- WYWIADY
- WIADOMOŚCI
Dr Raburski: są powody, by odstąpić od zakazu min, pamiętajmy o ofiarach
Występując z Konwencji ottawskiej Polska chce, w razie zagrożenia, móc stosować miny przeciwpiechotne dla obrony, zgodnie z planem i na ograniczonym terenie - to inna sytuacja niż zjawisko, które było głównym powodem przystąpienia do zakazu – powiedział w rozmowie z Defence24.pl dr Tomasz Raburski z Wydziału Filozoficznego UAM. W rozmowie na temat prawnych i etycznych aspektów odstąpienia od traktatu podkreślił znaczenie dalszego zaangażowania w pomoc ofiarom min i rozminowanie terenów w krajach, gdzie niekontrolowane minowanie doprowadziło do exodusu całych społeczności.
Autor. ICRC
Defence24.pl: 20 lutego Polska przestaje być stroną Konwencji ottawskiej. RP nie jest pierwszym państwem, które odstępuje od zobowiązania do niestosowania min przeciwpiechotnych. Jak ocenia pan od strony prawnej i etycznej ten proces i powrót do potencjalnego stosowania min przeciwpiechotnych?
dr Tomasz Raburski: Traktat ottawski był w swoim czasie sukcesem moralnego spojrzenia na stosunki międzynarodowe. Wiązało się to z nadzieją, że będą się one układały coraz bardziej pokojowo, na drodze koncyliacji.
Zobacz też

Jak ocenia pan argument, że do wypowiedzenia Konwencji zmusiło nas zagrożenie ze strony Rosji, która nigdy nie przystąpiła do tego porozumienia?
Problem postawy Rosji i asymetrii nie jest chyba aż tak istotny. Głównym problemem jest powód, dla którego to właśnie miny przeciwpiechotne zostały zakazane, a wiele różnych rodzajów broni - nie. Dlaczego w tej sprawie powstał silny ruch międzynarodowy, w który zaangażowało się wiele osób publicznych, w tym księżna Diana, i który okazał się skuteczny?
W obliczu nowych konfliktów i zagrożeń okazuje się, że niektóre rodzaje broni, zakazane na skutek starań ruchu społeczeństwa obywatelskiego, trudno zastąpić. Jedną z takich broni są miny przeciwpiechotne. Inaczej niż np. powodujące bardzo ciężkie obrażenia kule dum-dum, które są całkowicie zastępowalne. Miny przeciwpiechotne mogą służyć wielu celom, np. spowalnianiu i ograniczeniu manewrów przeciwnika, a przede wszystkim są tanie. W naszym regionie podejście do zakazu min przeciwpiechotnych zmieniła wojna w Ukrainie. W przypadku Polski musimy uwzględnić problem bardzo niepewnej granicy.
Dlaczego przystąpiliśmy, dlaczego wychodzimy
Przy ocenie wystąpienia z Konwencji istotne są powody, dla których miny zostały zakazane, dlaczego przystąpiliśmy do tego zakazu, co się zmieniło i dlaczego teraz patrzymy inaczej na sprawę min przeciwpiechotnych.
W latach 90., kiedy toczyła się kampania antyminowa, miny były bronią krajów biednych i rozwijających się; bronią używaną w wojnach domowych. Strony konfliktu mogły jej używać w sposób bardzo rozproszony. To było problemem wojen w Afryce, Azji Południowo-Wschodniej - w Wietnamie, Kambodży; w wojnie partyzanckiej w Ameryce Południowej, ale też na Kaukazie i w byłej Jugosławii. Miny zostawiane przez oddziały lub osoby prywatne w bardzo różnych miejscach to broń, która nie uderza bezpośrednio.
W Konwencji ottawskiej określa się miny przeciwpiechotne jako broń okrutną, która nie wybiera, nie rozróżnia między wojskowymi a cywilami. To główny argument za zakazem takich broni, wywiedziony z konwencji genewskich. Ponadto użycie min, zwłaszcza w wojnach domowych, gdzie nie ma ustalonego frontu, sprawia, że niektóre tereny zostają w całości skażone minami. Całe połacie są trudno dostępne, życie na nich jest niemożliwe. Głównymi ofiarami takiego minowania nie są wojskowi, tylko cywile i to jeszcze bardzo wiele lat po konflikcie. W Azji południowowschodniej używanie min przeciwpiechotnych doprowadziło do migracji wewnętrznych. Całe plemiona i ludy nie mogą wrócić do swoich miejsc, które pozostają zaminowane.
