- ANALIZA
- KOMENTARZ
- OPINIA
- WIADOMOŚCI
Na horyzoncie gambit nuklearny. Korowaj o rosyjskiej doktrynie atomowej
„Rosja nie rozważa broni nuklearnej jako ostateczności. Rozważa ją jako ruch otwierający” – pisze w swojej analizie rosyjskiego spojrzenia na broń nuklearną ppłk rez. Maciej Korowaj.
Autor. MO Rosji
Na Petersburskim Forum Ekonomicznym Małofiejew i Dugin zaprezentowali raport o przyszłości Rosji do 2050 roku. W jego pierwotnej wersji użycie broni jądrowej znalazło się w scenariuszu „dobrym”. Następnie Małofiejew publicznie oskarżył współautorów, że bez jego wiedzy przenieśli ten element do scenariusza „inercyjnego”.
To nie jest anegdota. To jest diagnoza. W rosyjskim myśleniu strategicznym nie toczy się dziś debata o tym, czy użyć broni jądrowej. Toczy się debata o tym, do której kategorii scenariuszowej ją przypisać. I właśnie dlatego spór między współautorami raportu jest ważniejszy niż sam raport. Bo gambit to nie akt desperacji ani szaleństwa – to chłodna, wyrachowana kalkulacja. Czyli – poświęcam materiał, przejmuję inicjatywę, zmuszam przeciwnika do błędu. Rosja nie rozważa broni nuklearnej jako ostateczności. Rozważa ją jako ruch otwierający.
Raport, który nie jest publicystyką
Trzeciego czerwca, podczas PMEF-2026, w panelu zatytułowanym „Główne zagrożenia dla Rosji w drugiej ćwiartce XXI wieku”, Konstantin Małofiejew – ortodoksyjny oligarcha i twórca imperium medialnego Cargrad – zaprezentował raport prognostyczny współautorstwa Aleksandra Dugina. Ten ostatni dodał na końcu kluczową informację. Materiał był prezentowany w Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.
To zmienia wszystko.
Akademia Sztabu Generalnego to nie jest zwykła uczelnia wojskowa. To ośrodek, w którym od niemal dwudziestu lat rodzą się koncepcje, które Rosja potem realizuje w praktyce operacyjnej, na żywych organizmach suwerennych państw.
Kiedy więc raport trafia pod ten dach, przestaje być opinią i staje się elementem zamkniętego obiegu instytucjonalnego. Materiał przeszedł wcześniej przez seminarium na platformie RANChiGS – Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Służby Publicznej przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej, głównej kuźni kadr aparatu państwowego – i dopiero stamtąd trafił przed audytorium instytucji kształcącej najwyższą kadrę dowódczą armii. To nie jest publicystyka. To jest produkt systemu.
Pozór analizy, istota mobilizacji
Raport przyjął formę klasycznego produktu analitycznego, tj. piętnaście zagrożeń, podzielonych na pięć obszarów – geopolitykę, ideologię, demografię, ekonomię i technologie. Dla każdego z tych zagrożeń autorzy śledzili ewolucję od roku 2000, przez 2014, po perspektywę 2036 i 2050. Każdemu wariantowi przypisano jeden z trzech scenariuszy: „dobry”, „zły” i „inercyjny”. Metodologia jest banalna. Znaczenie ma treść.
Scenariusz „dobry” na rok 2036 zakłada użycie broni jądrowej, przyłączenie Kijowa, Odessy, Charkowa i dalszych terytoriów ukraińskich, rozpad Unii Europejskiej, kryzys amerykocentryzmu oraz zwycięstwo w wojnie ideologicznej. Na rok 2050 ten sam scenariusz przewiduje rosyjskie przywództwo w globalnym bezpieczeństwie, pełną wielobiegunowość, własny makroregion eurazjatycki i realizację doktryny trójjedynego narodu rosyjskiego, czyli doktrynalnego zjednoczenia Rosjan, Ukraińców i Białorusinów w jeden organizm narodowy.
Scenariusz „zły” to przegrana w wojnie z Ukrainą i Zachodem, wejście Ukrainy do NATO, utrata przestrzeni postsowieckiej, odżycie zamrożonych ognisk i – na horyzoncie 2050 roku – „kolonizacja Rosji” przez mocarstwa zachodnie, podział stref wpływów i całkowita utrata suwerenności. Scenariusz „inercyjny” to hegemonia Waszyngtonu lub Pekinu, zamrożony konflikt ukraiński i regionalnie ograniczona Rosja, która zachowuje pozory podmiotowości, ale traci zdolność kształtowania porządku globalnego.
