Polityka obronna

Obwód Kaliningradzki traci znaczenie. Nowa strategia NATO na Bałtyku [ANALIZA]

Fot. mil.ru

Wejście Szwecji i Finlandii do NATO, wprowadzanie w państwach natowskich nowych systemów uzbrojenia, wiedza na temat realnej wartości bojowej rosyjskich okrętów i systemów uzbrojenia oraz rzeczywistych celów agresywnej polityki władz na Kremlu mogą i powinny diametralnie zmienić strategię Paktu Północnoatlantyckiego w odniesieniu do Morza Bałtyckiego.

Po przyjęciu Finlandii i Szwecji do NATO Bałtyk stanie się dla Federacji Rosyjskiej morzem zamkniętym, ponieważ będzie można na nim w pełni kontrolować rosyjskie działania morskie. W razie konfliktu zbrojnego kraje natowskie już teraz mają bowiem możliwości przerwania ruchu morskiego: od i do portów Rosji. Blamaż Floty Czarnomorskiej w starciu z Ukrainą wyraźnie pokazuje, że w konfrontacji z nowoczesnym uzbrojeniem oraz nową taktyką rosyjskie okręty nawodne mają kłopoty w realizacji zadań i będą musiały pozostać w porcie.

Rosjanie nie mając obecnie żadnych środków nawodnych, którymi mogliby zakłócić ruch na Bałtyku, muszą się więc ograniczyć jedynie do zainstalowania w Obwodzie Kaliningradzkim baterii rakiet nabrzeżnych systemu „Bał" i „Bastion" oraz do utrzymywania lotnictwa morskiego (załogowego i bezzałogowego), które jednak, biorąc pod uwagę ogromną przewagę w powietrzu państw NATO, ma bardzo ograniczone możliwości skrytego działania. Ta przewaga w powietrzu będzie jeszcze większa, kiedy do obrony przed rosyjskim atakiem będą się mogły włączyć samoloty czwartej i piątej generacji wchodzące w skład fińskich i szwedzkich sił powietrznych (zwiększając dwukrotnie liczbę tych samolotów w krajach skandynawskich).

Strategiczne położenie Bornholmu, Gotlandii i Wysp Alandzkich w nadzorze nad Morzem Bałtyckim
Fot. Luke Coffey/Hudson Institute

Pojawiła się więc możliwość prowadzenia skutecznej polityki odstraszania w odniesieniu do rosyjskiej agresji morskiej w regionie Morza Bałtyckiego. Wymaga to jednak nowego podejścia do systemu wspólnej obrony w tym regionie, związanego m.in. ze zmianą priorytetów, przebudową poszczególnych marynarek wojennych, wskazaniem nowych, strategiczne ważnych obszarów oraz wzmocnieniem sił natowskich na najbardziej zagrożonych ze strony Rosji obszarach.

Czytaj też

Bestialstwo Rosjan w Ukrainie wyraźnie pokazuje bowiem, że nie może już tylko chodzić o systematyczne zwolnienie rosyjskiego natarcia i późniejsze odbijanie zajętego przez rosyjskie wojska terytorium, ale konieczne jest zatrzymanie ataku już na granicach i kompleksowe niszczenie wojska agresora oraz jego linii dostaw.

O ile w samym procesie przygotowywania się do działań na lądzie w krajach nadbałtyckich jest bardzo wiele do zrobienia, o tyle w przypadku natowskich sił morskich sprawa jest o wiele prostsza. Wejście Finlandii i Szwecji do NATO ostatecznie bowiem zablokuje rosyjskie okręty w okolicach Sankt Petersburga tak, że Rosjanie nie będą mieli żadnej możliwości dostarczenia zapasów do Obwodu Kaliningradzkiego, odciętego na lądzie od Federacji Rosyjskiej.

