Siły zbrojne

Rosyjska armia w pełnej gotowości bojowej

fot. mil.ru
fot. mil.ru

Decyzją głównodowodzącego siłami zbrojnymi Federacji Rosyjskiej prezydenta Władimira Putina minister obrony narodowej Sergiej Szojgu podniósł gotowość bojową w rosyjskiej armii i rozpoczęto wyprowadzanie jednostek w rejony alarmowe oraz na zapasowe lotniska. Odpowiedzią NATO na te ćwiczenia była jedynie odprawa zorganizowana przez polskiego ministra Obrony Narodowej z szefami Dowództwa Operacyjnego RSZ, Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Służby Wywiadu Wojskowego.

Do kolejnych manewrów w Rosji wszyscy zaczęli się już powoli przyzwyczajać. Jednak to, co się wydarzyło o godzinie 7.00 czasu moskiewskiego 25 sierpnia br. zaskoczyło wszystkich rozmachem i brakiem logiki. Zupełnie bowiem bez powodu, biorąc pod uwagę sytuację wewnętrzną i zewnętrzną Federacji Rosyjskiej oraz stan gospodarki państwa, podniesiono do stanu pełnej gotowości bojowej cały Południowy Okręg Wojskowy, „część sił i środków” Zachodniego i Centralnego Okręgu Wojskowego (ZOW i COW), Floty Północnej, głównego dowództwa Sił Powietrzno-Kosmicznych oraz dowództwa wojsk powietrznodesantowych.

Co się dzieje obecnie w Rosji?

Jak się później okazało, alarm dotknął o wiele większą liczbę żołnierzy niż ogłoszono w oficjalnym komunikacie. Przykładowo razem z POW podniesiono również gotowość bojową we Flocie Czarnomorskiej i Flotylli Kaspijskiej. Całość działań nadzorują oficerowie rosyjskiego sztabu generalnego, którzy dowieźli do wskazanych podmiotów odpowiednie rozkazy, a później nadzorowali ich wdrażanie. Druga grupa nadzoru ze Sztabu Generalnego ma się zająć oceną sposobu przeprowadzania „mobilizacyjnego rozwinięcia”.

fot. mil.ru

W pierwszej fazie ćwiczeń chodziło o „sprawdzenie zdolności do wykonywania czynności określonego stopnia gotowości bojowej”. W drugiej fazie minister obrony rozkazał: „wyprowadzić pododdziały i jednostki wojskowe na poligony i rejony zapasowe, gdzie będą się przygotować do wykonywania zadań związanych z ćwiczeniem”.

W rzeczywistości ta druga faza już się rozpoczęła i to jeszcze przed ogłoszeniem alarmu 25 sierpnia br. Z poprzednich komunikatów ministerstwa obrony wynikało bowiem, że część jednostek ze wszystkich okręgów wojskowych już została wyprowadzona z garnizonów, lotnisk i portów. Równolegle trwa np. przygotowanie do strategicznych manewrów wojskowych „Kaukaz-2016”.

Na wielką skalę rozpoczęły się również w POW letnie poligony pododdziałów rakietowo artyleryjskich, które maja trwać do 16 września br. Uczestniczy w nich ponad 11 tysięcy żołnierzy i 2,2 tysięcy jednostek techniki wojskowej – w tym ponad 300 systemów artyleryjskich, 200 zestawów rakiet niekierowanych, 400 moździerzy i 100 rakietowych systemów przeciwpancernych. Zadania te są realizowane na 18 poligonach rozlokowanych w POW. Przy czym szczególną uwagę zwraca się na wykorzystanie bezzałogowych aparatów latających do korygowania ognia (intensywność tych działań wzrosła trzykrotnie w porównaniu do 2015 r.).

fot. mil.ru

W ramach tych przedsięwzięć, jeszcze przed podniesieniem gotowości bojowej, na poligony zdecydowano się przerzucić zestawy rakiet balistycznych „Iskander-M”, samobieżne zestawy artyleryjskie „Chosta”, „Akacja”, „MSTA-B”, „MSTA-S”, „Goździk”, wyrzutnie rakiet niekierowanych „Grad”, „Tornado” i „Uragan”, samochodowe baterie artyleryjskie „Bierieg” oraz brzegowe kompleksy rakietowe „Bastion” i „Riedut”.

Od 25 sierpnia br. ten proces szkolenia kontynuowano na niespotykaną do tej pory skalę. W ciągu kilku tylko godzin rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało o:

  • faktycznym strzelaniu rakietowo-artyleryjskim przeprowadzonym na korwecie Floty Bałtyckiej „Sobrazitielnyj” projektu 20380 o wyporności 2220 ton realizowanym przeciwko celom powietrznym – w tym rakietom przeciwokrętowym. Zadanie zabezpieczone jest przez dziesięć innych jednostek pływających, które w gotowości znajdują się już na Bałtyku w rejonie Zatoki Gdańskiej – w tym mały okręt rakietowy „Gejzer” projektu 1234.1 (o wyporności 730 ton);
  • ćwiczebnych nalotach bombowych i rakietowych na cele naziemne, jakie przeprowadziły samoloty Su-24 i Su-27 z Floty Bałtyckiej;
  • podniesieniu gotowości bojowej w dwóch nieujawnionych jednostkach wojsk powietrzno-desantowych, które na co dzień stacjonują w Kraju Krasnodarskim (stykającym się z Krymem przez Cieśninę Kerczeńską) i w Obwodzie Wołgogradzkim (znajdującego się 100 km od granicy ze wschodnią Ukrainą);
  • wyjściu dyżurnych sił okrętowych w rejony zapasowe z baz Flotylli Kaspijskiej w Astrachaniu i Machaczkale. W sumie w morze wyprowadzono około dziesięciu jednostek pływających – w tym trzy małe okręty rakietowe „Grad Swijażsk”, „Uglicz” i „Wielikij Ustiug” projektu 21631 (o wyporności 1000 ton), które są uzbrojone w rakiety manewrujące systemu Kalibr o zasięgu około 2000 km;
  • podniesieniu gotowości bojowej w jednej z brygad zmechanizowanych POW stacjonującej w Republice Dagestanu. W ramach alarmu do rejonów zapasowych ma być przerzuconych 1500 żołnierzy oraz 200 sztuk techniki wojskowej;
  • rozpoczęciu przebazowania jednostki lotniczej stacjonującej na lotnisku ZOW w Puszkinie koło Sankt Petersburga. Do wylotu przygotowano śmigłowce Mi-8, Mi-24 i Mi-28N, pod którymi podwieszono uzbrojenie rakietowe. Cała operacja była prowadzona pod osłoną podniesionych w powietrze śmigłowców Mi-24;
  • przerzucie jednostek specjalnego przeznaczenia z północno – zachodniej części Rosji do POW. W tym celu rosyjskie, wojskowe lotnictwo transportowe wydzieliło około 20 samolotów Ił-76;

Rosjanie przerzucili do Południowego Okręgu Wojskowego jednostki wojsk specjalnych za pomocą 20 samolotów transportowych Ił-76 – fot. mil.ru

  • wymarszu pododdziałów zmechanizowanych z Republiki Południowej Osetii na poligon „Dzarcemi”. Sprawdzenie objęło około 1000 żołnierzy oraz 200 jednostek techniki wojskowej;
  • przerzuceniu zmotoryzowanej brygady Południowego Okręgu Wojskowego stacjonującej w Czeczenii i Republice Dagestanu na poligony „Dalnyj” w Dagestanie i „Sienowodskoje” w Kraju Stawropolskim. W sumie przebazowano około 8000 żołnierzy oraz ponad 2 tysiące jednostek techniki wojskowej – w tym czołgów T-90A i T-72B3, haubic samobieżnych „MSTA-S” i „Goździk”, wyrzutnie rakiet niekierowanych „Grad”, bojowe wozy piechoty BMP-2, transportery opancerzone BTR-82AM oraz pojazdy kołowe „Mustang”.

O co chodzi prezydentowi Putinowi?

Według resortu obrony manewry rozpoczęte 25 sierpnia br. są jedynie sprawdzianem przygotowania rosyjskiej armii do reagowania na sytuacje kryzysowe. Nie są natomiast etapem mającym doprowadzić do faktycznych działań wojskowych. Oficjalnie polecono więc tylko ocenić gotowość Południowego Okręgu Wojskowego do rozwinięcia się w krótkim czasie oraz „sprawdzić możliwości Zachodniego i Centralnego okręgów wojskowych do skoncentrowania wysiłku na południowo-zachodnim kierunku strategicznym”.

W czasie manewrów polecono m.in. zorganizować polowe, mobilne stanowiska dowodzenia, które wykorzystując różne zautomatyzowane systemy ma zapewnić stały nadzór nad wojskami podczas marszu i transportu.

W trakcie ćwiczeń Rosjanie rozwinęli polowe stanowiska dowodzenia – fot. mil.ru

Wszystko więc pozornie przebiega według znanego już wcześniej standardu z tą różnicą, że całej operacji towarzyszą bardzo dziwnie „zbiegi okoliczności”. Po pierwsze na wschodniej Ukrainie od kilku tygodni swoje działania intensyfikują prorosyjscy separatyści. Dodatkowo w Donbasie pojawiły się według wywiadu ukraińskiego przerzucone z Rosji nowe systemy uzbrojenia – w tym samobieżne zestawy przeciwlotnicze TOR.

