Przemysł Zbrojeniowy

Świdnik o planach na przyszłość. Bez Sokoła? [KOMENTARZ]

Fot. Juliusz Sabak/Defence24.pl.
Fot. Juliusz Sabak/Defence24.pl.

Schyłkowość i niemożność utrzymania floty śmigłowców Sokół w perspektywie średnio- i długoterminowej […] wymaga nowego rozwiązania -  przekonuje PZL Świdnik w oświadczeniu polemizującym z alarmistyczny informacjami, pochodzącymi np. od związków zawodowych. Podkreślana jest też dobra sytuacja spółki i udział koncernu Leonardo w tym sukcesie, jednak nie odniesiono się w żadne sposób do informacji o redukcji zamówień, koncentrując się na świetnych wynikach sprzed pandemii COVID-19.

Oświadczenie PZL-Świdnik, które miało być uspokajającym sygnałem o dobrej sytuacji spółki, nie mityguje kontrowersji, ale raczej rodzi nowe. Co prawda pojawiają się tu okrągłe zapewnienia o tym, że – przemysłowa i finansowa pozycja PZL-Świdnik oraz jej długoterminowa strategiczna rola są niepodważalne. Wszelkie uwagi, że przyszłość Spółki jest zagrożona, nie znajdują odzwierciedlenia w faktycznej sytuacji i podejmowanych działaniach, które mają na celu zmierzenie się z obecną nieprzewidzianą sytuacją pandemiczną. Jednocześnie jednak brakuje konkretów, wykraczających poza stwierdzenie, że – Opiera się to na mocno uzasadnionym znaczeniu istniejących programów przemysłowych, a także na nowych możliwościach obecnie dyskutowanych z odpowiednimi organami krajowymi.

W zasadzie najbardziej rzucającym się w oczy elementem, sprzecznym jak się zdaje ze stwierdzeniem o „mocno uzasadnionym znaczeniu istniejących programów przemysłowych, jest obszerna wypowiedź którą można skwitować krótko – nie ma szans na wsparcie eksploatacji Sokoła, niezbędne jest wyłonienie jego następcy oferowanego przez Leonardo Helicopters, właściciela PZL-Świdnik, co pozwoli „utrzymać Polskę na czele technologii wiropłatów.”

Należy zauważyć, że etap cyklu życia, schyłkowość i niemożność utrzymania floty śmigłowców Sokół w perspektywie średnio- i długoterminowej przy ograniczeniach wydajności przemysłowej, wymaga nowego rozwiązania, aby utrzymać Polskę na czele technologii wiropłatów.
[…]
Ponadto PZL-Świdnik jest gotowy zapewnić wyjątkowy, długoterminowy i bardziej stabilny know-how, zdolności i możliwości zatrudnienia, a także przynoszący znaczne korzyści gospodarce kraju i jego bezpieczeństwu - program przemysłowy, dzięki propozycji wymiany śmigłowców Sokół i Mi-2. W tym uwzględnia się także rozwój lokalny, produkcję przemysłową, montaż, indywidualne dostosowywanie do wymagań zamówień i wsparcie w całym cyklu życia nowych typów śmigłowców z najwyższym poziomem lokalnego zaangażowania przemysłowego.

Fragment oświadczenia PZL-Świdnik

Deklaracja ta jest o tyle niepokojąca, że śmigłowców należących do rodziny W-3 Sokół w polskich siłach zbrojnych, Policji, Straży Granicznej czy TOPR jest łącznie ponad 60. W piśmie wystosowanym przez Związek Zawodowy Inżynierów i Techników w PZL-Świdnik pojawiły się informacje o tym, że nie jest planowana modernizacja wojskowych Sokołów, zapowiadana od dwóch lat. Jest to prawdopodobnie związane z brakiem działań w kwestii pozyskania przez PGZ zakładu w Zakładu Napędów w Rzeszowie należącego do Pratt&Whitney, który jest jedynym producentem silników i przekładni głównych do Sokoła.

Oświadczenie PZL-Świdnik w zasadzie potwierdza tą informację, poszerzając ją o brak możliwości wsparcia eksploatacji w średnim i długim terminie. Realnie więc, całej flocie maszyn Sokół, Anakonda i Głuszec grozi sukcesywna kanibalizacja i uziemienie.

