Europejska armia czy integracja bezpieczeństwa? Współpraca w siłach zbrojnych, cyberprzestrzeni i kosmosie

30 lipca 2016, 09:19
Satelita włoskiej konstelacji Cosmo-SkyMed. Fot. ESA
Polski czołg Leopard 2A5 i hiszpański pojazd opancerzony w czasie ćwiczeń Briliant Jump. Fot. chor. Rafał Mniedło
Niemcy dostrzegają potrzebę budowy zdolności obronnej w cyberprzestrzeni, ale nie wszystkie państwa NATO przykładają do tego wystarczającą wagę. Fot. Bundeswehr/Flickr
Przykładem wspólnego projektu przemysłowego jest samolot wielozadaniowy Tornado. Fot. Bundeswehr/Piz Luftwaffe/Flickr
Reklama

Wątek stworzenia „europejskiej armii” często pojawia się w debacie publicznej. Pomysł forsują Komisja Europejska i Niemcy, ostatnio opowiedział się za nią także premier Węgier Wiktor Orban. W praktyce jednak koncepcja integracji struktur bezpieczeństwa (militarnego, kosmicznego czy cybernetycznego) w Europie napotyka na wiele przeszkód. O ile rozszerzanie współpracy może być bowiem pożyteczne, to potencjalne dążenie do wyłączenia sił zbrojnych z kontroli narodowej może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego wielu państw - w tym Polski.

Koncepcja stworzenia europejskich sił zbrojnych pojawiła się po raz pierwszy już w latach 50. XX wieku, przy czym formacja ta miała funkcjonować w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. W ubiegłym roku stworzenie europejskiej armii zaproponował szef Komisji Europejskiej Jean Claude-Juncker. Koncepcja, popierana przez Niemcy, została też kilka dni temu przywołana przez Wiktora Orbana, który zwykle nie opowiada się za bezwarunkowym zacieśnianiem integracji na kontynencie.

Czytaj więcej: "Europejska armia" nie zastąpi własnych zdolności

Orban stwierdził, że wycofanie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej doprowadziło do osłabienia zdolności obronnych kontynentu. Poparł członkostwo Węgier w NATO, zaapelował jednak o stworzenie jednej armii, która posługiwałaby się jednym językiem, stanowiąc „prawdziwą” połączoną siłę. Dlatego warto omówić możliwości i wyzwania związane z europejską współpracą w siłach zbrojnych, przestrzeni kosmicznej i cyberprzestrzeni.

Bezpieczeństwo militarne - więcej Europy w NATO?

W ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego istnieje już wielonarodowa formacja, w ramach której mają współdziałać oddziały (często batalionowe grupy bojowe) z różnych państw. Są to Siły Odpowiedzi, rozbudowane na bazie ustaleń z Newport do 40 tys. żołnierzy. Decyzje o uruchomieniu NATO Response Force podejmuje jednogłośnie Rada Północnoatlantycka.

Specjaliści są również zgodni co do tego, że Sojusz Północnoatlantycki musi zwiększać interoperacyjność (zdolność współdziałania) swoich sił także na poziomie niewielkich pododdziałów. Obecnie bowiem, w przeciwieństwie do czasów Zimnej Wojny, wystawienie narodowych związków taktycznych (brygad, dywizji, korpusów – liczących od kilku do kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy) jest mało prawdopodobne, muszą ze sobą współdziałać mniejsze jednostki – szczebla batalionu i niższego.

To z kolei wymusza budowę struktury łączności i dowodzenia, która będzie kompatybilna również na niższych poziomach. Dlatego nawet jeżeli narodowe systemy dowodzenia będą się od siebie różnić, to muszą być w stanie wymieniać informacje między sobą. Na podobną kwestię zwracał uwagę w wywiadzie dla Defence24.pl generał Jerzy Gut, który w 2015 roku dowodził Komponentem Operacji Specjalnych w Siłach Odpowiedzi NATO.

Czytaj więcej: "Zmiany w środowisku bezpieczeństwa wymuszają nowe zdolności". Gen. Gut o roli Wojsk Specjalnych

Innym potencjalnym obszarem współpracy jest przemysł obronny. Kooperacja w tym zakresie trwa już od lat, czego przykładem są wspólne projekty lotnicze (Jaguar, Tornado, Eurofighter), okrętowe (FREMM), czy rakietowe (ppk Milan, Aster 30, zestaw przeciwlotniczy Roland). Zmniejszenie stanów liczebnych w europejskich siłach zbrojnych w stosunku do stanu sprzed kilku czy kilkunastu lat wymusi dalsze zacieśnianie współpracy przemysłowej, czego przykładem są prace nad czołgiem nowej generacji, które mają być realizowane wspólnie przez Francję i Niemcy. Rozmowy w tym zakresie prowadzi także Polska. 

Tornado Luftwaffe
Przykładem wspólnego projektu przemysłowego jest samolot wielozadaniowy Tornado. Fot. Bundeswehr/Piz Luftwaffe/Flickr

Wreszcie, niektóre państwa tworzą wspólne jednostki wojskowe, choć nie musi to być ograniczone do członków Unii Europejskiej. Oprócz szeroko opisywanych przykładów współpracy Francji i Niemiec czy Holandii i Berlina mamy przecież siły Joint Expeditionary Force, liczące 10 tysięcy żołnierzy, budowane pod dowództwem Wielkiej Brytanii, z udziałem Norwegii, państw bałtyckich i Danii. Największe obawy komentatorów w związku z pomysłami europejskiej armii budzi brak jasności co do schematu podejmowania decyzji politycznych o jej użyciu. Jak wiadomo, instytucje europejskie wykazują się tendencją do wywierania otwartej presji na poszczególne państwa i decydowania wbrew woli części z nich, np. głosowaniem większościowym, co było widoczne w czasie kryzysu migracyjnego.