Szwedzkie i fińskie siły zbrojne będą stanowiły znaczące wsparcie dla sił NATO, szczególnie w rejonie Morza Bałtyckiego
Fot. Bezav Mahmoud/Swedish Armed Forces

Nie chodzi więc już raczej o obronę Morza Bałtyckiego, ale o jego nadzorowanie. Potwierdzają to m.in. amerykańscy analitycy z Hudson Institute wskazując w tej sytuacji na zwiększanie się znaczenie takich wysp jak Bornholm i Gotlandia oraz konieczność zabezpieczenia unikalnego statusu Wysp Alandzkich, które obecnie są strefą zdemilitaryzowaną. Amerykanie wskazują dodatkowo na konieczność m.in.:

  • zwiększenia morskiej obecności sojuszu na Morzu Bałtyckim;
  • utworzenie grupy bojowej NATO w Finlandii;
  • wprowadzenia stałych sił NATO w krajach bałtyckich;
  • ustanowienie misji obrony powietrznej Morza Bałtyckiego.
Szwedzkie i fińskie siły zbrojne już od dawna współdziałały z NATO szkoląc się m.in. w przyjęciu wsparcia z morza ze strony sił sojuszniczych
Fot. M.Dura

Czy wypracowanie nowej strategii na Bałtyku jest w ogóle możliwe?

Stosunek „starych" państw NATO do nowych członków wyraźnie ewoluuje. Początkowo działanie opierały się mniej na realnych potrzebach i ocenach, a bardziej były podporządkowane woli polityków nieantagonizowania Rosji. Było to widoczne szczególnie w krajach bałtyckich, które po przyłączeniu się do NATO w 2004 roku, owszem wspomagano pomocą w modernizacji własnych sił zbrojnych, ale nie kontyngentami wojskowymi

Pierwsze, konkretne plany reagowania sił sojuszniczych w przypadku ataku na Litwę, Łotwę i Estonię pojawiły się dopiero w 2008 roku po inwazji Rosji na Gruzję. Realne działania zaczęły się jednak tak naprawdę w 2014 roku, po aneksji Krymu przez Federacje Rosyjską.

Szwedzkie samoloty myśliwskie JAS 39 Gripen eskortujące amerykański bombowiec B-52 Stratofortress podczas ćwiczenia w stawianiu min morskich. W dole widoczna szwedzka korweta typu Visby
Fot. Swedish Armed Forces

Dopiero wtedy do krajów nadbałtyckich zaczęto wysyłać rotacyjne pododdziały z innych państw NATO. Początkowo były to kompanie, które po szczycie NATO 2016 w Warszawie przekształciły się w bataliony EFP (Enhanced Forward Presence). Z kolei w 2022 roku zadecydowano, że te siły można zwiększyć do poziomy brygady, z tym że „tam, gdzie jest to potrzebne".

Atak Rosji na Ukrainę, a szczególnie otwarta agresja 24 lutego 2022 roku diametralnie zmieniła podejście krajów natowskich do ogranicznika, jakim wcześniej była niewątpliwie groźba reakcji ze strony władz na Kremlu. Obecnie opinia Putina przestała się liczyć i działania NATO są podporządkowane przede wszystkim bezpieczeństwu państw członkowskich. Jest to tym bardziej uzasadnione, że w odróżnieniu od Rosji wszystkie te działania są nastawione tylko na obronę własnego terytorium.

Czytaj też

Nowa strategia wyzwaniem nie tylko dla NATO, ale również państw członkowskich

Osłabienie Federacji Rosyjskiej niewątpliwie pomoże w podejmowaniu bardziej radykalnych decyzji, co do rozwoju potencjału obronnego w regionie Morza Bałtyckiego. Będzie to widoczne szczególnie w pracach nad włączeniem do ogólnego systemu Szwecji i Finlandii. Oba te państwa posiadają niewielkie, ale bardzo skuteczne siły zbrojne, które będzie można wykorzystać, np. w zabezpieczeniu sytuacji w krajach nadbałtyckich, szczególnie w pierwszych chwilach agresji. Szwecja i Finlandia taką gotowość pomocy demonstrowały zresztą już wcześniej, wysyłając swoich żołnierzy do Afganistanu, Afryki i krajów bałkańskich, a ostatnio przekazując wsparcie wojskowe i humanitarne dla Ukrainy.

Szwedzcy żołnierze aktywnie uczestniczyli w działaniach stabilizujących w Mali
Fot. Jimmy Croona/Swedish Armed Forces

Jednocześnie trzeba też być przygotowanym na konieczność szybkiego wzmocnienie Szwedów i Finów w przypadku ewentualnej, rosyjskiej agresji. Najważniejsza jest oczywiście fińska granica lądowa z Rosją, która ma długość ponad 1300 km. Być może będzie to związane z koniecznością wydzielenia stałych lub rotacyjnych sił natowskich (grupy bojowej EFP) również w tym państwie, które stanie się przecież ważnym elementem wschodniej flanki NATO.