Taki stan rzeczy może potwierdzać pojawienie się nagle dialogu technicznego w programie śmigłowca wielozadaniowego Perkoz, który był dotąd postrzegany jako następca wiekowych Mi-2, jednak obecnie może jawić się jako unifikacja i zastąpienie całej floty lekkich maszyn dwusilnikowych w siłach zbrojnych. Do czego wprost odnosi się PZL-Świdnik, pisząc o „propozycji wymiany śmigłowców Sokół i Mi-2”. Mając świadomość wieku i wad obu tych maszyn w zasadzie powinienem przyklasnąć takiej decyzji.

Jednak znając kondycje finansową i potrzeby sił zbrojnych można obawiać się, że Polska jako państwo może nie udźwignąć jednocześnie wymiany około 100 lekkich śmigłowców na nowe maszyny Perkoz, pozyskania dwóch eskadr śmigłowców uderzeniowych Kruk i programu Harpia, w którym zakup już został dokonany. Nie wspominając o innych pilnych zakupach rzecz jasna.

W oświadczeniu spółka pisze, że ma solidny plan na przyszłość, opierający się nie tylko na istniejących programach, ale też na "nowych możliwościach dyskutowanych z odpowiednimi zakładami krajowymi". Powstaje więc pytanie - czy i w jakim zakresie dalsze, długofalowe utrzymanie PZL-Świdnik jest wprost zależne od skierowania do tej spółki nowych, dużych zamówień w programie Perkoz, "wymuszonych" w pewien sposób rezygnacją ze wsparcia W-3.

PZL-Świdnik ma solidny plan na przyszłość, wspólny ze związkami zawodowymi, gotowy do realizacji i mający na celu silny wkład w przyszły wzrost gospodarczy kraju, działając w sektorach lotnictwa, obrony i bezpieczeństwa, które są głównym motorem bogactwa narodowego, konkurencyjności i zatrudnienia. Opiera się to na mocno uzasadnionym znaczeniu istniejących programów przemysłowych, a także na nowych możliwościach obecnie dyskutowanych z odpowiednimi organami krajowymi.

Oświadczenie PZL Świdnik

W odniesieniu do istniejących programów, spółka wspomina o AW101, jako "kluczowym" dla Marynarki Wojennej, ale i programie Kondor.

Spółka mimo doniesień o braku zamówień stawia swoją sytuację w optymistycznym świetle: 

Nie uwzględniając efektów koronawirusa, wyniki Leonardo w pierwszym kwartale br. były niezwykle dobre i, wykluczając ewentualne dalsze blokady, oczekuje się dobrych rezultatów w wyniku podjętych działań naprawczych, w drugiej połowie roku. Przekłada się to również na polską działalność przemysłową. 

Fragment oświadczenia PZL-Świdnik

Jak informują związkowcy faktycznie pierwszy kwartał był w PZL-Świdnik bardzo udany, zakończony realizacją ¼ planowanych rocznych zamówień. Jednak skończył się przed uderzeniem pandemii, powodującym jak informował Piotr Sadowski, Przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników w PZL-Świdnik, redukcję zamówień o połowę, co oznacza na dzień dzisiejszy, że wykonanie planu kwartalnego przerodziło się w realizację w I kwartale połowy rocznych zamówień. Zamówień pochodzących w znacznej mierze od innych firm niż macierzyste Leonardo Helicopters. Jeśli ta sytuacja się nie zmieni, to nie pozostanie bez wpływu na funkcjonowanie zakładu, który już zmniejszył czas pracy i pensje o 1/5, oraz przestał płacić za nadgodziny.

Nawet jeśli kondycja włoskiego koncernu będzie bardzo dobra, to inni kontrahenci mogą nie mieć tyle szczęścia. Może to oznaczać dla PZL-Świdnik dalsze redukcje czasu pracy a w perspektywie również zatrudnienia. Tak więc oświadczenie, które miało uciszyć plotki i dać tamę spekulacjom, odnosi moim zdaniem efekt zgoła odmienny. Jest to szczególnie problematyczne w sytuacji gdy dotyczy to nie tylko przyszłości samego zakładu, ale też wsparcia eksploatacji kluczowego systemu uzbrojenia, produkowanego przecież w tej firmie. 

Komentarze