Obrazy okaleczonych dzieci, raporty Czerwonego Krzyża i dziesiątek innych stowarzyszeń międzynarodowych pokazywały, że wojna już dawno może się skończyć, lecz cały czas zbiera ofiary. W niektórych krajach są to nadal dziesiątki tysięcy osób.
Kampania antyminowa miała z jednej strony doprowadzić do zakazu produkcji, handlu i korzystania z min przeciwpiechotnych, z drugiej wprowadzała mechanizmy oczyszczania terenów z min, co trwa do dzisiaj. W tym roku Chorwacja ma zostać ogłoszona krajem bez min, w ciągu kilku lat ten status ma osiągnąć także Kambodża.
Problem z minami dotyczył tak naprawdę właśnie krajów Trzeciego Świata, globalnego Południa; z tego schematu wyłamywała się Jugosławia. Dlatego Polska nigdy nie miała oporów i bardzo chętnie – choć z opóźnieniem - przystąpiła do tego porozumienia. Włączyła się także w rozminowywanie i pomoc ofiarom min.
Inna sytuacja, ofiar nie da się wykluczyć
Nasza sytuacja jest inna i problemy też byłyby inne. Warto się przyjrzeć, jak to obecnie wygląda w Korei Południowej. Tam początkowo, w okresie wojny koreańskiej, miny stosowano bardzo intensywnie, ale obecnie ofiar jest bardzo niewiele. Według danych z ostatnich dziesięciu lat od zera do pięciu rocznie, najczęściej nie dochodzi do żadnych wypadków. Zaminowany, umocniony, zdemilitaryzowany pas między Koreą Południową i Północną pozostaje zupełnie wyłączony z użytku i jest pod ścisłym nadzorem wojska.
Korea nigdy nie podpisała traktatu ottawskiego - który zakazuje również badań i rozwoju technologii min - wskazując, że funkcje obronne są bardzo ważne, a w jej przypadku nie występuje zagrożenie „długim ogonem” ofiar cywilnych ani zanieczyszczenia terenu, ponieważ zaminowany pozostaje jedynie umocniony pas na granicy.
Podobnie na pewnych obszarach Indii i Chin ustanowiono zdemilitaryzowane, wyjęte z użytku obszary przygraniczne. W Polsce ryzyko ofiar cywilnych też będzie raczej niewielkie, ponieważ chodzi o konkretny obszar zaminowania. Ofiar jednak nie da się całkowicie wykluczyć.
To główny argument kampanii przeciwko minom - że ofiarami min są głównie osoby niezwiązane z konfliktem. Wg Międzynarodowej Kampanii na rzecz Zakazu Min Przeciwpiechotnych (ICBL-CMC) 84 proc. znanych przypadków z 2023 r. to ranni i zabici cywile.
Na danym terenie może już nie być wojsk, strony konfliktu mogły ulec rozwiązaniu, a cywile cały czas będą ponosić ciężary tego zaminowywania.
Skoro zakładamy, że u nas nie będzie spontanicznego minowania, dokonywanego bez dokumentacji, czy można z etycznego punktu widzenia usprawiedliwić powrót do stosowania min przeciwpiechotnych?
Nasza obecna sytuacja na pewno jest inna niż ta, która była głównym powodem zakazywania min; kontrola ma być ściślejsza, ale traktat, jak wspomniałem, zakazuje nie tylko stosowania, ale także produkcji, składowania, prowadzenia badań, aktywnego wykorzystania min. Przede wszystkim Konwencja uwzględnia mechanizmy usuwania min i pomocy ofiarom. Istotne, by Polska - nawet jeżeli występuje z tego traktatu - nadal popierała działania zmierzające do tego, by min przeciwpiechotnych było na świecie mniej. Ważne, żeby nie dochodziło do „dzikiego”, niekontrolowanego wykorzystania min. Akceptacji dla decyzji o wypowiedzeniu Konwencji sprzyjałoby, gdyby Polska, tak jak wcześniej, współfinansowała i uczestniczyła w inicjatywach Unii Europejskiej na rzecz pomocy ofiarom i rozminowania krajów, które nadal mają problemy z minami.
