Siły zbrojne

Rosyjska ofensywa w Donbasie jest dziś bardziej prawdopodobna, niż wiosną [ANALIZA]

Fot. mil.ru
Fot. mil.ru

„W pobliżu granic Ukrainy jest blisko 100 tys. rosyjskich żołnierzy” - stwierdził prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Zdaniem ukraińskich służb atak jest obecnie bardziej prawdopodobny niż wiosną, gdy pod pretekstem ćwiczeń Rosja skoncentrowała znaczne siły na Krymie i w pobliżu wschodniej granicy Ukrainy. Dziś koncentracja sił przebiega w sposób bardziej skryty, a kryzys na granicy polsko-białoruskiej skutecznie odwraca uwagę opinii publicznej.

Kryzys związany z migrantami sprowadzonymi przez Białoruś i skoncentrowanymi na granicy bez możliwości jej legalnego przekroczenia, jest obecnie w centrum uwagi, nie tylko europejskiej opinii publicznej. Również uwaga USA i innych krajów zwraca się w tą stronę. Tymczasem w cieniu granicznych przepychanek z imigrantami uzbrojonymi przez Łukaszenkę w sprzęt do forsowania zapór granicznych i stojących za nimi białoruskich funkcjonariuszy pojawią się ponownie zagrożenie na południowym wschodzie. Rosyjskie siły skoncentrowane w pobliżu wschodniej granicy Ukrainy i na anektowanym Krymie szacowane są na 100 tys. żołnierzy, setki czołgów, artylerii i innych systemów uzbrojenia. Analitycy ustalili, że pojawiły się tam również tak niepokojące rodzaje sprzętu, jak wyrzutnie pocisków termobarycznych TOS-1A Sołncepiok czy systemy balistycznych pocisków rakietowych Iskander.

W ostatnim czasie zwiększyła się również aktywność prorosyjskich sił w Donbasie oraz częstotliwość pojawiania się w powietrzu rosyjskich bezzałogowców rozpoznawczych. 15 listopada ukraińskie jednostki walki elektronicznej osiągnęły sukces obezwładniając i zmuszając do lądowania maszynę typu Orłan-10. Na płaszczyźnie propagandowej również trwa rosyjska ofensywa. Rosyjskie media prezentują obecność amerykańskich i ogólnie NATO-wskich okrętów oraz samolotów na wodach międzynarodowych Morza Czarnego jako zagrożenie dla bezpieczeństwa lub przygotowania do wsparcia jakichś działań Kijowa. Rosjanie od pewnego czasu podkreślają i raportują cotygodniowo liczbę samolotów rozpoznawczych i bezzałogowców które pojawiły się nad Morzem Czarnym lub w pobliżu granic Federacji Rosyjskiej. Ma to wzbudzić wrażenie zwiększonego zagrożenia.

image
Fot. mil.ru

Tymczasem rosyjskie siły jak się wydaje w znacznej liczbie skoncentrowano, między innymi w bazach, które stworzono pod pretekstem wiosennych ćwiczeń. W czasie tamtej szeroko zakrojonej ale nie realizowanej skrycie operacji przetransportowano również na granicę z Ukrainą oraz na Krym znaczną ilość paliwa i amunicji, o czym informowaliśmy wówczas. Te zapasy są tam nadal obecne i mogą zostać użyte podczas realizacji działań bojowych wobec Ukrainy. Jaki może być ich cel? 

Celem ewentualnej operacji wojskowej nie będzie zajęcie całej Ukrainy, ale raczej kolejne aneksje i rozszerzenie obszaru kontrolowanego przez tzw. separatystów. Najbardziej prawdopodobny kierunek to połączenie kontrolowanych obszarów z Krymem i przy okazji zajęcie ważnego portu w Mariupolu. Docelowo chodzi o zajęcie całego wybrzeża Morza Azowskiego, co byłoby niekorzystne dla Ukrainy zarówno militarnie jak i gospodarczo, utrudniając korzystanie z transportu morskiego. Taka operacja zagrażałby też innym ważnym obiektom, takim jak zapora, elektrownia i zakłady przemysłowe w Zaporożu czy rejon Chersonia. Oczywiście spowodowałoby to znaczne reperkusje polityczne i dyplomatyczne, ale Kreml może być przygotowany na ich przyjęcie. A przynajmniej powinien mieć świadomość ich nieuchronności.

