Siły zbrojne

Mi-17 przybyły na amerykańskie cmentarzysko. Z Afganistanu?

Fot. Staff Sgt. Todd Poulio (domena publiczna)
Fot. Staff Sgt. Todd Poulio (domena publiczna)

Do słynnego cmentarzyska samolotów, myśliwców i śmigłowców w amerykańskiej bazie sił powietrznych Davis Monthan zawitały trzy śmigłowce Mi-17. Pentagon jeszcze nie potwierdził, skąd dokładnie pochodzą wiropłaty, jednakże możemy przewidywać, że są to dawne maszyny używane przez Afgańską Armię Narodową. Jeżeli ta teza się potwierdzi, to operacja mogła stanowić element „odzyskiwania” afgańskiego uzbrojenia, którego zakup był finansowany przez USA.

Portal The Drive poinformował, że trzy śmigłowce Mi-17, należące prawdopodobnie do byłej Afgańskiej Armii Narodowej, trafiły 19 listopada na cmentarzysko wycofanych statków powietrznych Davis Monthan-Tucson w stanie Arizona. Na ternie owej bazy rozlokowano 309. Grupę Utrzymywania i Konserwacji – specjalną jednostkę USAF specjalizującą się w przechowywaniu wycofanego do rezerwy sprzętu lotniczego, który w dowolnym momencie może zostać wykorzystany jako dawca części zamiennych do innych maszyn lub wrócić do służby.

Stany Zjednoczone nie podały szczegółów na temat kraju pochodzenia Mi-17, aczkolwiek istnieje wiele poszlak, wskazywanych przez omawiany portal, że mógł być nim właśnie Afganistan. Jedną z nich jest prześledzona droga samolotu transportowego An-124, należącego do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, który w połowie listopada odbył lot pomiędzy ZEA, Uzbekistanem a wspomnianą bazą, z międzylądowaniem w Norwegii i środkowych Stanach Zjednoczonych. Uzbekistan był popularną destynacją dla pilotów, którzy uciekając przed talibami opuścili Afganistan na pokładzie możliwych do pilotażu maszyn. Poza Mi-17 do tej byłej radzieckiej republiki trafiło kilkadziesiąt statków powietrznych – między innymi Cessny 208, A-29B Super Tucano czy nawet UH-60 Black Hawk.

Siły Powietrzne Afgańskiej Armii Narodowej jeszcze przed kilkoma miesiącami posiadały kilkadziesiąt wielozadaniowych śmigłowców Mi-17-V-5. Pochodziły one z zakupu sfinansowanego na początku drugiej dekady XXI wieku przez rząd Stanów Zjednoczonych. Ta decyzja była podyktowana posiadaniem umiejętności pilotażu owej maszyny przez afgańskich lotników oraz prostotą obsługi rosyjskich wiropłatów, co w połączeniu ze świeżo powstającą armią afgańską pozwalało na sprawne i efektywne szkolenie załóg.

Rosyjskie maszyny zakupione za amerykańskie pieniądze i służyły Afgańczykom głównie do zwalczania przestępczości: przemytu, handlu narkotykami czy w kwestiach związanych z bezpieczeństwem (pod egidą Skrzydła Zadań Specjalnych), a w ostatnich miesiącach – w ewakuacji z kraju.

Reklama
Reklama

W późniejszym okresie, a w szczególności po 2014 roku, kiedy to nastąpiła radykalna zmiana stosunków na linii USA-Rosja, doszło do modyfikacji planów Departamentu Obrony USA względem afgańskich sił powietrznych. W 2017 roku do Afganistanu zaczęły trafiać pierwsze z planowanej puli niespełna 60 używanych śmigłowców UH-60 Black Hawk, mających stopniowo wypierać rosyjski sprzęt wojskowy. Ponadto Stany Zjednoczone chciały niejako „nobilitować” afgańskich lotników (na podstawie przeprowadzonej ewaluacji – amerykańscy doradcy zauważyli znaczne postępy w szkoleniu się personelu sił powietrznych), dając im do użytku nowocześniejsze maszyny.

Odbiór przez Stany Zjednoczone afgańskich Mi-17 nie powinien nikogo dziwić. To w końcu USA sfinansowało zakup wiropłatów, więc niejako w obliczu upadku państwa afgańskiego Pentagon mógł zdecydować o losie sprzętu wojskowego (jeśli  było to możliwe). Teraz gdy trzy rosyjskie śmigłowce znajdują się na „cmentarzysku” statków powietrznych, to wciąż otwartym pytaniem pozostaje, co Stany Zjednoczone zrobią z tymi maszynami? Prawdopodobnie należy się spodziewać zagranicznej sprzedaży wiropłatów, na przykład do europejskich użytkowników Mi-8/Mi-17 bądź nawet służby w USAF, chociażby w eskadrach testowych.

Komentarze