Jeżeli europejskie siły zbrojne zostałyby zintegrowane w takim stopniu, że poszczególne kraje, w tym Polska, straciłyby faktyczną i prawną samodzielność ich użycia, stanowiłoby to istotne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Nie można bowiem wykluczyć, że w sytuacji zagrożenia, na przykład na flance wschodniej, nie podjętoby wystarczająco szybkiej decyzji o reakcji.

Pożądanym kierunkiem wydaje się być z kolei dalsze zacieśnianie współpracy wojskowej i przemysłowej, włącznie z tworzeniem struktur dowodzenia, wspólnych jednostek czy ściślejszych niż do tej pory standardów interoperacyjności. Nie powinno to jednak oznaczać podporządkowywania swoich wojsk instytucjom europejskim. A tworzenie europejskich inicjatyw, ale w ramach NATO – np. w formule państw ramowych – jest z pewnością potrzebne. Działając w kontekście Paktu Północnoatlantyckiego zachowuje się też możliwość współpracy z Wielką Brytanią, czy korzystania z ogromnego potencjału militarnego USA.

Czytaj więcej: Macierewicz dla Defence24.pl: Szczyt NATO tak przełomowy, jak wejście Polski do Sojuszu. Obrona powietrzna i okręty podwodne priorytetami modernizacji 

Bezpieczeństwo kosmiczne - ESA musi "wejść do sił zbrojnych"

Współpracujące ze sobą w dziedzinie programów kosmicznych siły zbrojne poszczególnych państw mogą oprzeć się na wspólnych przedsięwzięciach realizowanych przez Europejską Agencję Kosmiczną. Choć jest to organizacja cywilna, to jednak rozwijane przez nią systemy będą mieć znaczący wpływ na kształtowanie się zdolności obronnych Starego Kontynentu. Na razie państwa członkowskie są często sceptyczne wobec dodawania militarnych zdolności do pierwotnie cywilnych programów, ale w perspektywie ta sytuacja może się zmienić. Zdolności obronne w przestrzeni kosmicznej mają bowiem istotne znaczenie dla sił zbrojnych, w związku z czym dąży się do umożliwienia wykorzystania ich również przez wojsko.

Podstawowe znaczenie mają tutaj nadzorowane przez Komisję Europejską programy obserwacji Ziemi Copernicus i nawigacji satelitarnej Galileo. Ten drugi system ma pozwolić Europie na uniezależnienie się od amerykańskiego GPS, a przy tym w ramach Public Regulated Services (PRS), przeznaczonego dla służb państwowych i wojska, ma zapewnić znacznie wyższą dokładność pomiarów nawigacyjnych - do ok. 10 cm. Unia Europejska planuje ujęcie w strategii kosmicznej wykorzystanie do celów militarnych nie tylko satelitów Galileo, ale też satelitarnego programu monitorowania powierzchni Ziemi Copernicus, który będzie składać się z kilkunastu satelitów o różnym przeznaczeniu, w tym SAR i optoelektronicznych, jest jednak projektem ściśle cywilnym. 

Należy mieć na uwadze, że oba te programy nadzorowane są przez instytucje cywilne, co stwarza szereg przeszkód do ich skutecznego wykorzystywania przez wojsko. Zapewne jednak takie procedury powstaną dla Galileo wraz z osiągnięciem wstępnej gotowości sygnału PRS ok. 2018 roku. W przypadku Copernicusa, z założenia ściśle cywilnego projektu, będzie to mogło nastąpić znacznie później.

Niezależnie od cywilnych programów europejskich w dziedzinie obserwacji Ziemi, kraje Europy Zachodniej - Francja, Włochy, Belgia, Niemcy, Grecja i Hiszpania - uczestniczą w projekcie MUSIS (Multinational Space-based Imaging System for Surveillance, Reconnaissance and Observation) nadzorowanym przez Organizację jednoczącej współpracy w dziedzinie uzbrojenia (OCCAR). Zakłada on wspólne wykorzystywanie danych pochodzących z wojskowych satelitów rozpoznawczych przez partnerów programu. MUSIS ma zapewnić wspólny dostęp do francuskich instrumentów optoelektronicznych Helios oraz hiszpańskich Ingenio, a także konstelacji satelitów z syntetyczną aperturą radarową niemieckiej SAR-Lupe i hiszpańskich Cosmo-SkyMed drugiej generacji, do której dostęp na mocy umowy z Włochami ma także Polska.

Cosmo-SkyMed
satelita włoskiej konstelacji Cosmo-SkyMed. Ilustracja: ESA

Program MUSIS może być więc zalążkiem do stworzenia systemu rozpoznawczego na potrzeby zintegrowanych sił zbrojnych Europy. Należy wskazać, że współpraca w zakresie wojskowych systemów kosmicznych jest szczególnie istotna, gdyż znaczna część państw po prostu nie będzie mogła budować narodowych rozwiązań w tym zakresie z uwagi na koszty. W dziedzinie wynoszenia ładunków w kosmos, Europa jest samowystarczalna dzięki dostępowi do kilku systemów nośnych - od Vegi do Ariane 5, a w przyszłości także nowej generacji rakiet nośnych Ariane 6. W najbliższych latach należy się także spodziewać powstania europejskiego systemu do wynoszenia w kosmos małych satelitów, który również będzie mógł znaleźć zastosowanie militarne. 

Bezpieczeństwo cybernetyczne - potrzebne jednolite standardy

Zwiększanie zdolności sił zbrojnych państw europejskich nie może odbyć się bez zapewnienia efektywnej ochrony w cyberprzestrzeni. Biorąc pod uwagę, że obecnie w ramach Unii Europejskiejc cyberbezpieczeństwo jest rozwijane głównie w obszarze cywilnym, trzeba będzie przeprowadzić gruntowne reformy również w sektorze wojskowym. Biorąc pod uwagę, że znaczna część rozwiązań w sektorze wojskowym korzysta z potencjału sektora cywilnego, wdrożenie mechanizmów opartych o struktury UE wydaje się jak najbardziej zasadne.

