Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA
  • POLECANE

Rosja na wojnie w powietrzu: silniejsza czy słabsza?

Pomimo poniesionych strat rosyjskie zdolności walki w powietrzu nie osłabły, a przeciwnie – stanowią dla NATO większe zagrożenie niż na początku roku 2022 – twierdzi autor raportu Royal United Services Institute (RUSI) poświęconemu rosyjskim i chińskim siłom powietrznym. Czy można się zgodzić ze wszystkimi jego twierdzeniami?

W marcu 2013 roku Rosja przeprowadziła symulowany atak bombowców Tu-22M3 na cele na terytorium Szwecji. W kontekście podobnych działań Rosji wobec Finlandii oraz kryzysu ukraińskiego trudno się dziwić, że państwa nordyckie rozszerzają międzynarodową współpracę wojskową. Fot. mil.ru.
W marcu 2013 roku Rosja przeprowadziła symulowany atak bombowców Tu-22M3 na cele na terytorium Szwecji. W kontekście podobnych działań Rosji wobec Finlandii oraz kryzysu ukraińskiego trudno się dziwić, że państwa nordyckie rozszerzają międzynarodową współpracę wojskową. Fot. mil.ru.

W raporcie rosyjskie lotnictwo i obrona powietrzna z końca 2025 roku zostały porównane z jego stanem z 2020 roku oraz z początku roku 2022, a zatem sprzed pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.

Reklama

Produkcja a straty

W latach 2022-2025 Rosjanie utracili – zdaniem RUSI – około 130 samolotów bojowych lotnictwa taktycznego i kilkanaście bombowców lotnictwa dalekiego zasięgu/strategicznych, co pokrywa się z powszechnie dostępnymi udokumentowanymi doniesieniami na ten temat i naszymi obliczeniami w Defence24. Raport RUSI zauważa jednak, że te straty – mimo że oznaczają bezpowrotną utratę około 10 proc. całego rosyjskiego lotnictwa bojowego – zostały w zasadzie zastąpione produkcją nowych samolotów. Względnie dotyczą typów maszyn, które i tak nie odegrałyby roli w konflikcie przeciwko państwom NATO.

Wśród maszyn, które i tak nie stanowiłyby problemu dla Sojuszu Północnoatlantyckiego, wymienia się samoloty pola walki Su-25 (około 40 zniszczonych) i stare bombowce frontowe Su-24 (wg naszych obliczeń 12 zniszczonych i 5 uszkodzonych). Ciężkie straty, obliczane przez nas na 40 maszyn zniszczonych i 15 uszkodzonych, poniosły za to bombowce frontowe Su-34. Te jednak zostały zastąpione trwającą w latach 2022-2025 produkcją (wg naszych obliczeń 41 maszyn). Spowodowało to utrzymanie floty tych bombowców na względnie niezmienionym poziomie około 130 samolotów. Podobnie jest z flotami innych nowszych rosyjskich konstrukcji. W przypadku Su-35S potwierdzono utratę ośmiu samolotów, a wyprodukowano ich 27, skutkiem czego ich liczba urosła ze 100 do około 120 maszyn. Flota Su-30 nieznacznie zmniejszyła się – z około 130 do około 125 samolotów, przy stracie 16 samolotów zniszczonych i trzech uszkodzonych. Jednocześnie trwała produkcja samolotu „piątej generacji” Su-57, których flota z niemal zera wzrosła do około 20.

Bezwzględnie spadła za to flota rosyjskich bombowców dalekiego zasięgu/strategicznych. Potwierdzono zniszczenie 15 samolotów, a wiemy jedynie o dostarczeniu Rosyjskim Siłom Powietrzno-Kosmicznym dwóch bombowców Tu-160M (a nie tak, jak twierdzi autor RUSI, czterech; wydaje się, że doniesienia o dwóch testowanych Tu-160M z początku wojny dotyczą tych samych dwóch maszyn, które zostały ostatecznie przekazane w roku 2025).

Początkową flotę rosyjskich MiGów-31 wraz z nosicielami pocisków Ch-47M2 Kindżał RUSI ocenia na początku wojny na 110 i zakłada zwiększenie jej w czasie wojny o dodatkowe „20-25” samolotów, które miały zostać dostarczone w czasie wojny. Trudno jednak powiedzieć, czy były to maszyny dodatkowe, wcześniej stojące w magazynach, czy takie, które były w służbie i przeszły modernizację. Jednocześnie straty MiGów-31 oceniono na cztery sztuki, choć wg naszych ocen (wraz z wypadkami poza frontem) Rosja straciła tych samolotów łącznie dziewięć. Tak czy inaczej, flota wszystkich MiGów-31 miała zdaniem RUSI wzrosnąć z około 110 do około 130-135 sztuk.

