Stan wyjątkowy w Turcji. Erdogan: Europa nie ma moralnego prawa nas krytykować

21 lipca 2016, 09:05
Erdogan
Fot. Kremlin.ru/Wikimedia, CC BY 4.0
Reklama

Recep Tayyip Erdogan wprowadził 3-miesięczny stan wyjątkowy, który ma pomóc władzom w opanowaniu sytuacji po puczu. Prezydent Turcji ogłosił swoją decyzję po zakończeniu spotkania z Radą Bezpieczeństwa Narodowego. Decyzja wejdzie w życie wraz z publikacją w dzienniku rządowym.

Erdogan powiadomił opinię publiczną o tej decyzji występując w środę przed kamerami telewizji w obecności członków gabinetu ministrów, po zakończeniu ponad pięciogodzinnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. – podaje agencja Reutera. 

Turecki prezydent zaznaczył, że ogłoszenie stanu wyjątkowego w żaden sposób nie narusza konstytucji. "Powodem ogłoszenia stanu wyjątkowego jest konieczność podjęcia szybkich i skutecznych działań w celu usunięcia zagrożeń dla demokracji, państwa prawa i wolności obywatelskich" – oświadczył. Zapowiedział, że uprawnienia gubernatorów w tureckich regionach zostaną znacznie poszerzone w okresie obowiązywania stanu wyjątkowego.

"Siły zbrojne są pod kontrolą i będą ściśle wypełnić polecenia rządu" – dodał. Jak podkreślił, osobiście – jako prezydent oraz naczelny dowódca tureckiej armii – "zadba o to, by oczyścić wojsko z wirusa". "Europa nie ma żadnego moralnego prawa, aby nas krytykować za decyzję o ogłoszeniu stanu wyjątkowego" – powiedział.

Wystraszona Europa? 

Zaniepokojenie skalą represji po nieudanej próbie puczu wyrazili w środę szefowie dyplomacji Niemiec i Holandii, Frank-Walter Steinmeier oraz Bert Koenders, którzy uczestniczą w międzynarodowych spotkaniach w Waszyngtonie poświęconych pomocy dla Iraku i walce z Państwem Islamskim. Wezwali władze w Ankarze do poszanowania rządów prawa. Steinmeier oświadczył, że rząd Niemiec "z niepokojem śledzi" doniesienia o tysiącach aresztowań w Turcji, o uniemożliwianiu profesorom opuszczania kraju oraz o zamykaniu mediów. 

Po ogłoszeniu przez tureckiego prezydenta stanu wyjątkowego szef niemieckiej dyplomacji wydał kolejne oświadczenie, w którym zaapelował do władz w Ankarze, aby nie obowiązywał on dłużej niż to naprawdę konieczne. Wezwał do poszanowania zasad państwa prawa oraz kierowania się regułą proporcjonalności w reakcji na pucz. Jak powiedział, jedynie potwierdzone solidnymi dowodami przypadki złamania prawa, a nie podejrzane dla władz sympatie polityczne danej osoby, upoważniają do podjęcia stosownych kroków.

Komentatorzy zwracają uwagę na fakt, że w warunkach stanu wyjątkowego zarówno prezydent, jak i rząd będą mogli wydawać dekrety i rozporządzenia bez konieczności uzyskania aprobaty władzy ustawodawczej – parlamentu, a także zawieszać lub ograniczać możliwość korzystania z pełni praw przez obywateli. Stan wyjątkowy stworzy też szersze ramy dla prześladowania przeciwników politycznych – zauważa Reuters. Do tej pory po piątkowym puczu zawieszono w obowiązkach, zwolniono, zatrzymano, poddano przesłuchaniom lub oskarżono ok. 60 tys. osób - głównie wojskowych, policjantów, sędziów, urzędników i nauczycieli.