Istnieje wiele problemów, które skutecznie utrudniają współpracę w obszarze cyberbezpieczeństwa w sferze wojskowej. Pierwszym z nich jest zupełnie inne traktowanie i podejście różnych państw do zagadnienia. Państwa skandynawskie, Francja czy Niemcy uważają ten problem za priorytetowy, podczas gdy Węgry, Słowacja czy Bułgaria nie przywiązują do niego większej uwagi. W efekcie zabezpieczenia linii komunikacyjnych oraz systemów komputerowych używanych do przesyłania tajnych informacji są diametralnie różne. Może się to skończyć dostaniem się złośliwego oprogramowanie do sieci połączonych sił zbrojnych przez najsłabsze ogniwo.

Ursula von der Leyen
Fot. Bundeswehr/Flickr

Kolejnym problemem z którym trzeba byłoby się uporać jest brak definicji podstawowych terminów w obszarze bezpieczeństwa. Nie wszyscy członkowie zdefiniowali dokładnie cyberbezpieczeństwo, cyberprzestrzeń - nie wspominając już o bardziej złożonych pojęciach. Co więcej, nie wszyscy członkowie UE określili instytucjonalną odpowiedzialność za sprawy cyberbezpieczeństwa, jak również rolę Ministerstwa Obrony i wojska w tym obszarze.

Inną problematyczną sprawą są działania ofensywne w środowisku wirtualnym. Niektóre z państw, takie jak np. Holandia, dysponują potencjałem, co zostało oficjalnie potwierdzone przez przedstawicieli tego państwa. Inni członkowie również mogą prawdopodobnie prowadzić operacje ofensywne, ale nie przyznali tego publicznie. Z kolei grupa krajów nie rozwija takich zdolności, co może być problematyczne w procesie budowy połączonych zdolności.

Przy tworzeniu komponentu cyber w ramach integracji sił zbrojnych Europy będzie można skorzystać z natowskich doświadczeń, większość członków UE należy do NATO i musiało spełnić wymagania Sojuszu w tym obszarze. Nie jest też wykluczone, że - podobnie jak w obszarze konwencjonalnych sił zbrojnych - powinno się tworzyć struktury NATO, korzystające z mechanizmów współpracy UE i dopuszczające państwa członkowskie NATO ściśle współpracujące z Unią (Norwegia, w przyszłości także zapewne Wielka Brytania).

Należy przede wszystkim stworzyć jeden dokument strategiczny wyznaczający główne priorytety i cele w cyberprzestrzeni. Konieczne wydaje się też uznanie cyberprzestrzeni za kolejny obszar pola bitwy i stworzenie oddzielnego dowódca poświęconego działaniu w środowisku wirtualnym. Co więcej, powinny zostać wprowadzone jednolite standardy bezpieczeństwa dla sprzętu i oprogramowania komputerowego używanego przez wojsko. Tutaj szczególnie istotną rolę może odegrać Europejska Agencja Obrony koordynująca ten proces, który zwiększy cyberbezpieczeństwo wszystkich państw.

Nie europejska armia, a szersza integracja sił zbrojnych 

Dlatego też każda próba zacieśnienia współpracy wojskowej w Europie może być warta rozważania, o ile odbywa się to w kontekście NATO, a nie obok czy przeciwko Sojuszowi i nie oznacza przekazania zdolności decyzyjnych do instytucji europejskich. Kooperacja jest pożądana zarówno w obszarze bezpieczeństwa militarnego, jak i kosmicznego czy cybernetycznego. Nie wolno natomiast dopuścić do sytuacji, w której poszczególne państwa utracą prawną bądź faktyczną suwerenność dysponowania swoimi siłami zbrojnymi, na przykład z uwagi na ich podporządkowanie instytucjom europejskim. Oznacza to jednak, że nadal będziemy dysponować zintegrowanymi, narodowymi siłami zbrojnymi państw Paktu Północnoatlantyckiego, ze zwiększonym udziałem państw Starego Kontynentu w procesie budowania zdolności bojowych, a nie europejską armią.

Andrzej Hładij, Andrzej Kozłowski, Jakub Palowski

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 41
Reklama
TowariszczJacho
niedziela, 31 lipca 2016, 21:37

Zdaje się, że większość komentarzy za taką EuroArmią pochodzi od .... "Bezmuzgich Cykorów" czytaj średnio-inteligentnych w stylu Donalda - który jako jeden z pierwszych wespół z Panem Trzaskowskim z PO kipieli kłamstwami - jakoby to rząd "dobrej zmiany" osłabiał pozycję Polski w Świecie - a to taki ogromy wysiłek i koszt poniesiony przez PO-przedni rząd (czyli marnotrawstwo publicznych pieniędzy płatników Polaków przez Donków, Bieńkowskie i innych PO-pa..pa.... ) i PO-j-elit hołdujących kierunkowi "kupienia pokojowego współistnienia" - i co się okazuje, że kłamcy Donkowscy kosztem polaków kupowali nie polakom ale sami sobie stanowiska i .... prawdą jest jednak, że takie "urojenia" o wspólnej armii były już w przeszłości podejmowane, a jedyne co może się udac to koalicja na rzecz pokoju - nie na rzecz wspólnot pro-wojennych, oprócz poniżej przytaczanych przykładów, zadam pytanie: Czy układ Warszawski był pokojowy i pro-obronny ..." i tak też powinna być odpowiedź takim zapędom - co się stanie gdy w takiej Euro-armii - gdzie do wojska będą brani (jak się już sugeruje w Niemczech) "emigranci" - kto zagwarantuje "że śpioch nie dorwie się do przełącznika" ? Taka Euro-armia grozi ułatwieniem drogi do "eksterminacji "Chrześcijan, ze szczególnym uwzględnieniem Katolików w Europie i nie tylko .... ludzie zacznijcie myśleć, "wiara i tożsamość", "pamięć i odwaga" - nie można pozwolić na "amnezje i cykorie" - globalna armia nie ma z kim walczyć, chyba, że to ma być "globalna dyktatura" a nie globalna wolność i równe prawa współistnienia ....

