Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • WYWIADY

Japonia po wyborach. Koniec z pacyfizmem? [WYWIAD]

Historyczne zwycięstwo premier Japonii Sanae Takaichi w wyborach parlamentarnych otwiera drogę do głębokich reform państwowych. Czy w Tokio dojdzie do zmiany konstytucji, w tym zapisu dotyczącego posiadania sił zbrojnych? Czy Japończycy zrewidują swoją politykę eksportu japońskiej broni?

Autor. Sanae Takaichi/X

W niedzielnych wyborach parlamentarnych w Japonii historyczne zwycięstwo odniosła partia premier Sanae Takaichi. Rządząca Partia Liberalno-Demokratyczna i jej koalicjant zdobyli minimum 2/3 głosów w tamtejszej Izbie Reprezentantów. O tym, jak ten wybór może wpłynąć na japońską politykę, a także jej stosunki z USA i Chinami, rozmawialiśmy z doktorem Oskarem Pietrewiczem z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Reklama

Michał Górski, Defence24: Czy historyczne zwycięstwo Partii Liberalno-Demokratycznej może sprawić, że w Japonii dojdzie do zmiany konstytucji, w tym słynnego zapisu dotyczącego zakazu posiadania sił zbrojnych?

Dr. Oskar Pietrewicz, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych: Do takich zmian potrzeba 2/3 głosów - zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i Izbie Radców. Ostatnie wybory (z 8 lutego) były wyborami tylko do tej pierwszej izby. Tutaj partia rządząca zdobyła samodzielną większość. Wiemy o tym, że partia premier Takaichi jest za zmianą konstytucji, a w sposób szczególny chodzi właśnie o wspomniany art. 9 dotyczący wyrzeczenia się przez Japonię wojny i zakazu posiadania przez nią sił zbrojnych.

Do tej pory partia ta nie posiadała potrzebnej większości do zainicjowania procesu zmiany - teraz jest inaczej. Problem w tym, że w drugiej izbie partia rządząca nadal jest w mniejszości - potrzebne byłoby tu wsparcie partii opozycyjnych. Będzie to zatem dłuższy proces, w którym rząd będzie przekonywał do swojej propozycji zmiany konstytucji, żeby uzyskać 2/3 głosów w Izbie Radców. Na marginesie dodam, że Izba Radców - w odróżnieniu od Izby Reprezentantów - nie może zostać rozwiązana. Co trzy lata są tam wybory uzupełniające, a następne wybory odbędą się w 2028 roku.

Gdyby to wszystko się udało, to i tak pozostaje do wykonania jeszcze jeden istotny - najtrudniejszy - krok. Chodzi o referendum. Japończycy regularnie pytani są o zmianę konstytucji. Przez lata głosy rozkładały się mniej więcej po połowie, z lekką przewagą tych, którzy nie chcą zmian. Dużo zależy od tego, na czym miałaby polegać ta zmiana – rząd deklaruje, że chce przedstawić szczegółowy projekt do końca marca.

Reklama

Odnosząc się jeszcze do samego wyniku wyborów – można stwierdzić, że głównym powodem, dla którego zwycięstwo partii premier Takaichi jest aż tak znaczące, jest jej twarda polityka wobec Chin? Czy jednak nastroje antychińskie aż tak silnie wpływają na decyzje wyborcze?

To był jeden z istotniejszych czynników. To, że rząd Takaichi nie zląkł się Chin i utrzymuje dość zdecydowaną, choć niekonfrontacyjną postawę, sprawiło, że w tym trudnym momencie społeczeństwo skonsolidowało się wokół partii rządzącej. Uznano, że jeśli Chiny wywierają presję (nie po raz pierwszy), to Japonia potrzebuje silnego lidera – i że takim liderem jest premier Takaichi.

Nawet jeśli nie był to czynnik najistotniejszy, to na pewno pomógł partii wygrać. Można wręcz powiedzieć, że była to swego rodzaju przysługa ze strony Komunistycznej Partii Chin. Chcieli podważyć legitymację rządu Takaichi w pierwszych tygodniach jej rządów, a okazało się, że to jej tylko pomogło.

