- WYWIADY
- WIADOMOŚCI
Zmiany w systemie kierowania pilnie potrzebne. Gen. Król: wojsko jest gotowe [WYWIAD]
Autor. Damian Ratka/Defence24
W drugiej części wywiadu poświęconego reformie systemu kierowania i dowodzenia gen. broni Krzysztof Król mówi o tym, w jaki sposób powinny zostać podporządkowane Wojska Specjalne i nowe dowództwo odpowiedzialne za operacje kosmiczne. Podkreśla też w rozmowie z redaktorem naczelnym Defence24.pl Jędrzejem Grafem, że jednostki i dowództwa „powinny skupiać się na swoim wojennym przeznaczeniu, przygotowaniu do wojny, przygotowaniu do działań oraz szkoleniu podległych jednostek”, do czego niezbędna jest zmiana kultury organizacyjnej. Wspomina również o zmianach w zaangażowaniu wojska na granicy.
Z pierwszą częścią wywiadu z gen. Królem można zapoznać się pod tym linkiem.
Nowy system dowodzenia ma ułatwić wpięcie w system sojuszniczy, ponieważ obecny nie jest w pełni adekwatny do systemu NATO. Jak nowy system ma odpowiedzieć na regionalne wyzwania bezpieczeństwa? W tym kontekście coraz ważniejsza jest też współpraca z Niemcami. Było to omawiane na szczycie NATO, bo Amerykanie dokonują pewnych korekt.
Jeśli chodzi o plany ewentualnościowe i rolę poszczególnych sojuszników oraz zasady ich współpracy, wiele kwestii objętych jest klauzulą niejawności. Mogę jednak powiedzieć, że system, który budujemy, będzie instytucjonalnie i proceduralnie absolutnie spójny z systemem NATO. Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której nasze struktury narodowe będą mogły zostać wpięte w struktury sojusznicze i będą również zdolne do dowodzenia siłami sojuszniczymi.
Musimy być przygotowani na różne scenariusze, również te uwzględniające redukcję sił USA w Europie. Budowany system zapewni nam pełną narodową elastyczność oraz zachowanie zdolności do dowodzenia polskimi Siłami Zbrojnymi niezależnie od uwarunkowań łańcucha dowodzenia i roli w nim sił sojuszniczych.
Polskie Wojska Lądowe — także dzięki modernizacji i rozbudowie zdolności, między innymi w artylerii — stają się jednym z liderów na wschodniej flance NATO. Czy system dowodzenia ma odzwierciedlać potencjał, który już posiadamy i nadal rozwijamy?
Absolutnie tak. W tej chwili na terytorium Rzeczypospolitej mamy potencjał dwóch korpusów, a w praktyce trzech. Niezbędne jest zbudowanie struktury w jednej sieci dowodzenia narodowego i sojuszniczego, która miałaby uprawnienia do koordynowania przygotowania do obrony już w czasie pokoju, choćby w zakresie działań związanych z odstraszaniem. Rozbudowywana zdolność do rażenia o środki artyleryjskie i rakietowe będzie odpowiednio wpleciona w budowany system dowodzenia, zapewniając maksymalne wykorzystanie efektów operacyjnych dla osiągnięcia celów operacji połączonej, na poziomie taktycznym i operacyjnym, a w przyszłości również strategicznym, dla wielu domen, a nie tylko lądowej.
Podkreślam, że nie chodzi tu o wdrażanie planów regionalnych, lecz o zwykłą działalność związaną ze spójnym odstraszaniem przeciwnika. Przyszłe dowództwa odpowiedzialne za nasze bezpieczeństwo będą miały to w zakresie swoich obowiązków. Tak jak już wspomniałem: w czasie pokoju, w fazie odstraszania, dowództwa działają podobnie, jak w czasie wojny. Odstraszamy, ale jeżeli odstraszanie zawiedzie i pojawi się bezpośrednie zagrożenie, będziemy podejmowali decyzje związane z artykułami 4. i 5. Traktatu Waszyngtońskiego oraz odpowiadali na sytuację odpowiednio do zagrożenia będąc dobrze przygotowanymi do obrony.
Krytycy reformy twierdzą, że nie powinno się zmieniać systemu dowodzenia w czasie trwającej za granicą wojny, ponieważ moglibyśmy sami pogubić się w nowym systemie, a jednocześnie ułatwić działania przeciwnikowi. Jaka jest Pana odpowiedź?
Gdybyśmy mieli system z dowódcami rodzajów Sił Zbrojnych odpowiedzialnymi za poszczególne domeny, moglibyśmy wprowadzać ewentualne niewielkie zmiany w bardzo wydłużonych terminach.
Chciałbym jednak wskazać jedną rzecz: zarówno Rosja, jak i Ukraina wprowadzają bardzo wiele zmian strukturalnych, organizacyjnych, także w łańcuchu dowodzenia podczas trwania obecnego konfliktu.
W czasie prowadzenia działań wojennych.
W czasie przejścia z czasu pokoju do prowadzenia wojny niebojowe struktury organizacyjne wymagają transformacji, zharmonizowania procesowego oraz poznania i zgrania personelu z poszczególnych dowództw i samych dowódców. Niegotowy do dowodzenia operacją obronną system i nieprzygotowany do dowodzenia personel spowodowałyby, że nie bylibyśmy w stanie generować najlepszych pod względem operacyjnym i terminowym decyzji. Za perturbacje wdrażania zmian strukturalnych w czasie konfliktu, spowodowane koniecznością równoczesnego prowadzenia walki i transformacją, zapłacilibyśmy krwią naszych dzieci.
Rosjanie budują dodatkowe dywizje i całkowicie zmienili strukturę swoich okręgów wojskowych na naszej wschodniej i północnej flance już w czasie tej wojny. Ukraińcy budują dodatkowo 16 korpusów, w tym 13 korpusów armijnych, ponieważ wcześniejsze struktury dowodzenia, oparte w pewnej mierze na modelu radzieckim, nie sprawdzają się. Nie są w stanie zapewnić koordynacji dużej liczby brygad na znacznym obszarze ani integrować ich z dodatkowymi zdolnościami z wyższego szczebla, na przykład rażenia czy rozpoznania.
Ukraińcy prowadzą intensywne działania w strefie działań głębokich, a w związku z tym budują dowództwo do realizacji uderzeń głębokich oraz dowództwo połączonych sił szybkiego reagowania. My rozpoczęliśmy analizy dotyczące tego, jak powinien wyglądać przyszły system dowodzenia w kontekście uderzeń głębokich już ponad rok temu. Wszystko to, co obserwujemy na Ukrainie, jest przez nas analizowane i po adaptacji do polskich uwarunkowań projektowane do wdrożenia.
Najgorszym momentem do wprowadzenia zmian strukturalnych w Siłach Zbrojnych RP byłby z pewnością moment ich rozpoczęcia wymuszony wybuchem wojny. Ukraina dała nam czas i trzeba go wykorzystać, by przygotować optymalny system dowodzenia jeszcze przed rozpoczęciem potencjalnego konfliktu. Zmiany planujemy wdrażać jednak w sposób zorganizowany, pamiętając o jednej rzeczy: obecny system dowodzenia działa, choć ułomnie. Nie zamierzamy go w czasie reformy w żaden sposób rozmontowywać. Najważniejszym założeniem reformy systemu dowodzenia jest to, że przez cały jej czas będziemy zachowywać zdolność do reakcji na potencjalne zagrożenia konsolidując i przeformowując struktury, a nie prowadząc zmiany poprzez całkowite rozformowywanie istniejących dowództw.
Autor. Marta Jackiewicz/Defence24.pl
Co to oznacza w praktyce?