As
poniedziałek, 1 sierpnia 2016, 07:18

Popieram, przedmówcę. Jakim trzeba być nierozsądnym człowiekiem, żeby wierzyć w Euro-armię. Potem misja stabilizacyjna w Polsce, lub Węgrzech.

rozczochrany
poniedziałek, 1 sierpnia 2016, 02:20

Niemcy zgodzili się na wstępowanie imigrantów do Bundeswehry. Rozumiem, że trzon armii UE także będą stanowić Niemcy oraz islamscy imigranci. Na pewno będą bardzo gorliwi w egzekwowaniu zaleceń komisji UE w państwach członkowskich UE.

ikalo
sobota, 30 lipca 2016, 16:08

jakos nie bardzo to widze.

MJ
sobota, 30 lipca 2016, 15:56

Moim zdaniem mieliśmy już armię europejską. Była to wermacht z przybudówkami. Nie byli jej członkami Polacy, Hiszpanie, Portugalczycy (chyb to wszystko, jeśli jestem w błędzie to sprostujcie). Taka armia nie dała rady Rosjanom (Należy pamiętać, że Kreml był wspierany przez Anglosasów). A na przykład nam się ta sztuka udała w roku 20. Wspólne możliwości jak np. rozpoznanie satelitarne, transport, obrona powietrzna itp. są do realizowane lub do zrealizowania w rozsądnie krótkim czasie. Jeśli Unia przekształci się w konglomerat niemiecko-fracuski z przybudówkami to może on ściśle współpracować z Rosją, a wtedy nasz stosunek do całości będzie inny. Pytanie jaki?

El CHE
niedziela, 31 lipca 2016, 08:33

NWO początek. Koniec suwerenności choć to już przerabiamy

fafasf
poniedziałek, 1 sierpnia 2016, 17:18

Armia powinnabyc europejska a polski generał jej dowódcą.

Tomasz Stelmach
sobota, 30 lipca 2016, 14:17

Jeśli "europejska armia" by dziś istniała to po decyzji Komisji Europejskiej już by była w Polsce i zaprowadzała "demokrację". No bo przecież w praktyce będzie to zbrojne ranię rządu europejskiego czyli Komisji UE. Jak myślicie do czego będzie służyć ta armia? Do wymuszania posłuszeństwa na niepokornych krajach.

Extern
niedziela, 31 lipca 2016, 21:29

A najśmieszniejsze jest to że w UE najwięcej do powiedzenia mają nie demokratycznie wybrani parlamentarzyści ale komisarze wybrani w sposób nie demokratyczny przez Radę Europejską. Wniosek z tego taki że cała UE nie jest za bardzo tworem demokratycznym a bliżej jest jej do jakiejś odmiany oligarchii.

nvfx
sobota, 30 lipca 2016, 17:06

Uważasz, że kwintesencją demokracji jest to że 37 % mniejszość wbrew Konstytucji zaczyna skakać po głowie pozostałej większości Polaków? To nie jest demokracja to jest uzurpacja. Paraliż TK to nic innego jak próba uzurpacji większej władzy niż otrzymało się w wyniku wyborów. To po prostu "konstytucyjny zamach stanu".

Pluton
piątek, 5 sierpnia 2016, 22:53

Budowanie europejskiej armii to niebezpieczna bzdura, dziwię się, że niektórzy politycy prawicowi ją propagują lub propagowali np. śp. Lech Kaczyński. Taki twór byłby faktyczną konkurencją dla NATO jednocześnie nie byłby w stanie zastąpić sojuszu. Ponieważ europejskie elity w przeciwieństwie do amerykańskich po prostu nie mają jaj aby używać na poważnie armii. Europejskie armie nawet razem wzięte nie mają potencjału porównywalnego z USA. Wejście Polski do takiej struktury ubezwłasnowolniłoby nasz kraj ale nie zwiększyłoby poziomu naszego bezpieczeństwa. Lepiej niech unia zajmie się miękką siłą czyli sankcjami i dyplomacją a obronę kontynentu pozostawi NATO.

LUKE
sobota, 30 lipca 2016, 23:36

Nie Nie Nie i jeszce raz nie!!! Niemcy tego pragnom, karzdy kraj ma miec swoja armie! Co to jest NWO!

box
sobota, 30 lipca 2016, 13:16

żadnej europejskij armii! Istnieje już organizacja militarna zapewniająca obronność - czytaj: NATO a UE jest od ułatwiania życia obywatelom i gospodarki a nie od powielania kompetencji militarnych... Tworzenie europejskiej armii to próba jeszcze większego podporządkowania pozostałych krajów Niemcom oraz wypchnięcia przez te ostatnie z europy USA, tak aby mogly jeszcze bardziej umocnic swoją pozycję... Armia europejska to kolejny krok do stworzenia Unii Europejskiej Narodu Niemieckiego który z pierwotną UE ma tyle wspólnego co Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego z tym oryginalnym...

panzerfaust39
sobota, 30 lipca 2016, 12:56

Kolejny poroniony pomysł euroszaleńców Mamy już jedną straż graniczną FRONTEX który niczego nie chroni więc wystarczy pomyśleć jak komicznie będzie działać jedna armia

panzerfaust39
sobota, 30 lipca 2016, 12:52

Europejska armia to stęp do jednego ZSRE

bolo
sobota, 30 lipca 2016, 12:44

Orbanowi marzy się C.K armia gdzie najwyższe stanowiska obsadzano Niemcami, średnie Madziarami a od brudnej roboty i oczywiście finansowania tej armii była słowiańska hołota. A i pewnie tak jak Niemcom marzy mu się użycie tej armii w sojuszu z armią rosyjską do walki przeciw Turkom. Jedyne co Polska może robić wspólnego w dziedzinie wojskowości z innymi to z Rumunią i Skandynawią. Rumuni mają problem z Rosjanami w Naddniestrzu, skąd może dojść do ofensywy na Mołdawię. Szwedzi i Finowie są zaniepokojeni dążeniem Moskwy do przekształcenia Bałtyku w rosyjskie morze. Tak więc jak najwięcej ćwiczeń wojskowych z Rumunami i jak największa współpraca z przemysłem obronnym Skandynawii.