MON deklarowało wprowadzenie ścisłych procedur i rozwiązań technicznych, by łagodzić ewentualne skutki użycia min przeciwpiechotnych. Polska ma też nadal angażować się w unijne inicjatywy propagujące rozminowanie i pomoc ofiarom min.
Istotne, żeby pokazać takie podejście. Jest jeszcze inny traktat - zakazujący użycia amunicji kasetowej, ustanowiony kilka lat po traktacie ottawskim na fali mobilizacji międzynarodowego społeczeństwa obywatelskiego, w dążeniu do humanitaryzacji wojny. Amunicja kasetowa, podobnie jak miny, też nie odróżnia swoich ofiar, bardzo często uderza w cywilów, a nie w cele wojskowe, czyli też jest formalnie niezgodna z konwencjami genewskimi. Inaczej niż miny, ta broń działa od razu, w momencie użycia, nie ma tego długiego, czasami kilkudziesięcioletniego okresu, kiedy powoduje ofiary. Do tego traktatu z 2008 r. Polska nigdy nie przystąpiła; Litwa, po 14 latach członkostwa, niedawno się z niego wycofała, używając bardzo podobnej argumentacji jak w dyskusji o minach – że to bardzo skuteczna broń, a kraje bałtyckie, będące w trudnym położeniu, nie mogą sobie wiązać rąk.
To nie zmierzch traktatów
Konwencja ottawska to kolejne z międzynarodowych porozumień, które albo przestają być przestrzegane, albo strony się z nich wycofują, po układzie „Otwarte przestworza”, traktacie o kontroli zbrojeń konwencjonalnych CFE, układzie INF czy wypowiedzianej we wrześniu przez Rosję Konwencji Rady Europy o zakazie tortur. Ostatnio wygasł Nowy START, administracja Trumpa ogłosiła listę ponad 60 organizacji, traktatów i konwencji – dotyczących nie tylko broni i konfliktów zbrojnych - z których USA się wycofują. Czy można mówić o erozji systemu opartego na prawie międzynarodowym i porozumieniach?
W latach 90. panował optymizm; wierzono, że prawo międzynarodowe staje się coraz skuteczniejsze i coraz bardziej humanitarne; silni aktorzy wiążą (prawem) słabych – kraje Trzeciego Świata pełne autorytaryzmu, i że zmierzamy w kierunku międzynarodowego społeczeństwa obywatelskiego, dla którego państwa są już mniej ważne, a rośnie rola organizacji pozarządowych, koalicji, kierujących się zasadami humanitaryzmu. To optymistyczne spojrzenie na przyszłość niestety się skończyło, ale to nie znaczy, że prawo międzynarodowe w ogóle nie jest skuteczne i znów, jak w XIX w., silni rozkroją świat jak tort. Pojawia się upraszczające, spłaszczające spojrzenie na problem skuteczności prawa międzynarodowego, odmawiające mu realnego znaczenia. To trochę tak, jakby na podstawie tego, co robią przestępcy, oceniać, na ile funkcjonuje prawo. Są całe obszary, w których prawo międzynarodowe działa bardzo dobrze, równie skutecznie jak prawo wewnętrzne. Nawet teraz, wobec tego, co robi Putin i co mówi Trump, nie ma mowy, by prawo międzynarodowe przestało pełnić swą rolę. Reguluje przede wszystkim kwestie techniczne, komunikacyjne, jak prawo lotnicze, prawo radiowe, międzynarodowy arbitraż dotyczący handlu, ramy porozumień bankowych. To dziesiątki umów. Właściwie większość porozumień międzynarodowych cały czas funkcjonuje.
Ale jest też obszar, na którym skupia się uwaga medialna i który zawsze był wątpliwą częścią prawa międzynarodowego – wojny. Wojny i interwencje humanitarne to obszary, w których prawo zawsze było łamane. Rosja nie do końca chciała się nim wiązać, a Stany Zjednoczone programowo nie wchodziły w tego typu traktaty. Różnica jest taka, że o ile Clinton, Biden czy Bushowie przynajmniej ustnie deklarowali, że nie chcą się wiązać traktatami, ale im sprzyjają i będą chcieli kiedyś do nich przystąpić, to za prezydentury Trumpa USA nie tylko przestały udawać, ale jeszcze zaczęły wykorzystywać swoją siłę i hegemoniczną pozycję do zwalczania tych konwencji.
