Reklama
  • ANALIZA
  • KOMENTARZ
  • OPINIA
  • WIADOMOŚCI

Rosyjska wojna zrównoważona. Korowaj o odpowiedzi NATO na atomowe groźby

„Budowanie zdolności konwencjonalnych jest konieczne, ale niewystarczające. Trzeba budować wiarygodność odstraszania nuklearnego na poziomie, który sprawi, że rosyjskie kalkulacje przestaną traktować opcję atomową jako racjonalny gambit” – pisze w drugiej części analizy rosyjskiego spojrzenia na broń nuklearną ppłk rez. Maciej Korowaj.

Autor. Elizabeth Arrott, VOA - Voice of America, domena publiczna

Zachęcamy także do lektury części pierwszej niniejszych rozważań.

Reklama

Akademia Sztabu Generalnego jako instytucja ciągłości

Zrozumienie, dlaczego Akademia Sztabu Generalnego jest kluczem do interpretacji tego raportu, wymaga krótkiego cofnięcia się w czasie. Po wojnie z Gruzją w 2008 roku, która bezlitośnie obnażyła systemowe słabości rosyjskich sił zbrojnych, w środowisku Centrum Badań Wojskowo-Strategicznych Sztabu Generalnego podjęto prace nad nową koncepcją prowadzenia działań wojennych. W zachodniej literaturze nazwano ją „wojną hybrydową” lub „wojną nowego pokolenia”. W rosyjskiej terminologii funkcjonowała jako „wojna nieliniowa” lub „wojna nowego typu”.

Ja od lat określam ją mianem Wojny Zrównoważonej – bo jej istotą jest przemyślana proporcja, a nie chaos. Zrównoważenie środków, faz i płaszczyzn oddziaływania jest jej rdzeniem, nie hybryda i nie nieregularność (opisałem ją na łamach Instytutu Wschodniej Flanki ). Fundamentalne teksty powstawały od 2010 roku, publikowane w „Военной мысли” przede wszystkim przez Siergieja Czekinowa i Siergieja Bogdanowa. Gierasimow w 2013 roku nadał tym pracom publiczne oblicze swoim słynnym artykułem, ale intelektualny rdzeń koncepcji powstał wcześniej i gdzie indziej – w murach tej samej Akademii Sztabu Generalnego, do której Dugin teraz zanosi raport o scenariuszach jądrowych.

Za praktyczną stronę koncepcji, za jej operacyjne wdrożenie, odpowiadali ludzie z GRU. Generał Igor Siergun – ówczesny szef Głównego Zarządu Sztabu Generalnego (dawniej GRU) – bezpośrednio planował i nadzorował operację aneksji Krymu w 2014 roku. Aleksiej Diumin – twórca Sił Specjalnych Operacji (SSO) w ich obecnym kształcie – w lutym 2014 roku, jako zastępca szefa GZ SG SZ FR i dowódca SSO, osobiście kierował „zielonymi ludzikami” na półwyspie.

Operacja przebiegła podręcznikowo. Zabezpieczenie Rady Najwyższej, opanowanie węzłów łączności, neutralizacja baz ukraińskich sił zbrojnych – wszystko bez jednego strzału. Była laboratoryjnie czystą demonstracją Wojny Zrównoważonej w praktyce. SSO, których formowanie zapoczątkowano w 2009 roku na bazie elitarnego 322. centrum GRU w Sienieży, a oficjalnie ogłoszono w 2013 roku, stały się fizycznym narzędziem koncepcji, która dojrzewała w gabinetach Akademii Sztabu Generalnego.

Diumin - architekt w cieniu

Siergun nie dożył pełnej realizacji swoich planów. Zmarł w styczniu 2016 roku w okolicznościach, które do dziś nie zostały wyjaśnione w sposób satysfakcjonujący. Diumin po Krymie wyraźnie poszedł w górę – jednak szybko zderzył się z realiami kremlowskich intryg. W grudniu 2015 roku mianowano go zastępcą ministra obrony Szojgu, lecz zamiast kuratorstwa nad operacjami bojowymi i siłami specjalnymi, co wydawałoby się naturalne dla człowieka z jego dorobkiem, Szojgu przydzielił mu nadzór nad departamentem budowlanym, medycyną wojskową i zarządzaniem majątkiem wojskowym.

Dla Bohatera Rosji, który kilkanaście miesięcy wcześniej przeprowadził jedną z najbardziej skutecznych operacji specjalnych w historii armii rosyjskiej, było to upokorzenie. Po zaledwie pięciu tygodniach, w lutym 2016 roku, Diumin został przeniesiony na stanowisko pełniącego obowiązki gubernatora obwodu tulskiego. Co bardzo ciekawe oficjalnie kandydaturę zgłosił Szojgu – co wielu obserwatorów odczytało jako wyrafinowany sposób pozbycia się zbyt ambitnego podwładnego.

Ale zesłanie okazało się pozorne – wmieszał się w to sam Prezydent FR. Obwód tulski leży niecałe dwieście kilometrów od Moskwy, w zasięgu ręki dla Putina, który potrzebował swojego człowieka blisko, nie daleko. Przez osiem lat gubernatorstwa Diumin otrzymywał wsparcie, o jakim żaden inny gubernator nie mógł marzyć (bycie gubernatorem w FR to ryzkowne zajęcie). Ministerstwo obrony budowało mu infrastrukturę, rząd Moskwy rekonstruował nabrzeża rzek, państwowe korporacje i prywatny kapitał inwestowały na skalę nieadekwatną do statusu regionu.

W 2024 roku Putin przywrócił go do centrum, mianując swoim pomocnikiem do spraw kompleksu obronno-przemysłowego i sekretarzem Rady Państwowej, a we wrześniu tego samego roku włączył do Rady Bezpieczeństwa. Kolejny to generał Kim – nieoficjalny współautor koncepcji Wojny Zrównoważonej, weteran Afganistanu, Tadżykistanu i drugiej wojny czeczeńskiej, a później szef Centrum Pojednania Stron w Syrii – dowodzi dziś na froncie ukraińskim jako zastępca Gierasimowa.

Istota Wojny Zrównoważonej

Koncepcja, o której mówię, opierała się na kilku założeniach, które po dziś dzień definiują rosyjskie podejście do konfliktu. Granica między wojną a pokojem jest w niej celowo rozmywana – działania zaczerpnięte z arsenału wojskowo-politycznego rozpoczynają się na długo przed pierwszym wystrzałem, w sferze informacyjnej, psychologicznej, ekonomicznej i dyplomatycznej. Proporcja środków niewojskowych do wojskowych miała wynosić cztery do jednego – nie dlatego, że siła militarna jest nieistotna, lecz dlatego, że celem było takie osłabienie przeciwnika jeszcze przed fazą kinetyczną, by sam konflikt zbrojny stał się krótki, ograniczony i rozstrzygający.

Sformułowano osiem faz eskalacji: od tworzenia korzystnego tła politycznego, przez operacje specjalne, dezinformację i werbowanie urzędników oraz oficerów wroga, rozbudzanie niezadowolenia społecznego, aż po bezpośrednie uderzenie wojskowe z użyciem broni precyzyjnej, desantów i sił specjalnych. Całość była pomyślana jako system, a nie zestaw osobnych narzędzi. Stąd właśnie „zrównoważona” — bo żaden z elementów nie działa w oderwaniu od pozostałych, a siła tej koncepcji tkwi w dyscyplinie równoważenia presji na wielu płaszczyznach jednocześnie.

Sieć powiązań - kto naprawdę stoi za raportem

Pozostaje pytanie, na ile poważnie należy traktować materiał sygnowany przez Małofiejewa i Dugina, skoro obaj formalnie nie zajmują żadnych stanowisk państwowych. W mojej ocenie odpowiedź tkwi nie w ich nazwiskach, lecz w sieci powiązań, która za nimi stoi. Małofiejew od lat nie funkcjonuje w próżni. Cargrad nie jest po prostu telewizją propagandową – to węzeł łączący środowiska ultrakonserwatywne z konkretnymi frakcjami siłowymi.

Małofiejew wielokrotnie był łączony ze środowiskami Federalnej Służby Ochrony (FSO), z której wywodzi się właśnie Diumin. Diumin rozpoczynał karierę w Głównym Zarządzie Ochrony – poprzedniku FSO – w 1995 roku, a w 2012 roku pełnił funkcję zastępcy szefa Służby Bezpieczeństwa Prezydenta. To jest ten sam krąg ludzi, którzy fizycznie chronią Putina, a jednocześnie realizują jego najbardziej delikatne operacje. Na przykład to Diumin osobiście ewakuował Janukowycza z Ukrainy do Rosji w nocy z 22 na 23 lutego 2014 roku.

Kiedy Cargrad od lat promuje Diumina jako potencjalnego następcę Putina, nie robi tego z dziennikarskiej fantazji, lecz dlatego, że Małofiejew i Diumin poruszają się w tych samych kręgach siłowo-oligarchicznych. Dugin natomiast, choć formalnie funkcjonuje jako filozof, od lat utrzymuje rozległe kontakty w Akademii Sztabu Generalnego i sam przyznał, że omawiany materiał był tam prezentowany. Kiedy więc patrzę na ten raport, nie widzę dwóch publicystów marzących na głos. Widzę produkt, za którym stoi zaplecze w FSO, w GZ, w Akademii Sztabu Generalnego i w RANChiGS – i sam on – Putin. To nie jest opinia – to jest projekcja strategiczna środowisk, które mają realne instrumenty do jej realizacji, bo część z nich te instrumenty osobiście budowała.