Wracając do pierwszych tygodni rządów premier Takaichi – w październiku 2025 r. rozmawialiśmy o przewidywaniach dotyczących rządów Takaichi. Kilka miesięcy później chciałbym znowu odnieść się do relacji z USA. W opublikowanych niedawno Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA oraz Narodowej Strategii Obrony Japonia jest wskazywana jako jeden z istotniejszych sojuszników, współtworzący osłaniający przed Chinami Łańcuch Wysp. Czy można stwierdzić, że w ostatnich miesiącach relacje na linii Tokio-Waszyngton weszły na wyższy poziom?

Myślę, że Takaichi udało się nawiązać więź z prezydentem Trumpem. To było udane spotkanie – wizyta Trumpa w Japonii w pierwszych dniach urzędowania była dużym testem, który nowa premier zdała.

Japonia widnieje jako kluczowy sojusznik USA na Pacyfiku, filar ich strategii regionalnej, państwo, które powinno brać większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Wszyscy sojusznicy amerykańscy mają świadomość, że takie są oczekiwania administracji Trumpa. Japonia jest gotowa ponosić te większe koszty, a deklarowany na 2027 cel 2 proc. PKB osiągnie już w bieżącym roku.

Myślę, że Amerykanie nie wywierają takiej presji, jakiej mogli się obawiać Japończycy jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Z USA nie płyną choćby sygnały mówiące o tym, że należałoby redukować liczbę żołnierzy amerykańskich w Japonii. To może świadczyć o tym, że rząd Takaichi prowadzi skuteczną politykę wobec Trumpa. To nie oznacza, że nie będzie problemów i wyzwań. Na pewno się pojawią przy okazji kolejnych rund negocjacji handlowo-inwestycyjnych, gdyż nadal nie doprecyzowano szczegółów inwestycji japońskich w USA wartych 550 miliardów dolarów w kolejnych latach. Oczekiwania strony amerykańskiej i japońskiego biznesu mogą być odmienne. Niezależnie od tego wydaje mi się, że Takaichi jest traktowana przez Donalda Trumpa jako potrzebny partner USA w regionie i ważny partner gospodarczy, który może przyczynić się do poprawy sytuacji gospodarczej w samych Stanach Zjednoczonych.

Powstaje jeszcze pytanie dotyczące eksportu japońskiej broni. Przez lata polityka japońska w tej sprawie była dość jednoznaczna – nie sprzedawać za granicę. Z czego to się brało? Czy teraz może to ulec zmianie?

Przez dekady Japonia w bardzo ograniczonym stopniu, czy wręcz w ogóle, nie eksportowała uzbrojenia, co odzwierciedlało pacyfistyczne zapisy konstytucji. Przyjęta przez kolejne rządy w trakcie zimnej wojny linia polityczna sprawiła, że Japonia nie była istotnym eksporterem uzbrojenia, mimo posiadania potencjału technologicznego i przemysłowego. Aczkolwiek współpracowała blisko z amerykańskim przemysłem obronnym, przekazując istotne technologie wojskowe. W ostatniej dekadzie zachodzą istotne zmiany w podejściu Japonii do eksportu uzbrojenia. W 2014 r. rząd Abe Shinzo złagodził dotychczasowe przepisy, dopuszczając możliwość eksportu sprzętu nieśmiercionośnego, ale nie do państw będących stroną konfliktu zbrojnego. W 2023 r., a więc już po inwazji Rosji na Ukrainę, rząd Kishidy Fumio zrobił kolejny krok, zezwalając na eksport sprzętu wojskowego także państwom, które padły ofiarą agresji.

Rząd Takaichi od początku urzędowania w październiku 2025 r. deklaruje, że jednym z celów jest dalsze poluzowanie ograniczeń w eksporcie uzbrojenia i zacieśnianie współpracy przemysłowej z innymi państwami. To naturalny obszar współpracy Japonii z państwami NATO. Gdyby nie było tych restrykcji, Japonia mogłaby być postrzegana podobnie jak Korea Południowa – jako ważny partner w dostawach uzbrojenia do Europy. Zaryzykuję też stwierdzenie, że zmiany dotyczące procedur eksportu uzbrojenia mogą być wprowadzone sprawniej niż żmudna i trudniejsza politycznie zmiana konstytucji, od której zaczęliśmy rozmowę. Rząd Takaichi ma obecnie wszelkie instrumenty, aby wprowadzić te zmiany w życie. Pozostaje czekać na szczegóły.

Reklama

Zobacz również

WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama