Polityka zagraniczna i bezpieczeństwa Bidena – zmiana czy kontynuacja? [ANALIZA]

12 listopada 2020, 10:03
50540784401_d4e3ee3669_c (1)
fot. Adam Schultz / Biden for President / flickr / CC ND NC 2.0.

Wraz z niemal pewnym wyborem Joe Bidena na prezydenta Stanów Zjednoczonych pojawia się pytanie o kierunki polityki nowej administracji. O ile Amerykanie zastawiają się nad priorytetami polityki wewnętrznej, chociażby fiskalnej czy społecznej, reszta świata próbuje zgadnąć w jakim kierunku pójdą Stany Zjednoczone na arenie międzynarodowej, która staje się – wcale nie za sprawą Trumpa – chaotyczniejsza, bardziej podzielona i wielobiegunowa niż jeszcze kilkanaście lat temu.

Co do szczegółów polityki Bidena względem spraw międzynarodowych, bezpieczeństwa i obronności to poznamy je oczywiście dopiero, gdy Biden formalnie zostanie prezydentem, a także wybierze swoich współpracowników. Mowa tutaj o stanowiskach sekretarza stanu, sekretarza obrony oraz doradcy ds. bezpieczeństwa. Przewiduje się, że wiele stanowisk obejmą ludzie pracujący wcześniej w administracji Obamy. W tej chwili spekuluje się, że największe szanse na stanowisko sekretarza obrony ma Michele Flournoy, zdobywająca doświadczenie w administracji Clintona jako zastępca podsekretarza obrony ds. strategii, a w administracji Obamy jako starszy doradca sekretarza obrony.

Antony Blinken z kolei jest wymieniany jako główny kandydat na doradcę Bidena ds. bezpieczeństwa. Blinken od lat pełnił przy Bidenie taką funkcję, a także wspierał jego kampanię w 2008 roku. W administracji Baracka Obamy był zastępcą doradcy ds. bezpieczeństwa, a następnie zastępcą sekretarza stanu. Wśród potencjalnych członków administracji Bidena wymienia się także takie osoby jak Susan Rice, w latach 2009-2013 ambasador Stanów Zjednoczonych przy ONZ, a później doradca d.s bezpieczeństwa Obamy. Brana była pod uwagę jako wiceprezydent Bidena (ostatecznie zastąpiona przez Kamalę Harris). To również Bill Burns, w administracji Obamy zastępca sekretarza stanu. Innym doradcą ds. bezpieczeństwa jest Jake Sullivan, który w kampanii wyborczej zagroził, że odpowiedzialni za „rosyjską ingerencję” w wybory zostaną ukarani.

image
Prezydent USA Barack Obama i ówczesny wiceprezydent Joe Biden oraz Susan Rice zajmująca wtedy stanowisko doradcy d.s bezpieczeństwa Fot. whitehouse.gov

 Przewidywane priorytety

Jakich priorytetów możemy się spodziewać i jaki charakter będzie mieć polityka administracji Bidena? W rozmowie z Defence24 Barbara Slavin z waszyngtońskiego ośrodka Atlantic Council przewiduje, że administracja Bidena za priorytet ponownie uzna działanie w ramach sojuszy oraz w międzynarodowych instytucjach, co jest zgodne z zapowiedzią Bidena, że w polityce międzynarodowej nie będzie kierował się maksymą Trumpa – „najpierw Ameryka” (America First). „Biden zwróci większą uwagę na działania w ramach NATO, na forum ONZ, WTO oraz w stosunku do Unii Europejskiej. Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych stanie się bardziej przewidywalna, racjonalna i wyważona. Szczególnie liczę na aktywną współpracę z Unią Europejską w sprawie szeregu kwestii, w tym Chin i Iran”. Podobnie uważa Daniel L. Davis – podpułkownik U.S. Army w stanie spoczynku, obecnie ekspert waszyngtońskiego „Defense Priorities”. Jego zdaniem „Biden nie działa w pośpiechu, dlatego też przez pierwszy rok nie spodziewałbym się z jego strony żadnych istotnych zmian – za wyjątkiem tego, co uzna za szczególnie złe efekty polityki Trumpa”.

Z kolei Schuyler Foerster, wieloletni doradca polityczno-militarny i emerytowany oficer U.S. Air Force, uważa, że „będzie więcej spójności niż zmian w treści polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. W polityce Trumpa też było wiele przykładów kontynuacji względem poprzednika – mam tu na myśli faktyczne działania, a nie retorykę”. Foerster zwrócił uwagę na fakt, że w strategicznych kwestiach istnieje międzypartyjna zgoda, która w czasach Trumpa okazywała się na tyle silna, że blokowała niektóre z jego poczynań. Zdaniem Foerstera zasadniczym priorytetem administracji Bidena będzie odbudowa amerykańskiej wiarygodności i reputacji godnego zaufania partnera, co „można uczynić dość łatwo – poprzez powrót do klimatycznego porozumienia z Paryża i przywrócenie finansowania WHO, aby wspólnie móc walczyć z pandemią”. Foerster za priorytety uznaje również powrót do porozumienia z Iranem, przedłużenie amerykańsko-rosyjskiego porozumienia o zbrojeniach strategicznych (START) oraz powrót do porozumień handlowych na obszarze Pacyfiku i Atlantyku, aczkolwiek dostrzega on potencjalny problem dla administracji Bidena, bowiem „w łonie Partii Demokratycznej trwa dyskusja czym w ogóle jest uczciwy handel – fair trade”.

