Siły zbrojne

Biały Dom nie wie, co się stało z amerykańskim sprzętem w Afganistanie

Fot. U.S. Army/Spc. Edward A. Garibay
Fot. U.S. Army/Spc. Edward A. Garibay

Nie mamy pełnego obrazu tego, co stało się z każdym elementem amerykańskiego wyposażenia wojskowego, które przekazaliśmy wojsku afgańskiemu - powiedział doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta USA Jake Sullivan.

Podczas wtorkowego briefingu prasowego, Sullivan przyznał, że wojsko amerykańskie nie jest w stanie namierzyć "sporej ilości" wartego miliardy dolarów wyposażenia militarnego, które było przeznaczone dla armii afgańskiej. "Natomiast z pewnością spora jego ilość musiała trafić w ręce talibów i oczywiście nie spodziewamy się, że nam je chętnie oddadzą na lotnisku" - dodał.

Armia afgańska znacznie się zmniejszyła w ostatnich dniach podczas konfrontacji z talibami opanowującymi kraj, przez co mogli oni przejąć drony, wojskowe, odporne na miny, samochody terenowe oraz helikoptery Black Hawk - zauważył dziennik "the Independent".

Afgańska Armia Narodowa dysponowała licznym lotnictwem śmigłowcowym i przeciwpartyzanckim, w skład którego wchodziło 19 samolotów przeciwpartyzancych A-29B Super Tucano i 10 przeciwpartyzanckich Cessna AC-208B Combat Caravan, 68 lekkich śmigłowców bojowych MD530F, osiem Mi-25, 39 maszyn rodziny Mi-8, 10 UH-1H, trzy S315 Lama i dziewięć starej wersji Black Hawków UH-60A. Z kolei w skład lotnictwa transportowego wchodziły cztery C-130H Hercules, dwa Y-12, 18 Pilatusów PC-12NG i 24 lekkie Cessny 208 Caravan.

Afgańska Armia Narodowa miała tez na wyposażeniu między 600 a 700 nowoczesnych wozów opancerzonych M1117, 173 transportery M113, tysiąca samochodów Humvee różnych wersji, 165 MRAP-ów MaxxPro, 24. haubice M114 i liczne samochody ciężarowe i terenowe. Do tego dochodzi używany od lat i odziedziczony z wojny z lat 80. sprzęt produkcji sowieckiej.

Według wcześniejszych informacji jeszcze w trakcie aktywnych działań bojowych część tego sprzętu była niszczona w nalotach prowadzonych przez władze USA w pierwszej połowie sierpnia (z pomocą m.in. BSP Reaper, bombowców B-52 i samolotów AC-130 - oczywiście z baz poza terenem Afganistanu). NBC News pisał 12 sierpnia o zniszczeniu m.in. licznych czołgów i haubic D-30 oraz pojazdów MRAP i Humvee, niepotwierdzone informacje mówią też o atakach bombowców B-52 na bazy lotnicze, gdzie pozostał sprzęt lotniczy przejęty przez talibów.

"Black Hawki nie były przeznaczone dla talibów, tylko dla narodowych sił bezpieczeństwa Afganistanu, żeby mogły się bronić. Przekazano je na specjalne życzenie prezydenta Aszrafa Ghaniego, który przybył do Gabinetu Owalnego i poprosił m.in. o dodatkowe wsparcie wyposażenia lotniczego" - tłumaczył Sullivan.

Prezydent Ghani opuścił w niedzielę Afganistan po tym, jak talibowie wkroczyli do Kabulu.

W zeszłym tygodniu islamscy bojownicy przejęli wart miliardy dolarów amerykański sprzęt militarny z lotniska w Kunduzie. Dziennikarz "Bilda", Julian Roepcke, opublikował zdjęcia elementów wyposażenia wojskowego, które trafiło w ręce talibów. Znalazły się tam m.in. drony ScanEagle, bojowe wozy opancerzone MaxxPro, oraz Hummvee, czyli wielozadaniowe pojazdy terenowe.

Były prezydent USA Donald Trump w ostrych słowach ocenił we wtorek sytuację w Afganistanie, twierdząc, że Ameryka nigdy wcześniej nie została tak upokorzona. Trump bronił też zawartej przez niego umowy z talibami.

"Przez wszystkie lata, nasz kraj nie został tak upokorzony. Nie wiem, czy nazwać to porażką militarną, czy porażką psychologiczną, nigdy nie było dotąd tego, co się zdarzyło [w Afganistanie]" - powiedział Trump w wywiadzie dla telewizji Fox News.

Były prezydent twierdzi, że mimo zawartej przez niego umowy z talibami w lutym 2020 r., która wyznaczała datę wycofania wojsk USA z Afganistanu do maja 2021 r., nigdy nie pozwoliłby na dopuszczenie do sytuacji, która jest obecnie. Podkreślił, że w momencie ataku talibów na miasta uderzyłby na nich „z wielką siłą”.