Lol
sobota, 30 lipca 2016, 22:05

Piszcie co chcecie ale jedno mię śmieszy w tym artykule zdjęcie Leo 2a5 niby ta cała otoczka z remontem serwisem że to niemiecki złom itp jednak tylko tym jesteśmy się w stanie pochwalić taki symbol naszej nowoczesnej armii.

Plush
niedziela, 31 lipca 2016, 08:34

I dlatego to oddaje powagę sytuacji. Stan naszej Armii jest opłakany. Ale mamy OT KOSYNIERÓW XXI w

Michnik
niedziela, 31 lipca 2016, 16:17

Czas płynie szybko i jak mi się wydaje patrzenie na konflikt pod kątem tylko tych trzech tematów, tzn. armii konwencjonalnej, kosmicznej i cybernetyki to trochę za mało. Głównym problemem przy tworzeniu takich organizacji jak Armia Europejska jest połączenie bezpieczeństwa ze wspólnym interesem. Dopóki tego się nie uda osiągnąć tak długo nie będzie można mówić o wspólnej armii. Na dzień dzisiejszy wydaje się niemożliwe utworzenie UE jako jednego państwa, ale należałoby przynajmniej dążyć do utworzenia unii energetycznej, ścisłej unii gospodarczej rozumianej w ten sposób, że wszystkie produkty wyprodukowane w UE powinny mieć ten sam znak towarowy tzn. Made in Europa. Wiem, że w pewnym sensie to trudne do osiągnięcia bo popsuje to np. jakość żywności, a poza tym tracić będą np. potentaci w produkcji pewnych rzeczy, a zyskiwać drobni producenci co nie każdemu się musi podobać. Jednakże tylko w ten sposób można doprowadzić sytuację do tego aby np. Hiszpanom chciało się umierać za Gdańsk, Rygę, Tallin, a Polakom za Lizbonę, Dublin, czy Ateny itp. Na końcu tego wszystkiego stoi strefa euro. Dopóki nie nastąpią ściślejsze powiązania gospodarczo ekonomiczne tak długo tworzenie Armii Europejskiej wydaje się fikcją choć nie oznacza to żeby nie próbować. Wszak mogę się mylić.

Niesmiało zapytam
sobota, 30 lipca 2016, 12:08

Kilka pytań do zwolenników wspólnej europejskiej armii. Kto będzie nią dowodził ? Jaka będzie struktura narodowościowa oficerów ? Jaka będzie struktura narodowościowa podoficerów ? Jaka będzie struktura narodowościowa żołnierzy szeregowych ? Gdzie ta armia będzie stacjonować ? Gdzie będzie jej sztab generalny ? Jaki organ polityczny będzie wydawał Sztabowi Armii Europejskiej polecenia działania ? Gdzie ta armia będzie kupować uzbrojenie - kto będzie o tym decydował ? W jakim języku będą wydawane rozkazy ? - zakładam, że musi to być 1 język żeby nie było bałaganu. Kto będzie to armie utrzymywał (płacił składki) i w jakich proporcjach ? Czy pozostaną armie narodowe ? Na co będą przysięgać żołnierze armii europejskiej ? Na Traktat Lizboński ? Na wartości europejskie ? Czyli na co ? Co będzie jeżeli Sztab Armii Europejskiej wyda rozkaz wejścia do Polski - a Rząd Polski wyda Wojsku Polskiemu rozkaz nie wpuszczenia Europejskich sił ? Polacy w Armii Europejskiej będą musieli strzelać do Polaków w Wojsku Polskim i odwrotnie ? Tak ? Czy ktoś z polski polityków forsujących temat armii europejskiej na pewno to przemyślał ? - bo że dobrze to przemyślał to nawet nie będę pytał. Poprószę o merytoryczne odpowiedzi jeśli łaska.

franca
niedziela, 31 lipca 2016, 07:58

Kto będzie nią dowodził ? Politycznie - strategiczne orientacje Parlament UE i Min. Spraw Zagranicznych Codzienne funkcjonowanie- Szef KE I Komisarz Decyzja o użyciu - szefowie rządów Oczywiście na zasadach głosowań wiekszosciowych, bez prawa veta. Jaka będzie struktura narodowościowa oficerów ? Jaka będzie struktura narodowościowa podoficerów ? Jaka będzie struktura narodowościowa żołnierzy szeregowych ? Proporcjonalnie do ludności krajów członkowskich. Gdzie ta armia będzie stacjonować ? Bazy morskie - Polska, Bułgaria, Portugalia. Bazy lądowe- Kraje Bałtyckie, Rumunia, Hiszpania. Czyli zgodnie z zagrożeniem. Gdzie będzie jej sztab generalny ? Bruksela Jaki organ polityczny będzie wydawał Sztabowi Armii Europejskiej polecenia działania ? Już było Gdzie ta armia będzie kupować uzbrojenie - kto będzie o tym decydował ? Na bazie istniejących liderów (np Airbus i Dassault w lotnictwie) powstaną europejskie grupy przemysłowe do których będzie można dołączyć.  W jakim języku będą wydawane rozkazy ? - zakładam, że musi to być 1 język żeby nie było bałaganu. Międzynarodowy angielski Kto będzie to armie utrzymywał (płacił składki) i w jakich proporcjach ? Kraje członkowskie, na początek 0,3% PKB Czy pozostaną armie narodowe ? Tak. Na co będą przysięgać żołnierze armii europejskiej ? Na Traktat Lizboński ? Na wartości europejskie ? Czyli na co ? ???????????? Co będzie jeżeli Sztab Armii Europejskiej wyda rozkaz wejścia do Polski - a Rząd Polski wyda Wojsku Polskiemu rozkaz nie wpuszczenia Europejskich sił ? Polacy w Armii Europejskiej będą musieli strzelać do Polaków w Wojsku Polskim i odwrotnie ? Tak ? Sugerujesz, że Polska chciałaby np zablokować pomoc dla Krajów Bałtyckich? Śmiała teoria. Inne pytania ?

