Polityka obronna

Doktryna nuklearna Trumpa: broń jądrowa wraca na pole walki [ANALIZA]

Fot. Raytheon
Fot. Raytheon

W styczniu media opublikowały projekt „Nuclear Posture Review”, czyli dokumentu mającego zdefiniować rolę amerykańskiej broni jądrowej w strategii bezpieczeństwa narodowego. Pierwszy dokument tego typu, który tworzy administracja Donalda Trumpa wskazuje na rosnącą rolę głowic atomowych w amerykańskiej polityce bezpieczeństwa oraz możliwość opracowania przez USA nowych typów uzbrojenia nuklearnego, przede wszystkim małej mocy. Amerykańska doktryna jądrowa ma też ogromne znaczenie dla polityki odstraszania na wschodniej flance NATO. 

Koniec nuklearnego rozbrojenia USA

Poprzedni "Nuclear Posture Revierw" powstał w 2010 roku za czasów prezydenta Baracka Obamy wkrótce po podpisaniu przez niego w Pradze porozumienia o redukcji amerykańskiej i rosyjskiej strategicznej broni jądrowej New START. Na bazie optymistycznych zapowiedzi mówiących o postępującej redukcji arsenałów poniżej poziomu 1550 głowic strategicznych czy rozpoczęciu negocjacji z Moskwą o taktycznej broni jądrowej w dokumencie zawarto wtedy szereg założeń ograniczających rolę broni jądrowej. Odrzucono możliwość budowy bomb jądrowych małej mocy do niszczenia szczególnie silnie umocnionych celów czy też możliwośc uderzenia atomowego na któryś z krajów niedysponujących taką bronią i pozostający w zgodzie z układem o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.

undefined
W Europie zagrożeniem są rosyjskie pociski manewrujące z systemu Iskander-K o zasięgu szacowanym na ok. 2000 km. Fot. mil.ru

W 2018 roku sytuacja uległa jednak znacznej zmianie. Dalsze rozmowy rozbrojeniowe z Rosją np. w dziedzinie broni taktycznej uległy zahamowaniu w obliczu inwazji na Krym, naruszaniu przez Moskwę traktatu INF, wprowadzaniu do służby nowego uzbrojenia do przenoszenia broni jądrowej oraz agresywnych działań wobec Zachodu takich jak ćwiczenia zakładające uderzenia atomowe na cele w Europie. Do tego na Dalekim Wschodzie pojawił się nowy, atomowy wróg w postaci reżimu Kim Dzong Una w Korei Północnej. Kraj ten już obecnie dysponuje pociskami balistycznymi zdolnymi dolecieć nad Stany Zjednoczone oraz bronią jądrową dużej mocy (być może termojądrową). Kwestią czasu pozostaje więc zbudowanie przez Kima systemów uzbrojenia zdolnych do rażenia bronią atomową USA (a zdaniem północnokoreańskiej propagandy i niektórych ekspertów jest to możliwe już obecnie).

Te fundamentalne zmiany muszą znaleźć swoje odzwierciedlenie w nuklearnej doktrynie Donalda Trumpa. Jej kluczowe punkty znalazły się w ujawnionym przecieku do mediów. Jako pierwszy założenia "Nuclear Posture Review" opublikował Huffington Post.

Administracja Trumpa zwraca w nim uwagę, że podczas gdy w USA znaczenie broni jądrowej systematycznie malało, a liczba głowic była redukowana, zupełnie odmienne podejście można było zauważyć w Rosji i Chinach. Jednocześnie wskazano na rosnące zagrożenie ze strony Korei Północnej, a także Iranu, który w ocenie autorów dokumentu może zbudować bombę atomową w ciągu zaledwie jednego roku. 

Broń jądrowa małej mocy priorytetem

Wśród wyzwań, przed którymi stoją Stany Zjednoczone, wskazano konieczność wprowadzenia do służby ładunków nuklearnych małej mocy do użycia na szczeblu taktycznym. Opcja ta ma rozszerzyć możliwości reakcji amerykańskich sił zbrojnych zwłaszcza zakładając, że obecne siły nuklearne bazują przede wszystkim na broni strategicznej dysponującej zbyt dużą mocą uderzeniową by kiedykolwiek myśleć o jej użyciu. Jako przykład powstały w Waszyngtonie dokument wskazuje Rosję, która w swoje doktrynie użycia broni jądrowej uważa ograniczone jej wykorzystanie, w tym przede wszystkim ładunków małej mocy za element zapewniający przewagę podczas kryzysu międzynarodowego lub konfliktu lokalnego. 