Powrót do polityki NATO

W rozmowie z Defence24 Davis zwrócił uwagę, iż Biden obiecał zakończyć niekończące się wojny, co zapowiedział również Trump, ale czego ostatecznie nie uczynił. „Na początku lat dwutysięcznych Biden był prowojennym jastrzębiem” – przypomniał Davis – „ochoczo poparł zakończą katastrofą wojnę Busha w Iraku. Niemniej jednak wydaje się, że wyciągnął z tego faktu lekcję i już w 2010 roku był przeciwny zwiększeniu liczebności kontyngentu w Afganistanie. Starał się nakłonić Obamę, by tego nie robił”. Zdaniem Davisa Biden ma szansę na ograniczenie zaangażowania Amerykanów na świecie, przynajmniej w formie dużych operacji. „Biden chciał, aby w Afganistanie postawić na małe zgrupowania sił specjalnych, ale Obama go nie posłuchał” – wyjaśnia Davis – „Biden może teraz chcieć wycofać konwencjonalne siły z Afganistanu i oprzeć się na siłach specjalnych”. To samo tyczy się Bliskiego Wschodu – przewidywać należy kontynuację zainicjowanego jeszcze przez Obamę, a realizowanego także przez Trumpa – programu wycofywania sił wojskowych z tego regionu”.

Przewidywać należy, że administracja Bidena w większym stopniu skoncentruje się na NATO, podczas gdy Stany Zjednoczone pod rządami Trumpa były na forum Sojuszu niezbyt aktywne. Oznaczać to może ponowną aktywizację bliskich relacji z najsilniejszymi państwami NATO, głównie Niemcami. Może to skutkować osłabieniem pozycji Polski, aczkolwiek ta nadal pozostanie istotna, oraz dalszym naciskaniem na sojuszników, by ci zwiększali wydatki. Nie będzie to jednak czynione publicznie w formie połajanek, lecz zakulisowo. Zwraca się uwagę, iż nie należy spodziewać się załamania relacji z Polską, aczkolwiek w odczuciu Foerstera, Warszawa powinna spodziewać się, że od teraz z Amerykanami kwestie bezpieczeństwa będą dyskutowane na forum NATO, a nie w oparciu o relacje dwustronne.

Ważnym z naszej perspektywy jest zaangażowanie w Europie Środkowo-Wschodniej. Zdaniem Davisa „Biden będzie bardziej zainteresowany powrotem w Europie do sytuacji sprzed ery Trumpa. Sądzę, że będzie zainteresowany wspieraniem Polski i Europy Wschodniej na ogólnym poziomie, ale raczej bez rozmieszczania w Polsce żołnierzy. Przewiduję, że zatrzyma on redukcję amerykańskiego kontyngentu w Niemczech, ale może to być działanie warunkowane. Należy pamiętać, że już Obama krytykował Europejczyków za niewystarczające wydatki w NATO i to Obama znacznie ograniczył amerykański kontyngent wojskowy w Europie”. Jest wysoce prawdopodobne, że cofnięcie redukcji Trumpa będzie jedną z pierwszych decyzji Bidena – zatrzymanie wycofywania jest bowiem łatwiejsze i tańsze niż ponowne przysłanie jednostek ze Stanów Zjednoczonych i innych państw do Niemiec. Mowa o 12 tysiącach żołnierzy. Przeciwniczką wycofania sił z Niemiec jest chociażby wspomniana Michele Flournoy.

Biden wobec Rosji i Chin

Zdaniem rozmówców nie należy spodziewać się drastycznej zmiany polityki względem Rosji, bowiem Biden jest dużo bardziej stanowczy wobec Kremla niż Obama i Hillary Clinton. Już podczas kampanii prezydenckiej Biden zapowiadał ukaranie Rosji za ingerowanie w amerykański proces wyborczy, a rządy Putina określił mianem „autorytarnej kleptokracji”. Niemniej jednak administracja Bidena najprawdopodobniej będzie starała się szukać pól współpracy. Przykładem jest wspomniany START, który Biden będzie chciał przedłużyć o kolejne pięć lat (ten wygasa 16 dni po jego inauguracji). Jednocześnie Biden – o czym pisze amerykańska prasa – może być w dłuższej perspektywie otwarty na dialog z Rosją, jeśli ta będzie chciała zmniejszyć swoje uzależnienie od Chin.

