Geopolityka

Odtajnienie izraelskiego ataku na syryjski reaktor. Nieprzypadkowy moment

Ilustracja: Defence24.pl

Po ponad 10 latach milczenia Izrael otwarcie przyznał się do dokonania w 2007 roku nalotu na syryjski ośrodek wojskowy al-Kibar. Akcja przeprowadzona w nocy z 5 na 6 września 2007 r. zakończyła się zniszczeniem domniemanego reaktora jądrowego, budowanego w tajemnicy przez syryjskie władze. Z niedawno odtajnionych izraelskich archiwów wyłonił się obraz brawurowej operacji wywiadowczo-militarnej, przeprowadzonej pomimo ryzyka rozniecenia nowej otwartej wojny na Bliskim Wschodzie. Upływ lat i zmiana sytuacji geopolitycznej pozwoliły zyskać temu wydarzeniu nowy wydźwięk, także w charakterze czynnika nacisku i kreowania państwowego wizerunku.

Historia operacji militarnej przeprowadzonej w nocy z 5 na 6 września 2007 roku w syryjskiej prowincji Dajr az-Zaur nad rzeką Eufrat jeszcze do niedawna była rozpatrywana w charakterze mniej lub bardziej potwierdzonych domysłów i spekulacji. Choć od samego początku wiele mówiło się o operacji Izraelskich Sił Powietrznych wymierzonej w tajny syryjski ośrodek specjalnego przeznaczenia, brakowało potwierdzonych informacji na temat jej przebiegu i sposobu organizacji. Przez ponad dekadę wiedza na ten temat opierała się w znacznej mierze na przekazach medialnych, wypowiedziach wtajemniczonych zagranicznych polityków, a także przeciekach z depesz dyplomatycznych i archiwów wywiadowczych. Te ostatnie były niejednokrotnie upubliczniane kanałami nieoficjalnymi, m.in. za pośrednictwem platformy WikiLeaks.

Głównym punktem zaczepienia w tej sprawie pozostawał jednak sam kontekst wydarzenia. Krótko po przeprowadzeniu ataku do publicznego obiegu zaczęły przedostawać się oskarżenia pod adresem Syrii o potajemne budowanie wojskowych instalacji nuklearnych. Rząd syryjski odpowiadał z kolei nieprecyzyjnymi komentarzami, sugerującymi najpierw odpowiedzialność Izraela za naruszenie przestrzeni powietrznej Syrii, a następnie sam nalot na „nieużytkowane obiekty wojskowe”. Nie mniejsze znaczenie miał też fakt, że w swojej wcześniejszej historii Izrael notował już podobne przykłady dokonywania prewencyjnych nalotów na sąsiednie ośrodki rozwoju broni masowego rażenia. Taki przypadek miał miejsce w 1981 roku, gdy izraelskie siły powietrzne zbombardowały irakijskie centrum rozwoju broni jądrowej.

W przypadku Syrii przedstawione w 2011 roku ustalenia Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA) dopuściły ewentualność, że zniszczony wówczas obiekt był bliskim ukończenia wojskowym reaktorem jądrowym. Podejrzeniom tej natury sprzyjały też doniesienia o domniemanym zaangażowaniu Korei Północnej w proces rozbudowy syryjskiego reaktora, wzorowanego prawdopodobnie na ośrodku Jongbjon.

Przedstawiciele Izraela tymczasem konsekwentnie odmawiali komentarza do syryjskiej sprawy, unikając jakichkolwiek sugestii co do swojego zbrojnego zaangażowania w uderzenie prewencyjne. Gruntowny zwrot w tym przedmiocie nastąpił dopiero 21 marca 2018 roku, wraz z oficjalnym ujawnieniem przez Izrael materiałów dokumentujących przebieg skoordynowanych operacji służb specjalnych i sił zbrojnych: przygotowawczej akcji wywiadowczej o kryptonimie Outside the Box, działań koordynujących izraelskiego sztabu generalnego (operacja Ein Habasor) oraz dedykowanej misji sił powietrznych Soft Melody. Rozbudowaną operację nadzorowali najwyżsi przedstawiciele władz i zaangażowanych sił izraelskich, wśród nich ówczesny premier Ehud Olmert, szef Mossadu Meir Dagan oraz głównodowodzący IAF, Eliezer Szkedi.

