- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
GCAP zagrożony? Wahanie Japonii
Program załogowego samolotu bojowego 6. generacji Global Combat Air Programme (GCAP) do tej pory rozwijał się bardzo dobrze, pozostawiając w tyle konkurencyjny program europejski. Obecnie jednak stanął pod znakiem zapytania. Wszystko z powodu problemów Wielkiej Brytanii.
Autor. 防衛装備庁 (航空自衛隊撮影) - X-2(先進技術実証機)の初飛行結果について 防衛装備庁ホームページ (CC BY 4.0)
Program GCAP narodził się na Wyspach Brytyjskich jako Tempest, a bezpośrednią tego przyczyną było wyrzucenie Londynu z europejskiego programu FCAS/SCAF (Future Combat Air System). Podczas gdy Francja i Niemcy zdołały dokooptować do swojego przedsięwzięcia tylko Hiszpanię i Belgię jako obserwatora, Brytyjczycy zdołali zainteresować swoją koncepcją Włochy i Japonię. Ta ostatnia porzuciła dla niego własny program samolotu przyszłości F-X.
Obecnie jednak nad programem pojawiają się czarne chmury. Na brytyjskie programy obronne brakuje obecnie 28 mld GBP, a zatem niemal 40 mld USD. Czy oznacza to oszczędzanie na programie GCAP? Niekoniecznie. Ale zapowiadany brytyjski Plan Inwestycji Obronnych nadal nie został podpisany. A w nim właśnie znajdowały się środki na brytyjską część prac nad rozwojem programu GCAP dla firmy Edgewing. Firma ta to joint venture stworzone specjalnie w celu budowania załogowego samolotu programu GCAP. Brak finansowania oznaczałby zatrzymanie całego procesu jego powstawania, co z kolei pod znakiem zapytania postawiłoby planowany termin wdrożenia GCAP-a do służby w roku 2035.
W dramatycznych okolicznościach udało się zorganizować finansowanie prac Edgewing na trzy miesiące. To – bagatela – równowartość ponad 900 mln USD. Jeżeli Plan nie zostanie jednak uchwalony po tym czasie, istnieje zagrożenie, iż prace znowu staną i pojawi się opóźnienie.
Zobacz też

Japonia tymczasem była uważana za wielkiego zwolennika programu GCAP. Po nieudanych próbach zakupu F-22 Raptor od USA (15 lat temu) i przeprowadzeniu późniejszego programu demonstratora technologii myśliwca przyszłości ATD-X (z samolotem Mitsubishi X-2 Shinshin), Tokio najwyraźniej doszło do wniosku, że samodzielnie nie zdobędzie kompetencji do budowy zaawansowanych technicznie samolotów bojowych, mimo że prowadzono własny program F-X.
Kierunek amerykański, ze względu na politykę Waszyngtonu, był zamknięty; w przypadku F-35 udało się uzyskać jedynie lokalną montownię tych samolotów. Wspólne tworzenie KF-X z Republiką Korei nie wchodziło w grę ze względów politycznych, turecki program był mało zaawansowany i egzotyczny, zaś FCAS/SCAF z założenia miał być programem europejskim.
Brytyjski program z europejskimi technologiami lotniczymi w pakiecie, w tym dotyczącymi silników i awioniki, był w tej sytuacji więc wymarzony dla Japończyków. Obecne zagrożenie brytyjskiego finansowania może jednak zmienić tę sytuację. Brak dotrzymania terminów to dla Japonii nie tylko zły interes. To także doprowadzenie do sytuacji, w której japońskie F-15 i Mitsubishi F-2 (samoloty na bazie F-16) wraz z F-35 będą musiały mierzyć się z chińskimi samolotami 5., a być może nawet 6. generacji. Dla Tokio jest to niedopuszczalne także ze względu na chińską przewagę liczebną.
Tymczasem Stany Zjednoczone pod przewodnictwem prezydenta Trumpa zrewidowały swoje podejście do sprzedaży samolotów bojowych. W przeciwieństwie do F-22, F-47 NGAD ma być dostępny dla ich najbliższych sojuszników, przy czym w szczególności wymienia się Australię, Wielką Brytanię i właśnie Japonię. Program NGAD cieszy się dzisiaj dobrym finansowaniem i jest prowadzony w sposób zdecydowany i konsekwentny. Oblot tego samolotu załogowego może nastąpić nawet w 2028 roku. A zatem jest to alternatywa niezwykle kusząca. Prezydent Trump otwarcie powiedział, że Tokio będzie mogło zakupić „zubożony wariant eksportowy” F-47, podkreślając jednocześnie, że będzie to i tak najlepsza dostępna maszyna na świecie.
Pojawiła się więc alternatywa obliczona, być może celowo, na rozbicie konkurencyjnego przedsięwzięcia GCAP. Czas pokaże, czy do tego dojdzie. I czy nie okaże się, że zamiast konkurować, F-47 i GCAP powstaną jako zdolne do wzajemnej współpracy, wyspecjalizowane platformy załogowe. Biorąc pod uwagę przyszłe sieciocentryczne pole walki z wieloma komunikującymi się jego uczestnikami, wydaje się to mieć sens.



WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!