Przewiduje się, że również polityka względem Chin będzie kontynuowana, aczkolwiek zwraca się uwagę, że w 2012 roku – kiedy Biden gościł w Waszyngtonie Xi Jinpinga – Biden określał chińskiego przywódcę jako reformatora, a w jego polityce dostrzegał pokojowy wzrost. Teraz jednak zmienił zdanie. Przed wyborami stwierdził, że „Chiny to specjalne wyzwanie. Stany Zjednoczone muszą być wobec Chin zdecydowane. Jeśli nic nie zrobimy, nadal będą okradać Stany Zjednoczone i amerykańskie firmy z technologii i własności intelektualnej. Najefektywniejszym sposobem sprostania temu wyzwaniu jest stworzenie zjednoczonego frontu sojuszników i partnerów, mogących stawić czoła niewłaściwym zrachowaniom Chin, choć jednocześnie są aspekty, nad którymi chcemy z Chinami współpracować”. Zdaniem Slavin Biden będzie szukał wspólnych tematów z Rosją i Chinami, chociażby w zakresie kontroli zbrojeń i klimatu, ale „jednocześnie będzie charakteryzować się stanowczością w kwestii naruszeń praw człowieka, przejawów agresywnych działań w regonie oraz ingerowaniu w amerykańską politykę”.

„Stany Zjednoczone będą stanowcze” – prognozuje Foerster – „niemniej jednak Biden – jak każdy amerykański prezydent – będzie musiał balansować pomiędzy koniecznością neutralizowania chińskiej asertywności geopolitycznej i technologicznej, a także zwracaniem uwagi na kwestię praw człowieka, a świadomością, że Stany Zjednoczone i Chiny współdzielą odpowiedzialność za światową gospodarkę”. Jak dodaje, „każdy, kto wzywa do zimnej wojny z Chinami zapomina, że w poprzedniej zimnej wojnie nie mieliśmy praktycznie żadnych relacji gospodarczych ze wschodnim blokiem. Teraz sytuacja jest całkowicie inna – mamy dużo więcej wspólnych interesów niż kiedykolwiek mieliśmy ze Związkiem Sowieckim”.

Prymat dyplomacji

Biden zapowiada, że to „dyplomacja będzie pierwszym instrumentem amerykańskiej potęgi”. Zdaniem Slavin, jedną z ważniejszych decyzji Bidena będzie powrót do porozumienia paryskiego na temat ochrony klimatu. Będzie to stanowić początek jego prezydentury i gest symboliczny, skierowany do świata. Biden zapowiedział też, że Stany Zjednoczone będą zawierać porozumienia handlowe, bowiem „świat będzie handlował albo ze Stanami Zjednoczonymi,albo bez nich. Pytanie brzmi – kto przygotowuje reguły rządzące handlem? Kto sprawi, że ochronią one pracujących, środowisko, przejrzystość i zarobki klasy średniej? To Stany Zjednoczone, a nie Chiny, powinny wieść w tym aspekcie prym”.

Głosy zadowolenia z wyboru Bidena, a nie Trumpa, usłyszeć można w Teheranie, który zmaga się z amerykańską polityką „maksymalnej presji”. Zainicjował ją właśnie Trump, który odszedł od wynegocjowanego przez administrację Obamy porozumienia nuklearnego (JCPOA). Stany Zjednoczone wypowiedziały umowę w 2018 roku, ale Demokraci są zwolennikami powrotu. Wydaje się więc, że jedną z decyzji administracji Bidena będzie powrót w stosunku do Iranu do polityki Obamy, to jest z jednej strony zbudowania relacji w oparciu o JCPOA, ale z drugiej nie rezygnowania z sankcji, aczkolwiek te – w odróżnieniu od tych Trumpa – będą bardziej selektywne. Prezydent Iranu Hasan Rouhani już wezwał Bidena, by ten powrócił do umowy nuklearnej.

Co do Bliskiego Wschodu, to Slavin przewiduje, iż skończy się okres „uwielbienia” dla Arabii Saudyjskiej oraz Izraela pod rządami Netanjahu. Ani Saudyjczycy, ani Izraelczycy, nie będą mogli już liczyć na tak bliskie relacje, co z administracją Trumpa. Biden jeszcze przed wyborami zapowiedział, że Stany Zjednoczone przestaną popierać saudyjską wojnę w Jemenie.

Fot. Mass Communication Specialist First Class Ryan Valverde/U.S. Navy
Fot. Mass Communication Specialist First Class Ryan Valverde/U.S. Navy

Między planami a rzeczywistością

Jednocześnie należy pamiętać, że deklaracje, obietnice i oczekiwania to jedno, a rzeczywistość to zupełnie coś innego. Nawet najpotężniejszy człowiek na świecie, a jest nim ciągle prezydent Stanów Zjednoczonych, pozostaje zakładnikiem obiektywnej rzeczywistości, w której przychodzi mu działać. Przekonał się o tym prezydent George W. Bush (2001 – 2009). Początek jego prezydentury nie zapowiadał światowej krucjaty ideologicznej, a on sam mówił nie o „osi zła”, „reżimach”, „zagrożonych prawach człowieka” lecz o gospodarce, deficycie budżetowym i reformie służby zdrowia. Niespodziewane zamachy 11 września zmieniły kierunek amerykańskiej polityki zagranicznej.