Przygotowania do operacji - budowanie świadomości zagrożenia

Jak można było dotąd przypuszczać, nalot na syryjskie instalacje w 2007 roku był jedynie zwieńczeniem długotrwałej oraz żmudnej fazy rozpoznania operacyjnego i sytuacyjnego, która rozpoczęła się na dobre niemal dwa lata wcześniej. Dała jej początek współpraca Mossadu i komórek izraelskiego wywiadu wojskowego w sprawie syryjskich dążeń do uruchomienia programu nuklearnego, stwierdzonych jeszcze w 2004 roku. Punktem inicjującym rozwój zdarzeń było wstępne potwierdzenie w styczniu 2006 roku trwania prac nad syryjskim ośrodkiem nuklearnym w nieznanej jeszcze lokalizacji. Identyfikacja konkretnego miejsca nastąpiła krótko potem, w kwietniu 2006 roku. Podejrzaną infrastrukturę namierzono w obrębie pustynnej bazy al-Kibar daleko we wschodniej Syrii – uwagę skupiono zwłaszcza na tamtejszym równobocznym budynku o powierzchni 1600 m2, określonym niebawem mianem Sześcianu.

W miarę dalszego postępu obserwacji tej okolicy zauważono m.in. wzmożoną aktywność i prace budowlane wokół pozornie nieczynnego i niezabezpieczonego obiektu (baza nie była wyposażona w systemy obrony przeciwlotniczej ani węzły strażnicze). Między listopadem a styczniem 2007 roku stwierdzono powstawanie rurociągu łączącego Sześcian z oddaloną o kilometr rzeką Eufrat. Uznano, że jest to z dużym prawdopodobieństwem element systemu chłodzenia budowanego reaktora.

Wieści te uznano za sygnał alarmowy, sugerujący rychłe osiągnięcie stanu gotowości syryjskiego ośrodka do działania. Izraelscy oficerowie wywiadu zostali w tej sytuacji zobowiązani do jednoznacznego ustalenia przeznaczenia obserwowanych instalacji. Okazja miała nadarzyć się w marcu 2007 roku przy okazji konferencji ds. energii atomowej w Wiedniu, w której brał udział przedstawiciel Syryjskiej Komisji Energii Atomowej, Ibrahim Othman. To właśnie wtedy (według nadal nieoficjalnych doniesień) miało dojść do wykradzenia przez Mossad dowodów na istnienie reaktora, bezpośrednio z komputera Othmana.

W obrębie zebranego materiału miało zostać znalezionych 35 fotografii ukazujących wnętrze Sześcianu i przebieg trwających tam prac (ze stwierdzonym udziałem koreańskich robotników). Na zdjęciach zidentyfikowano m.in. pręty paliwowe reaktora w trakcie ich domniemanego procesu rozmieszczania. Stwierdzono przy tym, że reaktor znajduje się już w zaawansowanej fazie konstrukcji, a jego rozpoznany typ pozwala na pozyskiwanie plutonu do produkcji broni nuklearnej.

Czas na przeciwdziałanie

Po uzyskaniu wszystkich niezbędnych potwierdzeń w kwestii prawdopodobieństwa „czarnego scenariusza” izraelscy przedstawiciele przystąpili do przeglądu dostępnych opcji reagowania. Począwszy od kwietnia 2007 roku trwały konsultacje z rządem amerykańskim w kwestii możliwego przeprowadzenia przez USA ataku prewencyjnego na syryjski reaktor. Sceptyczne podejście członków gabinetu George’a W. Busha poskutkowało dwa miesiące później decyzją o nieangażowaniu się USA w operację militarną przeciw Syrii. Jednocześnie odrzucono ewentualność podjęcia bezpośrednich negocjacji i konfrontacji na stopie dyplomatycznej z rządem Assada (by nie tracić elementu zaskoczenia i nie prowokować do przyspieszenia prac nad reaktorem).

Jedyną dopuszczaną opcją stał się zatem prewencyjny atak zbrojny. W dalszym ciągu jednak nie było jasne, jaką koncepcję jego przeprowadzenia należałoby przyjąć. Panował dylemat: czy podjąć się operacji na pełną skalę, która wprawdzie zagwarantuje zniszczenie celu, ale zagrozi też wywołaniem wojny, czy jednak postawić na działania skryte i minimalną ingerencję, która jednak może nie zapewnić eliminacji zagrożenia. Po wielu wewnętrznych dysputach, zdecydowano się na tę drugą ewentualność – unikając tym samym stawiania reżimu Assada przed koniecznością zbrojnej odpowiedzi na otwarty atak.

Przebieg operacji zbrojnej Izraela

W przyjętym scenariuszu nalotu na syryjski reaktor ustalono, że w ataku weźmie w sumie udział osiem samolotów szturmowych przenoszących razem blisko 18 ton pocisków i bomb, w tym rakiety powietrze-ziemia AGM-65 Maverick. W skład formacji wliczono eskadrę złożoną z czterech myśliwców F-15I Ra’am (Grom) oraz dwie pary samolotów F-16I "Sufa" (Burza). Do wykonania misji przydzielono maszyny stacjonujące w dwóch bazach Sił Powietrznych Izraela: Hatzerim i Ramon.

image
F-16I Sufa. Fot. Israeli Air Force

Operacja lotnicza rozpoczęła się w nocy dnia 5 września o godz. 22.30 czasu lokalnego. Samoloty rozpoczęły lot na kursie wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego, skąd przekroczyły przestrzeń powietrzną Syrii, kontynuując lot na niskim pułapie (w granicach 100 m nad poziomem morza), z zachowaniem ciszy radiowej. Trasa do samego celu przebiegła bez większych komplikacji – nie zameldowano napotkania wrogiego oporu.

