskwy ważnym było „przypieczętowanie” blokady Morza Azowskiego oraz kreacja przesłanek do zablokowania szlaków morskich łączących ukraińskie porty ze światem zewnętrznym na Morzu Czarnym. Za taki krok należy uznać zamknięcie przez FR znacznej części akwenu. Po czwarte, Moskwę irytuje ożywienie dyplomacji ukraińskiej w zakresie tzw. platformy krymskiej.

Działania te mają szansę odnieść umiarkowany sukces w zakresie wzmożenia presji na Rosję za okupację Krymu. Demonstracja aktywności wojskowej miała, zatem na celu „zdyscyplinowanie” Kijowa. I last but not least, dla Kremla doniosłe znaczenie miała i ma nadal obserwacja reakcji Ukrainy na ruchy rosyjskie: zarówno w wymiarze militarnym, politycznym, gospodarczym i społecznym. Analiza przez stronę rosyjską zachowań ukraińskich władz, czynników państwowych, biznesowych i społeczeństwa, ma dać odpowiedź na pytania o rzeczywisty poziom gotowości do obrony Ukrainy i pomóc w zdefiniowaniu jej słabych punktów. Oczywistym było również pragnienie Kremla zweryfikowania (sprawdzenia) gotowości armii rosyjskiej do ewentualnych działań wojennych, w tym zabezpieczenia. Należy to także traktować jako przedsmak i przygotowanie do ćwiczeń Zapad-2021. Ruchy wojsk pozwoliły również na pozostawienie części sprzętu i logistyki na miejscu oraz rotację wojsk. Wreszcie, wartym odnotowania celem działań rosyjskich jest skanalizowanie rosyjskiej opinii publicznej do tematu rzekomego zagrożenia militarnego dla Federacji Rosyjskiej (FR). Znaczenie tego czynnika jest dodatkowo istotne w kontekście zaplanowanych na jesień br. wyborów do parlamentu.

Reakcja Ukrainy

W odniesieniu do Ukrainy spośród wymienionych powyżej celów ruchów wojsk rosyjskich, można mówić o osiągnięciach tylko w niewielkim stopniu. Za stosunkowo udaną dla Rosji można uważać próbę umocnienia swojej pozycji na Morzu Czarnym i Azowskim. Zła reakcja Waszyngtonu (rezygnacja z wysłania do akwenu okrętów) zachęci Kreml do dokonania w przyszłości kolejnego kroku na morzach. Wzmocnienie sił Floty Czarnomorskiej FR, zamknięcie znacznej części akwenu i coraz bardziej dziarskie demonstrowanie panowania nie tylko w okolicach Morza Azowskiego i Cieśniny Kerczeńskiej, ale także Morza Czarnego powoduje, że widmo blokady morskiej Ukrainy staje się coraz bardziej realne. Taki scenariusz jest dla Kremla stosunkowo łatwy do zrealizowania, a cios w ukraińską kondycję ekonomiczną wywołany blokadą byłby na tyle dotkliwy, że uległość Kijowa wobec Rosji mogłaby ulec zwiększeniu. 

Zapewne kolejnej odsłony na tym kierunku należy oczekiwać w trakcie lub po zakończeniu ćwiczeń Zapad-2021. Presja psychologiczna Rosji na Ukrainę, zarówno w wymiarze aktywizacji militarnej na Donbasie, jak i ruchów wojsk przy granicach Ukrainy i na terytoriach okupowanych, nie przyniosła żadnego skutku. Władze w Kijowie reagowały bardzo spokojnie i nic nie wskazuje na to, by stanowisko ukraińskie w kwestii Donbasu miało ulec zmianie. Rosyjskie próby podważenia mandatu społecznego Zełenskiego na razie przyniosły odwrotny skutek. Niemalże przez cały rok 2020 zarysowała się tendencja do stałego spadku notowań prezydenta Zełenskiego i jego partii Sługa Narodu.

Jednak na tle sankcji wobec faworyta Moskwy na Ukrainie Wiktora Medwedczuka i prężenia muskułów przez FR, pozycja Zełenskiego uległa nieznacznej poprawie. Z racji dużych umiejętności w dbaniu o wizerunek wyniesionych z poprzedniego „życia” i polityczną nieszablonowość, dla Moskwy zadanie skutecznego ciosu w poparcie społeczne ukraińskiego prezydenta nie będzie proste. Trudnym do oceny jest dorobek rosyjskiej analizy reagowania przez Ukrainę na napięcia. W wymiarze politycznym z jednej strony Kijów wykazał się dużym spokojem i rozwagą nie robiąc gwałtownych ruchów. Z drugiej zaś, zainicjował zabiegi o spotkanie W. Zełenskiego z Władimirem Putinem, co na Kremlu będzie odebrane jako przejaw słabości.

