- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Od MiG-ów do Husarzy. Wyboista droga po superbroń
Przy okazji oficjalnego przyjęcia myśliwców 5. generacji F-35A Husarz, prześledźmy drogę pokonaną, abyśmy dzisiaj mogli świętować. A była ona wyboista.
Autor. . Maciej Szopa/Defence24
Superbroń
Przez wiele lat w Polsce nie było samolotu, który można byłoby określić jako „supermyśliwiec”, maszynę dającą przewagę nad potencjalnym przeciwnikiem, której posiadanie można byłoby wykorzystywać propagandowo. Pewną zmianę w tym zakresie przyniosło pozyskanie wyjątkowo urodziwych i dużych jak na Siły Zbrojne RP myśliwców MiG-29. Samoloty te pojawiły się w niewielkiej liczbie pod koniec lat 80. (12 sztuk), a ich flotę udało się rozbudować w latach 90. (samoloty czeskie) i na początku XXI wieku (zużyte samoloty niemieckie) do dwóch eskadr. Pierwszą lotniczą „Superbroń” stanowiły zamówione w 2003 roku F-16C/D Jastrząb. Samoloty te przyleciały do Polski w latach 2006-2008, tworząc trzy eskadry.
Reprezentowały wówczas najnowszy, stworzony we współpracy z wymaganiami strony polskiej standard Block 52+, który przyjął się i został w kolejnych latach wybrany jeszcze przez wielu klientów na świecie. F-16 to oczywiście samolot 4 . generacji, ale polska wersja była od początku klasyfikowana jako „4+”. Podkreślano, że jej sensory i niewielki promień odbicia radiolokacyjnego (około 1 m2) dają mu dużą przewagę nad wszystkim, co 20 lat temu mogli wystawić Rosjanie. Rzeczywiście w pierwszej dekadzie XXI wieku najlepszym rosyjskim myśliwcem był Su-27 w wersji z czasów schyłku ZSRR i jego rówieśnik, myśliwiec przechwytujący MiG-31, stworzony raczej do polowania na wielkie cele w rodzaju bombowca czy samolotu wczesnego ostrzegania.
O tym, jak wartościowy był F-16 w 2010 niech świadczy to, że w tej samej wersji dzisiaj nadal przedstawia dużą wartość bojową, nie mniejszą niż powstała w międzyczasie rosyjska generacja 4+. A na jej bazie Block 52+ ma zostać przeprowadzona modernizacja, która rozszerzy te zdolności w jeszcze większym stopniu.
F-16 przedsionkiem do F-35
Zakup F-16 był komentowany jako zapowiedź późniejszego wejścia Polski do programu myśliwca przyszłości planowanego jako następca F-16 w siłach powietrznych Stanów Zjednoczonych. Chodziło o program Joint Strike Fighter, w wyniku którego powstał ostatecznie samolot F-35A.
Co ciekawe, w 2008 roku Polska otrzymała zaproszenie do programu Joint Strike Fighter, jednak nie skorzystała z niego w wyniku zaniedbań ówczesnych władz i odmowy Ministerstwa Obrony Narodowej (ministrem był wówczas Bogdan Klich).
W ten sposób około roku 2010 Polska miała na stanie siedem eskadr bojowych:
- Trzy na wielozadaniowych F-16C/D (dwie w 31. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach, jedna w 32. BLT w Łasku)
- Dwie na bombowcach Su-22 (w 21. BLT w Świdwinie)
- I dwie na myśliwcach MiG-29 (jedna w 23. BLT w Mińsku Mazowieckim i jedna w 22. BLT w Malborku)
Na przełomie 2013 i 2014 roku, w związku z dramatycznym starzeniem się samolotów konstrukcji sowieckiej, miała zostać podjęta decyzja na temat dalszych kroków w sprawie zakupu nowych samolotów bojowych. Najczęściej wymienianymi kandydatami były dodatkowe F-16 albo przyszłościowy F-35A. Wymiany wymagały szczególnie pilnie Su-22, ale i czas MiG-29 nieuchronnie zbliżał się do końca. Okolice 2018 roku były już bowiem czasem, kiedy zacząć miały kończyć się resursy tych samolotów.
Pieniędzy na nowe samoloty nie znaleziono. W lutym 2014 roku postanowiono zredukować liczbę Su-22 z 32 do 18 sztuk i pozwolić im na dalszą służbę. Jednocześnie padła deklaracja, że „w przyszłości” zostaną zakupione cztery eskadry F-35A z łącznie 64 samolotami. Deklaracja ta zamknęła dyskusje na temat przyszłości polskiego lotnictwa wojskowego.
W 2016 roku Polska oceniała możliwość zakupu używanych F-16 wzorem Rumunii, ale uznano, że tego typu inwestycja jest nieopłacalna. Nikt nie chciał się pozbywać nowszych wersji tych udanych samolotów. A starsze wersje AM/BM uznano za zbyt stare i wymagające zbyt wielkich nakładów modernizacyjnych. Tymczasem rozpocząć miały się przenosiny linii produkcyjnej nowych F-16 z Fort Worth do Greenville, co na lata zawiesiło produkcję F-16, która nawet do dziś nie osiągnęła zakładanej skali produkcji (48 maszyn rocznie).