Na miejscu dokonania nalotu izraelskie maszyny zrzuciły każdorazowo po dwie bomby, meldując wykonanie zadania komunikatem „Arizona” ok. godz. 0.45 w dniu 6 września 2007 roku. W dalszej kolejności formacja obrała kurs na północ, w kierunku granicy syryjsko-tureckiej, by następnie kontynuować lot powrotny w kierunku zachodnim. Operacja zakończyła się pomyślnym lądowaniem samolotów w macierzystych bazach o godz. 1.30 tego samego dnia, bez strat własnych.

Bezpośrednie następstwa ataku

Dzień po dokonaniu skutecznego nalotu syryjskie środki przekazu wydały lakoniczny komunikat o nocnym incydencie z naruszeniem przestrzeni powietrznej Syrii przez izraelskie samoloty, które zostały następnie przepędzone przez systemy obrony przeciwlotniczej. Treść ta utwierdziła kierujących izraelską operacją o niechęci syryjskich władz do otwartego odwetu kosztem ujawnienia szczegółów w własnego tajnego projektu. Planowe milczenie po stronie izraelskiej zapewniło dodatkowe pole manewru syryjskim władzom w zakresie uwiarygodnienia własnego stanowiska oraz unikania strat wizerunkowych.

Równocześnie po stronie Izraela rozpoczęto szeroko zakrojoną dyplomatyczną ofensywę, mającą na celu wykazanie przed zainteresowanymi państwami zasadności powziętych kroków prewencyjnych względem Syrii. Rozpowszechniono w ten sposób zaufanymi kanałami wiedzę na temat tajnego programu nuklearnego reżimu Assada oraz specyfiki samego zniszczonego w nalocie ośrodka. Osiągnięto w tym zakresie zamierzony efekt, do czego miała przyczynić się skoordynowana współpraca służb wywiadu cywilnego i wojskowego oraz przedstawicieli sztabu generalnego i władz centralnych.

Odtajnienie po 10 latach – cele i przesłanki

Moment i okoliczności, w jakich obecnie Izrael odtajnił szczegóły przeprowadzenia operacji przeciw Syrii w 2007 roku, nie są uznawane za przypadkowe. Wskazują na to, mniej lub bardziej bezpośrednio, również sami przedstawiciele służb i sił zbrojnych Izraela, którzy brali udział w przygotowaniach i wykonaniu związanych z tym działań. W roli adresata przekazu najczęściej stawiany jest Iran, który podobnie jak niegdyś Syria posądzany jest o ambicje nuklearne i potajemne poszukiwanie dróg ich realizacji. Podkreślany jest również sam wątek syryjski i to, jak izraelska operacja ubiegła niekorzystny rozwój wypadków, który mógł doprowadzić do pozyskania przez islamskich ekstremistów z ISIS potencjału budowy broni jądrowej (rejon Dajr az-Zaur został zajęty przez nich w 2015 roku).

W tym krótkim zestawieniu ujawniają się już trzy z podstawowych przesłanek stojących za decyzją Izraela o potwierdzeniu swojej odpowiedzialności za atak na syryjski reaktor. Jako pierwszą można uznać mechanizm odstraszania skierowany w stronę regionalnych rywali, dążących do pozyskania broni masowego rażenia lub innych środków uznawanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa i pozycji samego Izraela (z założenia, Iran). W podobny sposób można rozpatrywać drugą z przesłanek, a mianowicie oddziaływanie prewencyjne, czyli zapobieganie eskalacji zagrożeń w szerszym układzie relacji zagranicznych. To z kolei może świadczyć o rozpatrywaniu własnej podmiotowości jako nadrzędnego czynnika wpływu i kształtowania ładu w swojej strefie oddziaływania, łączonego zwykle z zakresem aspiracji mocarstwowych.

W trzecim przypadku można mówić natomiast o powoływaniu się Izraela na wykazaną w kontekście wojny domowej w Syrii przenikliwość oceny sytuacji i słuszność obranej linii politycznego działania (legitymizacji własnej długofalowej strategii bezpieczeństwa). To z kolei może przekładać się na formułowanie uzasadnienia dla podobnych (ofensywnych) działań w niedalekiej przyszłości. Wnioski z tego płynące mogą być formułowane w równym stopniu na użytek wewnętrzny, jak i polityki zagranicznej.