W związku z tym, że obecne amerykański arsenał małych ładunków jądrowych jest mocno ograniczony i sprowadza się tylko do bomb B-61 przenoszonych przez lotnictwo taktyczne USA i kilku krajów sojuszniczych NATO "Nuclear Posture Review" postuluje powstanie nowych typów uzbrojenia. 

Amerykanie nie planują jednak przy tym powrotu do czasów zimnej wojny, gdy w Europie rozmieszczono cały arsenał taktycznego uzbrojenia jądrowego od min nuklearnych przez pociski jądrowe Davy Crockett i naboje artyleryjskie po systemy przeciwlotniczne Nike Hercules oraz taktyczne rakiety balistyczne MGM-52 Lance. Obecnie rozmieszczenie nowych systemów na lądzie zwłaszcza tych dalekiego zasięgu mogłoby spowodować adekwatną reakcję ze strony Moskwy, która już obecnie posiada pociski balistyczne i manewrujące systemu Iskander o zasięgu znacznie przekraczającym (w przypadku pocisków cruise z wyrzutni Iskander-K) zobowiązania wynikające z traktatu INF o redukcji rakiet średniego i pośredniego zasięgu. 

undefined
Start rakiety balistycznej Trident II, Fot. US Navy

W związku z tym Amerykanie stawiają na rozwój systemów rozmieszczonych na morzu. Wśród nich wskazane są dwa typy uzbrojenia. Po pierwsze rakiety balistyczne Trident II wyposażone w głowice o małej mocy, a po drugie nowy pocisk manewrujący odpalany z okrętów podwodnych SLCM (Submarine-Launched Cruise Missile). Miałby on wypełnić lukę po wycofanych w czasach Obamy rakietach BGM-109A Tomahawk TLAM-N i jednocześnie stanowić odpowiedź na rozwijany przez Rosję system Kalibr, użyty z powodzeniem w konwencjonalnej wersji podczas wojny w Syrii. 

Równocześnie Amerykanie stawiają także na zdecydowaną modernizację broni strategicznej. Nowa dyrektywa potwierdza więc wolę kontynuowania wartych nawet 400 miliardów dolarów programów budowy nowych rakiet balistycznych Ground Based Strategic Deterrent (GBSD), bombowców strategicznych B-21 i przenoszonych przez nie rakiet manewrujących LRSO oraz okrętów podwodnych SSBN klasy Columbia. Wraz z utrzymaniem w gotowości i modernizacją już posiadanych środków USA ma więc wydać na broń jądrową ponad bilion dolarów.

Co warto nadmienić raport nie wyjaśnia jak Amerykanie chcą sprostać wyzwaniom związanym z użyciem broni strategicznej takiej jak rakiety Trident II na szczeblu operacyjnym. Do tej pory obawiano się, że wystrzelenie tego typu pocisku może zostać zinterpretowane przez potencjalnego przeciwnika jako początek pełnoskalowego ataku, co spotkałoby się ze zmasowaną odpowiedzią na szczeblu strategicznym. Z powodu ryzyka, które może wywołać błędna interpretacja celów ataku balistycznego Amerykanie zrezygnowali zresztą w ostatnich latach z uzbrojenia rakiet ICBM w głowice konwencjonalne w ramach inicjatywy Prompt Global Strike. 