Centrum Operacji Powietrznych, Centrum Operacji Morskich, Dowództwo Korpusu w Krakowie — te struktury będą cały czas funkcjonowały i w przypadku potrzeby dowodzenia wydzielonymi elementami Sił Zbrojnych będą zdolne realizować zadania.
Nie jest tak, że rozmontowujemy istniejące struktury. My je przeformowujemy, ale na bazie centrów, które już dzisiaj realizują zadania operacyjne, obudowujemy je ze zdecydowanie większymi zdolnościami planistycznymi oraz bojowego wsparcia działań wraz ze zdolnością do ciągłej adaptacji i modernizacji.
Jedynym nowym elementem w tym układzie będzie Dowództwo Wojsk Lądowych, które będziemy musieli zbudować od podstaw. Korpus nie może realizować kilku funkcji operacyjnych jednocześnie, szczególnie w czasie prowadzenia operacji o dużej intensywności.
A jak wygląda harmonogram reformy, czy kluczowym momentem będzie 2027 rok?
Jeśli zdołamy zapewnić zmianę ustawy o obronie Ojczyzny, przystąpimy do procesu zmiany systemu kierowania tak szybko, jak będzie to możliwe.
Mówił Pan Generał również o zdolnościach dalekiego rażenia, określanych jako Deep Strike, coraz ważniejsze są one również w planowaniu NATO. Czy chcemy wydzielić taką domenę głębokich uderzeń, czy raczej ma ona funkcjonować w ramach Wojsk Lądowych?
Jak Pan zauważył, mówimy dziś o operacjach wielodomenowych, stąd zadań rażenia głębokiego nie może realizować tylko jedna domena. Wychodzimy z założenia, że efektory mogą pochodzić z różnych domen i rzeczywiście będziemy chcieli zbudować takie zdolności.
Ze swojej natury zdolności takie muszą funkcjonować i być doskonalone na poziomie taktycznym, ale wykonywać zadania na korzyść poziomu operacyjnego i strategicznego.
A co ze zdolnościami, dowództwem związanym z operacjami kosmicznymi — ARGUS? Mają one być powiązane ze Sztabem Generalnym, ponieważ to tam znajduje się poziom strategiczny?
Tak jest, z bardzo prostej przyczyny. Operacje połączone prowadzi się, opierając się na trzech klasycznych domenach: Siłach Powietrznych, Marynarce Wojennej i Wojskach Lądowych. Jedno z tych dowództw jest zawsze priorytetowe dla dowódcy połączonego, ponieważ w danej fazie operacji osiąga najważniejsze efekty i to musi być wspierane przez pozostałe.
Ci trzej dowódcy wejdą na pewno w podporządkowanie Dowódcy Połączonych Rodzajów Sił Zbrojnych.
Jeśli natomiast chodzi o domeny Cyber i Space, są to domeny, których żadne państwo nie przekazuje w bezpośrednie podporządkowanie struktur dowodzenia NATO. Są to domeny narodowe. Zapewniają one efekty dla dowódcy operacyjnego oraz dowódców domenowych realizujących zadania zarówno na głównym kierunku działań, jak i kierunkach pomocniczych. W domenie cyber jest to zabezpieczenie wszystkich systemów dowodzenia i wymiany danych, ale może to dotyczyć również rażenia cybernetycznego określonych celów dla osiągnięcia efektu na poziomie operacyjnym i wsparcia walki w domenach klasycznych. Efekt w domenie kosmicznej może obejmować zabezpieczenie systemów łączności, zapewnienie świadomości sytuacyjnej, w tym danych dotyczących stanu środowiska prowadzenia operacji. Niemniej domeny te nie realizują zadań jedynie dla dowódcy operacyjnego, ale również strategicznego i prowadzą dodatkowe zadania na korzyść broniącego się państwa. Stąd ich podporządkowanie w strukturze Szefa Sztabu Generalnego.