Całokształt celów i przesłanek odtajnienia izraelskiej akcji w Syrii znajduje swoje odzwierciedlenie w wypowiedziach obecnych i byłych przedstawicieli Izraela. Emerytowany dowódca izraelskiego wywiadu wojskowego, gen. major Amos Yadlin, za kluczową misję uznał „wyeliminowanie egzystencjalnego zagrożenia dla państwa Izrael, przy jednoczesnym minimalizowaniu ryzyka szerszej wojny". Jako jedyny uczestnik dwóch historycznych operacji zniszczenia reaktorów jądrowych – w roli pilota w Iraku w 1981 roku, a później jako szef wywiadu wojskowego w 2007 roku – dokonał porównania realiów przeprowadzenia obu operacji. Podkreślił w tym kontekście, że dawne wyzwania operacyjne (odległy dystans, brak rozpoznania satelitarnego i nawigacji satelitarnej) ustąpiły miejsca wyzwaniom strategicznym i geopolitycznym (ryzyko wywołania wojny z Syrią). „Wtedy [w 1981 roku – p. red.] Irak nie miał pocisków, które mogłyby dotrzeć do Izraela i nie istniało realne niebezpieczeństwo wybuchu szerszej wojny” – stwierdził gen. Yadlin. „W 2007 roku było odwrotnie. Nie martwiłem się o sukces operacyjny ataku, ale o niebezpieczeństwo wybuchu wojny”.

Niezależnie od odmiennych wyzwań, cele aktualnej polityki bezpieczeństwa Izraela pozostają trwale określone, co podkreślają w podobnym tonie aktualni izraelscy głównodowodzący. Szef sztabu generalnego Sił Zbrojnych Izraela, gen. Gadi Eizenkot również przywołuje w tym kontekście operacje w Iraku i Syrii. "Izrael nie pozostanie bierny w kwestii obiektów, które mogą stanowić zagrożenie egzystencjalne. Tym się kierowaliśmy w 1981 roku, tak pozostało w 2007 roku i takie też ostrzeżenie pozostawiamy na przyszłość dla naszych wrogów" - podsumował.

Komentarze (16)

  1. asd

    I to jest powód dla którego nie warto uzależniać swojej energetyki od jednej elektrowni atomowej. Lepiej przekształcić każdy dach w kraju w minielektrownię, która jest niezniszczalna.

    1. Analityk

      I dac zarobić Chinczykom i Niemcom. O przepraszam zapomniałem o polskich importerach...

    2. Hektor

      A słyszałeś o wydajniejszych i tańszych niż tradycyjne ogniwach fotowoltaicznych z perowskitu wynalezionych przez Polkę Olgę Malinkiewicz? Albo o polskich turbinach wiatrowych pionowego obrotu, których wydajność przewyższa tradycyjne wiatraki? Oczywiście, że nie bo produkcja w Polsce i rozpowszechnienie tych wynalazków nie leży w interesie naszych \"sojuszników\" zza Odry.

  2. po co ja w ogóle pisze te dyrdymały?

    Izrael boi się programu nuklearnego Iranu nie ze względu na broń atomową, gdyż żaden kraj jej nigdy nie użyje, tylko ze względu na osiągnięcie przez Iran statusu kraju niezależnego. Iran będzie mógł prowadzić bardziej elastyczną politykę, będzie mniej zależny od Rosji czy Chin. Wtedy też USA będą musiałby być dla Iranu \"milsze\" jeżeli będą chciały mieć jakieś wpływy. Być może uznają, że czas zmienić sojusznika. Dziś wydaje się to nierealne, al kto wie co będzie za 10 lat. Czy ktoś spodziewał się 10 lat temu, że Turcja zestrzeli rosyjski bombowiec i będzie aktywną stroną w konflikcie?

    1. Tratata

      To co niby uczyniłoby Iran krajem niezależnym? Przecież nikt nie użyje broni jądrowej. Rozumiem, że nie miałbyś nic przeciwko gdyby Litwa miała tak ze 40 głowic. Albo Białoruś z kilkadziesiąt wraz ze środkami przenoszenia. Różnica jest taka, że Iran dozbraja Hezbollah, więc może sam nie użyje, ale ktoś mu wykradnie trochę materiału na brudną bombę.

    2. K.

      Dostarczając materiał Hezbollahowi Iran strzelił by w obie swoje stopy. Można z bardzo dużą dokładnością zidentyfikować reaktor z którego pochodzi materiał rozszczepialny, słyszałeś kiedyś o charakterystyce izotopowej? Nie pisz tylko, że nie wpuściliby inspekcji IAEA, bo byłoby to równoznaczne z przyznaniem się. Gra niewarta świeczki.

    3. Tratata

      Nikt nie mówi, o tu i teraz. Na Bliskim Wschodzie zdarzały się bardzo poważne zawieruchy. Całe szczęście jednak, że Iran mimo swych ambicji jest państwem bardzo przwidywalnym.