Czytaj więcej: 50 tys. osób dotkniętych czystkami w Turcji

Erdogan zapowiedział wcześniej w środę dalsze zatrzymania. Powiedział też, że choć nie wiadomo, ile osób wzięło udział w próbie puczu z 15 lipca, to stała za nim mniejszość w siłach zbrojnych, "która chciała przejąć kontrolę nad większością". Nazwał ją "organizacją terrorystyczną" - to jest sformułowanie używane przez tureckie władze do określenia zwolenników islamskiego kaznodziei Fethullaha Gulena, którego Erdogan po raz kolejny oskarżył o to, że stał za przewrotem. Zapowiedział, że Ankara dołoży wszelkich starań, aby stopniowo doprowadzić do ekstradycji Gulena i osądzenia go w Turcji. 

Grecki azyl

Zgodnie z ostatnimi doniesieniami armia turecka poderwała w środę samoloty F-16 do pościgu za dwoma okrętami tureckiej straży przybrzeżnej, w których mogą znajdować się domniemani puczyści - podała prywatna turecka agencja Dogan. AFP podkreśla, że nie wiadomo, kto jest na pokładzie okrętów. 

Źródła w tureckim rządzie, z którymi rozmawiała agencja AFP, nie mogły potwierdzić tej informacji. Przedstawiciele rządu Grecji powiedzieli jedynie, że "okręt greckiej marynarki wojennej został wysłany w pobliże wyspy Simi (na Morzu Egejskim), ale nic jeszcze nie pozwala potwierdzić (informacji) o przybyciu tureckich wojskowych na tę wyspę".

Grecka wyspa Simi znajduje się w pobliżu tureckiego kurortu Marmaris, w którym prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan przebywał na urlopie, gdy doszło do nieudanego zamachu stanu. Twierdzi on, że zdołał z trudem uciec przed grupą wojskowych puczystów - pisze AFP. Według tureckich mediów władze poszukują teraz intensywnie osób, które mogły należeć do tego oddziału.

Ankara domaga się już od Grecji natychmiastowego wydania ośmiu wojskowych, którzy przylecieli tam z Turcji po nieudanej próbie przewrotu. Jak podaje AFP, jest to czterech oficerów w randze kapitana, dwóch sierżantów oraz dwóch dowódców, których ranga nie została sprecyzowana. W czwartek staną oni przed sądem w Aleksandrupoli we wschodniej Grecji. 

Premier Aleksis Cipras obiecał, że wniosek o azyl tych ośmiu uciekinierów z Turcji będzie rozważony szybko i z poszanowaniem norm praw międzynarodowego oraz konwencji regulujących kwestię praw człowieka.

PAP - mini

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 11
Reklama
ribik
czwartek, 21 lipca 2016, 14:18

Ciekawe kto komu jest bardziej potrzebny Turcja Unii, czy na odwrót, szczególnie, że fala migracji może znów wezbrać.

Marek
czwartek, 21 lipca 2016, 13:05

Ja rozumiem Erdogana i twierdzę, że facet ma rację. Nie powinniśmy wtrącać się w sprawy wewnętrzne Turcji. Jak chcą islamskigo państwa, proszę bardzo. To jest ich dom i mają go sobie prawo jak chcą urządzić. Tyle tylko, że ciekaw jestem , czy europejskie rządy stać będzie na to, by jasno i wyraźnie postawić teraz rzecz tak, że erdoganowska islamska Turcja to nie Europa i dlatego nie ma dla niej miejsca w UE? Wszak naszym bratankom Węgrom i nam z byle czego afery ostatnio robili. Węgrom nawet za to, że w skuteczny sposób broniły unijnej granicy...

Pani Dubito
piątek, 22 lipca 2016, 11:00

Dla islamskiej Turcji nie ma miejsca w Europie. Nie po to Ataturk 100 lat temu robił porządki w Turcji, żeby się cofano o kilkaset lat wstecz. Represje względem np. nauczycieli czy dziennikarzy, pogromy rozszalałej islamskiej tłuszczy w kościołach (a Turcja to przecież w sumie kolebka chrześcijaństwa europejskiego) -- sory gregory, ale od tego otwiera się nóż w kieszeni.