Planujemy budowę Dowództwa Operacji Kosmicznych i Wsparcia Środowiskowego. To nowe dowództwo. Dziś mamy Agencję Rozpoznania Geoprzestrzennego i Usług Satelitarnych, a chcemy rozpocząć budowę sił kosmicznych.
Na bazie ARGUS-a?
Tak. Podkreślam, że niczego nie rozmontowujemy. Raczej przeformowujemy i rozbudowujemy istniejące zdolności, zapewniając wyższe środki na ich rozwój oraz przewidujemy zwiększenie liczebności personelu tam, gdzie to będzie konieczne.
W pierwszej połowie lipca generał Salzman, szef operacji kosmicznych US Space Force, był w Polsce. Podpisaliśmy z Dowództwem Sił Kosmicznych Stanów Zjednoczonych umowę o współpracy. Potrzebujemy ich wsparcia w wielu obszarach, między innymi w budowie spójnego rozwoju domeny w wymiarze cywilnym i wojskowym, Dowództwa Operacji Kosmicznych, w zakresie szkolenia naszych żołnierzy w strukturach amerykańskiej domeny space. Musimy budować nowe zdolności do obrony narodowych zasobów w przestrzeni kosmicznej, stworzyć w przyszłości własne kursy dla żołnierzy kierowanych do domeny space, decydentów i dowódców od podstaw, a Amerykanie będą nam w tym pomagać.
Generał Salzman powiedział bardzo ciekawe zdanie dotyczące tego co jest nam niezbędne do efektywnej walki w przyszłej wojnie: „nie będziecie mieli zdolności do prowadzenia operacji wielodomenowych, jeśli nie będziecie mieli zdolności w domenie kosmicznej”.
Zdolności Space są bardzo ważne, ale ja chciałbym wrócić na przysłowiową Ziemię. Nie jest to związane ze SKiD, ale bardzo wpływa na funkcjonowanie Sił Zbrojnych. Około czterech tysięcy żołnierzy jest związanych z zadaniami na granicy. Wielu oficerów i dowódców wskazuje, że wojsko powinno z niej zejść i wrócić do szkolenia, ponieważ obecny model jest nieefektywny. Widzimy, że na granicy mają być wdrażane różne rozwiązania technologiczne, w tym roboty lądowe. Czy mogą szerzej trafić do Sił Zbrojnych?
Czas na zmiany na granicy jak najbardziej nadszedł. Zawsze patrzę na to z perspektywy operacyjnej.
W Siłach Zbrojnych brakowało nam pewnej zdolności, którą nazywam oceną operacji. Chodzi o wojskową ocenę tego, czy dobrze prowadzimy operację, na przykład na granicy, w jaki sposób ją realizujemy i jakie efekty osiągamy. W nowych strukturach chcielibyśmy skupić się również na tym, aby planistyczne struktury w sztabie oraz inne elementy operacyjne systemu zajmowały się analizą osiąganych efektów i celu operacji, czy realizujemy operację właściwie i we właściwy sposób. Wojskowi powinni okresowo przedstawić kierownictwu politycznemu efekty takiej analizy jako profesjonalny raport z rekomendacjami jak dalej prowadzić działania. To podstawowy wymóg prowadzenia operacji przez demokratyczne państwa opisany już od wielu lat w dokumentach doktrynalnych Sojuszu.
Jeśli chodzi o operację na granicy, to jesteśmy w bardzo ważnym momencie i nawet przy obecnych ograniczonych zdolnościach analitycznych jesteśmy w stanie przedstawić poziomowi politycznemu ocenę wojskową dalszej fazy prowadzenia tej operacji. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale chcielibyśmy ograniczyć tę część naszej aktywności.
A co z zastosowaniem nowoczesnych technologii?