Warto zatrzymać się przy tym, czego w tym raporcie nie ma. Nie ma scenariusza umiarkowanego. Nie ma wariantu, w którym Rosja nie anektuje połowy Ukrainy, nie używa broni jądrowej, a mimo to osiąga jakiś akceptowalny dla siebie porządek. Ta zero-jedynkowość jest celowa i ona właśnie ujawnia prawdziwą funkcję dokumentu. To nie jest analiza – to jest rama mobilizacyjna. Albo totalne zwycięstwo z rozbiciem porządku europejskiego, albo upadek i kolonizacja. Szara strefa została usunięta, bo jej istnienie podważałoby sens dalszej eskalacji i dawałoby elitom argumenty za kompromisem.
Spór o bombę - symptom ważniejszy niż incydent
Po prezentacji Małofiejew publicznie oskarżył współautorów o manipulację przy treści. Twierdził, że użycie broni jądrowej miało figurować w scenariuszu „dobrym”, a ktoś bez jego zgody przeniósł ten element do „inercyjnego”. Był wściekły – i właśnie ten moment jest najważniejszy w całej historii. Obserwuję, że Małofiejew od miesięcy buduje swój wizerunek człowieka, który otwarcie i bez ogródek domaga się uderzenia taktycznego.
W kwietniu wprost wzywał do użycia ładunku o mocy 20-25 knt na zachodnią Ukrainę, z 72-godzinnym ostrzeżeniem dla ludności cywilnej. Jak widać na PMEF-2026 chciał mieć to wpisane czarno na białym jako optymalny wybór strategiczny – narzędzie sukcesu, a nie skutek uboczny. Reszta panelu, w tym najprawdopodobniej sam Dugin, uznała to za taktycznie nierozsądne i przesunęła użycie broni jądrowej do scenariusza „inercyjnego”. Intencja była czytelna: bomba atomowa to coś, co „może się zdarzyć, jeśli nic się nie zmieni” – a nie świadoma, racjonalna decyzja.
Różnica jest subtelna, ale fundamentalna. W scenariuszu „dobrym” użycie broni jądrowej byłoby instrumentem sukcesu – gambitem otwierającym, ruchem po inicjatywę. W „inercyjnym” staje się efektem dryfu, nieuchronną konsekwencją bezwładności systemu. Małofiejew chciał narracji o „racjonalności” uderzenia, bo to wpisuje się w jego publiczne pozycjonowanie. Reszta wolała wersję łatwiejszą do obrony politycznej.
Ale oceniam, że obie wersje zakładają jedno: broń jądrowa zostanie użyta. Spór na Kremlu dotyczył wyłącznie kategorii, w której to opisać – nie tego, czy jest to dopuszczalne. Ta wymiana zdań między współautorami mówi więcej niż sam raport. Pokazuje, że wewnątrz rosyjskiego obozu konserwatywnego normalizacja opcji jądrowej jest faktem dokonanym. Debata nie toczy się o dopuszczalność. Toczy się o to, jak ją sprzedać. I właśnie to powinno niepokoić zarówno w Waszyngtonie, jak i w europejskich stolicach.
Legalizacja autokracji i logika zachodniej słabości
Osobną kwestią jest lista rekomendacji, którą Małofiejew przedstawił jako ranking środków reagowania. Na pierwszym miejscu znalazła się ideologia i dewesternizacja. Na drugim nacjonalizacja elit, rozumiana jako systemowe odcięcie rosyjskich elit od Zachodu. Na trzecim autokracja. Dugin, zabierając głos na końcu, stwierdził wprost, że autokracja w Rosji już istnieje, lecz „jej legalizacja idzie powoli”.
To zdanie jest samo w sobie diagnozą. System nie ukrywa już tego, czym jest – jedynym problemem w oczach jego ideologów jest zbyt wolne tempo formalizowania tego stanu. Wśród „działań przeciwników” (czyli nas) Małofiejew wymienił demonizację i demilitaryzację Rosji, domniemany układ Zachodu z Chinami przeciwko Rosji, wojnę informacyjno-psychologiczną i – co szczególnie warte uwagi – pacyfizm Zachodu.
W rosyjskiej optyce zachodnia niechęć do eskalacji nie jest szansą na pokój, lecz narzędziem osłabiania woli oporu. To jest dokładnie ta logika, w której każde zachodnie wahanie jest interpretowane jako słabość, a każda gotowość do kompromisu jako zaproszenie do kolejnego kroku naprzód. Ktokolwiek sądzi, że powściągliwość Zachodu może zostać potraktowana przez Kreml jako gest dobrej woli, ten nie czyta tych samych dokumentów.
Kontynuacja materiału w części drugiej.





WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!