Strona główna

Rosja: Brygady „Iskanderów” zwiększają moc rażenia - teoretycznie

Fot. mil.ru
Fot. mil.ru

Rosyjskie analizy wykazują, że planowane zwiększenie składu etatowego każdej brygady rakietowej „Iskanderów” pozwoli jej samodzielnie zniszczyć jednym uderzeniem całą dywizję potencjalnego przeciwnika. By to wykonać, Rosjanie muszą jednak znaleźć środki na wprowadzenie nowych rakiet, jak również na zmodernizowanie systemu dowodzenia i wskazywania celów.

Rosyjskie ministerstwo obrony ujawniło, że planowane jest zwiększenie składu etatowego każdej brygady rakietowej wyposażonej w system rakiet „ziemia-ziemia” „Iskander”. Obecnie każda taka brygada składa się z baterii dowodzenia, dywizjonu technicznego, dywizjonu zabezpieczenia oraz z trzech dywizjonów ogniowych. Poszczególne dywizjony ogniowe mają natomiast w swoim składzie dwie baterie liczące po dwie wyrzutnie typu 9P78-1 z dwiema rakietami aerobalistycznymi 9M723 „Iskander-M” lub dwiema rakietami manewrującymi 9M728 „Iskander-K”.

image
Fot. mil.ru

Oznacza to, że rosyjska brygada rakietowa ma w swoim składzie dwanaście wyrzutni 9P78-1, które są w stanie w jednej salwie odpalić 24 pociski. Drugie tyle rakiet znajduje się na dwunastu pojazdach transportowo-załadowczych 9T250. Oznacza to że obecnie pełna jednostka ognia brygady rakietowej „Iskander” to w sumie 48 pocisków.

Teraz Rosjanie chcą dodać do tego składu jeden dywizjon, a więc dwie baterie z czterema wyrzutniami. Liczba rakiet w jednej salwie brygady zwiększy się więc o osiem pocisków, a jednostka ognia do 64. Rosjanie starali się tutaj działać racjonalnie, ponieważ nie zmienili pozostałych składników brygady rakietowej poza dodaniem kolejnych czterech pojazdów transportowo-załadowczych 9T250, jednego dodatkowego punktu przygotowania informacji 9S920, trzech wozów dowodzenia (dywizjonowego i bateryjnych) oraz czterech pojazdów zabezpieczenia.

Co ważne, rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało agencję „Izwiestia”, że proces wzmacniania brygad rakietowych „Iskanderów” już się rozpoczął i objął w ramach eksperymentu kilka takich jednostek. Efekty przeprowadzonej próbnie reorganizacji okazały się na tyle obiecujące, że zapadła decyzja o dodaniu dodatkowych dywizjonów w całych rosyjskich siłach zbrojnych.

image
Fot. mil.ru

Pomimo zwiększonej liczby pojazdów, brygada „Iskanderów” ma dalej zachować swoją wysoką mobilność oraz wszechstronność – wynikającą z dużej gamy dostępnych pocisków oraz głowic. Największe zaniepokojenie wzbudza oczywiście pocisk quasi-balistyczny, który w ostatniej fazie ataku ma manewrować (podobno z przeciążeniami 30g), a ponadto jest wyposażony w moduł walki elektronicznej. Według Rosjan ma on lecieć przez większą część swojego lotu po spłaszczonej trajektorii na wysokości 50 km z taką prędkością (ponad 6 Mach), że zwykłe systemy przeciwlotnicze nie są w stanie go przechwycić. Inaczej działają rakiety manewrujące 9M728 „Iskander-K”, które poruszają się z prędkością poddźwiękową, ale za to na wysokości 6-7 m. Pozwala to wykorzystać nierówności terenu, by ukryć się przed wykryciem stacjami radiolokacyjnymi.

Rosjanie podkreślają, że rozmieszczanie rakietowych brygad „Iskanderów” w rejonach przygranicznych to odpowiedź na zwiększającą się obecność Amerykanów w Europie. Odpowiednio rozmieszczone wyrzutnie mają niwelować tą dodatkową siłę dając możliwość niszczenia celów punktowych i powierzchniowych, a w tym przede wszystkim pozycji systemów antyrakietowych, stanowisk dowodzenia oraz lotnisk. Baterie „Iskanderów” mogą jednak również działać na poziomie taktyczno-operacyjnym i taktycznym wspierając w czasie prawie rzeczywistym działanie własnych wojsk lądowych, lotnictwa i marynarki wojennej (w tym podobno mając możliwość zwalczania poruszających się jednostek nawodnych).