Musimy rozszerzać zastosowanie nowoczesnych technologii, nie tylko na granicy. W przeciwieństwie do czasów I wojny światowej i po niej, kiedy masę budowano ludźmi. Dzisiaj masę buduje się dronami, robotami i technologią, aby człowiek nie musiał realizować zadań skrajnie niebezpiecznych, które maszyny mogą wykonać dziesięć razy szybciej i dziesięć razy lepiej. Zasadą staje się użycie w pierwszej linii i pierwszej kolejności dronów i robotów, a gdy nie ma innej możliwości lub sytuacja na to pozwala, wchodzą profesjonalnie wyszkoleni i najlepiej, jak to możliwe, wyposażeni żołnierze. My będziemy walczyć tak jak w czasach II wojny światowej na froncie zachodnim dowódcy walczyli metodą „steel against steel” – żelazo przeciwko żelazu, a nie jak Sowieci wtedy i Rosjanie dzisiaj w Ukrainie „blood against steel” – krwią przeciwko żelazu.
Nowe i przełomowe technologie oznaczają konieczność zachowania tempa zmian w środowisku operacyjnym, stąd inwestycje w technologię. Tak dzieje się wszędzie. Zmniejszenie zaangażowania personelu nastąpi również dzięki temu, że będziemy w stanie wykorzystywać znacznie więcej sensorów i dronów do monitorowania całej długości granicy.
Autor. Zespół Reporterski 1. Dywizji Piechoty Legionów / Facebook
Szef Sztabu Generalnego w ostatnich latach podkreślał, że nie należy skupiać się wyłącznie na modernizacji, lecz szerzej — na transformacji, ale musimy troszkę powiedzieć także o pozyskiwaniu nowego sprzętu. System zakupowy także mocno ewoluował, także poprzez tworzenie Agencji Uzbrojenia, Radę Modernizacji Technicznej. Czy w nowym systemie dowódcy rodzajów Sił Zbrojnych odzyskają silniejszą pozycję w kreowaniu potrzeb i budowaniu zdolności?
Jeśli chodzi o Agencję Uzbrojenia, nie chciałbym się wypowiadać, ponieważ jest to obszar ministra obrony narodowej. Mogę jednak powiedzieć, jak wygląda to w naszych planach w odniesieniu do transformacji i modernizacji technicznej.
Przede wszystkim należy dobrze rozumieć, że transformacja jest procesem ciągłym, a w słowniku natowskim —continuous transformation. Amerykanie mówią o tym od wielu lat, a u siebie takie podejście wdrożyli już dawno, co najmniej od 2024 roku. Transformacja opiera się na trzech filarach. Pierwszy to modernizacja techniczna. Drugi to struktury organizacyjne, procesy i procedury. Trzeci to kultura organizacji.
O tej trzeciej jeszcze nie mówiliśmy, a będzie ona oznaczała bardzo dużą zmianę w zakresie konieczności zmiany kultury funkcjonowania dowództw. Jeśli chodzi o obszar modernizacji technicznej, chcielibyśmy utrzymać dobre zasady związane z funkcjonowaniem instytucji eksperckich. Naszym zdaniem było to rozwiązanie właściwe. Dowódcy mogli poprzez swoich przedstawicieli mieć głos w procesie wyboru i zakupu najlepszego środka walki. Teraz chcielibyśmy, aby były to zarządy, w tym rodzajów wojsk, które będą odpowiadać w nowych strukturach nie tylko za udział w programowaniu Sił Zbrojnych, ale również za planowanie rozwoju swojego rodzaju wojsk i co najważniejsze za implementację tych planów.
Czyli nie będzie jednej linii decyzyjnej w sprawie modernizacji, tylko kilka linii odpowiedzialności?
Będzie to wyglądało następująco: rolę Dowódcy Generalnego w zakresie modernizacji technicznej przejmą dowódcy rodzajów Sił Zbrojnych, ponieważ to oni będą budowali zdolności w swoich domenach. Dowódca Połączonych Rodzajów Sił Zbrojnych (PR SZ) będzie odpowiedzialny za harmonizację oraz zapewnienie zdolności do prowadzenia operacji połączonych i wielodomenowych.