Ostrzeżenia w tym zakresie wystosowali przywódcy wielu krajów, oraz Sekretarz Generalny NATO Jens Stoltenberg, który oświadczył – „Jesteśmy świadkami niezwykłej koncentracji wojsk i wiemy, że Rosja już wcześniej była skłonna wykorzystać tego typu zdolności wojskowe do prowadzenia agresywnych działań przeciwko Ukrainie. […] Każda kolejna prowokacja lub agresywne działania ze strony Rosji będą poważnym problemem. Wzywamy Rosję do transparentności w działaniach wojskowych.” – Deklaracje te padły podczas konferencji prasowej po spotkaniu z ukraińskimi ministrem spraw zagranicznych Dmytro Kulebą.

image
Fot. mil.gov.ua

Inni idą dalej w swoim wsparciu dla Ukrainy. Prezydent USA Joe Biden zwiększył tegoroczny pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy o 60 mln dolarów, co skutkowało 3 dużymi dostawami broni i sprzętu w październiku oraz jedną w listopadzie. Zawierały one amunicję, sprzęt łączności, środki opatrunkowe i ochrony osobistej i wiele innych przydatnych środków. Największe zainteresowanie wzbudziły jednak kontenery z pociskami przeciwpancernymi Javelin, które mogą stanowić zagrożenie nawet dla najnowszych rosyjskich czołgów. Wielka Brytania zapowiedziała, że nie pozostanie obojętna w przypadku wybuchu konfliktu na Ukrainie. Do podróży i akcji w tym kraju, jak donoszą brytyjskie media, ma być gotowych 600 żołnierzy elitarnej jednostki SAS.

Działań rosyjskich z pewnością nie będą też ułatwiać okręty i samolotu NATO obecne na Morzu Czarnym. Jest to również jedno z istotnych źródeł informacji o bieżącej sytuacji na Krymie i w jego otoczeniu. Na tym akwenie operuje obecnie amerykański okręt dowodzenia USS „Mount Whitney” i samoloty wczesnego ostrzegania m. in. z Turcji i USA.

Obecność tych jednostek ogranicza również swobodę działań Kremla, co jest jednym z powodów wystosowania przez rosyjskie ministerstwo obrony komunikatu w którym czytamy – „Uważamy agresywną działalność militarną Stanów Zjednoczonych w regionie Morza Czarnego za zagrożenie dla bezpieczeństwa regionalnego i stabilności strategicznej.” Pojawia się też typowa dla Rosji retoryka w oświadczeniach ministra Siergieja Szojgu. Uważa on z jednej strony siły NATO w Polsce i krajach bałtyckich oraz koncentrację polskich wojsk na granicy z Białorusią, związane z kryzysem wywołanym przez Mińsk, za niepokojące. Z drugiej strony koncentracja wojsk rosyjskich na Krymie i granicy z Ukrainą to „wewnętrzne sprawy Federacji Rosyjskiej”. Takie podwójne standardy są typowe dla kremlowskich oficjeli.

W tej złożonej dziś sytuacji polityczno-militarnej trudno jest orzec, czy konflikt na wschodzie Ukrainy ponownie wybuchnie, czy też będzie nadal tlić się na obecnym poziomie. Nie ma jednak żadnych wątpliwości, że obszar ten pozostanie niespokojny i w każdej chwili może stać się teatrem konfliktu. Zależy to w znacznym stopniu od decyzji Moskwy, ale też od wsparcia międzynarodowego na jakie może liczyć Kijów. W obecnej sytuacji w interesie Polski jest więc wspieranie wszelkich inicjatyw mających na celu poprawę sytuacji Ukrainy.

Reklama
Reklama

Komentarze