  3. Bardzo Jasnowłosa

    Gdyby Żydzi mieli swoje państwo na południowej części półwyspu koreańskiego to jądrowych i rakietowych zabawek u północnego sąsiada by nie było. Są skuteczni i bezwzględni. Po postu.

  4. Podpułkownik (Ret.) Janusz Wareda

    Okazuje się, że nadal - przy okazji zamieszczanych na forum D24 artykułów dot. szeroko rozumianej tematyki izraelskiej bądź żydowskiej - mamy niezwykłą możliwość czytania rzeczy wręcz niesamowitych. Oczywiście nie wszyscy, ale część komentatorów, z uporem maniaka - bez jakiegokolwiek samokrytycyzmu i tzw. autocenzury - powtarza wyświechtane i dawno przebrzmiałe \"cuda\" na temat Państwa Izrael, Izraelczyków, Żydów oraz niezwykłych możliwości, jakimi rzekomo dysponuje państwo żydowskie! Otóż codzienna rzeczywistość, wiele odbiega od tego obrazu. Niejednokrotnie na tym forum apelowałem, aby niespełna 9-cio milionowej społeczności izraelskiej, która zamieszkuje na terytorium porównywalnym do obszaru naszego województwa mazowieckiego, nie przypisywać jakichkolwiek możliwości diabolicznych. Jednak często - jak przysłowiowym grochem o ścianę. Izrael nigdy nie posiadał i nadal nie posiada takich możliwości! Bez przesady! Natomiast jest faktem bezdyskusyjnym, że niewielkie ludnościowo i terytorialnie państwo żydowskie, otoczone od 1948 roku, wrogimi krajami arabskimi oraz Persami (liczącymi łącznie ponad 300 milionów ludzi) - radzi sobie doskonale. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że do chwili obecnej, Izraelczycy zachowali swoją państwowość i wygrali wszystkie wojny i inne konflikty zbrojne z koalicją państw arabskich. Ale podkreślam: dokonali tego - nie dlatego, że posiadają jakieś nadprzyrodzone zdolności bądź umiejętności diaboliczne! Nic z tych rzeczy! Podstawą ich sukcesów jest doskonała organizacja społeczeństwa - w porównaniu z Arabami i z Persami - oraz przede wszystkim: zdecydowanie większe utożsamianie się Izraelczyków z własnym społeczeństwem, państwem, armią i historią. I to powoduje, że - powtarzam - niespełna 9 milionowy Izrael, trzyma w szachu w regionie Bliskiego i Środkowego Wschodu wrogą mu, ponad 300-tu milionową koalicję arabsko-perską. Nie ukrywam tego i zawsze podkreślam, że to jest ewenement w skali światowej. A propos Iranu: zauważyłem na forum, że jeden z komentatorów raczył napisać, iż cyt.: \"Izrael boi się programu nuklearnego Iranu, nie ze względu na broń atomową, gdyż żaden kraj jej nigdy nie użyje, tylko ze względu na osiągnięcie przez Iran statusu kraju niezależnego\". Hmm! No cóż, do tej pory, jedynie Amerykanie w 1945 roku, krótko przed zakończeniem II wojny światowej, użyli broni jądrowej. I oby już nigdy, żaden kraj nie użył broni jądrowej! Ale pewności nie mamy i nigdy mieć nie będziemy! Natomiast w przypadku użycia broni jądrowej przez Amerykanów w sierpniu 1945 roku - wobec dogorywającej już zdecydowanie Japonii - byłbym skłonny, do pewnego stopnia, zaakceptować ich argumenty i usprawiedliwić decyzję z tym związaną, ówczesnego prezydenta USA H. Trumana. Zagłada atomowa Hiroszimy oraz Nagasaki - niewątpliwie przyczyniła się do wcześniejszego zakończenia wojny i bezwarunkowej kapitulacji Japonii. O tym także należy pamiętać. Ale to już jest temat na oddzielną dyskusję. Natomiast jestem zdeklarowanym przeciwnikiem posiadania broni jądrowej - przez jakikolwiek i kiedykolwiek kraj arabski bądź przez Iran. Pragnę poinformować cytowanego wcześniej komentatora, że Izrael słusznie boi się ewentualnego posiadania przez Iran broni jądrowej. Przypominam, że Islamska Republika Iranu, nie jest krajem demokratycznym - w zachodnim rozumieniu tego słowa. Więcej: jest krajem nieprzewidywalnym, mało stabilnym i Izrael słusznie obawia się rozwoju irańskiego programu jądrowego. Nie dziwię się Izraelowi! W tamtym regionie świata, jedynie Izrael posiada arsenał jądrowy. I niech już tak pozostanie! Uzyskanie dostępu do broni jądrowej przez Persów lub jakikolwiek kraj arabski - byłoby autentycznym i bardzo realnym zagrożeniem dla ludzkości i naszej cywilizacji - i to w skali globalnej. Co do tego, nie mam żadnych wątpliwości. Ten sam komentator usiłuje nas także przekonać, że cyt.: \"Iran będzie mógł prowadzić [w przypadku posiadania broni jądrowej] bardziej elastyczną politykę, będzie mniej zależny od Rosji czy Chin\" (?!). Czyżby? Otóż stwierdzam jednoznacznie: to są mrzonki! Nie tylko Izrael, ale także Rosja, USA i Chiny - nigdy nie zgodzą się na posiadanie przez Iran broni jądrowej. Cuda, raczej(?) się nie zdarzają! Taką samą mrzonką, jest przekonywanie nas, że Iran - w przypadku uzyskania broni jądrowej - będzie miał status kraju niezależnego. Niezależnego? Od kogo niezależnego? To jest kolejny absurd! Jeszcze większym absurdem jest - jak chce nasz komentator - przekonanie, że dla \"atomowego Iranu\" - USA będą musiały być \"milsze\". Myślę, że to stwierdzenie, nie zasługuje nawet na chwilę refleksji. Niestety! I na koniec, wspomniany komentator pyta nas: czy ktoś spodziewał się 10 lat temu, że Turcja zestrzeli rosyjski bombowiec? Otóż tak, i to spodziewało się wiele osób z kręgów wojskowych i nie tylko - w różnych krajach świata, nie tylko w państwach NATO. Już wówczas i znacznie wcześniej, brano to pod uwagę i nie wykluczano ewentualnych, mniejszych lub większych, incydentów zbrojnych pomiędzy krajami NATO, a Rosją. Nie tylko w powietrzu, ale także na lądzie i na morzu. Tym bardziej, że pewnych rzeczy, a szczególnie w przypadku broni, wręcz nie sposób jednoznacznie wykluczyć. Niestety!