Dowódca PR SZ będzie musiał nadzorować proces pozyskiwania, aby systemy ze sobą „rozmawiały”, a dowództwa były w stanie przygotować się do wspólnego i spójnego działania. Chodzi o to, aby – przykładowo – dowódca Marynarki Wojennej, będący dowódcą wspieranym operacji połączonej, mógł użyć jednostek bojowych i efektorów znajdujących się w Wojskach Lądowych i Siłach Powietrznych. Interoperacyjność systemów łączności, systemów uzbrojenia, sensorów czy efektorów międzydomenowo, na poziomie taktycznym, musi zostać zapewniona i stać się standardem.
Następnie wszystkie te kwestie będą trafiały do Sztabu Generalnego. Dowódca Wojsk Lądowych będzie głównym doradcą szefa Sztabu Generalnego w zakresie zdolności budowanych w domenie lądowej — nie Dowódca Połączonych Rodzajów Sił Zbrojnych. Taką samą rolę głównego doradcy będą pełnić Dowódca Sił Powietrznych i Dowódca Marynarki Wojennej. Za modernizację będą więc odpowiadać dowódcy domenowi, a nie Dowódca Połączonych Rodzajów Sił Zbrojnych.
Chodzi więc o to, aby uniknąć wzajemnego blokowania się instytucji?
Chodzi o to, aby nie było dwóch instytucji odpowiedzialnych za to samo. Dowódca Połączonych Rodzajów Sił Zbrojnych nie może być kolejnym szczeblem, na którym rozwój domen jest kanalizowany poprzez dodatkowe procedury administracyjne, które generowałyby znaczną liczbę dodatkowych etatów.
Istnieje tu bezpośrednia relacja dowodzenia w wymiarze transformacyjnym pomiędzy szefem Sztabu Generalnego i dowódcami domenowymi, tak samo jest w NATO. Poszczególne domeny bezpośrednio raportują swoje wymogi i potrzeby do SACEUR-a, informując o tym fakcie dowódców sił połączonych – JFC z Neapolu, Brunssum i Norfolku.
Dowódcy połączonego nie interesuje bowiem, w szczegółach, jakie dokładnie zdolności wewnętrznie ma każdy dowódca domenowy. Interesują go efekty operacyjne, które dany dowódca może wnieść do operacji. Dla jego potrzeb najistotniejszym będzie, czy dowódcy domen klasycznych będą w stanie się wzajemnie wspierać i czy będą mieli zdolność i możliwość absorpcji wzajemnych zdolności i efektów z domeny cyberprzestrzeni i domeny kosmicznej.
Nie to, czy będzie to konkretny czołg, ale jaka zdolność zostanie osiągnięta.
Tak jest. Chodzi o zdolność do realizacji ośmiu funkcji operacyjnych: dowodzenia, rozpoznania, rażenia, manewru, ochrony wojsk, logistycznego zabezpieczenia, działań informacyjnych i współpracy cywilno-wojskowej zapewniających osiąganie efektów zgodnie z planem operacji, np. jaki może być efekt w poszczególnych funkcjach operacyjnych z domeny lądowej do degradacji A2AD przeciwnika kierowanej przez Siły Powietrzne.
Autor. Marta Jackiewicz/Defence24.pl
Poruszyliśmy wiele wątków, ale na koniec chciałbym zapytać o Wojska Specjalne — jedną z wizytówek polskich Sił Zbrojnych, ze zdolnościami do dowodzenia komponentem NATO od ponad dekady. Czy nadal chcemy rozwijać je liczebnie i modernizacyjnie? Jaka ma być ich rola strukturalna w nowym systemie?
Naszym zdaniem istnieje duża potrzeba inwestowania w nowoczesne Wojska Specjalne, których obszary działania i funkcjonowania będą zdecydowanie szersze niż obecnie.