Na południowej flance Europy, na Morze Śródziemne nagle wpłynęły dwa okręty Floty Czarnomorskiej, które odpaliły w kierunku Syrii rakiety manewrujące (chociaż takie same uderzenia mogłyby taniej i skuteczniej przeprowadzić rosyjskie samoloty stacjonujące w Syrii i Iranie). Co więcej, wystrzelono tylko trzy rakiety dzięki czemu Rosjanie pod bokiem NATO nadal mają dwie pływające wyrzutnie z trzynastoma pociskami systemu Kalibr o zasięgu ponad 2000 km.

fot. mil.ru

W tym samym okresie, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, na Morzu Śródziemnym miał działać jedyny rosyjski lotniskowiec „Admirał Kuzniecow”. Ostatecznie Rosjanom nie udało się przeprowadzić tego zamierzenia ze względu na zły stan techniczny tego okrętu.

Zaskakuje również rozmach ćwiczeń, które pomimo trudnej sytuacji budżetu obronnego Rosji zakładają np. przerzut jednostek wojskowych transportem morskim, kolejowym i lotniczym na odległość ponad 2000 km oraz wykonanie marszów drogami lądowymi o długości do 550 km.

Dodatkowo Rosjanie starali się do końca utrzymywać tajemnicę o przeprowadzeniu manewrów i to nawet kilka godzin po ich rozpoczęciu. Dezinformacja dotyczyła przede wszystkim dyplomatów wojskowych. Stan gotowości oficjalnie podniesiono o 7.00, oficjalny komunikat ukazał się na stronie resortu obrony o godz. 12.29, ale zgodnie z komunikatem polskiego MON dopiero „W godzinach popołudniowych Ministerstwo Obrony Rosji przekazało informacje na temat podjętych działań attaché Rzeczypospolitej Polskiej, a także innych państw NATO”.

Tymczasem Rosjanie mieli do tego doskonałą okazję wcześniej, ponieważ tego samego dnia zebrali dyplomatów wojskowych z „ponad 50 krajów Europy, Bliskiego Wschodu, Afryki oraz regionu Azji i Pacyfiku” w centrum kongresowo-wystawowym parku „Patriot”.

W momencie rozpoczęcia ćwiczeń Rosjanie zgromadzili zagranicznych wojskowych zajmując problemami wrześniowego forum „Armia-2016” – fot. mil.ru

Dokładnie w dniu wielkich manewrów attaché zostali zaproszeni w zupełnie innej sprawie - by im przedstawić założenia II Międzynarodowego Wojskowo-Technicznej Forum „Armia 2016”, które ma zostać przeprowadzone od 7 do 11 wrześniu br. Kiedy więc rosyjskie wojska przechodziły do pełnej gotowości bojowej, zagraniczni dyplomaci wojskowi zostali poinformowani o „celach Forum, sposobie tworzeniu ekspozycji oraz prowadzenia programów naukowych-biznesowych i dynamiczne. Dowiedzieli się, że w ramach wrześniowej imprezy będą wystawy, pokazy, programy naukowe i biznesowe, a także zbiór imprez patriotycznych oraz kulturalno-artystycznych”.

Natomiast szef Głównego Zarządu Szkolenia Bojowego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej generał-porucznik Iwan Buwalcew „podsumował „Międzynarodowe igrzyska wojskowe 2016” i "rozmawiał o perspektywach ich zachowania w przyszłości”.

Jaka powinna być reakcja NATO na rosyjskie manewry?

Jedyną poważną i nagłośnioną reakcją ze strony NATO była tak naprawdę odprawa zorganizowana przez polskiego ministra Obrony Narodowej z polskimi szefami Dowództwa Operacyjnego RSZ, Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Służby Wywiadu Wojskowego. Informacja o jej przeprowadzeniu natychmiast znalazła się na stronie internetowej resortu obrony, a o przedsięwzięciu powiadomiono również media.

Zdaniem autora artykułu, jeżeli rzeczywiście jest się czego obawiać to taka odprawa nie powinna być zorganizowana w Warszawie, ale w trybie alarmowym w Brukseli. Zagrożenie dotyczyłoby bowiem nie tylko Polski, ale wszystkich państw Paktu Północnoatlantyckiego. Tymczasem zareagował jedynie polski MON, co w Rosji zapewne znowu odczytano jako polski objaw antyrosyjskich nastrojów.

fot. mil.ru

Jeżeli natomiast (jak później stwierdzono w Polsce) - są to standardowe ćwiczenia, nie prowadzące np. do eskalacji sytuacji na wschodniej Ukrainie to reakcją Polski powinna być tylko taka odpowiedź, jaką udzieliła premier Beata Szydło – że wszystko jest pod kontrolą. A jeżeli nawet doszłoby do jakiejś odprawy w MON to nie powinno się jej specjalnie nagłaśniać.

O tym jak jest naprawdę przekonamy się 31 sierpnia br. Dopiero po tej dacie, gdy jednostki zaczną wracać do baz będzie można się przekonać, czy Kremlowi rzeczywiście chodziło tylko o ćwiczenia.

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.