Po drugie, obietnice nie są tożsame z działaniami. Barack Obama jeszcze w kampanii snuł wizję najbardziej pokojowej prezydentury w historii, zapowiadał reset relacji z Rosją, partnerskie współistnienie z Chinami, świat bez broni jądrowej oraz zakończenie mocno krytykowanej przez niego globalnej wojny z terrorem. Więzienie dla terrorystów – prawdziwych i domniemanych – w Guantanamo na Kubie – miało zostać zlikwidowane. Ani operacje antyterrorystyczne, ani Guantanamo nie zostały zamknięte, podobnie jak nie stało się z ograniczeniami wolności obywatelskiej w ramach PATRIOT Act. Innymi słowy, to że kandydat coś mówi nie oznacza, że tak zrobi, ani nawet, że tak myśli – deklaracje składa się tak, aby zyskać poparcie społeczeństwa, często bez znajomości niuansów, zobowiązań i ograniczeń, do których dostęp ma jedynie prezydent.

Po trzecie, władza amerykańskiego prezydenta jest ograniczona. Bodaj najważniejszym elementem wpływania Kongresu na głowę państwa jest władza nad sakiewką (power of the purse) – brak sfinansowania działań prezydenta może w sposób znaczący wpłynąć na swobodę działania głowy państwa. Stany Zjednoczone ciągle borykają się z pandemią koronawirusa, co jest wyniszczające dla gospodarki. Zmniejszać to może dostępność funduszy na siły zbrojne i szeroko rozumianą politykę bezpieczeństwa. Tym bardziej, że osoby takie jak wiceprezydent Kamala Harris będą zabiegać o programy „sprawiedliwości społecznej”, a nie o nowe czołgi i okręty.

Po czwarte, nie należy lekceważyć biologii. Joe Biden ma już 77 lat, co uczyni go najstarszym prezydentem Stanów Zjednoczonych w historii – bije on tym samym dotychczasowy rekord ustanowiony przez Donalda Trumpa, który w momencie inauguracji miał niemal 71 lat. Nawet jeśli odrzucimy doniesienia o problemach zdrowotnych Bidena, w tym te niepokojące o demencji, to wiek robi swoje, a przecież prezydent Stanów Zjednoczonych każdego dnia ma do załatwienia tysiące spraw. Oznacza to, że bardzo szybko rolę wiodącą mogą przejąć doradcy, a Biden może nie dokończyć swojej kadencji – reelekcja jest trudna do wyobrażenia.

Tym samym bardzo szybko prym może przejąć wiceprezydent Kamala Harris, która sama przejawiała duże ambicje - w 2019 roku prowadziła nieudaną kampanię prezydencką. W wyniku niewielkiego poparcia społecznego, ostatecznie wycofała się z wyścigu. Jeśli tylko okaże się, że Biden jest niezdolny do pełnienia funkcji, Harris przejmie stery, co będzie mieć wpływ także na politykę zagraniczną i bezpieczeństwa. W swych wypowiedziach dotychczas ograniczała się do spraw wewnętrznych, podczas gdy jej wizja polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, chociaż można ją zgadywać, pozostaje ciągle nieznana.

image
reklama 
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 46
Reklama
LieLion
wtorek, 24 listopada 2020, 14:53

Heh, Biden jeszcze nie rozpoczął prezydentury, a już ma na głowie świeżo powstałe RCEP (o czym większość zachodnich mediów milczy). W skład RCEP wchodzą do tradycyjni do tej pory sojusznicy ekonomiczni i militarni USA, a nawet członkowie NATO. Jak widać świat (a konkretnie Azja wraz zo Oceanią i Australią) stwierdził że jednak będzie handlować i rozwijać się bez udziału USA.

tagore
piątek, 20 listopada 2020, 14:34

Odmienianie przez wszystkie przypadki słowa stanowczo świadczy raczej o czymś odwrotnym. Obawiam się ,że Polska podobnie jak Turcja będzie musiała działać w swim interesie niezależnie od widzimisiów nowego lokatora Białego Domu.

analizator
wtorek, 17 listopada 2020, 13:18

Polska ma do wyboru dwie opcje. Albo racjonalnie współpracować z cywilizowanym światem, czyli USA, UE albo grać swoją dziwaczną politykę krytykujacą cywilizowany świat i dalej demontowac u siebie demokrację. Druga opcja to będzie zapewne zamrożenie ze strony USA wszystkich kontraktów zbrojeniowych i nałożenie wspólnie z UE sankcji gospodarczych. TAK ! Sankcji gospodarczych. Ci którzy uważają że tak nie będzie i pod pozorem "polityki patriotycznej" będą demontować w kraju instytucje prawa są w błędzie. Za kilka miesięcy może się okazać , że przeciwko temu rządowi ruszy całe społeczeństwo włącznie z tymi którzy na nich głosowali. Jak to mawia Prezydent Elekt USA - " bandyckie reżimy Polski, Węgier i Białorusi " ....

tagore
piątek, 20 listopada 2020, 14:38

Pożyjemy zobaczymy, przy takim obrocie sprawy do władzy po socjaldemokracji PIS bez pieczątki kominternu przyjdzie realna prawica. I wywali z Polski niemieckie fundacje partyjne karmiące zaplecze dzisiejszej opozycji.

ZZZZ
sobota, 21 listopada 2020, 18:09

Realna prawica (centroprawica) na polskie warunki to PO. PiS to narodowy socjalizm odbudowujący PRL. Konfa to jawna agentura wpływu moskiewskiego Kominternu. Lewica to socjaldemokracja.

ZZZZ
niedziela, 15 listopada 2020, 23:50

Czeka nas okres sporów politycznych i ideologicznych - rzekł prezydent Andrzej Duda komentując wynik wyborczy w USA. Miażdżące zwycięstwo kandydata Demokratów używając słów Donalda Trumpa, który w 2016 roku pokonał panią Clinton dokładnie taką samą różnicą głosów co teraz Biden pokonał jego, czyli 306 do 232. Mało radosna, nawet w kategoriach dyplomacji, reakcja prezydenta Dudy pokazuje, że PiS całą swoją politykę zagraniczną opierał na Trumpie. I ta polityka właśnie się zawaliła. Ciekaw jestem jak teraz wyglądać będą relacje polsko-amerykańskie w dziedzinie wojskowości. Do zrealizowania są zakup systemów Patriot oraz zakup samolotów F35. Miejmy nadzieję, że PiS nie strzeli focha. Z ciekawostek wyborczych: około 500 hrabstw, w których wygrał Biden wytwarza 70% PKB Stanów Zjednoczonych. Pozostałe 30% należy do około 2400 hrabstw głosujących na Trumpa. Widać wyraźnie, że wyborcy Bidena to elektorat wielkomiejski, uprzemysłowiony, także w zakresie nowoczesnych technologii. Wyborcy Trumpa to bardziej elektorat socjalny, zamieszkujący słabo zurbanizowane rejony centralnych stanów.

sobota, 21 listopada 2020, 06:25

Hahhaha kolego zzzz skad takie smieszne dane z cnn?

Jasiu
wtorek, 17 listopada 2020, 16:54

Ten kolega też kłamie jak autor powyżej. W USA póki co proces wyborczy cały czas trwa. Nie ma naradzie żadnego zwycięscy, a tym bardziej nie ma żadnego elekta.

ZZZZ
piątek, 20 listopada 2020, 19:39

Głosy w Georgii ponownie policzone. Ponownie na korzyść Bidena. Ma 306 głosów elektorskich. Sądy odrzucają pozwy Trumpa bo są pozbawione merytorycznych argumentów. Proponuję otrzeć łzy i zacząć budować relacje z nowym prezydentem USA.

KrzysiekS
niedziela, 15 listopada 2020, 13:17

Bez względu na to kto zostanie prezydentem w USA zasadniczo nic się nie zmieni w stosunku do Polski. Dalej będziemy "mamieni" przez polityków z USA, nie pozwolą nam dalej na zbudowanie realnej siły militarno-gospodarczej. Polska ma być zderzakiem w przypadku zawirowań w tym regionie i w razie czego kartą do rozegrania. Nowa Jałta w cale nie jest tak odległa i niemożliwa jak się to naszym politykom wydaje.

P.M.
sobota, 14 listopada 2020, 14:30

Czy jesteśmy pewni, że Tramp przegra wybory ?. Co się stanie z tymi, którzy zaryzykowali dla Bidena i ogłosili „światu” jego zwycięstwo ? –przedwczesne„gratulacje”, nawet w formie „Analizy”, ukazują nasz charakter. W poprzedniej epoce nazywało się to „kulturą polityczną”. Trochę rozwagi nie zaszkodzi - tym bardziej, iż informacje świadczą o niespotykanej formie wyboru prezydenta i zarządzanie największym mocarstwem świata - oraz upadek, nie tylko UE, ale tej przeciwwagi, zwanej „względną” demokracją. Ba – co pozostanie, jedynie anarchia - gorsza niż okres rewolucji francuskiej z XVIII w ?.