Wojna na Ukrainie, działania Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych w Wenezueli i innych miejscach, a także działania Izraela w Iranie wskazują, że musimy przygotowywać nasze Siły Zbrojne do działań w środowisku operacyjnym XXI wieku.
Do działań ofensywnych?
Do wszelkich działań, które zabezpieczają państwo i zapewniają poziomowi politycznemu elastyczność w wykorzystaniu zdolności całych Sił Zbrojnych — we wszystkich domenach i we wszystkich środowiskach operacyjnych, w tym w środowisku kognitywnym czy w walce w cyberprzestrzeni.
Dlatego chcemy, aby Wojska Specjalne podlegały szefowi Sztabu Generalnego — właśnie ze względu na nowoczesne wymogi ich wykorzystania i realizacji przez nie operacji od poziomu strategicznego po operacyjny.
Są też przepisy ograniczające zastosowanie Wojsk Specjalnych na terytorium państwa i poza nim. Czy w ramach reformy można będzie zmienić te regulacje?
Problem jest następujący: obecne rozwiązania w pewnym stopniu ograniczają elastyczność wykorzystania Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej. Takiego problemu nie mają Rosjanie.
Reforma powinna wesprzeć elastyczność wykorzystania polskich Sił Zbrojnych. Nie wszystkie potrzebne rozwiązania muszą być zapisane wprost w ustawie jawnej. Są inne dokumenty, w których mogą zostać zawarte kwestie wymagane z punktu widzenia naszego interesu narodowego. Nie chciałbym mówić o tym zbyt szczegółowo.
Chcemy stworzyć jak najlepsze warunki, aby państwo potrafiło elastycznie korzystać ze swoich narzędzi militarnych. W ustawie również przewidujemy kilka zadań, które będą temu służyły. Chcemy zapewnić elastyczne wykorzystanie polskich Sił Zbrojnych, w szczególności w fazie odstraszania. Gdy wojna wybuchnie, nikt nie ma już co do tego wątpliwości, a my musimy się do niej dobrze przygotować. Kluczowa jest faza odstraszania.
Środowisko bezpieczeństwa i środowisko operacyjne podlegają gwałtownym zmianom, zagrożenia są coraz większe, a nasze prawo powinno zapewnić nam elastyczność w przygotowaniu do aktywnej obrony i przeciwdziałaniu zaskoczeniu. Jesteśmy częścią NATO, więc nie będziemy prowadzili działań agresywnych. Musimy jednak przygotować się do prowadzenia nowoczesnych operacji obronnych już w fazie odstraszania oraz nowoczesnych operacji wielodomenowych —all-domain operations — przed wybuchem wojny.
Czy istnieje dziś wola polityczna, aby doprowadzić reformę do końca? Wiemy, że wcześniej podejmowano już próby takich zmian.
To już trzecia próba. Tak naprawdę, wojsko jest gotowe, mamy nawet przygotowaną infrastrukturę pod nowe dowództwa. Dlatego reforma nie będzie szczególnie kosztowna. Jak już mówiłem, tworzenie nowych dowództw nie wymaga budowy wszystkiego od początku. Wiele elementów jest już przygotowanych. Jak mówiłem, od 2020 roku rozpoczęły się działania przygotowawcze.
Dodam, że w obecnych pracach uczestniczą przedstawiciele departamentów Ministerstwa Obrony Narodowej, Biura Bezpieczeństwa Narodowego oraz innych struktur. Moim zastępcą jest dyrektor Departamentu Strategii i Planowania Obronnego generał Dariusz Łukowski. Nie jest to projekt autorski, a projekt zespołowy przygotowywany w ścisłej kooperacji z innymi organami państwa.
Czy system spowoduje również zmiany w samym Sztabie Generalnym?
Chcielibyśmy, aby tak było.
Na rzecz zwiększenia roli szefa Sztabu Generalnego?
Chcemy, aby Sztab Generalny stał się dowództwem szczebla strategicznego. W jakim dokładnie układzie — to jest sprawa drugorzędna. Najważniejsze jest to, aby Rzeczpospolita posiadała dowództwo szczebla strategicznego, ponieważ Sztab Generalny jest obecnie częścią urzędu MON.
Mamy bardzo wiele niejednoznacznych zapisów w ustawach, między innymi w ustawie o obronie Ojczyzny oraz ustawie o urzędzie ministra obrony narodowej. Zapisano na przykład, że szef Sztabu Generalnego dowodzi poprzez dowódców rodzajów Sił Zbrojnych. A co z innymi strukturami, takimi jak Inspektorat Wsparcia? Z kolei inspektor rodzajów wojsk, inspektor szkolenia czy inspektor bezzałogowych systemów dowodzenia są w Dowództwie Generalnym. Powstaje pytanie, jak należy rozumieć ich relacje dowodzenia między nimi a inspektorami wojsk lądowych, sił powietrznych czy marynarki wojennej. Który jest dla nich priorytetem i kiedy? Należy ponadto wskazać, że Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych jest bezpośrednim przełożonym 49 jednostek organizacyjnych. To kilkakrotnie więcej niż wskazują to podstawowe zasady określone w naukach o zarządzaniu.
Zmiana ustawy powinna nam również pozwolić na wprowadzenie zapisów, które sprawią, że dowództwa będą bardziej zoperacjonalizowane. Każde z nich ma być przygotowane do działania w czasie pokoju, kryzysu i wojny. Każde ma swoje miejsce, swoją rolę i specyficzne zadania. Chcemy, aby struktury wewnętrzne trzech nowych dowództw Rodzajów Sił Zbrojnych oraz pozostałych dowództw były jak najbardziej spójne strukturalnie i procesowo. Te same procesy, taka sama filozofia budowy — bardzo natowskie, doktrynalne podejście, ale z uwzględnieniem specyfiki i odrębnych zadań realizowanych przez każde z nich.
Pełna harmonizacja od najniższego szczebla do najwyższego?
Od najniższego szczebla do najwyższego, łącznie z dowództwem strategicznym.
To jest duży problem, ponieważ dotychczas każdy z dowódców, który bierze udział w procesie optymalizacji, rozwijał swoje wewnętrzne rozwiązania, często w oderwaniu od reszty SZ. Zwracał się do różnych przełożonych i zazwyczaj otrzymywał zgody na wprowadzenie wszelkich zmian, nie zawsze spójnych z pozostałą częścią Sił Zbrojnych.
Teraz próbujemy stworzyć spójność organizacyjną i procesową, aby Siły Zbrojne były rzeczywiście miejscem, w którym bardzo szybko i profesjonalnie przygotowuje się procesy decyzyjne oraz dowodzi działaniami czy operacją.
To bardzo trudne zadanie, biorąc pod uwagę zaszłości. Założeniem jest ograniczenie mnogości procesów, procedur i decyzji, które rozpychały się poziomo i pionowo w systemie?
Tak jest. Chcemy również ułatwić funkcjonowanie całego systemu poprzez zmianę kultury organizacyjnej. Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której jednostki i dowództwa przestaną skupiać się na pokojowym funkcjonowaniu. Mają skupić się na tym, po co naprawdę istnieją i dlaczego podatnicy finansują te struktury.
Powinny skupiać się na swoim wojennym przeznaczeniu, przygotowaniu do wojny, przygotowaniu do działań oraz szkoleniu podległych jednostek. Dowódca nie powinien skupiać się na administracji i codziennym podpisywaniu tysięcy dokumentów administracyjnych. Ma skupiać się na dowodzeniu, relacjach z podwładnymi, przełożonymi i współdziałaniu z innymi dowódcami. Chcemy wdrażać myślenie operacyjne u dowódców na wszystkich szczeblach i odciążać ich od spraw administracyjnych.
Zadania administracyjne będą przejmowane przez szefa sztabu oraz jego zastępców.
Dziękuję za rozmowę.