    1. emil

      Zgadza się, dodam tylko, że Izrael jest bardzo mocno wspierany finansowo i militarnie przez USA. I to właśnie jest połowa ich sukcesu.

    2. Basaj

      Rozprzestrzenienie broni jądrowej stało się faktem. Izrael nigdy nie otrzymał zgody (Rady Bezpieczeństwa) i społeczności międzynarodowej na budowę nuklearnego militarnego potencjału. Rozbudowa instalacji w Dimonie po cichym porozumieniu Adenauer-Ben Gurion w 1960 była realizowana nielegalnie, za niemieckie pieniądze w oparciu o min. francuską technologię. Oczywiście że Izrael nie dysponuje nadludzkimi zdolnościami. Nie dysponował nimi ZSRR otrzymując na tacy technologię wykradzioną na Zachodzie przez wywiad PRL. To nie rosyjski zacofany przemysł i myśl techniczna ale polscy agenci Zacharski, Przeździecki, Przychodzień są ojcami takich \"rosyjskich\" projektów jak S300, Kornet inne modele PPK. Iran podąża drogą wyznaczoną przez kraje takie jak Izrael, Korea Płn, Indie, Pakistan uważając że ma do tego prawo. W jaki sposób w posiadanie broni A wszedł ZSRR czy Chiny ? Szpiegostwo gospodarcze, Rosenbergowie którzy zdradzili USA. Z perspektywy Iranu otoczonego przez samych \"przyjaciół\" Turcja, Arabia Saudyjska, mało lojalna Rosja tendencje Iranu po cichu wspierane przez Chiny co raz bardziej osłabiające Rosję są zrozumiałe. USA rozwalając Irak Saddama stworzyło polityczną i geostrategiczną próżnię. Historyczną niefrasobliwość Busha wykorzystał Iran i co logiczne nie zamierza się wycofać. Proszę porównać potencjał Iran-Irak z lat 80tych i czasu wojny a obecnie. Irak dysponował najsilniejszym arsenałem konwencjonalnym na Bliskim Wschodzie ale Saddam miał sunnicką mentalność, Iran pośpiesznie przeprowadzał inżynierię odwrotną technologii poradzieckich i amerykańskich umiejętnie zarządzając skromnymi siłami. Po Pustynnej Burzy Irak został pariasem niezdolnym do kontrolowania własnego terytorium, Iran wykorzystał historyczną szansę budując militarny potencjał. Sprzyjała temu koniunktura polityczna, zmiana układu sił w USA (zwycięstwo demokratów) oraz szyicka mentalność która w perskim wydaniu jest specyficzna oparta na cierpliwości, poświęceniu i nauce, upartym dążeniu do celu i ambicji. Iran jest już zbyt silny aby Izrael podjął jednostronną akcję zbrojną. Rosja jest za słaba aby cokolwiek narzucać Iranowi może jedynie prowadzić politykę negatywną. Brak zgody na eksport zestawów S300 odniósł efekt odwrotny mobilizując Irańczyków do pozyskania i rozwoju zestawów średniego zasięgu w oparciu o chińską technologię bazującą o ironio na S300. Iran nie ma zdolności antybalistycznych ale posiada zdolność do symetrycznej odpowiedzi na atak Izraela.