Fanklub Daviena
piątek, 13 listopada 2020, 09:43

Polityka zagraniczna USA będzie kształtowana nie chęciami prezydenta, tylko katastrofalnym stanem finansów USA (fanboje kałbojów mogą sprawdzić ilu "było" w tym roku zagranicznych chętnych na amerykańskie obligacje, a przecież USD to wg was "bezpieczna przystań na czas niepokojów"...), deindustrializacją i monetaryzają ich gospodarki oraz demografią i geografią. Czasy jednostronnego dyktatu USA, jak za Clintona czy Busha już się szczęśliwie skończyły. Teraz USA bez sojuszników nie może zrobić praktycznie nic. Jak USA grozi, a ktoś sprawdzi blef, to jak w przypadku Chin, Rosji, Iranu, Wenezueli, Korei Północnej, Turcji, Filipin, Syrii itp. itd. powstaje demaskujący niezręczny obraz bezsilności USA. Powstaje pytanie jak będzie o tych sojuszników USA zabiegać: czy metodami Trumpa ("Because we're America, bitch!") co sprawdziło się na NAFTA, częściowo na UE (ale UE zaczyna się mścić i odgrywać na USA, więc częściowo a może nawet wcale w dłuższej perspektywie) czy wcale, co widać po nieporozumieniu transpacyficznym czy totalnej klęsce polityki względem Chin, Rosji i Iranu, Korei czy Wenezueli. Czy też metodami Obamy: pysznić się w mediach przewodnią rolą USA przy okazji podpisywania umów osłabiających wpływy USA. Bez sojuszników USA nic nie może, a za przyjaźń sojusznicy każą sobie słono zapłacić, mając w pamięci ile ich dotąd kosztowała "przyjaźń" z USA. Tylko Polin, UPAdlina, Kanada i Australia dają USA d... za darmo, ale się mało liczą na światowej arenie. GPRD to dopiero preludium tego czym Zachodnia Europa zacznie się USA odpłacać za 200 lat jej niszczenia przez Amerykanów. :)

LieLion
wtorek, 24 listopada 2020, 14:58

Australia już nie - właśnie powstało RCEP i Australią też tam jest (wraz z Nową Zelandią, Japonią i Koreą Południową), także USA systematycznie traci wpływy i sojuszników.

Marek1
piątek, 13 listopada 2020, 08:48

Zacząć trzeba od tego, że póki co prezydentura Bidena jest tylko i wyłącznie FAKTEM MEDIALNYM. To media ogłosiły Bidena zwycięzcą wyborów w USA, a NIE rada elektorów. Czy się to komu podoba, czy nie, ale wg. prawa wyborczego USA Mr. Biden NIE jest jeszcze prezydentem-elektem. M.in. dlatego obecna administracja w pełni zgodnie z prawem ODMÓWIŁA ludziom ze sztabu Bidena przekazania informacji o wysokim stopniu tajności, które zawsze otrzymuje oficjalnie zatwierdzony prezydent-elekt.

chateaux
piątek, 20 listopada 2020, 00:50

Co 4 lata to media ogladxaja w USA zwyciesce. Nie bylo wiec w tym roku nic niezwyklego w tym

Tychus
piątek, 13 listopada 2020, 07:12

Biden zostanie prezydentem? Nawet jeśli wygrał wybory, to doniesienia o jego stanie zdrowia, są druzgocące. Ten człowiek cała kampanie, tak jak Hillary Clinton jedzie na pełnych dawkach leków, żeby tylko nie robił z siebie głupa. Ten człowiek, dwóch zdań bez tego i kartki/promptera nie był by w stanie powiedzieć i to jest fakt. Demokraci szybko zrobią z niego marionetkę, a politykę będą prowadzić tacy nawiedzeni marksiści jak Harris czy Pelosi. To już jest zagrożenie dla Polski, która dzięki działaniom PiS, nie ma już żadnych innych sojuszników. O ile administracji uda się utrzymać pewnie kierunek polityki względem Chin czy Iranu, to już Polska znajdzie się na cenzurowanym w przypadku zbliżenia USA - UE. Akurat ci prawie że neomarksiści z jednej i drugiej strony dogadają się kosztem interesów RP. Taki scenariusz, jest właściwie pewny o czym sygnalizują podejście demokratów do ekologii, LGBT, dyktatur quasi prawicowych, feminizmu, rasizmu itd. W Europie, to będzie układało politykę zagraniczną USA, a nie wojsko. Wojsko, jest Ameryce potrzebne dziś na Pacyfiku. Po drugie, rządy demokratów, którzy dziś mocno skręcili w lewo, wywołają szereg napięć wewnętrznych przyczyniając się raczej do destabilizacji sytuacji w państwie i zajęcie się USA sobą, a nie sytuacją we wschodniej Europie.

tagore
piątek, 20 listopada 2020, 14:47

Taki obrót sytuacji wymusił by na Polsce wyjście z UE podobnie jak Anglia.Alternatywą jest utrata kontroli nad polską gospodarką przez polski Rząd i swobodny wypływ kapitału z kraju. Witaj Mittel Europo marzeniu Bismarcka.