image
Fot. mil.ru

Oczywiście, wymaga to odpowiedniego systemu wskazywania celów, ale i tu Rosjanie twierdzą, że w tym roku dokonano swoistej rewolucji. Poza stałym rozpoznaniem satelitarnym oraz lotnictwem rozpoznawczym zaczęto bowiem ćwiczyć wykorzystanie bezzałogowych aparatów latających typu „Orłan-10”. Co więcej, uznano, że mają one zapewnić brygadom rakietowym „Iskander” możliwość działania w pełni autonomicznego. Może to oznaczać, że pododdziały dronów wejdą na stałe w skład nawet poszczególnych dywizjonów przekazując informację w czasie rzeczywistym do ich wozów dowodzenia i kierowania. Sprawa jest o tyle interesująca, że Rosjanie chcą swoimi dronami nie tylko wskazywać cele, ale również przekazywać wyniki ataków.

Jedynym ograniczeniem w tego rodzaju współdziałaniu są stosunkowo niewielkie możliwości dronów „Orłan-10”. Ich promień lotu przy naprowadzaniu z ziemi (do 120 km) jest bowiem pięciokrotnie mniejszy od deklarowanego obecnie zasięgu samych rakiet „Iskander”. Specjaliści wątpią również w odporność tego typu bezzałogowych aparatów latających na działanie nowoczesnych systemów walki elektronicznej, które nie tylko są w stanie namierzyć rosyjskiego drona, ale również zakłócić jego system nawigacyjny i łączności.

Rosjanie idą jeszcze dalej, ponieważ chwalą się stosowaniem dla potrzeb „Iskanderów” również małych dronów – kwadrokopterów. Ich zasięg jest jednak już tak niewielki, że prawdopodobnie ich wykorzystanie zostanie ograniczone jedynie do bezpośredniej ochrony własnych stanowisk ogniowych – a wiec wyłącznie do działań ochronnych. Rosyjscy wojskowi mają podobno stosować kwadrokoptery np. podczas przemarszu i zajmowania pozycji bojowych. Wspomina się także o wyposażeniu tych małych dronów w systemy rozpoznania radioelektronicznego, co ma ułatwić wykrywanie grup dywersyjnych wykorzystujących środki łączności w pobliżu rozwiniętych baterii.

image
Fot. mil.ru

Jak na razie wiadomo jednak tylko o jednym przypadku wykorzystania kwadokopterów do zabezpieczenia działań brygad rakietowych „Iskander-M”. Takie współdziałanie sprawdzono w czasie jednego z ćwiczeń na Zabajkale, w których wzięły udział jednostki rakietowe Wschodniego Okręgu Wojskowego. Kwadrokoptery wykorzystywano wtedy jednak nie do ochrony, ale do wyszukiwania odpowiednich pozycji ogniowych dla przemieszczających się wyrzutni z rakietami.

Niewątpliwym ułatwieniem we współpraca z różnego rodzaju źródłami wskazywania celów było deklarowane w tym roku przez Rosjan podłączenie brygad „Iskanderów” do utajnionej sieci przekazywania danych ZSPD – czyli tzw. „wojskowego Internetu”. Ma to pozwalać na działanie w czasie rzeczywistym, a także na „spłaszczenie” systemu dowodzenia, które przestałoby być hierarchiczne. Poszczególne brygady, dywizjony i nawet baterie mogłyby być bowiem nadzorowane nie tylko przez własne stanowiska dowodzenia, ale nawet przez Centrum Zarządzania Obroną Narodową w Moskwie i centra kierowania znajdujące się w bezpośredniej styczności z nieprzyjacielem.

I znowu problemem jest określenie, czy chodzi tu jedynie o deklarację możliwości, czy też o rzeczywiście wprowadzone rozwiązanie. Jak na razie wiadomo oficjalnie, że testy współdziałania w ramach „wojskowego Internetu” przeprowadzono tylko raz na jesieni tego roku w jednej z brygad rakietowych Zachodniego Okręgu Wojskowego. Znając rosyjskie problemy budżetowe może to znowu oznaczać, że są możliwości, ale nie ma środków na ich szybkie wdrożenie.

Zresztą z zasady patrząc na najnowsze deklaracje Rosjan należy pamiętać, że rzeczywiste dane taktyczno-techniczne systemu „Iskander-M” są znane tylko rosyjskim wojskowym. To oni np. jako jedyni wiedzą więc, jaki jest tak naprawdę zasięg pocisków wystrzeliwanych przez ten system. Wcześniej Rosjanie deklarowali, że w żadnym przypadku odległość rażenia przez nie celów nie jest większa niż 500 km. Nie wynikało to jednak z faktycznych możliwości samych pocisków, ale z konieczności pozornego trzymania się ograniczeń traktatu INF.