Mądrzy po szkodzie
Temat nowych samolotów taktycznych pozostawał w zawieszeniu, aż do czasu, kiedy… zaczęły spadać MiGi-29. Te niezwykle zasłużone i lubiane samoloty były zaprojektowane na służbę przez 30 lat i przez ten czas żaden z nich nie uległ poważnemu wypadkowi z przyczyn technicznych. Jeden padł w czerwcu 2016 roku w Malborku ofiarą pożaru na ziemi, a drugi został rozbity w grudniu 2017 roku w wyniku błędu pilota (oba przypadki bez ofiar). Natomiast w lipcu 2018 roku pierwszy polski MiG-29 uległ katastrofie z powodu awarii technicznej. W maszynie zginął pilot, po tym, jak wadliwie zadziałał jego system katapultowania. Kolejny MiG rozbił się z powodu awarii w marcu 2019 roku i spadł cztery minuty po starcie. Tym razem jego pilot przeżył, ale flota po raz kolejny została uziemiona i było jasne, że wielokrotnie odkładany zakup musi wreszcie zostać dokonany. Już w 2018 roku ogłoszono rozpoczęcie programu Harpia, mającego na celu wyłonienie nowego polskiego samolotu bojowego.
"Za głupi na Lightninga"
Informacja o wyborze została ogłoszona na Defence24 Days w maju 2019 roku. Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak zapowiedział zakup 32 samolotów F-35A jako następców MiG-ów-29 w ramach programu Harpia. Decyzja ta, tradycyjnie w Polsce, wywołała wiele kontrowersji. Pojawiły się liczne głosy, że Polska jest krajem zbyt prymitywnym, który nie będzie potrafił wykorzystać potencjału F-35 „w pełni”. Inne mówiły o tym, że samolot jest za drogi w zakupie i eksploatacji. Krytykowano, że nie zakupiono go z offsetem i w wyniku postępowania konkurencyjnego. Wreszcie kwestionowano parametry techniczne, powołując się na – rzeczywiście nadal wówczas występujące – perturbacje programu JSF.
32 maszyny to tylko połowa tego, co Polska miała kupić. Przede wszystkim chodziło więc o szybkie załatanie „dziury” po MiG-ach-29, a nie o pełne zrealizowanie programu. Z tego powodu przed Polską nadal pozostaje dokupienie kolejnych 32 samolotów dla dwóch eskadr.
Co zostało z tych zarzutów? Ówcześni przedstawiciele MON powiedzieli w wywiadzie dla Defence24, że zapewnienie offsetu oznaczałoby podrożenie programu Harpia o miliard USD. 32 polskie samoloty bez infrastruktury i uzbrojenia kosztowały 4,6 mld USD. Nie drożej niż kosztowałby zakup myśliwców europejskich czy F-15. Wyższa w porównaniu z myśliwcami 4. generacji, o około 30 proc., jest nadal cena eksploatacji.
Po wojnach w Iranie i Wenezueli nikt nie kwestionuje jednak zdolności F-35. Wszystko wskazuje też na to, że Siły Zbrojne RP odrobiły lekcje i zdołały opanować samolot. Jest infrastruktura i wyszkolone kadry. Równolegle pojawił się w Polsce system dowodzenia IBCS i inne nowoczesne systemy uzbrojenia. SZ RP nie były więc „zbyt prymitywne”, jak chcieli niektórzy, a ich zdolności absorpcji nowych technologii okazały się wystarczające. Szczególnie że przejście z MiG-ów-21 na F-16C/D było – zdaniem polskich pilotów i personelu technicznego – większym wyzwaniem niż wejście w F-35 z wiedzą nabytą na F-16 (zachodnia kultura techniczna).
Od kontraktu do dostawy
Kontrakt na zakup F-35 został podpisany 31 stycznia 2021 roku. Produkcja pierwszych maszyn rozpoczęła się w roku 2023, a w sierpniu 2024 roku w zakładach w Fort Worth miał miejsce uroczysty rollout pierwszego egzemplarza. Nieco wcześniej ujawniono wyniki konkursu na nazwę samolotu, w którym zwyciężyła propozycja Husarz.
Do końca 2024 roku w bazie Ebbing pojawiły się pierwsze polskie F-35A, a 12 stycznia 2026 roku przyleciała tam ósma i ostatnia maszyna przewidziana do szkolenia polskich pilotów na terytorium Stanów Zjednoczonych. Łącznie wyszkolonych ma tam zostać 24 pilotów, w tym instruktorów i personel naziemny. Potem nauka ma odbywać się już w oparciu o polski system szkolenia.
Zobacz też

Kolejne trzy wyprodukowane dla Polski maszyny ostatecznie dotarły do bazy w Łasku 22 maja 2026 roku.
Kolejne kamienie milowe to ukompletowanie na początku 2027 roku całej eskadry F-35 w Łasku i osiągnięcie przez nią wstępnej gotowości operacyjnej jeszcze w tym samym roku. W 2027 i 2028 roku kolejne maszyny, w tym ósemka z Ebbing, zaczną przylatywać do drugiej bazy w Świdwinie, gdzie obecnie trwają jeszcze prace nad infrastrukturą. Ostateczne ukompletowanie eskadry z 21. BLT powinno nastąpić w roku 2029. W 2030 roku z kolei łaska jednostka F-35A osiągnie pełną gotowość operacyjną. W Świdwinie stanie się to w roku 2032.




WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!