- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
Polski przemysł obronny: jak „odzyskać” wielkie wydatki na armię?
Prawdopodobnie żadna polityka publiczna w Polsce nie zaliczyła takiej zwyżki inwestycyjnej jak polityka obronna po 2022 r. Jak spowodować, by nakłady na obronę stały się inwestycją przynoszącą zwrot? Na to pytanie odpowiada Michał Dworczyk, eurodeputowany (ECR), w przeszłości wiceminister obrony oraz szef KPRM, zajmujący się problematyką bezpieczeństwa i wsparcia Ukrainy.
Autor. Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych / X
Dzięki wcześniejszym decyzjom o odwróceniu decyzji dotyczącej redukcji liczebnej polskiej armii i przyspieszeniu działań modernizacyjnych, nasz budżet obronny wzrósł w tym czasie z poziomu ok. 2,4% PKB do planowanych 4,8% PKB w bieżącym roku. Choć struktura tych wydatków jest niezadowalająca – zbyt dużą część stanowią świadczenia osobowe (dziedzictwo modelu armii zawodowej wprowadzonego w 2008 r.) czy koszty obsługi zadłużenia – mamy do czynienia z poważną zmianą w redystrybucji.
Z uwagi na zmiany w środowisku bezpieczeństwa RP, na czele z agresywną rosyjską polityką i realnym zagrożeniem wojną, a także innymi kryzysami bezpieczeństwa, wysoki poziom wydatków na obronność i bezpieczeństwo zostanie z nami na dłużej. Spotykają się one z akceptacją większości społeczeństwa i klasy politycznej, gdyż niepodległość i przetrwanie są wartością fundamentalną. Nie jesteśmy jednak pierwszym państwem w historii w podobnej sytuacji. Naszym obowiązkiem jest zadanie sobie pytania, czy poza bezpieczeństwem naszej wspólnoty możemy jeszcze uzyskać jakiś zwrot z tej wielkiej, strategicznej inwestycji? Tak, podstawowym źródłem tego zwrotu powinien być polski przemysł zbrojeniowy.
Zbrojeniówka, sektor trudny, niewdzięczny i niezbędny
Źródłem tworzenia przez państwa nowożytne rozwiniętych przemysłów zbrojeniowych są oczywiście potrzeby wojenne. Jeśli chcesz być pewny dostępu do amunicji czy artylerii w odpowiedniej liczbie, jakości i czasie, musisz liczyć na siebie. Jednocześnie, jak większość sektorów gospodarki, tak i w tym pojawiały się kolejne liczne specjalizacje, wyczerpująca konkurencja technologiczna czy innowacje, tworzone zarówno w państwowych, jak i prywatnych ośrodkach badawczo-rozwojowych.
Jednocześnie, co charakteryzuje ten sektor, potencjalnych klientów na jego specyficzne produkty nadal jest stosunkowo niewielu i są powiązani z państwem. Tworzy to niewdzięczną sytuację, w której z jednej strony potrzebna jest intensywna konkurencja, zarówno w wymiarze produktowym, jak i cenowym, a z drugiej strony stałe i proaktywne wsparcie państwa – zarówno przy tworzeniu popytu wewnętrznego, jak i wspieraniu wysiłków eksportowych. Bez odpowiedniego poziomu eksportu nie da się zresztą utrzymać odpowiedniej konkurencyjności sektora zbrojeniowego.
Warto spojrzeć na przykłady państw uchodzących za prowadzące efektywną politykę obronną, dysponujących zarówno rozwiniętymi siłami zbrojnymi, jak i silnym sektorem zbrojeniowym. W przypadku Izraela w 2024 roku relacja budżetu obronnego do poziomu eksportu krajowej zbrojeniówki wynosiła 46,5 do 14,8 mld USD. W przypadku Francji analogiczny współczynnik wynosił 65,3 do 25,1 mld USD. W przypadku Polski w tym samym roku analogiczny współczynnik wyniósł jedynie 38 do 2,7 mld USD i to pomimo zawarcia rekordowego kontraktu na dostawy armatohaubic „Krab” Ukrainie. Oczywiście, przyczyny stosunkowej słabości polskiej zbrojeniówki są wieloaspektowe i wynikają z licznych zaniedbań w przemysłowym rozwoju Polski od początku lat 90-tych. Należy jednak wdrożyć długoterminową strategię, która pozwoli zmienić ten stan rzeczy, podobnie jak uczyniła to w ciągu ostatnich trzech dekad Turcja czy Korea Południowa.