    3. Basaj

      co do koalicji natyizraelskiej to ma Pan bardzo nikłą świadomość o bliskowschodnich realiach. Pisząc w bardzo dużym skrócie Arabia Saudyjska, Kuwejt, Egipt, Jordania czyli duża część państw sunnickich została kupiona przez USA. Teokratyczna Arabia Saudyjska bardziej niż Izraela nienawidzi szyickiego Iranu paradoksalnie istnienie Izraela jest wypadkową podgrzewanego konfliktu na tle ideologiczno-wyznaniowym w świecie arabskim. Wyłączenie z gry skrajnie sunnickiego Iraku (Saddam był de facto ateistą) było najbardziej bezmyślnym antyizraelskim działaniem jakiego mogły dopuścić się USA. Skutkiem jest poważne wzmocnienie i program nuklearny Iranu którego nie da się już zatrzymać. Wątpliwe aby Chiny \"sprzedały\" Iran za Koreę Płn.

  5. Sat00

    MAEA nie znalazła śladów materiałów promieniotwórczych a poziom promieniowania nie był powyżej naturalnego tła. Możliwe że reaktor miał być napełniony paliwem w ostatniej chwili ale jeśli tak to rzekomo wykradzione zdjęcia z prętami paliwowymi to wielki \"fake\" izraela usprawiedliwiający bombardowanie.

  6. anda

    Tak a propo kto oprócz Izraela twierdzi, że tam był budowany reaktor? 10 lat temu sprawa była dokładnie opisywana i Izrael faktycznie coś zniszczył, ale czy to był plac budowy reaktora?? Jakoś nigk nigdy nie potwierdził, że były to obiekty nuklearne. A ponadto to o ile dobrze pamiętam to były publikowane zdjęcia w zachodniej prasie z zniszczonego obiektu a raczej w niewielkim stopniu uszkodzonego i nie wyglądało to na obiekty jądrowe. W 81 roku to Izrael zaatakował budowaną elektrownię jądrową zresztą przez Francuzów / podobnież był problem bo zginęli inżynierowie francuscy /.10 lat temu Izrael mógł sobie polatać nad Syrią dzisiaj już nad własnym terytorium jest namierzany.

    1. Smuteczek

      Do tego ani słowa na temat prowadzenia dzialan zbrojnych przy wykozystaniu przestrzeni powietrznej Libanu i Turcji

    2. dobryl

      Rozumiem, że byłeś na miejscu i naocznie stwierdziłeś, iż była to fabryka pieluch, a nie reaktor nuklearny ? Widzisz Syria to jeden z takich suwerennych państw, które o takich rzeczach nie informują tak swojej jak i światowej opinii publicznej, a także nie dopuszczają do tego typu instalacji żadnych obserwatorów. Nie kojarzę jakoś tych zdjęć o których wspominasz. W jakiej prasie to widziałeś, Sputnik, Ogoniok ??

    3. anda

      Byli tam i obserwatorzy i dziennikarze zachodni i jakoś nikt nie pisał, że były to obiekty nuklearne. Poszukaj w prasie to ZACHODNIEJ z tamtego okresu.

  7. krzys

    Podobne numery były w stosunku do Iranu, plus likwidacja irańskich naukowców. Jeśli sąsiedzi Izraela jakoś przetrwają i rozwiną się, a pozycja USA nieco spadnie w skali globu (a żadne mocarstwo nie trwa wiecznie), to Izrael będzie miał czego się bać. A zbierze tylko plony tego, co sieje od lat.

    1. ZZZ

      >\"zbierze tylko plony tego, co sieje od lat.\" Przecież od powstania Izraela wszyscy jego sąsiedzi chcą go zniszczyć. Przy takim podejściu żadne działania Izraela nie mogą zmienić sytuacji na gorsze.

  8. Rafał Mierzwa

    Odtajnienie należy, wg mnie, odczytywać głównie w odniesieniu do niedawnego zestrzelenia izraelskiego F-16. Chcą zatrzeć wrażenie, że ich siłą powietrznym coś dolega. Przekaz brzmi: \"Przypominamy, że w ciągu ostatnich 30lat regularnej walki, przeplatanej spektakularnymi akcjami na wrogim terenie straciliśmy dotychczas zaledwie jedną maszynę.\" Można mówić co się chce, ale bardzo niewiele krajów jest w stanie przeprowadzić takie operacje.