ja
czwartek, 21 lipca 2016, 15:13

Dla takiej Turcji nie ma miejsca w UE. Każdy w Brukseli to wie ale czy głośno powie? Też jestem ciekaw. Orban nie bronił żadnej granicy. Wręcz przeciwnie. jego ogrodzenie okazało się dziurawe. Zamiast przepuścić tych ludzi do Niemiec to zrobił pokazówkę wobec spadających sondaży. Zaczął skrupulatnie sprawdzać dokumenty, rejestrować czym stłoczył tych ludzi na dworcu w Budapeszcie. Stworzył zagrożenie po czym sam je rozwiązał, opozycję wrzucił do wora pod tytułem "zwolennicy islamizacji" i od razu sondaże podskoczyły. Tak robią dziś politykę śmieszni satrapowie. Nam afery nie robili z byle czego tylko z tego, że przestajemy być państwem prawa wbrew traktatom akcesyjnym. Turcja nie jest członkiem UE co diametralnie zmienia sytuację.

dimitris
czwartek, 21 lipca 2016, 11:09

Premier Erdogan jest przywódcą szczególnie łagodnym i umiarkowanym. Najbardziej umiarkowanym z przywódców, w historii. Oczywiście rozpatrujemy tu historię Turcji, tę z kilkuset tysiącami wymordowanych Greków Pontyjskich, eksterminowanych całymi miejscowościami (przykład naszej rodzinnej Santy) nawet już po podpisaniu wymiany ludności między Grecją i Turcją. Erdogan jest przywódcą łagodnym. Na przykład w porównaniu do podziwianego przez Europę Ataturka secundo voto rzeź Smyrny, w tym spalenie w niej żywcem i hurtem 30 tysięcy Ormian. Proszę zauważyć niezwykle umiarkowaną postawę Grecji w sprawie obecnego zamach. Grecy najchętniej wydaliby tych 8 wojskowych Erdoganowi, pod warunkiem, że na pewno na egzekucję. I dołożyliby mu chętnie także wszystkich innych tureckich generałów. Tyle, że nie wypada...

Kobuz
czwartek, 21 lipca 2016, 10:36

Nam urządzają lincz publiczny za dwóch sędziów trybunału konstytucyjnego, w mawiają że mamy zamordyzm i dyktaturę, traktują jak jakiś Bantustan. Tymczasem turcja aresztowała 2700 sędziów i wygrała demokracja a po wprowadzeniu stanu wyjątkowego i reperkusji na kilkudziesięciu tysiącach ludzi dostali wyrazy zaniepokojenia. Nie wiem czy tak miało wyglądać "wolność, równość i braterstwo" bo mi to bardziej przypomina "co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie".

ja
czwartek, 21 lipca 2016, 15:18

Nie wiem czy się orientujesz ale początki rządów Erdogana wyglądały równie niewinnie. Też zaczynało się od jakichś kilku sędziów, którzy byli niewygodni. Później były media.... Teraz wywala się ich tysiącami ludzi, którzy nie są podporządkowani władzy.... Nauczka na przyszłość, reagować trzeba szybko i dusić w zarodku. Hitlera też trzeba było usadzić już w Monachium a nie czekać aż podpali całą Europę. Analogia może nie na miejscu ale ... PS Nie szanując "PRAWORZĄDNOŚCI" sami robimy z siebie Bantustan i stawiamy w jednym rzędzie z Turcją, Węgrami, Rosją.

Davien
czwartek, 21 lipca 2016, 12:46

Turcja nie jest w UE jakbyś nie zauważył i nie musi przestrzegać jej zasad a my tak więc skończ brednie.

anakonda
czwartek, 21 lipca 2016, 09:18

no i poszła Turcja w przeciwnym kierunku niz europa :) teraz o uni moze juz zapomniec.Erdogan sobie wymyslił przewrót dla umocnienia swojej pozycji w panstwie

xXx
czwartek, 21 lipca 2016, 14:47

Niby jak to miała być potężna armia turecka , z tego co jest na nagraniach z puczu , starcza na nią paski od spodni - masakra . Zreszta aktualnie po czystkach sułtana, będzie przez jakiś czas papierowa armia.....

ja
czwartek, 21 lipca 2016, 15:23

Puczu nie poparła cała armia. Tylko niewielka część. Zapewniam, że armię turecką stać na coś więcej niż 4 godziny puczu zakończonego laniem pasami po tyłku.

Tweets Defence24