Armie Świata: Australijska Marynarka Wojenna [Defence24 TV]

22 stycznia 2021, 08:09

Australijska marynarka wojenna to dobry przykład jak można konsekwentnie oraz w sposób ciągły zwiększać swoje zdolności obronne - reagując na nowe zagrożenia a przy okazji dbając o własny przemysł zbrojeniowy i rozbudowując infrastrukturę krytyczną.

Australia jest jednym z tych państw, które konsekwentnie realizując program modernizacji swoich sił zbrojnych, dbają również o rozwój własnego przemysłu obronnego. W ten sposób olbrzymie środki finansowe, przeznaczone na obronność w ciągu kolejnej dekady, zwiększą nie tylko zdolności australijskiej marynarki wojennej, sił powietrznych i wojsk lądowych, ale również wzmocnią rodzime firmy, dając im szanse na samodzielny rozwój w przyszłości oraz odporność na nagle pojawiające się kryzysy – w tym niemilitarne – takie jak nagłe zerwanie łańcucha dostaw, czy nawet światowa pandemia.

By zrealizować swoje plany, rząd Australii zwiększył w 2020 roju wydatki na siły zbrojne do 2 procent PKB,  co oznacza możliwość wydania w ciągu najbliższej dekady na modernizację armii ponad 270 miliardów dolarów australijskich dolarów – a więc o 70 miliardów więcej niż planowano w 2016 roku.

Znaczna część z tej puli pieniędzy zostanie przekazana na potrzeby marynarki wojennej oraz na inwestycje związane z infrastrukturą krytyczną państwa, której bardzo ważnymi elementami są porty i bazy morskie. Jest to działanie stymulowane przede wszystkim przez coraz bardziej agresywną politykę Chin i chińskie zbrojenia, obejmujące często rozwój zupełnie nowych środków i technologii, takich jak: uzbrojenie hipersoniczne, bojowe systemy satelitarne, broń energetyczna, systemy walki elektronicznej, a nawet … broń biologiczna.

Odpowiedzią na to ma być m.in. silna i nowoczesna, australijska marynarka wojenna. Już obecnie zalicza się ona do najnowocześniejszej w rejonie Oceanu Indyjskiego. Australijskie siły morskie składają się obecnie z 46 okrętów i służy w nich około 14000 osób.

Dowódca w stopniu wiceadmirała kieruje podległymi mu siłami za pomocą sztabu marynarki wojennej który ma swoją siedzibę w Canberze. Sztab ten spełnia rolę koordynatora i łącznika pomiędzy Departamentem Obrony oraz dwoma podległymi mu dowództwami:

image
grafika: Defence24

 

  • Dowództwem Floty (Fleet Command) - kierowanym przez kontradmirała, które odpowiada za codzienne dowodzenie i utrzymywanie sił w gotowości do prowadzenie operacji po podporządkowaniu pod Dowództwo Operacji Połączonych;
  • Oraz Dowództwem Strategicznym Marynarki Wojennej (Navy Strategic Command) – kierowanym przez kontradmirała, które jest ośrodkiem administracyjnym zabezpieczającym potrzeby logistyczne niezbędne dla szkolenia i wykonywania zadań.

Dowództwo Floty ma obecnie pod sobą cztery mniejsze dowództwa

 zarządzające działaniem:

  • Floty bojowych okrętów nawodnych;
  • Floty okrętów podwodnych;
  • Sił pomocniczych: przeciwminowych, hydrograficznych, meteorologicznych, patrolowych, i nurkowych.
  • Lotnictwa morskiego;

W skład floty podwodnej wchodzi obecnie sześć konwencjonalnych okrętów podwodnych typu Collins. Są to jednostki wprowadzone do służby w latach 1996-2003, o wyporności w zanurzeniu 3400 ton oraz uzbrojone w torpedy i rakiety przeciwokrętowe Harpoon.

image
Okręt podwodny HMAS “Rankin” typu Collins. Fot. Australijska marynarka wojenna

 

image
gFot:rafika: Defence24

 Trzon floty nawodnej stanowią:

  • dwa nowe okręty śmigłowcowe – doki typu Canberra o wyporności 27000 ton (przyjęte do marynarki wojennej w latach 2014-2015);
  • trzy nowe niszczyciele przeciwlotnicze klasy AEGIS typu Hobart o wyporności 7700 ton (przyjęte w latach 2017-2020)
  • i osiem fregat rakietowych typu Anzac o wyporności 4000 ton (przyjmowanych w latach 1996-2006).

Siły wspomagające obejmują m.in.:

  • Trzynaście okrętów patrolowych typu Armidale wybudowanych w latach 2005-2008,
  • cztery niszczyciele min typu Huon z lat 1999-2003,
  • dwa okręty hydrograficzne typu Leeuwin wprowadzone w 2000 roku,
  • cztery okręty hydrograficzne typu Paluma wprowadzone w latach 1989 -1990,
  • oraz ex-brytyjski duży okręt transportowy-dok typy Bay o wyporności 17800 ton z 2006 roku sprzedany australijskiej marynarce wojennej w 2011 roku.

W przypadku lotnictwa morskiego, Australia ograniczyła je głównie do:

  • dwóch operacyjnych eskadr śmigłowców (z których jedna specjalizuje się w zwalczaniu okrętów nawodnych i podwodnych, a jedna w zadaniach transportowo - łącznikowych);
  • dwóch eskadr szkoleniowych
  • oraz jednej eskadry eksperymentalnej.

Nie oznacza to wcale, że australijska marynarka wojenna nie posiada lotniczego systemu rozpoznania dalekiego zasięgu. Morskie lotnictwo patrolowe wchodzie jednak organizacyjnie w skład australijskich sił powietrznych. Obecnie opiera się ono głównie na dwóch starych samolotach MPA typu AP-3C „Orion” oraz dwunastu nowej generacji samolotów patrolowych P-8A „Poseidon”.

image
Pierwsza w pełni żeńska załoga śmigłowca MH-60R z bazy lotnictwa morskiego HMAS „Albatross”. Fot. Australijska marynarka wojenna

 Liczba Poseidonów ma być jednak zwiększona do piętnastu, a dodatkowym wzmocnieniem będzie wprowadzenie w przyszłości sześciu bezzałogowych aparatów latających MQ-4C „Triton” (których budowa w Stanach Zjednoczonych dla Australii już się rozpoczęła).

Jak widać, zarówno morskie lotnictwo patrolowe  jak i siły okrętowe są stosunkowo nowe, co w przypadku głównych okrętów przekłada się na wiek nie większy niż dwadzieścia pięć lat. Pomimo tego ujawniony w 2017 roku plan modernizacji australijskich sił morskich zakłada przeznaczenie na ten cel ponad 89 miliardów dolarów australijskich i budowę co najmniej pięćdziesięciu czterech nowych jednostek pływających. Zgodnie z generalną polityką zakładał on nie tylko wprowadzenie nowych okrętów, ale również modernizację własnego przemysłu stoczniowego i ośrodków badawczych we współpracy z podmiotami zagranicznymi.

image
Niszczyciel przeciwlotniczy HMAS „Hobart” typu Hobart. Fot. Australijska marynarka wojenna

 

W planie modernizacji australijskich sił morskich zaplanowano zbudowanie siłami własnych stoczni w najbliższych dwóch dekadach czterech rodzajów okrętów:

  • dwunastu okrętów podwodnych z napędem diesel-elektrycznym w ramach program SEA 1000;
  • dziewięciu fregat wielozadaniowych w ramach programu SEA 5000;
  • dwunastu pełnomorskich okrętów patrolowych w ramach programu SEA 1180;
  • oraz dziewiętnastu przybrzeżnych jednostek patrolowych Pacific w ramach program SEA 3036.

Budowa nowych okrętów podwodnych ma się rozpocząć w 2023 r., głównie w oparciu o stocznię Osborne koło Adelajdy w południowo-wschodniej Australii. W stoczni tej w 2018 r. zaczęła się również budowa pełnomorskich okrętów patrolowych typu Arafura, którą po rozpoczęciu programu fregat w 2020 r. przeniesiono do stoczni Austal w Henderson w zachodniej Australii, gdzie zresztą później ma ruszyć produkcja jednostek patrolowych Pacific.

By zrealizować te plany zakłada się wydanie 1,3 miliarda dolarów na modernizację zakładów stoczniowych w Osborne i Henderson. W ramach tych środków będą tam zbudowane nie tylko nowe dźwigi, nabrzeża i hale, ale przede wszystkim zostanie tam podwojona lub nawet potrojona liczby miejsc pracy – do 15 000 osób pracujących przy programach okrętowych – w tym w zakładach kooperujących. W tym celu otworzono nawet specjalną szkołę dla pracowników stoczniowych oraz Centrum Rozwoju Zdolności Przemysłu Obronnego w Adelajdzie.

Cechą charakterystyczną praktycznie wszystkich, najnowszych, australijskich programów okrętowych jest i realizowanie ich we współpracy z zewnętrznymi podmiotami stoczniowymi. Tak było wcześniej, czego przykładem są:

  • Okręty podwodne typu Collins, które powstały więc dzięki współpracy ze szwedzką stocznią Kockums (obecnie wchodzącą w skład koncernu Saab).
  • Dwa okręty śmigłowcowe – doki typu Canberra oraz trzy niszczyciele przeciwlotnicze klasy AEGIS typu Hobart zbudowane dzięki transferowi technologii z hiszpańskiej stoczni Navantia.
  • osiem fregat rakietowych typu Anzac, które są tak naprawdę dopracowanym pod australijskie wymagania projektem MEKO 200 niemieckiej stoczni Blohm+Voss,
  • oraz cztery niszczyciele min typu Huon czyli projekt okrętów przeciwminowych typu Gaeta włoskiej stoczni Intermarine SpA.

W podobny sposób mają być realizowane cztery kolejne programy okrętowe. 15 listopada 2018 r. w stoczni ASC w Adelaidzie rozpoczęto budowę pierwszego z dwunastu pełnomorskich patrolowców typu Arafura. W przetargu ogłoszonym przez australijską marynarkę wojenną wygrał projekt PV80 niemieckiej stoczni Lürssen.

image
Australijski śmigłowcowiec dok HMAS „Canberra” typu Canberra. Fot. Australijska marynarka wojenna

 Dzięki temu w Australii mają zostać zbudowane wielozadaniowe jednostki pływające o długości 80 m i wyporności około 1640 ton, zdolne do wykonywania misji realizowanych obecnie przez 24 okręty aż czterech różnych klas i typów:

  • patrolowce typu Armidale;
  • niszczyciele min typu Huon;
  • okręty hydrograficzne typu Leeuwin;
  • i okręty hydrograficzne typu Paluma.

Program oszacowany na około 4 miliardy dolarów australijskich zakłada wprowadzenie pierwszego patrolowca już w 2021 roku. Stałe uzbrojenie okrętów typu Arafura będzie się składało tylko z armaty kalibru 40 mm i dwóch ciężkich karabinów maszynowych kalibru 12,7 mm. Ważnymi elementami stałego wyposażenia mają być jednak także:

  • aż trzy abordażowo-inspekcyjne łodzie motorowe RHIB (w tym jedna opuszczana ze slipu rufowego);
  • lądowisko dla śmigłowca lub dronów;
  • dwa kontenery zadaniowe;
  • dodatkowe miejsce dla ponad 60 osób personelu specjalistycznego (poza stałą załogą liczącą 40 osób).

Kolejnym programem modernizacyjnym australijskiej marynarki wojennej jest program budowy fregat typu Hunter, którego realizację zlecono koncernowi BAE Systems. Kontrakt o wartości około 35 miliardów dolarów australijskich jest dla Australii bardzo ważny, i to z kilku powodów.

Po pierwsze wynika z szacunków, że na obszarze Indo-Pacyficznym do 2030 roku będzie działała połowa światowych okrętów podwodnych. Tymczasem od dawna wiadomo, że to właśnie fregaty są jednym z najskuteczniejszych środków do ich zwalczania.

image
Fregata HMAS „Arunta” typu Anzac. Fot. Australijska marynarka wojenna

Program fregat jest również ważny ze względu na kondycję własnego przemysłu. Nowe fregaty powstaną w spółce ASC Shipbuilding w stoczni w Osborne. Jest to państwowa firma, która na czas budowy okrętów stanie się spółką zależną BAE Systems. Dzięki temu Brytyjczycy będą mogli planować i odpowiadać za program – ale realizowany przez australijskich pracowników i tworzący australijskie miejsca pracy. Rząd Australii cały czas będzie zachowywał przy tym pakiet kontrolny w spółce, a po zakończeniu budowy stanie się ponownie właścicielem kompletnego pakietu akcji.

Dzięki temu w kraju zostanie utrzymany odpowiedni potencjał, złożony z pracowników i odpowiedniego wyposażenia, ale też (a może przede wszystkim) zachowane zostaną prawa własności intelektualnej.

Program już ruszył w grudniu 2020 roku w stoczni Osborne w Australii Południowej, w której zorganizowano uroczystość cięcia blach pod pięć reprezentatywnych modułów fregaty. W sumie Australijczycy zamierzają u siebie zbudować dziewięć takich jednostek w oparciu o projekt brytyjskiego okrętu Global Combat Ship koncernu BAE Systems. Projekt ten wcześniej posłużył jako baza do budowy fregat typu 26 dla Royal Navy i Surface Combatant dla Kanady.

Australia zakłada tutaj ścisłą współpracę operacyjną i szkoleniową z brytyjską oraz kanadyjską marynarką wojenną. Siły morskie tych trzech państw wybrały bowiem ten sam wariant fregaty GCS wyspecjalizowanej w zwalczaniu okrętów podwodnych. Udział przemysłowy firm australijskich w tym programie ma wynieść około 65-70 proc. Wybór będzie duży, ponieważ chęć uczestniczenia w tych pracach zgłosiło prawie 1400 miejscowych przedsiębiorstw.

Największym przedsięwzięciem morskim australijskiego ministerstwa obrony jest jednak budowa w Australii dwunastu konwencjonalnych okrętów podwodnych. W tym celu, pod koniec 2016 roku, rządy Australii i Francji podpisały umowę międzyrządową, a w 2019 roku kontrakt z francuskim koncernem Naval Group o wartości około 50 miliardów dolarów australijskich.

Zakłada on budowę w australijskich stoczniach dwunastu konwencjonalnych okrętów podwodnych typu Attack z napędem niezależnym od powietrza. Zostaną one zaprojektowane na bazie atomowego, uderzeniowego okrętu podwodnego typu Barracuda, produkowanego przez francuski koncern Naval Group dla Marine nationale.

Australijski rząd zobowiązał się do maksymalizacji udziału krajowego przemysłu. Projekt pozwoli utworzyć i następnie utrzymać średniorocznie 2,8 tys. miejsc pracy. Francuzi zobowiązali się przy tym do transferu zarówno wiedzy: „know-how”, jak i „know-why” (czyli „wiedzieć jak” i „wiedzieć dlaczego”). Przewiduje się, że dostawa pierwszej australijskiej Barracudy nastąpi tuż po 2030 roku, a więc kiedy najstarszy Collins nie będzie miał nie więcej niż 35 lat.

Działania realizowane przez australijską marynarkę wojenną mogą być wzorem dla wielu innych, również mniejszych państw. Widoczna u Australijczyków konsekwencja w realizacji programów jest bowiem gwarancją, że:

  • średni wiek okrętów nie spadnie poniżej dwudziestu lat;
  • procent nowoczesnego sprzętu będzie zawsze na wysokim poziomie;
  • załogi okrętów będą cały czas szkolone i będą dumne z wykonywanej przez siebie pracy;
  • przemysł nie będzie musiał zmniejszać zatrudnienia…
  • a własne ośrodki badawcze będą miały możliwość rozwijania się w oparciu o technologię i wiedzę pozyskane z zagranicy.
KomentarzeLiczba komentarzy: 8
Andrettoni
wtorek, 26 stycznia 2021, 12:02

Czy naprawdę jest co naśladować? Może to wygląda imponująco, ale ta flota strzeże 33500 km wybrzeża, a nasza? Wybrzeże Polski to 500 km, czyli 67 razy mniej. Dobrze liczę? Oczywiście stan naszej floty jest żenujący i to powinno się zmienić, ale biorąc pod uwagę skalę zadań, to flota Australii jest mizerna. Podobnie jak i armia. Ile tam mają? 25 tyś wojska na cały kontynent? Oczywiście mało ludności i słaba gęstość zaludnienia, ale zasadniczo Australia sama się nie obroni. To tak jak kraje bałtyckie dla Polski. Siła militarna niewielka, a koszt obrony dla sojuszników olbrzymi. Niestety ale analogie są podobne. Polska też cierpi na problem skali. Co innego kupić 100 czołgów, a co innego 1000 lub nawet zmodernizować 1000. Biorąc pod uwagę skalę to powinniśmy mieć ze dwa patrolowce. Nie jestem fanem marynarki, ale nawet ja uważam to za absurd. Nasza flota powinna być skrojona do możliwości naszych stoczni i zadań na Bałtyku. Jest jeszcze druga opcja - to znaczy nasze większe zaangażowanie w Afryce. Gdybyśmy prowadzili samodzielną politykę zamorską to nasze siły zbrojne musiałyby zmienić charakter. Na dzień dzisiejszy mamy bronić się przed Rosją. I tu też porównanie naszej floty z rosyjską wypada lepiej niż porównanie floty australijskiej z chińską... Prawda? Desanty na Bałtyku to raczej iluzja. Co innego gdyby zaangażować się w Afryce. Wtedy potrzebowalibyśmy odpowiedniej eskadry.

SWW
wtorek, 26 stycznia 2021, 18:40

Popatrz sobie na mapę polityczną świata i zobacz gdzie leży Australia. Zrozum że Australii nikt militarnie nie zaatakuje. Ich polityka to obserwacja tego co się dzieje w centrum wydarzeń na świecie. To są peryferie świata aczkolwiek w wielu miejscach miłe dla oka. Jedyne co im grozi poważnie to pożary spowodowane wysoką temperaturą.

tak tak
środa, 3 lutego 2021, 11:25

A niby dlaczego nie? To tylko kwestia celów i aktualnej polityki.

SWW
sobota, 23 stycznia 2021, 14:56

Lekka korekta. Fleet Air Arm jest w strukturze australijskiej marynarki wojennej a nie sił powietrznych. Być może autor skojarzył przypadek kanadyjski gdzie tam istotnie lotnictwo morskie jest częścią kanadyjskich sił powietrznych.

MBB
piątek, 22 stycznia 2021, 19:39

Pozostało nam pozazdrościć determinacji, konsekwencji i zdrowego rozsądku.

Piotr ze Szwecji
piątek, 22 stycznia 2021, 12:09

Zgadzam się z konkluzjami autora Maksymiliana Dury. Jest co naśladować. Konsekwencja w realizacji programów. Średni wiek okrętów nie jest poniżej 20 lat. Procent sprzętu zawsze na wysokim stopniu rozwoju. Załogi okrętów utrzymają swoje kompetencje bez zakłóceń. Przemysł nie musi zmniejszyć się po realizacji kontraktu. Ośrodki badawcze z możliwością niezakłóconego rozwoju w oparciu o pozyskane technologie (aka patenty nie zbierają kurz w sejfach PGZ dłużej). ---------- Kwestia strategiczna. Euforię o budowie wielkiej floty chcę natychmiastowo ostudzić jednak dla tych, którzy by ilość i zadania floty Australii czy Szwecji chcieli kopiować do Polski. Główne zagrożenie dla krajów jak Australia i Szwecja pochodzi z kierunku morza. Tam MW odgrywa główną rolę obrony tych krajów. Polska w odróżnieniu od 1000 lat nie została zagrożona wyłącznie z kierunku morza, nawet podczas Potopu Szwedzkiego (posiadania terytorialne Szwecji wówczas po naszej stronie Bałtyku). Główne zagrożenie dla Polski jest na kierunku lądowym. Ponadto polskie MW nie ma strategi na swoje działanie i co gorsze nie ma żadnego komponentu piechoty morskiej (choć jest Formoza) dla wsparcia działań MW. ---------- Kwestia realiów Polski. Nawet dla WL (wojsk lądowych) nie ma konsekwencji w realizacji programów (logistyka w WP zawiodła?), sprzęt lądowy jest równie muzealny jak okręty MW, przemysł w formie garażowych warsztatów, a ośrodki badawcze leżą i kwiczą włącznie z niechronionym WAT. Co gorsze WL opiera się na sowieckiej strategi i taktyce, które nie są stosowane dłużej nawet w samej Rosji. Średni wiek polskich inżynierów i naukowców w PGZ (i nie tylko) po 40:tce, a głównie 50-65 lat, tak jak większości polskich rezerwistów WP, a kolejnym polskim rządom z ich propagandowo nagłośnionymi gospodarczymi planami hen daleko do budowania kapitalizmu w Polsce według planów inżyniera Kwiatkowskiego. ---------- Za ministra Macierewicza była wizja nowej Agencji Uzbrojenia, która by rozwaliła ten zator w MON i w WP wykorzystując mechanizm offsetów. Niestety dłużej nie pan Antoni Macierewicz ministrem MON i jest po prostu brak politycznej woli do realizacji zmiany na lepsze. Niestety teraz AU w miejsce zaprowadzenia porządku w tym burdelu, będzie koncentrowało się na wyciągnięciu go z różnych organizacji MON i logistyki WP w taki scalony jeden wielki monolit agencyjny bez żadnych zmian wewnątrz. Tak to wynikało w każdym razie z tej konferencji o AU, którą przez relację Defence24 mogłem wysłuchać. Jeśli się mylę o tym to proszę mnie poprawić tutaj.

Nico
sobota, 23 stycznia 2021, 00:37

Kiedyś była piechota morska. Niebieskie berety.

Piotr ze Szwecji
piątek, 29 stycznia 2021, 09:18

Taki hipotetyczny scenariusz użycia piechoty morskiej (PM) przez MW. Wybucha wojna. Polska flota wyrusza zabezpieczyć akwen morski (lub ważny szlaczek aka. rura na dnie morza). Desantuje przy cieśninie do tego morza PM z baterią rakiet ziemia-morze uniemożliwiając okrętom wroga kontruderzenie i odbicie tego akwenu morskiego bez walnej bitwy na lądzie. US Marines z powodu posiadania nawet śmigłowców moją być wyposażeni nawet w boje detektorów okrętów podwodnych (OP) i torpedy zrzucane do wody przez śmigłowce. Takie PM może na pewną odległość od brzegu niszczyć OP na równi z okrętami nawodnymi. Takie PM nie musi być nawet w desancie, by wypełniać te zadania obrony wybrzeża w zasięgu, według Amerykanów, 20 km w głąb morza. To daje w gruncie rzeczy efekt niezatapialnego lądowego okrętu, który całkowicie może unieszkodliwić wszelkie plany morskiego desantu przeciwnikom. Czym w porównaniu z 1 dywizją PM jest 1 brygada zmechanizowana, która jeno kopie sobie statyczne okopy na plaży? To nie jest nawet mięsna tarcza dłużej. To po prostu wojsko spisane na stratę.

Tweets Defence24