Teraz Rosjanie nie muszą już ukrywać rzeczywistych osiągów i prawdopodobnie niedługo dowiemy się, że rakiety aerobalistyczne mogą razić cele na odległości nawet 700 km, a rakiety manewrujące mają ten sam zasięg jak pociski typu 3M-14 wykorzystywane w okrętowym systemie „Kalibr” – a więc większy niż 2000 km. I zresztą nie należy się temu dziwić biorąc pod uwagę rozmiary pojemnika transportowo-startowego TPK rakiet „Iskander-K”, który jest wystarczająco szeroki i długi (około 8,92 m) dla rakiet 3M-14.

Trudno jest także sprawdzić rzeczywiste możliwości różnego rodzaju głowic, które według Rosjan mają być do dyspozycji ich baterii rakietowych. W systemie „Iskander” głowice te nie są wymienne (tak jak np. w starszym systemie „Toczka”), ale zamontowane na stałe – automatycznie ustalając przeznaczenie danej rakiety 9M723. Poza klasycznymi – odłamkowo-burzącymi oraz kasetowymi (do niszczenia celów powierzchniowych) mają wśród nich być również ładunki penetrujące dla pocisków niszczących bunkry podziemne o grubych betonowych stropach oraz obiekty infrastruktury przemysłowej i transportowej.

image
Fot. mil.ru

Nieznana jest również szybkość działania systemu rakietowego od momentu wskazania celu do wystrzelenia rakiety. Tutaj Rosjanie niezamierzenie przyznali się do ograniczeń w tej domenie chwaląc się podłączeniem „wojskowego Internetu”. Okazało się bowiem wtedy, że dane o celach „wcześniej” (a więc obecnie) przebywały stosunkowo długą (jeżeli chodzi o czas) drogę przed wprowadzeniem ich do rakiety. Musiały one bowiem wcześniej przejść przez poszczególne szczeble dowodzenia do dywizjonowego pojazdu kierowania, na którym obliczono charakterystykę lotu rakiety (w tym: współrzędne celu, trajektorię lotu pocisku, czas rozpoczęcia pracy silników marszowych, a także moment i wysokość zainicjowania wybuchu).

Dane te dopiero później były przekazywane drogą radiową lub przewodową na stanowisko kierowania baterii i do wyrzutni. Samo odpalenie pocisku nastąpiło jednak dopiero po przesłaniu rozkazu do startu – znowu z zachowaniem hierarchii i dotychczasowej drogi przez poszczególne szczeble dowodzenia. Dopiero „wojskowy Internet” ma pozwolić na wyeliminowanie poziomów brygady i dywizjonu oraz wskazywać cele np. bezpośrednio przez systemy kierowania znajdujące się na linii frontu lub w jakie mają być wyposażone grupy specjalne. Problem polega na tym, że znajdujący się tam specjaliści w ogromnej większości nie mają do tego odpowiedniego sprzętu i wyszkolenia.

Ostrożnie należy także podchodzić do informacji o wzmacnianiu już istniejących struktur brygadowych nowymi rakietami. Jak na razie Rosjanie muszą bowiem zgodnie z planem wycofać ze służby operacyjnej do końca 2020 roku kompleksy „Toczka-U”. Potrzebne są więc nie nowe dywizjony, ale całe brygady, co jest i tak dużym wyzwaniem biorąc pod uwagę coraz większe ograniczenia finansowe rosyjskiego ministerstwa obrony oraz potrzeby w innych dziedzinach. Może się więc zdarzyć, że sprawdzona już nowa struktura będzie wprowadzana później, albo nigdy.

Jeżeli bowiem Rosjanie wprowadzą zapowiadany od dawna sieciocentryczny system dowodzenia, to wtedy sztywny podział brygadowy i dywizjonowy przestanie mieć jakikolwiek sens podczas działań bojowych (będzie wykorzystywany tylko w czasie codziennego funkcjonowania jednostek wojskowych w czasie pokoju). Wtedy nie będą potrzebne nowe dywizjony, a jedynie wyrzutnie rakietowe w dowolnym miejscu i czasie włączające się do „chmury dowodzenia”. I rosyjscy analitycy wojskowi na pewno mają tego pełną świadomość.

Komentarze