Liczby obliczane przez RUSI, Defence24 czy profil Military Watch na portalu X, są jednak mniej więcej zbieżne i można się zgodzić co do tego, że liczebność rosyjskiego lotnictwa taktycznego nie spadła, przynajmniej biorąc pod uwagę potwierdzone straty bezpowrotne. Raport nie pochyla się jednak nad problemem, który w ciągu czterech lat w rosyjskim lotnictwie bojowym musiał zaistnieć. Mianowicie nad zużyciem floty, a cztery lata intensywnej służby bojowej musiały odcisnąć mniejsze lub większe piętno zarówno na dostępności operacyjnej, jak i na liczbie samolotów bojowych nowych typów. Szczególnie intensywnie wykorzystywanych nowych typów: Su-34 (przede wszystkim), Su-30 i Su-35, a także nieprodukowanych już Su-25.

Reklama

Doświadczenie

RUSI słusznie zauważa, że rosyjski personel lotniczy nie poniósł strat współmiernych do liczby utraconych samolotów. Wiele z nich zostało bowiem zniszczonych w bazach, a zatem nie wiązało się to zwykle z zagrożeniem dla załóg. Do tego dochodzą katapultacje, chociaż tutaj nie zawsze członkowie załóg są w stanie powrócić do czynnej służby.

Relatywnie małe straty w ludziach (specjalistach) w połączeniu z czteroletnim doświadczeniem w prowadzeniu walk miało sprawić, że rosyjscy piloci i dowódcy wojsk lotniczych są znacznie lepiej przygotowani do prowadzenia walki niż u progu roku 2022.

Trudno się z taką opinią nie zgodzić. Szczególnie, że nawet strona ukraińska zauważa znacznie sprawniejsze wykorzystywanie przez Rosjan lotnictwa. Widać m.in. jego sprawniejsze współdziałanie z systemami naziemnej obrony powietrznej, w tym wystrzeliwanie rosyjskich pocisków z naziemnych systemów na wskazania z samolotów, które z powietrza mogą wykrywać np. cele nisko lecące. Jest to możliwe dzięki nowoczesnym łączom wymiany danych w myśliwcach Su-35S. Zaobserwowano też współpracę systemów naziemnych z samolotami wczesnego ostrzegania A-50U. Obserwowane jest też lepsze reagowanie i bombardowanie celów naziemnych zgodnie z potrzebami rosyjskich wojsk lądowych. Tego rodzaju wielodomenowości wcześniej nie było. Teraz, dzięki wypracowanym procedurom, doświadczeniu załóg (samolotów, ale też systemów naziemnych), szerszemu wprowadzeniu zasobników celowniczych i lepszej łączności – stało się to możliwe.

Pojawiły się znacznie bardziej wyrafinowane typy przenoszonego uzbrojenia, w tym aktywnie naprowadzające się pociski powietrze-powietrze dalekiego zasięgu R-37M czy coraz doskonalsze bomby szybujące różnego wagomiaru, zdolne do rażenia nawet na dystansie 60-130 km. Jedne i drugie umożliwiają coraz precyzyjniejsze rażenie celów po wystrzeleniu spoza własnych linii, poza zasięgiem ukraińskiej obrony i pod osłoną własnych systemów naziemnych. Trudno uwierzyć, że jeszcze w 2022 roku Su-34 dokonywały zrzutów klasycznych bomb bezpośrednio na cele, a takie sytuacje są udokumentowane. To zaś przyczynia się do zmniejszenia strat rosyjskiego lotnictwa i większej swobody w planowaniu kolejnych zadań.

Reklama

Obrona powietrzna

RUSI uważa, że w przypadku rosyjskich systemów obrony powietrznej sytuacja jest podobna jak w przypadku lotnictwa. Tzn., że pomimo strat w rosyjskich zestawach obrony powietrznej lub ich elementów, rosyjska produkcja nadąża, a przynajmniej jest na tyle wysoka, aby system obrony Rosji posiadał wystarczającą liczbę elementów i kadr. W dodatku nowo wprowadzane do służby systemy są doskonalsze od statystycznego systemu traconego na wojnie (są niszczone nowe i stare).

Do tego także ma dochodzić rozwój techniczny związany z doświadczeniami wojennymi. Jako dowód autor przytacza sytuacje zestrzeleń kolejnych klas pocisków zachodnich, np. pocisków przeciwradiolokacyjnych AGM-88 HARM.

Trzeba jednak zauważyć, że straty wśród rosyjskich systemów naziemnych, na które Ukraińcy publikują dowody kilka razy w tygodniu, wydają się zbyt duże i zbyt kosztowne, aby dało się je uzupełniać w zadowalający sposób. Rosyjskie systemy naziemne, pomimo wspomnianego współdziałania z rosyjskim lotnictwem, nie są też w stanie razić np. ukraińskich samolotów bojowych. Ich zestrzelenia zdarzają się niezwykle rzadko – w skali kilku rocznie – a Ukraina nie posiada ani najnowocześniejszych systemów naziemnych, samolotów, ani radiolokatorów. Co więcej, Rosjanie być może nauczyli się walczyć z ukraińskimi środkami napadu powietrznego, przez co np. F-16 i Mirage 2000 nie okazały się „cudowną bronią” do dokonywania rajdów na rosyjską przestrzeń powietrzną. Rosjanie jednak nie nauczyli się walczyć z najnowszymi zachodnimi systemami bojowymi, przede wszystkim zaś z lotnictwem. Spotkanie z Rafale, Gripenem czy Eurofighterem – nie wspominając już o samolotach piątej generacji – byłoby dla nich zapewne niemiłą niespodzianką. Szczególnie biorąc pod uwagę łatwość, z jaką samoloty Izraela i USA pokonały irańskie systemy obrony powietrznej, a maszyny amerykańskie – Wenezuelę. Warto też zauważyć, że przez ostatnie cztery lata nie tylko Rosjanie się „rozwijali”. Europejskie państwa NATO także pobierają lekcje z Ukrainy i wdrażają nowe systemy uzbrojenia. Na czele trzeba tu wymienić samoloty F-35, które w europejskich siłach powietrznych liczone są już w setkach, a będzie ich tylko więcej.

Reklama

Złożone fale uderzeń

Elementem, w którym Rosjanie zdecydowanie poprawili swoje możliwości w stosunku do roku 2022, jest zdolność do dokonywania rakietowo-dronowych uderzeń na terytorium przeciwnika. Raport RUSI wskazuje, że obecnie Rosjanie opanowali sztukę zgrywania uderzeń przy pomocy różnych klas środków – od licznych powolnych dronów klasy OWA UAV (One Way Attack Unmanned Air Vehicle) przez drony wabiki (np. niesławne w Polsce Gerbery), pociski manewrujące odpalane z okrętów i samolotów, pociski balistyczne (Iskander, Oriesznik), kończąc na aerobalistycznych, „hipersonicznych” pociskach Kindżał.

Największym problemem wydają tu się drony. Zwalczanie drogich, posiadających lepsze parametry techniczne pocisków manewrujących, a nawet balistycznych (poza uderzającym z góry Oriesznikiem) jest bowiem czymś, do czego zachodnie lotnictwo bojowe przygotowywało się od lat i do czego ma odpowiednią amunicję. Tymczasem idące nisko, powoli, liczne tanie bezzałogowce są zjawiskiem nowym w skali światowej i dopiero teraz wprowadzane są efektywne kosztowo środki, którymi można je zwalczać. Np. zapowiadane w Polsce rakiety APKWS do F-16 i FA-50.

Problem to też jednak komponowanie całych coraz bardziej przemyślnych i sprawniej wystrzeliwanych fal uderzeń środków wszystkich typów i klas. Fale te są obliczone na to, żeby oszukać obronę powietrzną i osiągnąć zamierzone cele. Takich zdolności Rosja przed 2022 rokiem najwyraźniej nie miała. Do tego dochodzi też stałe udoskonalanie środków napadu powietrznego, szczególnie dronów. Są one wyposażane w środki zakłócania lub uodparniające je na oddziaływanie elektromagnetyczne. Ostatnio nawet montuje się na nich wyrzutnie pocisków. Rosyjskie pociski zaczynają coraz bardziej manewrować, unikając antyrakiet.

RUSI wskazuje jednak, że jednocześnie lotnictwo NATO także uczy się, zbiera doświadczenia i wypracowuje nowe metody. Wyścig miecza i tarczy cały czas trwa, a rosyjskie siły powietrzne, choć nie spełniły swoich zadań w tej wojnie i poniosły duże straty, to pozostają groźnym, a pod pewnymi względami groźniejszym niż wcześniej przeciwnikiem.

Co więcej, długoterminowo trudno jest postrzegać Rosję jako rosnące zagrożenie. Program wprowadzania samolotu „5. generacji” Su-57 kuleje (zero wprowadzonych samolotów w roku 2025, być może uznano, że to nie ma sensu), a dalsze przedsięwzięcia wydają się nierealne. Brak programów nowych systemów uzbrojenia (za wyjątkiem dronów OWA), co najwyżej mamy do czynienia z ulepszeniami istniejących, opracowywanych przed wojną rozwiązań. Na to nakładają się problemy finansowe i brak większych perspektyw eksportowych.

Reklama
PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142
Reklama