Samo Morze Bałtyckie przestanie być jednak zagrożeniem, ze względu na pełną kontrolę sił natowskich z obu stron Zatoki Fińskiej oraz Cieśnin Duńskich. Może to być jednak związane np. z przygotowaniem się do wzmocnienia w razie zagrożenia garnizonów na Bornholmie i Gotlandii lub dodatkowym, międzynarodowym zabezpieczeniem Wysp Alandzkich.

Lądowanie amerykańskich Marines na wyspie Gotland w czasie manewrów Baltops 2022 w czerwcu 2022 roku
Fot. www.defense.gov

Przygotowania do prowadzenia tego rodzaju operacji zresztą już się rozpoczęły, co było widoczne m.in. w czasie manewrów BALTOPS 2022, gdy amerykańska piechota morska ćwiczyła lądowanie na Gotlandii. Podobną operację czasowego wzmocnienia sił przeprowadzono również na Bornholmie przerzucając tam wyrzutnie rakietowe systemu HIMARS. Być może już niedługo pojawią się tam także wyrzutnie rakiet nadbrzeżnych NSM polskiej Morskiej Jednostki Rakietowej.

Wyeliminowanie zagrożenia militarnego ze strony Obwodu Kaliningradzkiego

Największym wyzwaniem dla państw NATO będzie niewątpliwie wyeliminowanie zagrożenia, jakie istnieje ze strony garnizonu rosyjskiego utworzonego przez Rosję w Obwodzie Kaliningradzkim. Sprawę ułatwi jednak fakt, że region ten w wyniku wojny w Ukrainie utracił swoje znaczenie i to na co najmniej kilkanaście lat.

Czytaj też

Wcześniej Federacja Rosyjska uważała Obwód Kaliningradzki za strategicznie ważny ponieważ:

  • Był to element kluczowy rosyjskiego systemu antydostępowego A2/AD (antiaccess/area denial) w regionie Morza Bałtyckiego, stanowiący m.in. swoisty system wczesnego ostrzegania i reagowania dla pozostałego obszaru Federacji Rosyjskiej;
  • Był to region służący Rosji do projekcji siły i grożenia sąsiednim państwom, w tym przede wszystkim Szwecji, która nie będąc w sojuszach musiała się liczyć z rosyjskim atakiem;
  • Region ten dawał możliwość wprowadzania zamieszania w Unii Europejskiej i NATO chociażby przez posiadaną możliwość tranzytu przez Litwę towarów i zaopatrzenia do Obwodu Kaliningradzkiego, jak również loty statków powietrznych wzdłuż granic państw natowskich (stąd częste angażowanie samolotów uczestniczących w akcji Baltic Air Policing).
Fot. mil.ru

Rzeczywiste znaczenie Obwodu Kaliningradzkiego dla Federacji Rosyjskiej obecnie drastycznie spadło. Oczywiście nadal istniejące tam baterie rakietowe stanowią zagrożenie dla ruchu morskiego na Bałtyku, jednak skuteczność ich oddziaływania znacząco spadła. Wojna w Ukrainie pokazała bowiem, że rosyjskie systemy przeciwlotnicze nie są w stanie obronić się przed atakiem najnowszej generacji systemów rakietowych a ich rakiety manewrujące są łatwe do zwalczania nawet z wykorzystaniem zestawów MANPADS. Daje to możliwość sąsiednim krajom natowskim do szybkiego reagowania i eliminowania zagrożenia precyzyjnym ogniem artylerii lufowej i systemów takich jak HIMARS (z terenu Polski i Litwy).

Czytaj też

Co najważniejsze możliwości bojowe zgrupowania bojowego stacjonującego w Obwodzie Kaliningradzkim znacząco się zmniejszyły po pełnoskalowym ataku na Ukrainę 24 lutego 2022 r. O ile bowiem wcześniej szacowano, że w obwodzie tym przed tą agresją stacjonowało około 25 000 żołnierzy plus nieokreślona, choć duża ilość czołgów i pojazdów wojskowych, to obecnie te liczby są na pewno mniejsze, w tym szczególnie jeżeli chodzi o stany osobowe. Przypuszcza się również, że Rosjanie naruszyli znacząco zapasy amunicji dla najgroźniejszych systemów rakietowych „Iskander-M".

Fot. mil.ru

Nie zmienia to faktu, że zagrożenie właśnie ze strony rakietowych pocisków rosyjskich będzie znacząco utrudniało normalne funkcjonowanie krajów natowskich na Morzu Bałtyckim. Zapobiec temu można poprzez prowadzenie ciągłego rozpoznania i zachowanie zdolności do natychmiastowej reakcji.

Trzeba przy tym pamiętać, że powyższe rozważania dotyczą działań lądowych, powietrznych i nawodnych. Otwarta jednak pozostaje sprawa okrętów podwodnych. Są to bowiem jednostki z zasady przygotowane do skrytego działania, które nie tylko mogą przerywać morskie linie komunikacyjne, ale w swoich najnowszych wersjach, również atakować cele lądowe rakietami manewrującymi system „Kalibr".

Państwom NATO sprzyjają przy tym dwa czynniki: brak u Rosjan odpowiednich technologii i brak odpowiednich jednostek pływających. Bałtyk nie jest akwenem do skutecznego działania atomowych okrętów podwodnych. Rosjanie mogą więc tam wykorzystywać tylko jednostki z napędem diesel-elektrycznym, które w działaniach pod wodą są ograniczone wytrzymałością baterii akumulatorów.

Fot. mil.ru

Sprawę mogło by załatwić wprowadzenie na rosyjskie okręty napędu niezależnego od powietrza, jednak jak na razie prace Rosjan w tej dziedzinie nie zakończyły się sukcesem. Oznacza to, że rosyjskie okręty podwodne muszą okresowo (co 2-3 dni) się wynurzać by ładować swoje akumulatory i jest to niebezpieczny dla nich moment, kiedy mogą zostać zlokalizowane.

Czytaj też

Po drugie Flota Bałtycka nie posiada nowych okrętów podwodnych, a stare nie są w dobrym stanie i nie są wyposażone w rakiety manewrujące. Dopóki więc Rosjanie nie przerzucą dodatkowych sił na Bałtyk to zagrożenie spod wody będzie praktycznie minimalne. Ponieważ wcześniej potrzeby Floty Bałtyckiej nie były traktowane priorytetowo, można sądzić, że przy obecnym kryzysie ta sytuacja się nie zmieni w ciągu najbliższych kilkunastu lat.

Chcąc być jednak na to przygotowanym kraje leżące nad Bałtykiem muszą posiadać skuteczne siły zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) wykorzystujące zarówno nawodne jednostki pływające i statki powietrzne jak i okręty podwodne.

Komentarze (20)

  1. Piotr Glownia

    A polska piechota morska gdzie? Nie na okrętach desantowych tylko na kutrach transportowo-szturmowych. Nie widzę! Znaczenie Królewiec nadal ma jako puszka do której brak porządnego otwieracza.

    1. Kontrapara

      Popuśćmy nieco wodze fantazji:Jest rok 2025.Rosja z Kalinigradu wypuszcza codziennie 5 tys irańskich dronów Shaded na Polskę..Wtórują im rakiety S3400 i inne jakieś muzealne wynalazki w tysiącach sztuk...A na granicy z Ukrainą stoi 2mln ruskich obdartusów.Obronimy się?A może obroni nas NATO? Może Niemcy?

    2. Piotr Glownia

      @Kontrapara. Jak widzisz rozwiązanie dla tej puszki, którą jest Królewiec bez piechoty morskiej? Artyleria jest królową pola walki, lecz jej królem jest teren. Piechota morska nie tylko, że byłaby bardziej efektywna w piaszczysto-podmokłym terenie Zalewu Wiślanego, lecz także lekka piechota lepiej pasuje do walk w terenie zurbanizowanym w odróżnieniu od piechoty zmechanizowanej. Piechota morska nie musi służyć wyłącznie do ataku i desantu. To bardzo efektywne wojsko do walki obronnej w terenie zurbanizowanym czy w terenie rzeczno-podmokłym. W USA tworzy się pułki obrony wybrzeża właśnie z piechoty morskiej USA. Kutry transportowo-szturmowe można przewieźć na przyczepie ciężarówki w odróżnieniu od okrętu desantowego i można je używać nie tylko na pełnym morzu, lecz także na rzekach.

    3. CdM

      @Kontrapara - tja. Codziennie 5 tysięcy. Faktycznie popuściłeś... wodze fantazji ofc. Gdy obecnie są w stanie ze 100, a i to przecież nie codziennie, tylko raz na jakiś czas. I weź już proszę daj sobie spokój z tym straszeniem "eskalacją", jakby wprost z agendy FSB. Nikt Rosji nie zaatakuje, wbrew rojeniom ruskiej propagandy. Ale jeśli Rosja "poczuje się zmuszona" i sama zaatakuje państwa NATO konwencjonalnie, to dostanie symetryczną odpowiedź. I tyle.

  2. Powiślak

    Okręt podwodny jest ZAWSZE groźny. Fregata jest ZAWSZE widocznym celem, a nasze praktycznie bezbronne wobec rakiet to już porażka. Rosjanie nie mają większych okrętów nawodnych, za to podwodne tak. Kto tu będzie celem? Niemniej Królewiec dla ruskich to "kocioł".

    1. GB

      Rosyjska Flota Bałtycka ma zaledwie JEDEN stary okręt podwodny projektu 877 Dymitrow.

    2. Kontrapara

      Ok..ale ztopienie tego płwającego wraka to byłaby tzw eskalacja.

    3. Chyżwar

      @Kontrapara I o to właśnie chodzi. Jak ruscy zechcą "eskalować", to spoczną na dnie Bałtyku. Stara balia o nazwie Moskwa już zdążyła "wyeskalować" na czarnomorskie dno..

  3. Keras

    Szwecja i Finlandia w NATO są jak młot i kowadło na Sankt Petersburg i Kaliningrad.

    1. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

      Nie - Skandynawowie mogą zlikwidować [siłami z lądu] A2/AD Petersburga i w ślad za tym flotę w Kronsztadzie, natomiast to Polska musi zlikwidować [także z lądu] A2/AD Królewca i dzięki temu flotę w Bałtisjku. Do całej Skandynawii [NORDEFCO] wraz z UK i US Navy należy konfrontacja GIUK/Arktyka - i przynajmniej neutralizacja A2/AD Siewieromorska. To zadanie najtrudniejsze, bo Siewieromorsk ma morską głębię strategiczną Arktyki i oparcie w atomowych "boomerach" i szturmowcach o dużej autonomii, [której to głębi [i atomowców] brak w przypadku Królewca i Petersburga] - i dlatego Siewieromorsk wymaga [i to tylko do neutralizacji] dużo większego zaangażowania i floty i lotnictwa morskiego.

    2. Kontrapara

      Ta..nie da się.Bo to byłaby tzw eskalacja.

    3. Chyżwar

      @Kontrapara Jakiekolwiek uderzenia na kraj NATOwski to jest eskalacja.

  4. Filemon19

    Podsumowując 1255 rok Ottokar2 król Czech zakłada Karlowec po krucjatach w Prusach razem z krzyżakami

  5. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Cała strategia morska NATO sprowadza się w istocie do likwidacji morskich "bastionów" A2/AD Rosji - bez nich flota rosyjska jest na widelcu przełamujących uderzeń rakietowych i dronowych. Do Polski należy likwidacja A2/AD Królewca - siłami z lądu - precyzyjnej projekcji siły Homarów, Gladiusa, Krabów z APR [Vulcano czy przyszłą strumieniową Nammo]. Do Skandynawów [NATO czy NORDEFCO z UK i częściowo z USA] należy likwidacja A2/AD Petersburga i przynajmniej neutralizacja A2/AD Siewieromorska. No i dronowa podwodna blokada Zatoki Fińskiej przez Finlandię i Szwecję z Estonią, a Polska z Litwą winny dronowo zablokować Bałtijsk na linii Mierzeja Helska-Mierzeja Kurońska.

    1. Kontrapara

      Likwidacja Basionów jest nie możliwa gdyż była by to w istocie eskalacja.

    2. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

      Likwidacja rosyjskich bastionów A2/AD jest nie tylko możliwa, ale wręcz konieczna w razie ataku Rosji. A wtedy nikt nie będzie się przejmował eskalacją - bo sama Rosja by dokonała eskalacji.

  6. KrzysiekS

    Jeżeli Szwecja i Finlandia wejdą do NATO to Królewiec staje się pułapką nie atutem Rosji.

    1. Kontrapara

      To byłaby tzw eskalacja.Do tgo nigdy nie dojdzie.

  7. tagore

    Skończy sie na tym ,że w Królewcu pozostaną kutry patrolowe i trochę atrap sprzetu.

    1. Kontrapara

      Podaj powodu dlaczego tak uważasz?

  8. Prezes Polski

    Krym będzie ruskim trudno utrzymać, a co dopiero Kaliningrad. Brak połączenia lądowego, podejścia do portów w zasięgu broni NATO, niektóre nawet artylerii lufowej (!). To sprawiało, że w razie wojny był na straconej pozycji. Jeśli ruskim nie udałoby się utworzyc połączenia lądem w ciągu kilkunastu dni, Kaliningrad musiałby upaść. A widzimy, że mieliby z tym połączeniem ogromny problem, bo teren do ataku wybitnie niekorzystny, sam atak musiałby się odbyć z Białorusi, a więc bez efektu zaskoczenia. Myślę, że sami ruscy zdawali sobie z tego sprawę i obwód spisany był na straty. Miał wiązać nasze siły jak długo się da i to wszystko.

    1. Kontrapara

      Kaliningradu nikt nie ruszy bo to byłaby eskalacja.

  9. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Optuję za budową seryjną raczej 300 niż 200 szybkich transportowych mini-Diugoni w naszych stoczniach. Część [min 50 sztuk] będzie potrzebna na czas W w dorzeczu Wisły, Bugu, Narwi do obsługi wewnętrznego śródladowego transportu sprzętu i zaopatrzenia WP. Zapewniając także rozproszone przeprawy - bo koncentracja przeprawowa na klasycznych mostach pontonowych to idealny cel dla nieprzyjaciela. Inna rzecz, że właściwie całość sprzętu kołowego i gąsienicowego WP winna mieć napęd hybrydowy, by forsować po dnie zbiorniki wodne. No, ale to winno się rozpocząć dekadę temu - po sukcesie naszej Autonomicznego Podwozia Gąsienicowego. Niestety - jak zwykle projekt umarł bez wdrożeń na wielką skalę, podobno "uzasadnieniem" było, że "inni tego nie robią"....mści się brak własnej oceny i brak woli i konsekwencji - triumfuje zgniłe "a po co dokładać sobie kolejne zadanie? - dobrze jest, jak jest...".....

    1. Kontrapara

      Nie da się bo to jest tzw eskalacja.

  10. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Program Miecznik - przy braku naszego doświadczenia - będzie kosztował nie 10, a przynajmniej 15 mld zł. Pomijam, że będzie musztardą po obiedzie względem spodziewanej przez KPRM i MON możliwej wojny za 2-3 lata - co jest oznaką krytycznej niekonsekwencji decydentów. Potrzebujemy zbudowania całokrajowej [ w tym rozciągniętej na Bałtyk] C5iSTAR/EW - by nasze Homary, Gladiusy, Kraby z APR, wreszcie lądowe NSMy i RBS-15 - w pełni kontrolowały sieciocentrycznie real-time nasz obszar Bałtyku - i Obwód Królewiecki. Potrzebujemy PRAWDZIWEJ obrony przeciwrakietowej z lądu na Bałtyk - gdzie Patrioty są gorszym rozwiązaniem, a lepszym najnowszy koreański L-SAM - deklasujący Patriota. Potrzebujemy dronów podwodnych szczelnych linii blokadowych Petersburga i Bałtijska - i dla obrony infrastruktury krytycznej. Potrzebujemy min 50 szturmowych kutrów klasy CB90 do wojny hybrydowej i 200-300 mini-Diugoni. REALNEGO transportu strategicznego.

    1. Kontrapara

      ok.ale co z eskalacją?

  11. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Jak widać - jest cały szereg systemów KONIECZNYCH na Bałtyk - zupełnie innych, niż BEZUZYTECZNE Mieczniki za 10 a realnie 15 mld zł. Czas liczyć każdą złotówkę - i myśleć systemowo i synergicznie wg SWOT i kalkulacji koszt/efekt w budowaniu synergii - odpowiednio do REALNYCH, a nie wydumanych uwarunkowań Bałtyku i generalnie do naszego teatru wojny. Wojna w Ukrainie pokazała dobitnie i do końca - na morzu wygrywają precyzyjne rakiety i drony wszelkich domen - w przełamującym ataku saturacyjnym. Relacja koszt/efekt przy przekroczeniu granicznej saturacji ataku - jest ZAWSZE po stronie tych środków. I to jest ZASADNICZA zmiana - wymazująca przestarzałe podręczniki z zimnej wojny.

    1. Kontrapara

      Cała kalkulacja jest bez sensu bo wcześniej czy później, a raczej wcześniej , pojawi się sugestia za strony NATO, że nie należy ekalować.I to kładzie na łopatki wszystkie wasze zapędy..

  12. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Ciągle pokutuje też mit, iż "małe łódeczki" co prędzej chowają się do portu, jak wiatr powieje. Nic podobnego - to tylko kwestia odpowiedniej konstrukcji dla dzielności morskiej. Pod koniec II w.św. to niemieckie S-Booty i M-Booty [ca 100 tw] pełniły w najgorszych warunkach [np. sztormów] podstawowe funkcje na Bałtyku. Tak samo relatywnie małe barki desantowe operowały bojowo jako tzw. pływające baterie artylerii. Proszę skończyć z tymi bajkami dla laików - które za wszelką cenę mają podtrzymywać rzekomą "konieczność" Mieczników. Zresztą - nie tylko pod wodą, również na wodzie nadchodzi era dronów - na każde warunki. Szczególnie Bałtyk jest dla nich polem do opanowania. A u nas MON i Admiralicja PMW....dwie epoki do tyłu...

    1. Kontrapara

      Oj tam.Sztorm zatopił Mokwę.Jakieś pytania?

  13. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    W nowej sytuacji - gdy Bałtyk stał się "morzem NATO" - budowa Mieczników jest od rzeczy. Nie mają żadnego uzasadnienia operacyjnego i strategicznego - pomijam, że pierwszy Miecznik bez rakiet będzie stanowił w istocie jakąś karykaturę okrętu wojennego. Generalnie potzrebujemy ca 50 uniwersalnych kutrów szturmowych klasy CB90 na czas podprogowej "wojny hybrydowej" - te kutry obsadzone przez specjalsów, z dronami, z kpr, z Piorunami, z lekkim sprzętem do operacji podwodnych [w tym dronowych] - winny uzupełniać dronowe linie obrony infrastruktury krytycznej. Na czas W te kutry winny operować w dorzeczu Wisły, Bugu, Narwi.

    1. kukurydza

      COŚ jest potrzebne do zadań patrolowo-eskortowych, różnica kosztu budowy platformy między Gawronem a Miecznikiem to kilkanaście procent - reszta różnicy to koszty systemu walki. Lepiej mieć niż nie mieć, zwłaszcza że każdy miecznik to mobilna bateria przeciwlotnicza nie aż tyle ustępująca Patriotom. Pozwala przesunąć siły lądowe z wybrzeża gdzie indziej.

    2. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

      CAMM bardzo, ale to BARDZO ustępują Patriotom - a co dopiero L-SAM. Jak nie ma środka zwalczania Cyrkonów - to duży okręt jest łakomym i łatwym celem dla Rosji. Patrolowanie wykonują nasze trałowce i SG. i śmigłowce. Od interwencji w wojnie hybrydowej widzę 50 kutrów dla specjalsów klasy CB90. Funkcji eskortowych dla Mieczników nie będzie - bo nikt nie ochroni dużych statków przed Cyrkonami. Dlatego optuję za REALNYM transportem strategicznym 300 min-Diugoni. Proszę przestać myśleć w kategoriach II w.św. czy zimnej wojny. Zresztą już za II w.św, decydowało na Bałtyku lotnictwo - dzisiaj rakiety i drony w C5ISTAR/EW.

    3. podzielićrosję

      A jak trochę powieje to te łódeczki bedą się chować w portach zamiast działać .

  14. Jeremiasz

    Transport morzem? Przecież taniej jest lądem a Polska nie jest wyspą... Co do zdolności Rosji to jednak odnośmy je do zdolności NATO bo o takim potencjalnym konflikcie mówimy. Budowanie naszego potencjału też należy traktować jako element potencjału NATO a nie tylko jako elementu indywidualnych zdolności obronnych

    1. Szabelkajakulani

      "Taniej jest lądem" ? co za bzdura. Nie ma dzisiaj tańszego transportu niż morski, nie wiem skąd masz taki pomysł, że jest odwrotnie? Pomijam już fakt, że transport spoza Europy jest właściwie uzależniony od morza. Więc tak czy siak jesteś skazany na porty - jak nie nasze to w Holandii. A to oznacza, że jesteś od kogoś zależny, jesteś zależny od przepustowości jego portu, jego priorytetów itp. Co więcej, ponieważ transport koleją i szczególnie drogami jest mało opłacalny i ma niską przepustowość (pociągi towarowe mają wybitnie niską średnią prędkość + najczęściej stoją na bocznicy i czekają na wolny tor , w nocy) to im dłużej od portu tym koszty większe. Dalej morze to dostęp do gazoportu i gazociągu do Norwegii. Rozumiem, że chcesz gaz wozić ciężarówkami z Holandii? Ropa to samo?. Wybitny pomysł, zapisz to.

  15. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Duńczycy, Szwedzi i Finowie mają lub budują większe okręty - ale NIE NA BAŁTYK - tylko na GIUK i Arktykę - w ramach NORDEFCO i współdziałania z NATO [USA i UK] dla których zabezpieczenie Atlantyku i zwłaszcza Strefa Seversky'ego - bo ta dla USA jest geostrategicznie kluczowa nie tylko względem konfrontacji z Rosją - ale przede wszystkim z Chinami [decyduje o przewadze projekcji siły między Ameryka Płn a Azją]. Większe okręty są tam potrzebne - bo są zwyczajnie koniecznymi nosicielami o dużej dyspozycyjności sektorowej dowożącymi w tamtych rozległych regionach sensory i efektory. Na ciasnym śródlądowym Bałtyku, całkowicie pokrytym lądową projekcja rakiet - i dronizacją podwodną - większe jednostki nie mają racji bytu. Czas to wpisać do strategii i taktyki - i przestać bujać w obłokach z Miecznikami.

  16. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Co do transportu strategicznego - nie będzie żadnych konwojów dużych statków - bo Mieczniki z CAMM nie obronią przed hipersonicznymi Cyrkonami [o zasięgu 1000 km] z Białorusi [a w gorszym przypadku - z Królewca]. Czas skończyć chocholi taniec udawania rzekomych zdolności i wartości, których Mieczniki nie mają - i pewnie nigdy nie będą miały. Realny transport strategiczny to budowa floty 200-300 szybkich mini-Diugoni stealth o nośności min 80 t, najlepiej autonomicznych, z zasięgiem za Sund, z załadunkiem i wyładunkiem w systemie rozproszonym na linii brzegowej czyli "plaża-plaża" - bo wtedy ich zwalczanie [pomijając trudności wykrycia] będzie dla Rosji bez sensu w kalkulacji koszt/efekt.

  17. doc_doc

    Na podstawie wydarzeń z NS2 już dzisiaj NATO powinno ogłosić Kaliningrad strefą demilitaryzowaną. W transporcie lądowym nie można już przewozić towarów militarnych i podwójnego przeznaczenia. Teraz trzeba wprowadzić blokadę w Cieśninach Duńskich oraz na linii Talin - Helsinki. Kontrolować transport, blokować marynarkę, dla przykładu coś zatopić (jak się będą stawiać). Rosja olewa prawo międzynarodowe - trzeba również zrobić podobnie i odciąć Petersburg od morza, tym samym kontrolując towary dla Kaliningradu.

    1. GB

      Jeśli się domyśla iż gazociągi NS1 i 2 zniszczyła w cudzysłowie " żółta łódź podwodna" to Petersburg i Kaliningrad są już odcięte od morza.

  18. Wania

    W razie konfliktu wystarczy ogłosić, że w Biedrze i Lidlu będzie promocja dla ludzi z Kaliningradu i wszyscy się poddadzą licząc na 3 produkt za złotówkę. Tam nikt nie będzie umierał za Putina.

  19. turpin

    Dla wielu Rosjan, a konkretnie rosyjskich wojskowych, znaczenie Obwodu Kaliningradzkiego nie zmalało, ale wzrosło. I to znacznie. Oni teraz bardzo, ale to bardzo chcieliby w tym obwodzie do końca służby zostać.

  20. GB

    Tam stacjonował 11 KA (18 Dywizja Zmechanizowana) i 336 Brygada Brygada Piechoty Morskiej + mniejsze jednostki i artyleria. Z tym że 11 KA poszedł na wojnę i miał zostać rozbity w ukraińskiej kontrofensywie w O. Charkowskim.