Wielkim sukcesem optymistycznego spojrzenia, przekonania, że uda się wprowadzić prawdziwe sądy dla zbrodniarzy wojennych, było powołanie Międzynarodowego Trybunału Karnego. Stany Zjednoczone nie tylko do niego nie przystąpiły, ale za pierwszej kadencji Trumpa wręcz stwierdziły, że będą ścigać sędziów MTK, jeśli ci będą podejmować działania wobec amerykańskich obywateli. USA już nie tylko nie wiążą się tymi regulacjami, ale zaczynają je aktywnie zwalczać, traktując je jako coś, co im przeszkadza, i głosząc, że ma działać czysta siła. To jest pewien problem – że po trosze wracamy do polityki siły, przynajmniej w kwestiach militarnych. Nadal trudno sobie wyobrazić, byśmy np. w kwestii broni jądrowej szli w stronę zupełnej swobody wszystkich podmiotów. Także Stany Zjednoczone dostrzegają, że międzynarodowe instytucje i zakaz proliferacji broni nuklearnej służą także im jako hegemonowi: nieliczni, silniejsi mogą robić coś, czego innym nie wolno.
Nawet kiedy Trump zaatakował Iran, użyto argumentu, że może on prowadzić program atomowy, tym samym łamiąc prawo międzynarodowe. To pokazuje, że nawet Amerykanie nie będą chcieli naruszać tych norm. Trudno też sobie wyobrazić, żeby łamali zakaz dotyczący broni biologicznej i chemicznej.
Natomiast w przypadku min, broni konwencjonalnej, amunicji kasetowej Stany Zjednoczone są za rozluźnieniem regulacji. Jest to równanie w dół, ale nie we wszystkich obszarach prawa i nie dotyczy ono wszystkich rodzajów broni. Oprócz tego Stany Zjednoczone być może dążą do rozmontowania systemu ONZ.
Wracając do Konwencji ottawskiej. Czy to, że miny mają być użyte na określonym obszarze i tylko w razie bezpośredniego zagrożenia, da się uzasadnić z etycznego punktu widzenia? Czy użycie budzącego wątpliwości środka można pogodzić np. z koncepcją wojny sprawiedliwej?
Przykładanie kryteriów etycznych do rodzajów broni to świeża sprawa. Problem min powstał w XX wieku. Wczesna, średniowieczna koncepcja wojny sprawiedliwej była ofensywna. Późniejsze i współczesne koncepcje wojny, w tym koncepcja Pawła Włodkowica, podkreślały, że jedyną dopuszczalną, sprawiedliwą wojną jest wojna w obronie własnej lub najbliższych, w tym sojuszników. Istotne, żebyśmy używali min jedynie w celach obronnych, a nie stali się potentatem w produkcji min i ich eksporcie do biedniejszych krajów Południa. Traktaty były skuteczne w ograniczaniu popytu na zakazane bronie i obrotu nimi. Jest ryzyko, że gdy część krajów odrzuci Konwencję ottawską, znowu powstanie rynek na miny.
Powodem naszego powrotu do min są przygotowania do obrony, a nie ataku, ale oprócz kwestii sprawiedliwości w czasie wojny - ius in bello - powstaje problem ius post bellum – tego, co się dzieje po wojnie.
Miny nie różnią się aż tak bardzo od innych broni, nie są bardziej śmiercionośne, są natomiast bardzo skuteczne psychologicznie – to jedna z broni, których ludzie się najbardziej obawiają. Jednak główny problem wiąże się z tym, co się dzieje, kiedy konflikt cichnie. Ten aspekt bardzo rzadko trzeba uwzględniać w odniesieniu do broni, chyba że chodzi o broń biologiczną lub chemiczną, jak używane przez Amerykanów defolianty, które wiele lat po wojnie w Wietnamie i Kambodży powodowały deformacje płodów. Z minami jest podobnie. Musimy pamiętać, że to broń funkcjonująca przez bardzo długi czas, im bardziej zapomnimy, tym większe będą problemy.
Dr Tomasz Raburski, Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, zajmuje się filozofią prawa międzynarodowego.






WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner