- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Wojna morska Iranu i USA. Jak na razie „wygrywa” Iran [OPINIA]
Iran bez okrętów jak na razie „wygrywa” z potężną amerykańską marynarką wojenną, skutecznie blokując Cieśninę Ormuz i narażając cały świat na straty z powodu rosnących cen paliw.
Autor. US Navy
Wojna w Iranie na morzu bardzo przypomina początkowe działanie amerykańskich pilotów myśliwskich w czasie II wojny światowej. Piloci ci dawali się odciągnąć przez niemieckie myśliwce, chcąc zaliczyć zestrzelenie, zapominając, że ich najważniejszym celem była osłona bombowców. Wtedy koszty takiego działania ponosiło amerykańskie lotnictwo bombowe, obecnie koszty działania marynarki wojennej USA ponosi cały świat – płacąc więcej za paliwa.
Czy irańskie okręty są rzeczywiście zagrożeniem dla morskich linii komunikacyjnych?
Siły US Navy skupiły się bowiem nie na zabezpieczeniu bezpieczeństwa pływania w Zatoce Perskiej, ale na niszczeniu irańskich okrętów, według zasady: im więcej, tym lepiej. Tymczasem dla tankowców pływających w tamtym regionie zagrożeniem wcale nie są duże jednostki pływające wchodzące w skład sił morskich Iranu, ale drony nawodne, szybkie łodzie szturmowe, drony powietrzne i rakiety przeciwokrętowe.
Amerykanie jakby kompletnie nie odrobili lekcji ukraińskiej. Już Ukraina pokazała bowiem, że do przerwania morskich linii komunikacyjnych i odepchnięcia sił okrętowych przeciwnika od własnych brzegów wcale nie trzeba posiadać okrętów. Amerykanie popełnili więc tutaj dokładnie ten sam błąd co Rosjanie na Morzu Czarnym, skupiając się na widowiskowych zwycięstwach nad irańską flotą, a nie nad wyeliminowaniem najważniejszych zagrożeń dla Cieśniny Ormuz.
Autor. US Navy
I co z tego, że Amerykanie każdego dnia chwalą się zatopieniem jakiegoś irańskiego okrętu, kiedy w Zatoce Perskiej Irańczycy tylko groźbami zablokowali ponad 150 tankowców i gazowców. Koszty, jakie z tego powodu już poniósł cały świat, są ogromne. Przede wszystkim zwiększyła się cena paliw i przykładowo w Polsce jest to około 50 groszy na litrze. Zakładając, że podobne wzrosty zanotowano w innych krajach, oznacza to dzienne straty w wysokości około 2,2 miliarda dolarów.
Światowe zużycie ropy naftowej i paliw płynnych wynosi obecnie ponad 102–104 miliony baryłek dziennie. Każda baryłka to 159 litrów. Przy założeniu, że cena benzyny skoczyła o 50 groszy na litrze na całym świecie widać, że wojna Trumpa nas wszystkich kosztuje dziennie 8 miliardów 100 milionów złotych, czyli około 2,2 miliarda dolarów. Koszt zatopionych, irańskich okrętów już tych strat nie pokrywa.
Maksymilian Dura
Niestety, ten wzrost cen paliwa wpłynie też na cenę towarów i usług, co oznacza, że wszyscy na świecie płacimy dziennie za irańską wojnę Trumpa kilka miliardów dolarów. Gdyby Amerykanom udało się rzeczywiście zniszczyć ofensywne zdolności morskie Iranu, ten wpływ na gospodarkę światową byłby o wiele mniejszy.
Czym rzeczywiście mogą chwalić się Amerykanie?
W zamian za wzrost kosztów życia otrzymujemy od Stanów Zjednoczonych hurraoptymistyczne raporty o kolejnych zwycięstwach ich marynarki wojennej i lotnictwa nad irańskimi okrętami. Tymczasem nie jest to tak naprawdę żaden powód do chwały, ponieważ Irańczycy nie stawiają praktycznie żadnego oporu. Jest to zresztą technicznie niemożliwe, ponieważ ich okręty, zgodnie z naszymi przewidywaniami, okazały się propagandową wydmuszką, bez zdolności do skutecznej obrony przed atakiem z powietrza. Amerykanie dokonują więc tak naprawdę egzekucji irańskich jednostek pływających, łamiąc przy tym często prawo międzynarodowe.
Przykładem tego może być zatopienie irańskiej korwety IRIS „Dena” 4 marca 2026 roku, czterdzieści kilometrów na południe od wyspy Sri Lanka. Oznacza to bowiem atak w wyłącznej morskiej strefie ekonomicznej państwa, nie biorącego udziału w konflikcie, na okręt, który nie miał podniesionej bandery wojennej i nikogo nie atakował, wracając z parady wojskowej w Indiach. Amerykanie zresztą o tym doskonale wiedzieli, o czym świadczy sam sposób przeprowadzenia ataku.
Autor. Irańskie siły zbrojne
Żaden okręt podwodny w warunkach bojowych nie wystrzeliłby bowiem torpedy na okręt nawodny przeciwnika, czekając na głębokości peryskopowej, by nagrać skutek ataku. Torpeda w wodzie wywołuje bowiem alarm na atakowanej jednostce, która nie tylko próbuje wtedy uniknąć ataku, ale również zaczyna kontratakować. W przeciwnym przypadku atak się bowiem powtórzy. Amerykanie jednak doskonale wiedzieli, że korweta IRIS „Dena” nie ma: ani włączonych systemów sonarowych, ani też gotowego do działania uzbrojenia zwalczania okrętów podwodnych (wyrzutnie lekkich torped). Rozstrzelali więc irański okręt, zabijając na jego pokładzie ponad stu czterdziestu marynarzy.
Oczywiście film z ataku może być podróbką, o czym świadczy chociażby dziwny układ siatki celowniczej na obrazie z peryskopu. Jednak nawet wtedy nie zmienia to oceny samego zdarzenia, w którym zatopiono okręt wykonujący rejs pokojowy i znajdujący się trzy tysiące kilometrów od rejonu prowadzenia walk.
Trudno też za chwalebne zwycięstwo uznać zatopienie lotniskowca dla dronów IRIS „Shahid Bagheri” (o wyporności około 42 tysiące ton) 6 marca 2026 roku. Uderzenie to należałoby raczej przyrównać do strzelań poligonowych w kierunku holowanej tarczy. W tym przypadku atak był jednak potrzebny, ponieważ irański okręt teoretycznie mógł przenosić na pokładzie drony kamikaze. Samo zatopienie nie było jednak problemem, ponieważ irański lotniskowiec drony był przerobionym, koreańskim kontenerowcem „Pearin”. Nie miał więc odporności na uderzenia, jakim charakteryzują się dobrze zaprojektowane okręty.
Podobnie łatwymi, choć ważnymi celami były trafione w bazach: okręt lotniczy IRIS „Makran” o wyporności około 120 tysięcy ton oraz okręt lotniczy IRIS „Kordistan” o wyporności ponad 40 tysięcy ton – oba zbudowane na bazie tankowców. Jednostki te Irańczycy mogli rzeczywiście wykorzystać do atakowania wszystkich statków wokół.
W sumie amerykańskie źródła oficjalne chwalą się zniszczeniem nawet trzydziestu irańskich okrętów. Pomimo tego Cieśnina Ormuz jest jednak nadal zablokowana dla transportu towarów drogą morską. Tymczasem jest to pas wody o szerokości w najwęższym miejscu ponad 50 km. Przy takiej odległości wykrycie jednostek płynących z Iranu po drugiej stronie cieśniny, tuż przy brzegu Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Omanu, jest optycznie bardzo trudne. Można to zrobić odpowiednio rozlokowanymi radarami brzegowymi, ale te jako emitery energii można łatwo wykryć i zniszczyć.
Autor. US Navy
Amerykanie, neutralizując systemy obserwacji technicznej na irańskim brzegu, wyrzutnie brzegowe rakiet i dronów, mogliby więc teoretycznie zapewnić bezpieczne przejście statków i tankowców. Patrząc na liczbę jednostek pływających oczekujących po obu stronach Cieśniny Ormuz, widać, że jak na razie nie byli w stanie tego zrobić, albo też po prostu ich to nie interesuje.
Jakie koszty poniosą Amerykanie za „zwycięstwo” w Iranie?
Patrząc na amerykańskie działania wojenne w Iranie, od razu widać, że Donald Trump nie zna pojęcia „pyrrusowe zwycięstwo”. Tymczasem już w szkole podstawowej uczy się o Pyrrusie, królu Epiru, który odnosząc zwycięstwa nad Rzymianami, ponosił jednocześnie straty, których później nigdy nie udało mu się uzupełnić. I to samo odnosi się do obecnych działań amerykańskich.
Donald Trump jako motto swojej polityki powinien sobie przyjąć słowa Pyrrusa po jego zwycięskiej bitwie pod Ausculum nad Rzymianami w 279 p.n.e. – „Jeszcze jedno takie zwycięstwo i jesteśmy zgubieni”. I nie chodzi tutaj o to, że Amerykanie mogą przegrać wojnę z Iranem, bo to nie jest możliwe. Jednak koszty działań wojennych są tak duże, że ich odrobienie będzie wymagało lat. Z kolei w przypadku szkód politycznych, jakie ponoszą Stany Zjednoczone z powodu „pokojowych wojen” Trumpa, jest jeszcze gorzej. Ich naprawienie jest już bowiem w ogóle niemożliwe.
W przypadku ataków lądowych propaganda izraelska i amerykańska może przedstawiać dowolne wyniki działań, i niestety bardzo trudno jest to zweryfikować. Przykładem może być ostatnie stwierdzenie Donalda Trumpa, że udało mu się przerwać irański program atomowy. Jednak przypomnijmy sobie, że dokładnie to samo mówił, gdy 13 czerwca 2025 roku amerykańskie bombowce B-2 zrzuciły ciężkie bomby na podziemny zakład wzbogacania uranu w Fordow. Nalot ten Trump określił jako „spektakularny sukces militarny”, oceniając, że zaatakowany kompleks został „kompletnie i całkowicie zniszczony”. W rzeczywistości opóźniło to irański program atomowy o dwa miesiące.
Autor. US Navy
Jest bardzo prawdopodobne, że Iran będzie jednak musiał przerwać działania ofensywne za pomocą rakiet, ograniczając się głównie do atakowania sąsiadów i Amerykanów z wykorzystaniem dronów. Jest jednak dużą naiwnością sądzić, iż rządzący tym krajem reżim odda władzę, by później ponieść karę za wcześniej dokonane zbrodnie. Na takie dobrowolne poddanie się osądowi raczej liczyć nie powinnyśmy.
Nie znamy więc sposobu zakończenia tej wojny, jednak z dotychczasowych działań wobec sił morskich Iranu możemy wyciągnąć konkretne wnioski, przydatne ewentualnie na przyszłość:
- Okręty bez skutecznej obrony przeciwlotniczej nie mają możliwości wykonania żadnego zadania na morzu w czasie konfliktu zbrojnego i stają się łatwym celem;
- Do zabezpieczenia morskich linii komunikacyjnych również niebezpieczne są systemy brzegowego jak i okręty;
- Zatapianie okrętów nie powinno być celem samym w sobie, ale ich unieruchomienie w porcie. Nie zabija się w ten sposób załóg, nie zanieczyszcza się wód wrakami z paliwem, jak również nie traci się kosztownego uzbrojenia przeciwokrętowego;
- Niszczenie okrętów w porcie jest o wiele tańsze i łatwiejsze niż na morzu;
- Kraj nabrzeżny, nawet pozbawiony okrętów, może blokować przeciwnika w dużej odległości od własnego wybrzeża, równej zasięgowi swojego najbardziej efektywnego uzbrojenia.
I to jest jedyna lekcja, jaką jak na razie otrzymaliśmy z wojny morskiej Iranu ze Stanami Zjednoczonymi.



WIDEO: Chaos na Bliskim Wschodzie. Nadchodzi kolejna fala migracji?