Ech
piątek, 13 listopada 2020, 01:23

ciekawy artykol

mc.
czwartek, 12 listopada 2020, 22:29

Na pytanie zmiana czy kontynuacja ? odpowiedź jest bardzo prosta - będzie zmiana, czyli kontynuowanie polityki Prezydenta Obamy. Niestety to smutna dla nas wiadomość.

realizm
czwartek, 12 listopada 2020, 19:30

Artykuł powinien być napisany w trybie warunkowym: "jeśli Biden zostanie prezydentem USA, to...". Dziś mamy czwartek 12 listopada, procedura wyborcza ciągle trwa. Jeśli oszustwa w systemie informatycznym obsługującym wybory (2,7 miliona głosów przekierowanych z Trumpa na Bidena), o których mówi sztab Trumpa, rzeczywiście miały miejsce, to na Bidena nie postawiłbym nawet centa. Analizować "co by było gdyby" na pewno warto. Ale jeszcze bardziej warto zachowywać w takich sytuacjach szczególną rzetelność i ostrożność.

chateaux
piątek, 20 listopada 2020, 00:54

Twoj post to oszustwo samo w sobie. Jasne ze Trump "mówi". Tylko do tej pory przegral 26 z 27 wytoczonych dotąd procesów wyborczych. W kazdym zarzucając oszustwo.

Pum
sobota, 21 listopada 2020, 06:29

Przed sadami stanowymi kontrolowanymi przez tych samych ludzi ktorzy przekrecili wybory. Ciekawe co bedzie z odwolaniami?

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
piątek, 13 listopada 2020, 00:09

Potwierdzam, i dodam że demokracja na zachodzie leży i kwiczy a wynik wykreowany przez media 5 władzę ciężko zmienić nawet jeśli był ustawiony i to się udowodni, bo zawsze około połowa będzie nie zadowolonych a raczej im nikt kontr rewolucji nie zgotuje bo to takie niedemokratyczne. a nawet jak by chcieli to ani ZOMO ani OMON tan nie ma.

Baba Jaga
piątek, 13 listopada 2020, 12:07

Chcę przypomnieć, że w USA wybory to sprawa stanowa. Każdy stan urządza je jak chce, z własnymi procedurami, własnymi systemami, i ma suwerenne prawo wystawić swoich elektorów, którzy dopiero wybierają prezydenta. Kim zatem trzeba być, aby uwierzyć w "ustawiony" pod Bidena wynik wyborów w stanie rządzonym przez rebublikanów, z legislaturą w pełni kontrolowaną przez republikanów, w trakcie wyborów organizowanych przez republikańską administrację? QAnonowcem?

realizm
piątek, 13 listopada 2020, 19:21

A który to stan kolega opisał, mogę zapytać?

chateaux
piątek, 20 listopada 2020, 00:55

W Arizonie? W Georgi?

kala
czwartek, 12 listopada 2020, 19:26

"Wraz z niemal pewnym wyborem" poczekał bym z takim gadaniem przynajmniej do końca miesiąca

Wojciech
czwartek, 12 listopada 2020, 18:27

Niemal pewne to jest że Joe Biden NIE ZOSTANIE prezydentem USA.

CdM
piątek, 13 listopada 2020, 09:58

No cóż, również obawiam się że Trump posunie się do zamachu stanu. Ale to będzie oznaczało możliwą wojnę domową, jak równie rozłam w NATO (bo nie zostanie uznany przez większość krajów). Scenariusz marzeń dla Moskwy i Pekinu.

qwerty
piątek, 13 listopada 2020, 17:48

To by była najszybsza wojna domowa ,zwolennicy posiadania broni kontra przeciwniecy

Pum
sobota, 21 listopada 2020, 06:31

Dobre

asd
czwartek, 12 listopada 2020, 17:35

"Wraz z niemal pewnym wyborem Joe Bidena" Obyś się nie zdziwił.

easyrider
czwartek, 12 listopada 2020, 17:29

To są właśnie zalety sojuszy w ramach zmutowanych, neoliberalnych demokracji, w których politycy są marionetkami wielkich grup kapitałowych. Bezpieczeństwo na zakręcie. Będzie kontynuował czy położy na nas krzyżyk? Szansa jest, że ma coś pod sufitem i dotrze do niego, że kupujemy ich gaz. A na kasę lobby faktycznych władców jego kraju raczej się nie obrazi. Z drugiej strony być może zwycięży opcja opętanych ideologów, którzy zażądają ofiary z nas póki nie uznamy, że dwóch facetów to idealna para do adopcji dziecka. Bo takimi problemami żyje Zachód chociaż wróg wjeżdża do nas drzwiami i oknami i narzuca nam swoje prawa.