Ciągłość instytucjonalna - od teorii do frontu

To, co widzimy na slajdach Małofiejewa i Dugina, nie jest przypadkowym ćwiczeniem intelektualnym. To jest kontynuacja tradycji koncepcyjnej tej samej instytucji, która osiemnaście lat temu wypracowała narzędzia Wojny Zrównoważonej, z pomocą których Rosja rozbiła Gruzję, zaanektowała Krym i destabilizowała Donbas. Ludzie, którzy ją tworzyli, są dziś zastępcami Gierasimowa, pomocnikami Putina i sekretarzami Rady Państwowej. Różnica polega na tym, że w 2008 roku koncepcja dotyczyła sposobu prowadzenia wojny. Teraz dotyczy jej celu strategicznego i horyzontu czasowego.

Środek i cel spotykają się w tym samym budynku, w tej samej Akademii, przed tym samym audytorium. To mnie bardzo zainteresowało! Ktokolwiek jest przekonany, że Małofiejew i Dugin mówią wyłącznie we własnym imieniu, powinien pamiętać, że koncepcja Wojny Zrównoważonej też zaczęła się od artykułów w branżowym piśmie które dwie dekady temu czytałem będąc oficerem SWW- a potem obserwowałem jak skończyła operacją na żywym organizmie suwerennego państwa. To jest straszne ale i niesamowite…

Co to oznacza dla wschodniej flanki NATO

Dla tych, którzy obserwują tę sytuację z perspektywy wschodniej flanki, ten materiał ma co najmniej cztery wymiary praktyczne, których nie można zbagatelizować. Pierwszy wymiar dotyczy geografii ambicji. Mamy do czynienia z dokumentem, w którym scenariusz uznawany za „dobry” wprost zakłada rozpad Unii Europejskiej i aneksję kolejnych terytoriów ukraińskich. To jednak nie kończy się na Ukrainie. W poprzednich wersjach tego rodzaju projekcji, krążących w rosyjskiej przestrzeni eksperckiej, pojawiały się wprost koncepcje tworzenia buforowego, podporządkowanego państwa na terytorium Ukrainy i Polski lub nowego tworu wschodniosłowiańskiego.

Nawet jeśli na slajdach z PMEF-2026 Polska nie została wymieniona z nazwy, logika scenariusza „dobrego” jest jednoznaczna. Rosyjski makroregion eurazjatycki, rozpad UE i kryzys amerykocentryzmu wymagają neutralizacji wschodniej flanki NATO – a wschodnia flanka to przede wszystkim Polska, państwa bałtyckie i Rumunia. Drugi wymiar dotyczy wewnętrznej dynamiki Kremla. Scenariusz „zły” jest skonstruowany tak, by trwale zamknąć przestrzeń dla dyskursu kompromisowego wewnątrz rosyjskich elit.

Każde ustępstwo jest w nim równoznaczne z drogą do kolonizacji. To jest narracja skierowana bezpośrednio do rosyjskich elit biznesowych i politycznych, mająca konsolidować poparcie dla kontynuacji i eskalacji. Ale ma też drugie dno – jeśli te rosyjskie elity rzeczywiście wchodzą w tę logikę, żadne zawieszenie broni ani żaden „deal” nie będzie dla nich celem samym w sobie. Zamrożenie konfliktu to w tej narracji scenariusz „inercyjny”, czyli nieakceptowalny, prowadzący do hegemonii amerykańsko-chińskiej i marginalizacji Rosji.

To fundamentalnie podważa zachodnie nadzieje na stabilizację przez kompromis – Kreml traktuje kompromis wyłącznie jako etap, nie jako cel. Trzeci wymiar, i w mojej ocenie najważniejszy, dotyczy logiki odstraszania. Normalizacja opcji nuklearnej w rosyjskim dyskursie strategicznym ma bezpośrednie przełożenie na kalkulacje na wschodniej flance. Jeśli rosyjski mainstream konserwatywny – firmowany przez środowiska z zapleczem w FSO i GRU – traktuje użycie broni jądrowej jako element scenariusza „dobrego” lub co najmniej „inercyjnego”, europejska odpowiedź musi uwzględniać ten wymiar.

Budowanie zdolności konwencjonalnych jest konieczne, ale niewystarczające. Trzeba budować wiarygodność odstraszania nuklearnego na poziomie, który sprawi, że rosyjskie kalkulacje przestaną traktować opcję atomową jako racjonalny gambit. A nie sądzę byśmy to mogli zrobić siłami europejskimi. Czwarty wymiar to wartość dokumentacyjna. Dla Polski ten materiał jest dowodem, którego nie sposób przecenić. To dokument samoprzyznaniowy, w którym rosyjskie środowiska bliskie centrum władzy wprost opisują świat, w którym warunkiem sukcesu jest rozmontowanie porządku europejskiego, użycie broni masowego rażenia i tworzenie nowych faktów dokonanych na terytorium suwerennych państw.

Taki materiał powinien być cytowany w każdej debacie o dostawach broni dla Ukrainy, o sankcjach, o budżetach obronnych i o architekturze odstraszania. Powinien trafiać na stoły w Waszyngtonie, Berlinie i Paryżu nie jako kolejna rosyjska propaganda, lecz jako dowód intencji środowisk, które mają instytucjonalne zaplecze do realizacji – bo część z nich tę infrastrukturę osobiście tworzyła.

Reklama
WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!
YouTube cover video
Reklama