Wyznał też, że wielokrotnie rozmawiał z przywódcą talibów mułłą Baradarem i ostrzegł go, że jeśli zaatakuje Amerykanów, uderzy na jego wioskę. Baradar został wypuszczony w 2018 r. z więzienia na wniosek administracji Trumpa w ramach prób rozmów pokojowych.

"Oczywiście, że trzeba było się spotkać z talibami, z nimi trzeba było negocjować (...) mieliśmy świetną umowę" - stwierdził były prezydent. Przyznał jednocześnie, że talibowie, których ruch powstał w 1994 r., są "dobrymi wojownikami, którzy walczą od ponad tysiąca lat". Jednocześnie źle ocenił stan afgańskich sił, a także byłego prezydenta Ghaniego, którego "nigdy nie lubił" i którego określił mianem oszusta.

Trump ocenił, że chaotyczne wyjście USA z Afganistanu "będzie miało wpływ na relacje Ameryki na przestrzeni dekad".

"Kiedy Chiny oglądają to, są takie szczęśliwe i śmieją się z nas (...)" - powiedział Trump. Powtórzył przy tym swoje nieudowodnione oskarżenia, że ubiegłoroczne wybory prezydenckie zostały sfałszowane, a Chiny "mogły w tym pomóc".

Obecność wojsk USA w Afganistanie była w dużej mierze korzystna dla Chin. Teraz Pekin musi wypracować skuteczne relacje z talibami – ocenił w rozmowie z PAP ekspert z Uniwersytetu Harvarda dr Anthony Saich. Jego zdaniem rząd chiński chce się też upewnić, że talibowie nie udzielą wsparcia Ujgurom w Sinciangu.

Reklama
Reklama

Jego zdaniem o zabiegach na rzecz porozumienia się z talibami świadczy aktywna dyplomacja, w tym lipcowe spotkanie talibskiej delegacji z szefem chińskiego MSZ Wangiem Yi w Tiencinie niedaleko Pekinu. Komentatorzy oceniali je z jednej strony jako przydające prestiżu talibom, a z drugiej – przygotowujące grunt pod oficjalne uznanie ich rządu przez Pekin.

„Głównym interesem Chin jest stabilność w regionie. To może być lepiej zagwarantowane przez reżim talibów. Jednak drugim interesem Pekinu jest upewnić się, że żaden reżim nie udzieli wsparcia, materialnego lub duchowego, islamistycznym grupom w Sinciangu” – ocenił Saich, który jest dyrektorem Centrum Demokratycznych Rządów i Innowacji im. Roya i Lili Ashów na Uniwersytecie Harvarda.

„Jednak dotychczas islamistyczne reżimy nie pomagały raczej Ujgurom w Sinciangu w ich niedoli. Co ważne, nowy reżim (talibów w Afganistanie) sam będzie potrzebował znacznego wsparcia, by odbudować kraj. Wsparcia, którego Zachód raczej nie udzieli, więc takie kraje jak Chiny i Rosja będą dla niego ważne” – ocenił Saich.

Pekin ogłosił, że zależy mu na rozwoju „przyjaznych, dobrosąsiedzkich relacji” z talibami. Po zajęciu przez nich Kabulu chińska ambasada nie przerwała pracy. Chińskie władze wyrażały też skłonność do pomocy w powojennej odbudowie Afganistanu.

Według Saicha przemiany w Afganistanie mogą się okazać korzystne dla Chin, ale niekoniecznie tak będzie. „Myślę, że jest to przede wszystkim zarządzanie gwałtownie zmieniającą się sytuacją. W perspektywie mogą być korzyści, ale są też potencjalne wyzwania” – ocenił ekspert z Uniwersytetu Harvarda.

Komunistyczne władze Chin mierzą się z coraz większą krytyką Zachodu w związku z kampanią zwalczania terroryzmu, separatyzmu i ekstremizmu religijnego w regionie Sinciang na zachodzie ChRL, gdzie znaczny odsetek ludności stanowią Ujgurzy. USA oskarżają Pekin o ludobójstwo i wykorzystywanie pracy przymusowej w tym regionie.

Ateistyczne chińskie władze odrzucają zagraniczną krytykę i przekonują, że stanowcze działania są konieczne, by uchronić Sinciang przed wpływem religijnego ekstremizmu i separatyzmu. Twierdzą też, że prowadzona przez nie kampania wyzwala tamtejszą ludność, w tym kobiety, z okowów islamskiego fundamentalizmu.

Według analityków Pekin obawia się, że zwycięstwo talibów w Afganistanie zachęci do walki innych islamistycznych bojowników w regionie, w tym w Pakistanie, gdzie chińskie interesy są większe. Doszło tam w ostatnich tygodniach do szeregu zamachów na pracujących tam Chińczyków.

Talibowie deklarowali, że pod ich rządami Afganistan nie będzie zagrożeniem dla okolicznych państw. Obiecali szefowi chińskiego MSZ, że nie pozwolą, aby terytorium Afganistanu wykorzystywane było do podważania interesów ChRL. Komentatorzy wyrażali jednak wątpliwości, na ile talibskie władze będą potrafiły kontrolować swoich bojowników.

Komentarze