Niewykluczone jednak, że to kolejna gra pozorów ukraińskiego prezydenta. Do pasywów należy także zaliczyć oderwane od rzeczywistości oczekiwania władz ukraińskich co do formy, tempa i skali pomocy zachodniej na wypadek ataku rosyjskiego. Zapewne nieprzyjemnym rozczarowaniem dla technologów kremlowskich była reakcja społeczeństwa ukraińskiego na eskalację napięcia. Na większej części społeczeństwa nie zrobiłoto specjalnego wrażenia, co świadczy o wzmocnieniu odpornościna podobne próby wywierania nacisku

image
Świeży napis na jednej z centralnych ulic Kijowa. 24 kwietnia 2021 roku. Fot: Paweł Kost

Szczególna trudność w ocenianiu ukraińskiej reakcji dotyczy działań ze sfery wojskowej i gospodarczej. Wynika ona z tego, że tej reakcji praktycznie nie było. Świadczy to dobrze o zapasie nerwów władz ukraińskich, które nie zechciały grać według zasad narzuconych przez Rosję. Jednocześnie jednak uwypukleniu uległ problem deficytu systemu reagowania i sprawdzania gotowości całego aparatu państwa na ewentualność obrony kraju. Włączanie sił rezerwy, rola obrony terytorialnej, koordynacja działań administracji państwowej wszystkich szczebli, przejście gospodarki na wojenne tory – szczegóły wokół tych zagadnień wciąż pozostają zagadką. Warto, by Kijów przyspieszył wdrażanie założeń niedawno przyjętej Strategii Bezpieczeństwa Wojennego i czym prędzej zaczął napełniać ją treścią.

Demonstracja gotowości do odparcia agresji przez całe państwo byłoby jednym z mocniejszych argumentów powstrzymujących jej rozpoczęcie.

Reakcja Zachodu

Ze zmienną skutecznością Moskwa wywierała presję na państwa zachodnie. Z jednej strony Joseph Biden nazwał W. Putina „mordercą” i nałożył sankcje finansowo-gospodarcze na Rosję. Restrykcje, choć niezbyt dotkliwe, są czytelnym sygnałem ogólnej linii Waszyngtonu, a poza tym pozostawiają furtkę do ich zaostrzenia w przypadku eskalacji ze strony Kremla. Jasnymi i jednoznacznymi były również komunikaty USA o wysokiej cenie dla Rosji za ewentualną agresję. Z drugiej strony Biden zadzwonił do W. Putina, i zaprosił go na szczyt klimatyczny, co ten zapewne odebrał jako przejaw słabości. Ważniejszymi od tych przepychanek wydaje się być bieżący bilans wokół konkretnych obszarów tematycznych wymienionych na wstępie.

Jednym z najważniejszych z nich jest los gazociągu Nord Stream 2 (NS2). Waszyngton nie tylko zaniechał zastosowania kolejnych sankcji, ale wyraźnie unika choćby medialnego omawiania tematu. Warto jednak zaznaczyć, że ten brak gotowości do zdecydowanych ruchów może wynikać z dwóch czynników. USA zależy na odbudowie zaufania i relacji z Niemcami, które sprawę NS2 stawiają na ostrzu noża. Druga sprawa, to chęć zachowania sobie instrumentu nacisku na Kreml na przyszłość, co jest zresztą grą ryzykowną z uwagi na istotną rolę czynnika czasu dla dalszych losów gazociągu. Na razie, zatem Moskwa może to uważać za swój sukces, choć oczywistym jest, że nawet dotychczasowe restrykcje to bardzo duży problem nie tyle w dokończeniu budowy, co certyfikacji i oddaniu do użytku w zaprojektowanej przepustowości.

Stosunkowo pozytywny dla FR rozwój wydarzeń miał miejsce wokół zachowania dominacji na Morzu Czarnym. Rezygnację Waszyngtonu z zapowiadanego rejsu okrętów USA, na Kremlu odebrali jako przejaw braku zdecydowania nowej administracji Białego Domu. Tak samo, jak niejasne komunikaty i apele płynące z europejskich stolic o „niedopuszczalności” zamykania znacznej części akwenu, które Moskwa zignorowała.