CdM
piątek, 13 listopada 2020, 09:30

Należałoby dodać że nie wszystkie demokracje są aż tak zdeformowane, jak pewien kraj, którego Sąd Najwyższy (zdominowany przez konserwatystów) uznał niedawno, że korporacje są jak ludzie, mają prawo do poglądów politycznych i mogą sponsorować polityków bez ograniczeń. Na przeciwnym biegunie mamy np. kraje nordyckie, gdzie dba się na ile to tylko możliwe o izolowanie polityki od wpływów biznesu.

easyrider
piątek, 13 listopada 2020, 19:01

Te wspaniałe nordyckie demokracje nawpuszczały do swoich państw miliony obcych, nieintegrujących się wrogich ludzi, dając im obywatelstwa. Kompletnie zlekceważyli bezpieczeństwo własnej ludności. Zatem z ich zdrowiem mentalnym również jest bardzo źle. Ludzie prawa podstawowe przekształcili w prawo do rozpasania moralnego. Nasz postęp technologiczny wyprzedził i kilka okrążeń nasz rozwój moralny. To zakończy się naszym upadkiem.

Lolek
czwartek, 12 listopada 2020, 17:28

Biden będzie wciej robił a mniej gadał.No na pewno wesprze Ukraina bo Trump to podcinal jej skrzydła

Ponury zielarz
czwartek, 12 listopada 2020, 20:11

"No na pewno..." Skąd takie informacje? Jesteś w sztabie Biden'a? Uważam że, moim zdaniem, prawdopodobnie...

JSM
czwartek, 12 listopada 2020, 18:32

Nie żartuj. Nie masz pojęcia o Bidenie. Zielonego.

Extern
czwartek, 12 listopada 2020, 18:26

Też w sumie w razie Bidena mam dobre przeczucia. Ale nawet nie przez to że Biden będzie więcej pomagał wschodniej flance, tylko przez to że dzięki niemu może w końcu będziemy musieli wyrosnąć z pieluch.

Wojciech
piątek, 13 listopada 2020, 01:39

Tak, już ci Merkel z Putinem pozwolą wyrosnąć z czegokolwiek :-) Świat jest teraz prosty. Albo trzymasz a Amerykanami i kupujesz od nich to co zechcą ci sprzedać albo Merkel ci mówi co masz ubrać kiedy rano wstajesz. Dodając sympatyczne, niemieckie: los, los!, Schneller, schneller. I nie ma od tego odwołania.

Usamusa
czwartek, 12 listopada 2020, 13:26

Prezydentem będzie Trump a nie Biden.

Davien
czwartek, 12 listopada 2020, 12:56

Prawda jest taka, że Joseph Biden będzie dla Europy utrapieniem i początkiem rozpadu kontynentu na państwa-pederacje (grupa V4, Zjednoczone królestwo UK, Szkocji i Irlandii, Grupa Iberyjska, Franko-Niemcy). Trump mówił Chinom wprost, że nie chce z nimi handlować bo nie i koniec a Joseph Biden będzie z nimi próbował kombinować każdy handlowy rozmówienie byle tylko mieć pieniądze. W Polityce międzynarodowej liczy się Twardy character (Trump) a nie uległość i pokój (Biden).

chateaux
piątek, 20 listopada 2020, 00:57

I dlatego Trump wycofal USA z ukladu z Iranem, skutkiem czego Iran rozkrecil wirówki na pełną parę.

Paranoid
piątek, 13 listopada 2020, 10:07

Jak będzie zobaczymy. Niemniej jednak Trump jako pierwszy postawił jasno sprawę Chin i chwała mu za to. Obudził Niemcy, potem Francję i WB. To się mam nadzieję nie zmieni. Wystarczy popatrzyć jak mocno Chińczycy zamącili w głowach naszej kochanej władzy. Megalomańskie lotnisko CPK jest tego pokłosiem. Jeżeli Biden szedłby w kierunku Europy/NATO jako całości to może wreszcie nasza władza zrozumiałaby, że trzeba budować ścisłe relacje multilateralne a nie wisieć na pasku jednego hegemona i mieć pretensje do całej reszty ...

Extern
czwartek, 12 listopada 2020, 18:36

Nie koniecznie, Amerykanie już nawet za Obamy się na dogadywaniu z Chinami przejechali. Chyba więc wiedzą że każde dziesięciolecie spokoju dla Chin, to dziesięciolecie w którym oni będą tracić. I że to właśnie Europa jako odbiorca Chińskich towarów jest tym języczkiem uwagi który należy przekabacić.

Tychus
piątek, 13 listopada 2020, 07:17

Tylko, że zapominacie o jednym. Ten zasłużony, ale jednak stary człowiek ma taką demencję, że będzie tylko fasadą, twarzą rządów demokratów nie zdając sobie sprawy co się w ogóle dzieje. Karty będą rozdawać nawiedzone neomarksistki typu Harris i Pellosi, a tu już nic pewne nie jest poza tym, że będą się głownie kierować ideologią, a nie rozsądkiem. Do tego narobią tyle problemów wewnętrznych, że w końcu USA będą musiały się odizolować i walczyć z problemami wewnątrz kraju.

Tweets Defence24