Technologie

Drony sterowane z kokpitów myśliwców 5. generacji?

F-22 nad Powidzem. Fot. Jacek Siminski
F-22 nad Powidzem. Fot. Jacek Siminski

Amerykańskie siły powietrzne oraz DARPA testują obecnie nowy sprzęt i oprogramowanie, które ma umożliwić myśliwcom 4. i 5. generacji dowodzenie dronami z pozycji kokpitu, podczas lotu. Jak podkreślają Amerykanie, przełoży się to na osiągnięcie większej autonomiczności działania pilota, większą liczbę opcji ataku oraz rozwinięcie nowych możliwości rozpoznawczych w walce powietrznej.

Prace nad nowym rozwiązaniem trwają i są prowadzone, we współpracy z BAE Systems, w bazie amerykańskich sił powietrznych Edwards (Kalifornia). W próbach biorą udział piloci testowi USAF, którzy pracują na symulatorach oraz samolotach Learjet. Celem prób z wykorzystaniem obu systemów jest prezentacja w jaki sposób, z zastosowaniem awioniki kokpitów myśliwców 4. generacji, mogą oni kierować dronami z powietrza. W tym celu specjaliści z BAE Systems dokonali modyfikacji samolotów, która pozwoliła na wykorzystanie nowego sprzętu i podłączenie go bezpośrednio do systemu kontroli lotu maszyn. Demonstracje z wykorzystaniem zmodernizowanych Learjetów to, jak podkreślają przedstawiciele koncernu, etap przejściowy „na drodze do integracji tego typu systemu na operacyjnych F-15, F-16, a nawet F-35”. 

Wykorzystywane podczas testów oprogramowanie to opracowany przez BAE Systems półautonomiczne Distributed Battle Management, który - jak ocenia w dokumencie na temat tego rozwiązania Mitchell Institute - stanowi system systemów kształtujący działania wojenne przyszłości, „w których współdziałają sieci załogowych i bezzałogowych platform, broni, sensorów oraz systemów walki elektronicznej”. Oprogramowanie przeszło w zeszłym roku zakończone sukcesem testy. 

Jak jeszcze w kwietniu br. pisał C4ISRNET, cytując przedstawiciela DARPA, oprogramowanie od BAE Systems może pozwolić pilotom i operatorom na lepsze rozpoznanie sytuacji i trafniejsze podejmowanie decyzji. DBM pozwoli na przyswajanie i analizę dużej ilości informacji w czasie rzeczywistym, co ma umożliwić pilotom otrzymanie precyzyjnego obrazu sytuacji na polu walki. "Próbujemy zarządzać przepływem informacji. Celem jest dostarczenie właściwej informacji do osób, które jej potrzebują, w momencie gdy jej potrzebują" – tłumaczył C4ISRNET przedstawiciel BAE Systems.

Obecnie, takie elementy jak ścieżka lotu czy dysponowanie uzbrojeniem takich bezzałogowców, jak należące do US Air Force Predatory, Reapery czy Global Hawki kontrolowane są ze stacji naziemnych. Szybki postęp w zakresie autonomii zbliża jednak Amerykanów do korzystania z autonomicznego lub półautonomicznego „skrzydłowego”, podkreśla portal Warrior Maven. Zgodnie z nową koncepcją, pilot myśliwca będzie w stanie określić zadania i cele dla drona czy jego ścieżkę lotu – oczywiście z powietrza. Co więcej, sensory zamontowane na wskazanych dronach USAF będą mogły przesyłać dane bezpośrednio do kokpitów takich myśliwców, jak F-15, F-22 czy F-35. Omijając tym samym przekazywanie danych do stacji naziemnej, a z niej – do myśliwca, wydłużające czasowo cały proces. Zdolności te przełożyć się mogą także na przebieg misji rozpoznawczych, podczas których pilot może podjąć decyzję o przeprowadzeniu ataku. 

Mitchell Institute zwraca również uwagę na fakt, że nowe rozwiązania bezpośrednio wpłynąć mogą na wypełnienie braków we flotach bombowców i myśliwców USAF, których liczba ma być niewystarczająca by sprostać obecnym zobowiązaniom amerykańskich sił powietrznych. Taka sytuacja trwać ma już, co najmniej od momentu podjęcia decyzji o zakończeniu produkcji maszyn B-2 i F-22.

Drony zarządzane przez pilotów mogą być również, potencjalnie, wykorzystywane z obszarach wysokiego ryzyka na chwilę przed pojawieniem się tam myśliwców, co pozwoli na ocenę obrony przeciwlotniczej wroga i zredukuje ryzyko dla pilotów. Możliwe będzie potencjalne także wykorzystanie różnych dronów – od 10, do nawet 100, przypisanych niejako do danego myśliwca, do wypełniania różnych zadań w ramach danej misji. Wszystko kontrolować będzie oczywiście sam pilot. Drony, takie jak Predatory albo Reapery, będą mogły nawet podążać zdalnie za myśliwcem, bez ciągłej kontroli – autonomicznie. W przypadku zestrzelenia maszyny, przełączałyby się automatycznie na zarządzanie przez inną, nadrzędną jednostkę. 

Przypomnijmy, że Amerykanie dronami RQ7Bv2 Shadow i MQ-1C zastępują śmigłowce rozpoznawcze OH-58 Kiowa, do tej pory wspierające działania wiropłatów szturmowych. Stało się to możliwe wraz z wprowadzeniem do służby maszyn AH-64E Guardian, które wyposażone są w monitor pokazujący w czasie rzeczywistym obraz z sensora bezzałogowca. Co więcej, przedstawiciele US Army mieli w rozmowie z Warrior Maven podkreślać, że rozwiązanie to pozwala pilotom na odnajdywanie i namierzanie celu jeszcze zanim maszyna podniesie się z lotniska. Wojska USA korzystały już szeroko z tego rozwiązania w Afganistanie.

Wyżsi dowódcy USAF mieli zapewnić również, że bombowiec nowej generacji, B-21 Raider, będzie skonstruowany tak, by móc realizować misje jako maszyna opcjonalnie bezzałogowa. 

Komentarze