Nowa doktryna użycia sił jądrowych. Odpowiedź na uderzenie "deeskalacyjne"

To co jest jednak największą zmianą w "Nuclear Posture Review" to nowa doktryna użycia sił jądrowych, z którą ściśle związane są wspomniane wcześniej małe ładunki jądrowe. O ile w czasach Baracka Obamy zakładano, że broń atomowa może być użyta jedynie w odpowiedzi na agresję nuklearną przeciwko Stanom Zjednoczonym lub ich sojusznikom, to obecne doktryna zakłada bardziej elastyczne możliwości jej użycia. Stanowi to więc pewien powrót do czasów Zimnej Wojny, kiedy to zakładano wykorzystanie broni atomowej w odpowiedzi np. na zmasowany atak konwencjonalny wojsk Paktu Warszawskiego na Europę Zachodnią. Obecnie ponownie ma być dozwolone użycie ładunków jądrowych w odpowiedzi na znaczący atak nie-nuklearny. 

undefined
Bomba jądrowa B61 Mod 12 pod skrzydłem myśliwca F-16C. Głowica jądrowa tych bomb ma mieć regulowaną moc wybuchu 0,3, 5, 10 lub 50 kt. Fot. US Air Force

"Nuclear Posture Review" ma więc też znaczenie dla Polski i innych krajów na wschodniej flance NATO. Z jednej strony Amerykanie potwierdzają w nim, że silny i spójny nuklearny Sojusz jest najbardziej efektywnym środkiem zapobiegania agresji oraz utrzymywania pokoju w rejonie euroatlantyckim. Z drugiej wskazuje na większa gotowość USA do użycia broni jądrowej na szczeblu taktycznym np. w odpowiedzi na rosyjskie uderzenie "deeskalacyjne". 

W Europie oznaczać to ma podniesienie gotowości operacyjnej sił NATO uczestniczących w programie Nuclear Sharing, zwiększenie poziomu ćwiczeń na potrzeby połączonych operacji nuklearnych i konwencjonalnych. Postępować ma też wymiana bomb jądrowych i przenoszących je samolotów. Do 2024 roku ma zakończyć się wprowadzanie do uzbrojenia kierowanych bomb jądrowych B-61 Mod 12. Wzmocnieniu mają też ulec schrony, w których przechowywane są ładunki atomowe, a modernizacji poddane systemy NC-3 (Nuclear Command, Control and Communication). 

Doktryna jądrowa Donalda Trumpa wskazuje na rosnące znaczenie broni atomowej w amerykańskiej polityce bezpieczeństwa, co jest adekwatną odpowiedzią na poczynione w ostatnich latach postępy takich krajów jak Rosja, Chiny oraz Korea Północna. Wprawdzie "Nuclear Posture Review" mówi o wsparciu Waszyngtonu dla celu jakim ma być globalna eliminacja broni masowego rażenia, ale jednocześnie definiuje współczesne środowisko bezpieczeństwa nuklearnego jako bardziej zróżnicowane i zaawansowane niż kiedykolwiek w przeszłości z szeregiem nowych programów rozwijanych przez potencjalnych przeciwników. W związku z tym administracja Trumpa zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami aktualnego prezydenta USA odwraca obowiązujący za czasów Obamy trend rozbrojenia atomowego. I ta tendencja wydaje się być trwała w nadchodzącej przyszłości.

Komentarze (4)

  1. sas

    Najwyższa pora .

  2. dim

    Pamiętam, w początkach prezydentury Reagana, Rosja-ZSRR przerażona rozmachem amerykańskich zmian, wypowiadał się jeden z rosyjskich generałów. Tłumaczył łopatologicznie, że po wejściu do użytku małych, taktycznych rakiet, balistycznych i manewrujących, atomowy wyścig zbrojeń stanie się już niemożliwy do kontrolowania. Że następne stadium to będą rakiety ukryte w pozornie zwykłych kontenerach, niepostrzeżenie zbliżające się do miast portowych przeciwnika... itd. Że to będzie po prostu koniec szansy na przetrwanie ludzkości. ============ USA faktycznie, że zgodziły się w praktyce z tą opinią, wycofały swe małe, manewrujące środki przenoszenia - wtedy niestrącalne dla Rosjan... =========== A Rosjanie jedynie wykrzystali ten czas na likwidację własnego zapóźnienia technologicznego i dziś mają pełno i takich małych nośników i także wyrzutni, ukrytych w kontenerach, pozronie cywilnych. =========== Bo tak to jest umawiać się z oczywistymi oszustami ! Rosyjskie państwowe elity można powstrzymać i przywołać do rozsądku jedynie strachem. Ich własnym. Gdy aktualnie jest odwrotnie. A Rosjanie j

    1. Sailor

      Po prostu Amerykanie nie rozumieją Rosjan, a wystarczyło by aby przeczytali Piotra I Tołstoja i zrozumieli by, że kwintesencją rosyjskości jest oszustwo i nie ma to znaczenia czy jest to partner handlowy, sojusznik czy przeciwnik. Oni tak mają. Zresztą czy Rosja dotrzymała jakiegokolwiek traktatu?

    2. Polanski

      Najlepiej się z nimi robi interesy. Na początku pytają się, ile ty mi zapłacisz za towar? Nie potrafią wycenić wartości towaru. Po prostu bosko!

    3. PiotrEl

      To nie Rosja wycofała się z porozumień o pociskach antybalistycznych, złamała porozumienie o likwidacji plutonu, broni chemicznej i to nieszczęsne INF. Rosyjskie rakiety średniego zasięgu w Europie nie dosięgną Waszyngtonu, Nowego Jorku itd. Amerykańskie w Europie dosięgną Moskwy, Petersburga itd. Dostrzegacie różnicę? Dlatego odpowiedź Rosji na złamanie przez USA INF będzie asymetryczna - nie zwiększenie liczby swoich INF a pocisków strategicznych z celem USA - Rosjanie mówią o tym otwarcie. O użyciu Tridentów \"taktycznych\" mogą sobie Amerykanie pisać - Rosja nie będzie czekać żeby sprawdzić czy u celu wybuchnie 5 Kt czy 1 Mt - walnie w odwet swoimi strategicznymi po USA. Co do Polski uderzenie \"deeskalacyjne\" niukiem w Radzikowo na 100% nie wywoła przeciw uderzenia całością sił nuklearnych czy konwencjonalnych na Rosję. Ten atak będzie taką \"dyskretną aluzją\", że jeszcze chwila i..... Rezultatem będzie pokój, bardzo zimny ale pokój, a my zostaniemy z powodem do nienawiści do Rosji na następne 1000 lat. Stąd zapewne taka radość na polskich forach...

  3. Marek1

    W sumie ponad 5 lat zajęło USA zrozumienie CO kryje się w wyraźnie występującym w najnowszej rosyjskiej doktrynie wojennej określeniu \"UDERZENIE DEESKALUJĄCE\". Teraz zapewne zajmie im kolejne 5 lat implementacja ładunków taktycznych na odpowiednich środkach przenoszenia, co w sumie NIE powinno być szczególnie skomplikowane, jako ze nowsze typy głowic B-61 mają regulowaną moc i mogą być montowane na rakietach. Szkoda tylko, ze USA tak kurczowo i szczegółowo trzyma się zapisów INF, w sytuacji, gdy Moskwa nawet się specjalnie juz nie kryje, ze tego NIE robi od dobrych kilku już lat. Dlaczego np. NATO nie wprowadza na uzbrojenie rakiet taktycznych o zasięgu \"499km\" z możliwością montażu taktycznych gł. A o mocy 0,5-10 kT, jako analogu dla istniejącego od dawna rosyjskiego syst. Iskander ?? No bo przecież NIE dla tego, ze technologicznie NIE potrafi ?

    1. magazynier

      Czy na pewno Amerykanie wszystko pamiętają? Sami przyznają, że większość osób zatrudnionych przy produkcji B-61 to obecnie emeryci. Nowych speców jeszcze nie mają. Ciekawe gdzie ich wyszkolą? Cały ten atomowy hardware trzeba rozebrać, sprawdzić i przerobić na nowe modele.

    2. Polanski

      Amerykanie rozumują następująco: rozkręcimy wyścig zbrojeń konwencjonalnych na taki poziom że nikt nie wytrzyma. Zbudujemy tarczę antyrakietową w 100% skuteczną i rozwalimy ich bronią konwencjonalną. Przy okazji rozkręcimy technologicznie nasz przemysł. Może i to ma sens?

    3. Davien

      Rozumiem że wiedza o konstrukcji B61 to tylko w umysłach tych emerytów?? No panie magazynier, może w Rosji takie rzeczy sie zdarzają , na co dobitnie pokazuje fakt zerowego serwisu przy rakietach z KB Jużnoje, ale na zachodzie jest cos takiego jak komputery:)

  4. denat

    Ufff, poczułem się bezpieczniej.