Reklama
  • KOMENTARZ
  • WIADOMOŚCI

Rosyjska ofensywa, czy raczej atak zombie [KOMENTARZ]

Rosjanie, którzy są zrezygnowani i z opuszczoną głową idą powoli w kierunku ukraińskich pozycji, bardziej przypominają zombie niż znanych z parad w Moskwie rosyjskich żołnierzy.

wojna ukraina wojsko inwazja rosja żołnierze
Wojna na Ukrainie - ukraiński żołnierz na froncie.
Autor. Генеральний штаб ЗСУ (@GeneralStaffUA)/X

Obraz przekazywany w dziesiątkach nagrań przez ukraińskie drony wywołuje zdumienie i przerażenie. Zamiast szturmów rosyjskich pododdziałów piechoty wspartej ciężkim sprzętem często widzimy bowiem pojedynczych żołnierzy, którzy wolno i bez jakichkolwiek prób ukrycia, przesuwają się w kierunku ukraińskich linii obrony. Rosyjskie dowództwo doszło bowiem do wniosku, że tylko w ten sposób jest szansa na przedarcie się przez „strefę śmierci” kontrolowaną ukraińskimi dronami i zdobycie nowych pozycji.

Reklama

Pojazdy, nawet opancerzone, nie dają na to obecnie większych szans, ponieważ muszą się najczęściej poruszać tylko po trasach doskonale znanych Ukraińcom. W przypadku pojedynczych żołnierzy ta szansa na niezauważone przebycie „strefy śmierci” wydaje się być teoretycznie większa. Tym bardziej że rosyjskie wojsko wysyła w ten sposób setki ludzi, tylko że w pewnych odstępach czasu oraz w różnych miejscach. I nawet jeżeli tylko 10 proc. z nich dojdzie, to i tak się uważa za sukces.

Autor. Ptaki Madziara/Telegram/M.Dura

Widać to w wykazach strat, jakie są publikowane codziennie przez ukraińskie ministerstwo obrony. Wynika z nich, że pomimo zimy dziennie eliminowanych jest około 1000 rosyjskich żołnierzy, ale nie więcej niż 7-8 pojazdów opancerzonych. Przy czym stosunek zabitych do rannych już dawno się odwrócił i większość z tych, którzy są ujmowani w ukraińskich szacunkach, to „Gruz 200” – czyli polegli.

Zaskakuje jednak nie sama taktyka, ale sposób jej wykonywania. Rosyjscy żołnierze często się bowiem nie kryją, ale idą powoli w nakazanym kierunku, niosąc ciężki plecak z ekwipunkiem i bronią. Zdają sobie przy tym doskonale sprawę, jak małe mają szanse na przeżycie, ale idą. Wiedzą też, że w przypadku jakiegokolwiek zranienia lub kontuzji nie mają szans na ewakuację i zamarzną, ale idą. Mają też pełną świadomość, że nawet jeżeli uda im się dotrzeć na nakazane miejsce, to nic tam nie znajdą, a dodatkowo przez długi okres nie otrzymają żadnego wsparcia. A pomimo tego idą.

Rosyjscy żołnierze mają także pełną świadomość, że kiedy już się zbierze jakaś kilkuosobowa grupa, to: albo Ukraińcy będą się starali ich zlikwidować z wykorzystaniem ciężkiego sprzętu, albo też zostaną wysłani dalej, by dostać się na kolejną pozycję. Ta beznadziejność, pogodzenie się z losem i swego rodzaju rezygnacja są tym, co niewątpliwie powinno wzbudzać zdziwienie w odniesieniu do społeczeństwa kraju, który sam zalicza się do cywilizowanych narodów.

Reklama

Początkowo podejrzewano, że Rosjanie szturmujący pojedynczo ukraińskie pozycje byli faszerowani alkoholem lub narkotykami. Jest to możliwe, ale coraz więcej wskazuje na to, że rosyjscy żołnierze chcą po prostu uciec w ten sposób od nowej wersji diedowszczyny, a więc systemu przemocy wobec nowych rekrutów. Internet jest pełen filmów nakręconych przez starych żołnierzy „dziadków”, w których maltretują swoich kolegów: bijąc ich, okradając, poniżając, a nawet niekiedy zabijając.

Ta rosyjska odmiana „fali” jest tolerowana przez kadrę oficerską, która zresztą często uczestniczy w rytuale poniżania swoich najmłodszych podwładnych. Uważa się bowiem powszechnie, że w wojnie pozbawionej zupełnie sensu tylko w ten sposób można wojsko zmotywować do działania. W ten sposób żołnierz wysłany na linię frontu nie ma wyjścia i idzie bezwolnie przed siebie, woląc liczyć na szczęście niż na pewną karę, jaką otrzyma za odmowę wykonania rozkazów.

Ta brutalizacja jest powszechnym zjawiskiem nie tylko w armii, ale w całym rosyjskim społeczeństwie. Zbrodnie popełnione na Ukraińcach, bezwzględne atakowanie miast, szpitali i szkół są pokłosiem tego, w jaki sposób rosyjski reżim traktuje wszystkich Rosjan. Nikogo to oczywiście nie tłumaczy, co zresztą cały czas pokazują ukraińscy obrońcy. Poddających się żołnierzy nie zabijają, ponieważ wiedzą, jak są oni cenni przy wymianie na swoich kolegów, wziętych do niewoli. Jednak tych, którzy idą z bronią w ich kierunku, zabijają bez litości, rejestrując to dodatkowo na filmach publikowanych przez nich samych w sieci.

Nagłaśnianie dowodów nadużyć kremlowskiego reżimu wobec Rosji, w zestawieniu z okrucieństwami tego reżimu wobec Ukrainy, może podważyć centralny mit Kremla: patriotyczną, defensywną „specjalną operację wojskową” chroniącą „rosyjski świat”. Zamiast tego ujawnia drapieżne państwo, które poniża wszystkich pod swoją kontrolą.
OSINT Intuit/X

Robią to specjalnie, licząc, że może tym coś złamią w rosyjskim społeczeństwie. Jednak jak na razie bezskutecznie. Rosjanie stali się bowiem narodem, w którym beznadzieja stała się prawdziwą religią. Natomiast wojna jest wytłumaczeniem tego złego, co ich na co dzień wszystkich spotyka. Dlatego szkoda, że Donald Trump, mówiąc często o pokoju z Rosją, nie zadaje sobie pytania, co dalej.

A szkoda, bo jedyna różnica w porównaniu do ukraińskiej wojny będzie taka, że gdy ten „pokój” zapadnie, to ten pojedynczy, zrezygnowany, rosyjski żołnierz się odwróci i na rozkaz pójdzie wolno w innym kierunku. Z opuszczoną głową, ale pójdzie. I nie będzie sobie zadawał pytania, po co, ponieważ putinowski reżim już dawno mu to wybił z głowy.

Reklama
WIDEO: Lwy Północy. Siły Obronne Finlandii | Czołgiem!
Reklama