Takeha
sobota, 30 lipca 2016, 14:43

Pańskie pytania dają ciekawą okazję do pewnego "eksperymentu myślowego" jak mogłaby taka armia wyglądać. - Dowodzenie - zapewne jakiś sztab generalny który bedzie wykonywał polecenia czynnika politycznego - Struktura narodowościowa - Dwie drogi. Albo droga szwajcarska czyli ścisłe parytety podejrzewam że wg liczby ludności. Albo armia zawodowa wyłącznie wg. spełniania warunków formalnych - czy ktoś jest zdolny do służby czy nie, bez żadnych kryteriów narodowościowych. Wg drugiej metody powstałaby dość ciekawa armia złożona głównie z Polaków, Hiszpan, Portugalczyków, Rumunów może Czechów i Bułgarów. - Stacjonowanie - Raczej w rejonach zagrożenia. Część morska pewnie gdzieś na morzu śródziemnym (Włochy Grecja) Część lądowa wschód Europy - kraje bałtyckie, Polska, Rumunia. Sztab pewnie w Brukseli. - Kontrola polityczna - Podejrzewam że w pierwszym rzędzie Rada Europejska. Nie podejrzewam żeby rządy zostawiły takie decyzje w rękach komisarzy czy parlamentarzystów. - Wyposażenie - podejrzewam że jak u nas i sporej części europy czyli przetargi. Kto te przetargi bedzie wygrywał, to inna sprawa - Język dowodzenia - Proste, angielski - jak w NATO - dla UE po brexicie bedzie jeszcze bardziej demokratycznie bo dla wszystkich będzie to język obcy. - Utrzymanie i armie narodowe - uważam że powinna to być sprawa wyboru. Część krajów czy to z przyczyn politycznych, czy historycznych nie będzie się chciała wyzbyć swojej armii. Bedzie to na przykład Polska, bedzie to też Francja, bo np Francuzi mają swoje interesy w afryce i nie pozwolą komukolwiek w nich mieszać.Ale mamy w UE tez kraje dla których posiadanie Armii jest albo niewygodne z przyczyn politycznych, albo finansowych lub uważaja że jest to bezsensowne. Mamy tu Belgię, Holandię, Kraje Bałtyckie mozliwe też że Portugalię, Słowację, Słowenię i pewnie Niemcy.Znaczna część z tych krajów to kraje bogate i w momencie wyłozenia z nich 1-1.5% PKB na wspólna armię pozwoliłoby na wystawienie całkiem sporej i bogatej armii. - Przysięga - podejrzewam że rotę przysięgi będzie trzeba uchwalić - I będzie o to wspaniała awantura. - Kwestia użycia - To bedzie spory problem. Najprawdopodobniej będzie to mocno obwarowane w akcie prawnym ustanawiającym ową armię. Wstępnie raczej na pewno będzie zapis o zakazie jej użycia przeciw członkom UE nawet na prośbę innych członków, ani w sytuacji niepokojów wewnętrznych. Armia Europejska mogłaby służyć wyłącznie do celów obrony zewnętrznej, pewnie jakiś "ekspedycji stabilizacyjnych". Z kolei takie umocowanie uniemożliwia jej wykorzystanie w sytuacji "zielonych ludzików". Jeśliby kontrole nad armia miała Rada Europejska, to takiej decyzji o jakiej pan pisze, nie można by podjąć bez zgody rządu Polski. Tam decyzje w sprawach bezpieczeństwa podejmuje się jednogłośnie. Generalnie ciekawe jakby coś takiego mogło funkcjonować

niesmiało odpowiem
sobota, 30 lipca 2016, 13:08

Pana pytania będą miały sens jeszcze przez kilkanaście lat, być może w krajach Europy wschodniej dłużej. Wszystkie one opierają się bowiem o kwestie istnienia i roli państw narodowych. W Polsce takie państwo odczuwamy bardzo mocno, mając taką, a nie inną historię (i takiego sąsiada na wschodzie). Zachód Europy może na tą kwestię patrzeć inaczej i odpowiadać np. tak : struktura narodowościowa - Europejczycy, dowodzenie - sztab z złożony z Europejczyków, stacjonowanie - Europa, organ polityczny - odpowiedni organ unijny (nowej, zacieśnionej, federacyjnej unii), kupno uzbrojenia - parlament UE, język - nie wiem, prawdopodobnie międzynarodowy angielski, mający neutralny charakter po brexicie (taki, jak np. język francuski w XVIII w.), składki - unia, armie narodowe - zapewne w formie milicji/gwardii narodowych, przysięga - zapewne chodzi Panu o abstrakcyjność "wartości europejskich" - no cóż, aktualna przysięga także dotyczy pojęć, które różnie można definiować i o których zakres toczyć spór. A wejście armii europejskiej do danego kraju wyglądało by zapewne tak samo, jak wejście wojska polskiego z jakichś powodów do województwa, powiedzmy śląskiego. Z polskiego punktu widzenia to może abstrakcyjny opis, ale polskie podejście z reguły pozostawało poza nurtem Europy, do której potem musieliśmy nadganiać dystans. Zapewne Europa dokona głębszego zjednoczenia w obszarze Niemiec i krajów Beneluxu (w wojsku nominalnie niemieckim służą już oddziały holenderskie, a w nominalnie holenderskim niemieckie), co będzie dalej zobaczymy. Jeśli jednak pozostaniemy w Europie luźnym zbiorem państw narodowych, to czeka nas w najlepszym razie powolna utrata znaczenia i trwanie w bezruchu, w najgorszym - kolejna wojna (której w Europie zachodniej nie było od 70 lat z widocznie pozytywnym skutkiem).

Faszysta
sobota, 30 lipca 2016, 12:44

Jesli bedzie AE(Armia Europejska) to nie bedzie juz WP ani NATO. Jezykiem AE bedzie oczywiscie esperanto...

fx
sobota, 30 lipca 2016, 12:08

Frank-Walter Steinmeier powie aby nie machać szabelką bo Rosja będzie zła. Europa kończy się jako podmiot w światowej polityce bo liberalno-lewicowe ugrupowania z Brukseli pod wodzą Berlina stawiają na islamizację Europy i rozbrojenie sił zbrojnych patrz 2 % PKB.

Jefe
sobota, 30 lipca 2016, 12:06

Myślę, że właśnie stworzenie scentralizowanej armii z europejskim dowództwem jest krokiem w dobrym kierunku (długofalowe wzmocnienie potencjału obronnego, jednolite standardy), jedyny poważny argument przeciw to wyłączenie zwierzchnictwa/decyzji państw narodowych co akurat nie jest jakaś kluczową sprawą wziąwszy korzyści.

Kiks
sobota, 30 lipca 2016, 13:41

W dobrym pod warunkiem, że masz zbieżne interesy i podobne zagrożenia. Inne zagrożenia są na Wschodzie, inne na Południu itd. Wspólna armia ma sens pod warunkiem, że Europa byłaby jednolitym organizmem, a tak nie jest. Jest różnorodna, to rodzi problemy, ale ma tez swoje zalety i urok. Zresztą nie oszukujmy się kto ma zakusy na dowództwo. A na to nie zgodzi się ani Polska, ani Francja, ani WB, pod warunkiem, że faktycznie nie wyjdą z UE.

Tigr
sobota, 30 lipca 2016, 21:07

A dlaczego panowie autorzy twierdzą , że "...nie wolno natomiast dopuścić do sytuacji, w której poszczególne państwa utracą prawną bądź faktyczną suwerenność dysponowania swoimi siłami zbrojnymi, na przykład z uwagi na ich podporządkowanie instytucjom europejskim. " Śmierdzi mi to krótkowzrocznym nacjonalizmem. Nie ma mowy o przyszłościowym efektywnym systemie obrony jeśli będziemy sie trzymać "patriotrycznych" odwołań i machania szabelką. Nigdy tak małe państwo jak Polska (Orban chyba zrozumiał w czym rzecz), nie bedzie w stanie obronić się przeciw silnym graczom przyszłości. Nie ma też odwrotu od europeizacji państw starego kontynentu, gdyż w pojedynkę po prostu jestesmy skazani na zagładę.

Marek
wtorek, 2 sierpnia 2016, 08:28

Nie pierwszy już raz słyszę o rzeczach, od których "nie ma odwrotu". Za pierwszym razem był to "zawsze zwycięski" radziecki socjalizm, teraz natomiast jest to euro-integracja. Tak się składa, że ja także jestem przeciwny takiej podporządkowanej Brukseli euro armii. I obojętne mi jest, że śmierdzi ci to krótkowzrocznym nacjonalizmem, ponieważ po pierwsze nigdy nie kryłem się z tym, że czuję się Polakiem a nie jakimś tam euro unitą, po drugie zaś, niemieckie pomysły w tym zakresie coraz bardziej śmierdzą mi IV Rzeszą. Do obrony Polski zaś to już należycie finansowana własna armia, która jest w strukturach NATO.

rozczochrany
poniedziałek, 1 sierpnia 2016, 15:24

Dlatego, że tak twierdził mój dziadek w 1939 roku kiedy walczył o suwerenną Polskę z III Rzeszą. Nie wiem jak ktoś kto jest Polakiem może kupczyć suwerennością i niepodległością za którą ginęło tylu ludzi na wszystkich frontach II w ś.

Chasim
sobota, 30 lipca 2016, 10:51

Taa Niemcy to zawsze chcą tylko dziwnym trafem zawsze główną władzę mają sprawować Niemcy w "eurpejskich" formacjach czyli kupcie sobie, utrzymujcie a my będziemy wydawać rozkazy...Polska nigdy nie powinna wejść w nic takiego, sami musimy stworzyć na tyle silną armię żeby agresor musiał liczyć się z dużymi stratami i prowadzeniem wojny konwencjonalnej miesiącami. Zrealizujmy największe programy modernizacyjne tj: Śmigłowce, Borsuk, Krab, Kryl, Homar, Wisła, Narew, Orka, Miecznik/Czapla, Tytan następnie zajmijmy się Gepard, Mustang, Kruk, Kleszcz, zakupmy w końcu Baobaby, wyposażmy oddziały w noktowizory, dobre celowniki optyczne, wprowadźmy 35mm Hydry a będziemy naprawdę ważniejszą siła w Europie.

gazek
sobota, 30 lipca 2016, 10:40

Wszystko zależy jak potoczy się przyszłość UE. Jeśli związek między państwami będzie się zacieśniać, to i współpraca wojskowa będzie szła w tym kierunku. Coraz więcej jednostek narodowych będzie wydzielanych i coraz większą autonomię będą miała UE w ich użyciu. Nie będzie z tym problemu, jeśli UE będzie demokratyczna i obywatele bedą się z nią identyfikować. Potrzeba jeszcze trochę czasu... Dodam, że nie byłoby to dublowanie NATO, tylko raczej stworzenie europejskiej części sojuszu, najpewniej z kooperacja z USA.