Na razie trudną do oceny jest skuteczność Kremla w odstraszaniu przywódców zachodnich od udziału w tzw. platformie krymskiej. Dopiero kolejne miesiące pokażą poziom determinacji USA i innych kluczowych państw w tym zakresie. Całkowicie nieudaną była zaś próba wpłynięcia na stanowisko Kijowa w sprawie Donbasu poprzez obawiające się działań wojennych Paryż i Berlin. Co prawda, Francja i Niemcy nasiliły dialog z Ukrainą, ale nie zachwiało to stanowiskiem władz ukraińskich. Wartym odnotowania jest obserwowane w krajach zachodnich zarówno na poziomie komunikatów oficjalnych, jak i w przestrzeni medialnej wysokie (w porównaniu do Ukrainy) natężenie strachu przed pełnoskalową wojną. Jednocześnie, wydaje się, że także ten etap Europa Zachodnia ma za sobą.

Rezolucja Parlamentu Europejskiego przegłosowana przygniatającą większością głosów 29 kwietnia jest wyraźnym sygnałem, że nawet elity europejskie powoli odzyskują przytomność w kwestii oceny sytuacji wokół wojny rosyjskoukraińskiej. Apel o embargo na import rosyjskiego gazu i ropy naftowej, dozbrojenie Ukrainy, odłączenie FR od systemu SWIFT i zamrożenie aktywów rosyjskich oligarchów w Europie w przypadku inwazji rosyjskiej na Ukrainę – to sygnał polityczny, że reakcja Europy będzie. Oczywiście rezolucja nie jest dokumentem wiążącym, ale jej tekst daje nadzieje na otrzeźwienie elit europejskich i nieco sprawniejsze ruchy w razie kolejnego wzrostu napięć.

Reklama
Reklama

Wnioski i perspektywy

Rosyjska projekcja strachu, choć nie doprowadziła do znaczących rezultatów w zakresie zastraszania Zachodu i Ukrainy, to przyniosła szereg zysków, których wartość może z czasem wzrosnąć. Już samo narzucenie wspólnocie międzynarodowej własnej narracji (dywagacji na temat potencjalnego ataku militarnego Rosji na Ukrainę) jest sukcesem Kremla, bo dowodzi (co najmniej tymczasowego) skutecznego podbicia stawki w relacjach ze światem zewnętrznym. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Moskwa będzie używała tego instrumentu nadal. Wszelkie racjonalne przesłanki wskazują na to, że FR nie jest zainteresowana otwartą interwencją zbrojną na Ukrainie, choć oczywiście jest do niej gotowa i jej nie wyklucza. Wiąże się z tym ogromne ryzyko polityczne i gospodarcze, a operacja wojskowa nie byłaby przechadzką i armia rosyjska poniosłaby spore straty. Rosja zanim podejmie takie ryzyko, będzie bardzo skrupulatnie szacowała potencjalne straty. Jednocześnie władze rosyjskie nie zaprzestaną użycia zagrożenia militarnego, jako elementu presji psychologicznej na Zachód i Ukrainę.

W tym kontekście, należy podkreślić, że ryzyko blokady czarnomorskich portów Ukrainy wzrosło na skutek ostatniej eskalacji napięć. Do realizacji tego scenariusza Kreml będzie pchało kilka czynników jednocześnie: stosunkowo niskie koszty podobnych działań, niski stopień trudności realizacji oraz gwarantowany rezultat, czyli wysoka dotkliwość dla kondycji gospodarczej Ukrainy. Kluczowym elementem zdolnym do pokrzyżowania szyków Rosji jest reakcja Zachodu, który powinien jednak zdobyć się na czytelny przekaz o wysokich kosztach dla FR przy ewentualnej materializacji tych pomysłów.

Moskwa liczy się także z tym, że ewentualna interwencja wojskowa ostatecznie pogrzebie projekt NS2. Dokończenie jego budowy, a przede wszystkim certyfikacja i oddanie do użytku w zaprojektowanych parametrach i tak wygląda obecnie mgliście, ale wykluczyć sukcesu końcowego Rosji się nie da. Zaniechanie nowych sankcji, a w dalszej perspektywie zniesienie obecnych jest ukrytym priorytetem Kremla w kontekście ostatnich napięć. Rosja nadal będzie zatem straszyła użyciem siły militarnej wobec Ukrainy, jak elementu nacisku na Zachód mający zmusić do zaniechania sankcji wobec NS2.

Komentarze