  9. Smuteczek

    Co to za gadanie o ryzyku wybuchu wojny. Przeciez Izrael od wielu lat juz jest w stanie wojny z Syria i w najblizszej przyszlosci raczej sie to nie zmieni

    1. Tak

      Co innego być w dyplomatycznym stanie wojny, a co innego prowadzić pełnoskalową wojnę z wykorzystaniem sił zbrojnych.

    2. dropik

      brak podpisanego układu pokojowego to jeszcze nie działania wojenne ;)

    3. Smuteczek

      Pełnoskalowa wojne? Praktycznie nie ma miesiaca by nie bylo atakow samolotów Izraela na cele w Syrii. Czy przez wojne pelnoskalowa masz na mysli ataki odwetowe Syrii ktorych jak dotac nie bylo?

  10. Stirlitz

    To sytuacja pokazuje ile warte są rosyjskie systemy plot. Rajd 8 samolotów przez całą Syrię i powrót do bazy to kompromitacja dla Syrii i Rosji. Trasa lotu była w pobliżu rosyjskiej bazy Tartus i nawet nie miauknęli. Obecnie jest tak samo, Izrael lata kiedy chce i jak chce. Zestrzelenie F-16 ostatnio jest tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. Izraelczyków zgubiła dotychczasowa zupełna bezkarność i rutyna.

    1. Smuteczek

      Jestes pewien ze czytałes ten artykuł? Przeciez przedstawia on wydarzenia sprzed 10 lat. Wtedy jeszcze nikt nie słyszał tam o S300 nie mowiac o S400 w Rosyjskich bazach w Syrii. Tak samo mozna powiedziec ze jest to kompromitacja Tureckiej OPL bo samoloty Izraela nie zostały tam wykryte a wlecialy do Syrii z Tureckiej przestrzeni przeciez

  11. sylwester

    czy taki atak nie groził skażeniem na taką skalę jak w czarnobylu ??

    1. dropik

      nie :)

    2. Zenek

      O wiele gorszy pewnie

  12. Zenek

    Dlatego w calym swiecie ludzie umieraja mlodo na raka wszystko w tajemnicy samozniszczenie swiata sie robi nieswiadomie

  13. sff

    Jacy odważni. Teraz niech spróbują.

  14. Sat00

    Odtajnienie teraz ma niejako dyscyplinować sojuszników i wrogów, pokazać że Izrael jest gotowy do akcji przeciwko Iranowi nawet bez udziału USA. Jest jednak duży problem. Obecny Iran to państwo o wiele silniejsze niż ówczesne Syria i Irak razem wzięte. Iran to rozległy kraj prowadzący badania nuklearne pod pozorem energetyki jądrowej ze zdecentralizowaną strukturą ukrytą głęboko pod ziemią daleko w głębi kraju. Iran dysponuje zaawansowaną obroną przeciwlotniczą na poziomie S300 oraz rakietami balistycznymi które z powodzeniem sięgną ... izraelskiego reaktora w Dimonie. To byłby początek 4 wojny światowej bo do starcia na pewno dołączyłyby strony 3cie.

  15. Eckard Cain

    Gdyby mogli to samo zrobić Iranowi to by to zrobili. Skoro tylko straszą to znaczy że przynajmniej na razie nie mogą...

    1. Smuteczek

      Bo program nuklearny Iranu jest sprytnie zdecentralizowany. Musieliby zaatakowac w tym samym momencie przynajmniej 3-4 osrodki oddalone znacznie od siebie. Gdyby to byl tylko jeden osrodek to jestem pewien ze juz dawno temu zdecydowaliby sie na atak

    2. observer48

      Izrael ma czerwone światło z USA, bo technicznych ograniczeń nie ma żadnych. Nie można wykluczyć, że do zbombardowania irańskich instalacji jeszcze dojdzie, albo Izrael rozkołysze sieć energetyczną Iranu, do czego ma zdolności i środki, a to by oznaczało częściowe zniszczenie tych instalacji, ale też katastrofę dla ludności cywilnej republiki islamskiej.

  16. dsa

    A co na to RB ONZ? Atak na suwerenne państwo.

    1. Smuteczek

      Sam atak niej est pogwalceniem zadnego prawa bo panstwa te sa od wielu juz lat w stanie wojny

    2. dobryl

      KRL-D też jest (podobno) suwerennym państwem. Daję głowę, że gdyby Amerykanie przeprowadzili atak na koreańskie instalacje nuklearne to Rada Bezpieczeństwa ONZ raczej by odetchnęła z ulgą - przynajmniej większość jej członków - niż wyrażała zaniepokojenie czy dezaprobatę. Tak się powinno postępować w przypadku niby suwerennych ale jednak bandyckich państw.

    3. 222

      Skoro jest tak jak piszesz, to pomyśl co by się stało gdyby to samoloty Syryjskie zbombardowały na przykład rafinerię w Hajfie. Lament wniósł by się pod same niebiosa.