Pluton
piątek, 5 sierpnia 2016, 23:16

To, że coś sobie ubzdurasz nie znaczy, że tak będzie. Nie jest możliwe aby w Europie istniały jednocześnie dwie poważne struktury militarne NATO i Euroarmia(na razie euroarmia jest symboliczna). NATO to przede wszystkim amerykanie z którymi mamy puki co zbieżne interesy - powstrzymanie ekspansji rosyjskiej. Euroarmia to niemcy i Francja z którymi nie mamy wspólnych interesów militarnych bo oni nie widzą specjalnego problemu w odradzaniu się imperium rosyjskiego. Więc w razie kryzysu to w Berlinie i Paryżu będą decydować czy bronić Polski albo Bałtów. Albo jaką część Polski oddać bez walki. Ewentualnie czy użyć euroarmii do przywrócenia porządku traktatowego, który może naruszyć jakiś przyszły polski "faszyzujący" rząd np. przez odmowę przyjęcia przymusowych kwot nachodźców.

tak tylko...
sobota, 30 lipca 2016, 10:11

Pełna zgoda z wnioskami autora: stanowcze NIE dla wspólnej armii, która nas ubezwłasnowolni, tylko pełna integracja. Integracja systemów łączności, świadomości pola walki, dowodzenia. Ideałem było by, gdyby pododdziały poszczególnych państw, były niczym klocki LEGO z których można tworzyć dowolne kombinacje tworzące spójną całość. Taki stan będzie jednak bardzo trudno osiągnąć, gdyż wiele państw nie będzie widziało zasadności takiej integracji, bardziej realne wydaje się to do uzyskania wśród państw czujących podobne zagrożenia.

Wołyń
poniedziałek, 1 sierpnia 2016, 02:04

A kto będzie dowodził tą armią? Niemcy? To ja dziękuję i stanowczo mówię NIE, NIE, NIE. Niemcy nie mogą decydować czy nasze wojsko może bronić naszego kraju. A jak się dogadają z ruskimi to ruscy i niemcy dokonają kolejnego rozbioru Polski bez jednego wystrzału.

Leo
sobota, 30 lipca 2016, 09:59

Dlaczego oddać suwerenność militarna?? Można oddelegować jakaś cześć wojska dla UE ktora bedzie opłacana ze wspólnego funduszu a mieć dalej swoje wojsko które ma operować tylko w kraju tak na wszelki wypadek. Jezeli każdy kraj da jakaś ilośc siły żywej dla Armi unijnej no to będziemy w stanie utworzyć silną Europejska armie. W końcu Europol też nie zastapił Policję w pojedynczych krajach członkowskich

ecik
piątek, 19 sierpnia 2016, 08:05

Jako przeciętny obywatel tego kraju funkcjonariusza Europolu nie widziałem w życiu na oczy, a policjanta tak. Być może Europol robi coś porzytecznego, ale czując się zagrożony przez bandytę zadzwonię jednak na Polską Policję. Być może Armia Europejska była by porzyteczna, ale suwerenność i bezpieczeństwo Polski musi zapewniać przede wszystkim Wojsko Polskie.

grundy
sobota, 30 lipca 2016, 18:35

Ani jednego żołnierza pod komendę biurokratów brukselskich. To by było czyste szaleństwo. Nawet pod auspicjami RUE to nie przejdzie. Jestem totalnie przeciwny. Osobiście zakładam, że to tylko taki pomysł na zasłonę dymną dla czegoś zupełnie innego. To zwykła podpucha by uniknąć zwiększenia wydatków na obronność przez budżety narodowe wymagane przez NATO. Docelowy plan jest taki by zbudować armię najemniczą opłacaną z budżetu UE, zapewne wielkie firmy "ochroniarskie" typu Blackwater są tym mocno zainteresowane. Zacznie się powoli od zwykłych zmechanizowanych jednostek piechoty, paru śmiglaków i lekkich jednostek marynarki, ale w końcu UE sypnie groszem i zacznie wyposażać najemników w broń bardziej zaawansowaną (nie wspominając, że to idealny pomysł na dopompowanie kasy w przemysł zbrojeniowy Francji i Niemiec).

rmarcin555
sobota, 30 lipca 2016, 18:01

Skoro szanowni autorzy powołują się na słowa ekspertów to może przytoczyliby źródła? Armia europejska jest koniecznością. Nikt nie mówi o oddawaniu w suwerenności i likwidacji własnych armii. Potrzebne są jednak siły chociażby to wsparcia krajów które zmagają się z napływem imigrantów. Druga sprawa to kwestia państw bałtyckich czy innych "maluchów". Oni takie działania mogą poprzeć czego dowodem są słowa Orbana. Doskonale sobie zdają sprawę, że ich własne siły będą zbyt słabe w razie konfliktu. W obliczu problemów jakie mają Francja, Niemcy i Belgia jestem pewien że doczekamy się pierwszych jednostek (pseudo)europejskich w ciągu pięciu lat. Zwiększanie stopnia integracji sił zbrojnych różnych krajów to oczywista oczywistość.

franca
sobota, 30 lipca 2016, 17:41

A tak na serio. UE prowadzi akcje zbrojne w swoim imieniu od 2003 roku. Aktualnie jest chyba 5 misji wojskowych pod przywództwem UE. Sztab Generalny UE istnieje od 2001 roku. Odpowiednik art 5 NATO (42-7) już raz został uruchomiony. Eurokorpus (60 tyś żołnierzy) istnieje od 1993 roku. Polska ma dołączyć(jako państwo ramowe) w 2017 roku. Z Polską, czy bez Polski, integracja przemysłu obronnego i Sił Zbrojnych będzie postępować. Na 99,9%.  Czemu ? Bo np dzięki efektowi skali, będą kupować "Leo 3" w cenie KTO Rosomak. No i oczywiście Traktat Lizboński pozwala na rozwijanie "Armii UE" bez Polski. Co ciekawsze mogą nawet powiedzieć, że nas tam nie chcą.

Hammerhead
sobota, 30 lipca 2016, 17:33

Co to za bełkot i Propaganda Lewacka!? Czy oni wszyscy postradali rozum? NIE dla tzw. Armii Europejskiej !!!!! Podjęcie takiej decyzji to niebezpieczeństwo dla naszej niepodległości i suwerenności ! NIE dla Wspólnej Armii i Policji! Nie dla Polityki UE czyt. Niemiec! NIE DLA TAKIEJ UNII EUROPEJSKIEJ

Tweets Defence24