Rząd ma narzędzia, ale nie wie gdzie
Zbrojeniówka jest i pozostanie sektorem regulowanym przede wszystkim poprzez popyt ze strony państwa. Jeżeli ma więc stać się istotnym elementem naszego modelu rozwojowego, rząd – niezależnie od zmian politycznych – musi mieć odpowiednią skrzynkę z narzędziami, dzięki którym będzie mógł wspierać rozwój krajowych przedsiębiorstw i liczyć, że przyciągną one kapitał prywatny. Ubiegłoroczne sukcesy biznesowe przedsiębiorstw zbrojeniowych, zarówno tradycyjnych jak Rheinmetall i Leonardo, czy stosunkowo młodych jak Tekever czy Palantir, pokazują, że biznes postrzegany niegdyś z dużą dozą ostrożności, stał się atrakcyjny. Dotyczy to również naszego regionu, wystarczy spojrzeć na wyniki polskiej Grupy WB czy czeskiej grupy CSG.
Czego potrzebujemy, żeby spróbować powtórzyć te sukcesy i uczynić ze zbrojeniówki nowy motor napędowy polskiej gospodarki? Przede wszystkim uznać, że rozwój sektora to nie tylko sprawa dla wojskowych. Zbrojeniówka może być wspólną inwestycją wszystkich Polaków, którzy zyskają nie tylko bezpieczeństwo, ale również źródło nowych dochodów z podatków, wysokowartościowych miejsc pracy czy innowacji technologicznych.
Autor. Łukasz Zając/Defence24
Polska potrzebuje Strategii Rozwoju Przemysłu Obronnego, uchwalonej i egzekwowanej na poziomie rządowym. Powinna ona wyznaczać priorytety polityczne tak różnym instytucjom, jak Siły Zbrojne RP, pozostałe służby mundurowe, resorty gospodarcze czy instytuty badawczo-rozwojowe i uczelnie. Musi być ponadresortowa i wyznaczać mierzalne cele rozwojowe zarówno dla wojska, administracji, przemysłu, jak i nauki. To poważne wyzwanie w państwie, w którym armia wciąż funkcjonuje trochę jak za słusznie minionego ustroju, w separacji od reszty państwa.
Ministerstwo Obrony Narodowej i Siły Zbrojne RP muszą wprost zostać zobowiązane do wsparcia krajowego sektora zbrojeniowego, rozwoju nowych produktów i zabiegania o jego interesy w Polsce i za granicą. Agencja Uzbrojenia nie może skupiać się wyłącznie na zakupach, powinna również dbać o to, aby to polskie firmy wytwarzały uzbrojenie, którego polska armia (i sojusznicze) będą chciały używać w perspektywie dekady. Nie mówiąc już o resortowym budżecie na działalność badawczo-rozwojową, który obecnie wynosi 0,5%. We wspomnianej już Francji ten sam współczynnik jest kilkunastokrotnie większy.
Trudno w skoordynowany sposób rozwijać sektor, który nie posiada jasnej listy celów i środków, którymi chcemy je osiągać, zaś główny konsument nie poczuwa się w obowiązku, aby go specjalnie wspierać.
Potrzebne zasoby
Zakładając jednak, że zmienilibyśmy ten stan rzeczy, potrzebujemy odpowiednio przygotowanych zasobów. Dotychczas Polska tworzyła specjalne fundusze celowe w dziedzinie bezpieczeństwa, tylko w celu bezpośredniej konsumpcji, np. kupowania uzbrojenia lub wydatkowania środków na usługi związane z ochroną ludności.
Jeżeli zidentyfikujemy pola, na których możemy odnieść sukces lub gdzie szczególnie potrzebujemy niezależności technologicznej, powinniśmy dysponować Funduszem Wsparcia Przemysłu Obronnego. Mógłby on dysponować rozwiniętą ofertą działań wspomagających różnej wielkości przedsiębiorstwa – od PGZ i WB przez średnie i małe po początkujące start-upy. Jeżeli zintegrujemy w jego ramach obecnie rozproszone środki z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, poszczególnych bytów w ramach Polskiego Funduszu Rozwoju, programów unijnych, Funduszu Bezpieczeństwa i Obrony, rozmaitych dróg finansowania dłużnego – to zyskamy potężny wehikuł. Będzie mógł on wypełniać zarówno cele w zakresie bezpieczeństwa państwa, biznesowe, jak i technologiczne. Z czasem, stosunek wielkości naszego budżetu obronnego do poziomu eksportu krajowej zbrojeniówki może stać się znacznie bardziej korzystny.


WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner