- sponsorowane
- WYWIADY
- WIADOMOŚCI
- POLECANE
Unifeq Europe: jesteśmy polską firmą, rozwijamy krajową bazę produkcyjną
W wywiadzie z Piotrem Kowalikiem, prezesem Unifeq Europe, rozmawiamy o początkach firmy, współpracy z azjatyckimi i europejskimi producentami, inwestycjach w krajowe zaplecze wytwórcze i planach na 2026 rok.
Autor. Materiały prasowe Unifeq Europe
Mateusz Multarzyński, Defence24: Zacznijmy od kwestii, która często pojawia się w kontekście firmy Unifeq Europe. Czy jesteście polską rodzinna firmą, czy chińską?
Piotr Kowalik, Unifeq Europe: To jest oczywiste, gdy patrzy się na dane, kto jest udziałowcem większościowym i kto był nim na przestrzeni lat. Są to dane jawne (dostępne w Krajowym Rejestrze Sądowym – przyp. red.), których nikt nie starał się ukryć; nie sprzedaliśmy udziałów w firmie na Kajmanach, żeby maskować strukturę właścicielską. W tym momencie nie mamy nawet chińskiego udziałowca – udziały przejęła córka naszego byłego udziałowca, co jest normalną sukcesją rodzinną. Jest ona obywatelką brytyjską i mieszka w Wielkiej Brytanii od około 15 lat. Firma nie ma obecnie żadnych powiązań kapitałowych z Chinami, choć konkurencja próbuje grać ta karta od wielu lat.
A gdybyśmy mogli cofnąć się do historii powstania Unifeq? Myślę, że warto o tym wspomnieć, gdyż firmy często odwołują się do swoich korzeni.
Mój tata jest w biznesie od lat 90. i był udziałowcem firmy Trawena. Ja zacząłem pracować w branży jeszcze w czasach liceum, gdy tata ze wspólnikami miał zakład w Trawnikach, zatrudniający w pewnym momencie nawet 400 osób, oraz farbiarnię w Łodzi. Po otwarciu granic, inne firmy zaczęły szukać tańszego towaru na Wschodzie, by wygrywać przetargi. Dlatego naturalną koleją rzeczy było to, że tata i jego wspólnicy musieli się dostosować, by nie upaść. Ponieważ ze znajomością języków obcych w latach 90. było różnie, szczególnie u naszych rodziców i ich rówieśników, to ja zajmowałem się tłumaczeniem dokumentacji technicznej na potrzeby rozmów z partnerami z Chin i innych krajów. Tak to się zaczęło.
Autor. Monika Dwulatek/Unifeq Europe
Jak zatem doszło do powstania samej firmy Unifeq?
W 2011 roku zdecydowaliśmy się otworzyć własną firmę „na strychu” u taty. Ja miałem wtedy 25 lat i poszedłem za ojcem, który odszedł z Traweny. Nie mieliśmy kapitału ani zaplecza, ale mieliśmy pomysł i know-how. Znaleźliśmy partnera w Chinach, z którym wcześniej współpracowaliśmy. Zainteresowaliśmy właściciela tamtej firmy naszą koncepcją i tak rozpoczęła się nasza współpraca.
Czy na początku skupialiście się na rynku cywilnym?
Nie, od razu zaczęliśmy od rynku wojskowego. Pierwszy przetarg, który wygraliśmy – w Szwecji – odbył się zaledwie kilka dni po otwarciu firmy. W Trawenie zajmowałem się budową rynków zagranicznych, więc miałem już pewne kontakty. Zwycięstwo w pierwszym dużym przetargu na bieliznę było dla nas „być albo nie być”. Przez kolejne lata sporo tam wygrywaliśmy.
Zobacz też

Czy Szwedzi chętnie wpuszczali nowe firmy do przetargów?
Musieliśmy wykazać się referencjami i obrotami, dlatego bazowaliśmy na zasobach i doświadczeniu naszych chińskich partnerów. Startowaliśmy w formie zbliżonej do konsorcjum. To był bardzo duży, cztero- lub pięcioletni przetarg na bieliznę, a później doszły ręczniki i inne artykuły. Musieliśmy nauczyć naszych azjatyckich partnerów specyfiki europejskiego biznesu i standardów. To nie jest tak, że ten biznes można przenieść bezpośrednio z rynku fashion. Ludzie, którzy wtedy z nami zaczynali, w większości nadal u nas pracują – są teraz dyrektorami i specjalistami na skalę światową w swojej dziedzinie. Więc wracając do Pana pierwszego pytania, czy firma była chińska? Nie. Na początku była to jedynie współpraca, w 2020 roku zyskaliśmy mniejszościowego udziałowca z Chin. Zastrzyk kapitału pomógł nam rozwinąć kolejne pomysły. Obecnie naszym mniejszościowym udziałowcem jest obywatelka brytyjska, córka naszego byłego partnera.
Kiedy firma pojawiła się na polskim rynku?
W 2013 roku, gdy umocniliśmy się już w Szwecji i Finlandii, Polska okazała się ciężkim rynkiem ze względu na biurokrację, przepisy PZP (Prawo zamówień publicznych – przyp. red.) oraz konkurencję, która nie zawsze gra czysto. Naszym pierwszym sukcesem był przetarg na rękawiczki zimowe wzór 615/MON. Kluczowym momentem było uzyskanie pełnego certyfikatu OiB (systemem oceny zgodności wyrobów przeznaczonych na potrzeby obronności i bezpieczeństwa państwa – przyp. red.) na tkaninę i mundury, co dawało nam prawo do produkcji dla Wojska Polskiego przez trzy lata. Przy tym byliśmy bezkonkurencyjni cenowo. W tym czasie wygraliśmy nawet sprawę ze Skarbem Państwa o nienależnie naliczone kary za opóźnienia, które wynikały z opieszałości urzędników w przesyłaniu dokumentacji.
Czy polscy inspektorzy RPW (Regionalne Przedstawicielstwa Wojskowe) nadzorowali produkcję w Chinach?
Tak, przedstawiciele RPW jeździli do Chin. Produkcja była realizowana pod pełnym nadzorem państwowym – prowadzone były regularne kontrole na miejscu, a cały proces, od certyfikowanej tkaniny po gotowy mundur, spełniał wymagania systemu OiB. To był główny problem dla naszej konkurencji. Korzystaliśmy z wiedzy najlepszych specjalistów, którzy projektowali mundury wtedy i pracują z nami do dziś. Prawda jest taka, że wiele firm produkowało w Chinach znacznie wcześniej, a my mówimy o tym otwarcie. Z ciekawych sytuacji, pamiętam jak podczas naszej pierwszej wizyty, przywitano nas na przy stole nakrytym obrusem wykonanym z tkaniny z nadrukiem maskującym „Pantera” (kamuflaż wz. 93 - przyp. red.).
Wasze sukcesy w armiach NATO pokazują, że nie oferujecie „taniej chińszczyzny”, lecz wysoką technologię.
Po pierwsze, część azjatyckich zakładów dysponuje bardzo dojrzałymi procesami produkcyjnymi i ogromnym potencjałem wytwórczym. Firmy produkujące miliony metrów materiału miesięcznie wiedzą, jak robić to optymalnie i dobrze jakościowo. Poza tym, to nie jest tak, że my produkujemy tylko w Chinach. Tak, produkujemy również tam. Ale produkujemy też w wielu krajach UE czy Afryki. Właśnie dlatego – mając doświadczenie z pracy na dużej skali i w złożonych łańcuchach dostaw – kilka lat temu podjęliśmy decyzję o budowie własnych zdolności produkcyjnych w Polsce, które teraz dodatkowo rozbudowujemy.
Zobacz też

Pandemia COVID-19 i wojna na Ukrainie pokazały ryzyka związane z łańcuchami dostaw. Jak sobie z tym poradziliście?
Poradziliśmy sobie bardzo dobrze. Nasz były partner z Chin prowadzi tam ogromną firmę tekstylną, co daje nam doskonałą znajomość lokalnego prawa i zwyczajów. Ponadto, sami mieliśmy już na miejscu 30-osobowy zespół lokalnych pracowników. Jedynym problemem przez dwa miesiące był brak dostępnych statków. Biznesowo pandemia była dla nas dobrym czasem – realizowaliśmy kontrakty m.in. dla rządu holenderskiego, który wysyłał rządowe samoloty po nasz towar.
Obecnie w Europie, pod wpływem doświadczeń z pandemii COVID-19 i wojny na Ukrainie dąży się do odbudowy zdolności produkcyjnych, zwłaszcza w obszarze oporządzenia i balistyki. Jak Unifeq się w to wpisuje?
Decyzję o inwestycji w Kętrzynie podjęliśmy trzy lata temu, zaraz po eskalacji wojny. Wcześniej współpracowaliśmy z KZO (Kętrzyńskie Zakłady Odzieżowe – przyp. red.). Postanowiliśmy zainwestować we własny teren i przejąć cały zakład – teraz to jest w 100% Unifeq. Zatrudniamy tam obecnie około 200 osób.
Autor. Materiały prasowe Unifeq Europe
Jakie są plany rozwoju produkcji w Kętrzynie?
To zależy od Wojska Polskiego. Obecne moce produkcyjne angażujemy do produkcji dla naszych zagranicznych klientów – szwedzkiego czy fińskiego wojska. Jeśli będą możliwości, możemy zwiększyć zatrudnienie nawet do 400 osób. Problemem jest jednak krótkowzroczne myślenie polskiego zamawiającego i zapisy w przetargach, które często faworyzują konkretną konkurencję. Myślimy o rozszerzeniu asortymentu – podejmujemy współprace również z producentami elementów indywidualnego wyposażenia, jak np. okulary balistyczne.
W jednym z wywiadów wspominał Pan o rozpoczęciu produkcji balistyki w Kętrzynie.
Tak, planujemy produkcję osłon miękkich, twardych, hełmów oraz tarcz. Pierwszy kontrakt na wkłady balistyczne i poszycia dla jednostki NIL dowieźliśmy pod koniec 2024 roku – oczywiście w konsorcjum z naszym partnerem. Nasze rozwiązania będą projektować specjaliści z wieloletnim doświadczeniem, w Wejherowie otworzyliśmy dla nich biuro, gdzie pracuje siedmioosobowy zespół inżynierów i menedżerów. Nieskromnie uważam, że mamy jeden z trzech najlepszych zespołów w Europie.
Czy planujecie oferować kompletne systemy wyposażenia?
Tak, chcemy sprzedawać poszycia od razu z wkładami, zintegrowane z mundurami. W Kętrzynie budujemy też własne laboratorium balistyczne ze strzelnicą, co pozwoli nam na natychmiastowe sprawdzanie nowych rozwiązań. Pracujemy też nad bardzo specjalistycznymi rozwiązaniami, które są odporne na warunki atmosferyczne – jest to szczególnie istotne np. w Egipcie – gdzie startujemy w przetargu na początku tego miesiąca (w styczniu - przyp. red.).
Wspomniał Pan też o biurze w Zduńskiej Woli.
Tak, zatrudniliśmy tam specjalistów z upadającej Woli i Gatty (Wola i Gatta to producenci m.in. skarpetek i bielizny – przyp. red.). Mamy tam silną ekipę handlową i technologiczną, zajmującą się dziewiarstwem i skarpetami. Staramy się podchodzić do wyposażenia kompleksowo – od skarpet, przez wszystkie warstwy odzieży, po balistykę. Rozglądamy się już jednak za następnymi pomysłami. W biznesie jest tak, że jak się nie rozwijasz, to się cofasz. Naszym celem jest zbudowanie Polskiej marki, która będzie obecna na całym świecie – w różnych wymiarach.
Zobacz też
Dragon i Reforger - nowości Unifeq EuropeSponsorowany
Co z nowymi liniami produktów, takimi jak Dragon i Reforger?
Premierę będziemy mieli na targach EnforceTac (odbywających się w Norymberdze w dniach 23–25 lutego br. – przyp. red.). Uważam, że to obecnie najlepsze targi w naszej branży, z ogromną liczbą końcowych użytkowników z całej Europy. Naszymi największymi klientami są obecnie kraje regionu DACH – Szwajcaria i Niemcy. Dostarczaliśmy plecaki dla Bundeswehry w ramach dużych kontraktów, a Szwajcarom dostarczamy w zasadzie większość ich ekwipunku i umundurowania. Reforger to linia skierowana pod jednostki specjalne, obejmująca oporządzenie, balistykę i mundury typu combat. Dodam także, że innowacyjność naszych produktów została doceniona w konkursie PARP na dofinansowanie w ramach Funduszy Europejskij dla Nowoczesnej Gospodarki. Otrzymaliśmy niemal milion złotych dotacja na promocję naszych marek na rynkach zagranicznych. Dragon z kolei to system mundurowy zaprojektowany z myślą o polskich Siłach Zbrojnych – zwłaszcza o Wojskach Lądowych i Wojskach Obrony Terytorialnej, ale zaczynamy go produkować również na rynek cywilny, w różnych kamuflażach.
Autor. Materiały prasowe Unifeq Europe
Jak ocenia Pan system zamawiania wyposażenia w Polsce?
Niestety, nasza armia jest daleko z tyłu, jeśli chodzi o nowoczesne podejście do „szpeju”. Przepisy OiB często służą jedynie betonowaniu rynku, a to zdrowa konkurencja tak naprawdę napędza rozwój. No bo proszę mi wyjaśnić, dlaczego Wojska Specjalne noszą kombinezony, a nie mundury? A „ubranie ochronne” to nie to samo co „ubranie przeciwdeszczowe”, chociaż jest zrobione z tego samego materiału. Odpowiedź jest prosta – ponieważ przepisy OiB (ustawa z dnia 17 listopada 2006 r. o systemie oceny zgodności wyrobów przeznaczonych na potrzeby obronności i bezpieczeństwa państwa – przyp. red.) betonują te produkty (mundur, ubranie ochronne) w trybie trzecim, gdzie w praktyce procedury administracyjne są często nieproporcjonalne do rzeczywistego poziomu ryzyka technologicznego. Konkurencja jest blokowana, do przetargu staje jeden lub maksymalnie dwóch oferentów. Oczywiście podpiera się to dbaniem o „jakość”, ale to mrzonki. Brakuje zamówień wieloletnich, jakie są standardem we Francji, Niemczech czy Szwecji (kontrakty na 6–7 lat). Bez restrukturyzacji systemu nie da się zbudować poważnego potencjału produkcyjnego w kraju, opartego na czymś więcej niż starych układach.
Czy mimo trudności współpracujecie z innymi podmiotami, np. z PGZ?
Współpracujemy z wieloma firmami za granicą, np. w Szwecji, Finlandii czy Danii. Z Maskpolem mieliśmy podpisany list intencyjny i wspólnie wystawialiśmy się z projektem systemu umundurowania ECS Dragon na Defence24 Days w 2025 roku, ale współpraca została zablokowana „z góry” pod pretekstem naszych rzekomych powiązań z Chinami. To absurdalne, biorąc pod uwagę, że od 15 lat dostarczamy wyposażenie dla armii NATO. Tylko w styczniu 2026 roku wygraliśmy przetargi dla szwedzkiej policji – na kurtki chroniące przed złą pogodą, Sił Zbrojnych Szwecji – mundury paradne, Sił Zbrojnych Francji – mundury bojowe. Razem ponad 120 mln (euro?) Czy ktoś uważa, że naprawdę nikt nas nie weryfikował i armie NATO ot tak powierzają nam dostawę swojego umundurowania?
Autor. Monika Dwulatek/Unifeq Europe
Jakie są Wasze plany w kontekście europejskich programów obronnych, jak fundusz SAFE?
Nawiązaliśmy współpracę z firmą grecką, która realizuje program Future Soldier. Chcemy wspólnie z nimi startować w programach łączonych, co jest premiowane przez UE. Nastawiamy się tu głównie na balistykę produkowaną w Polsce. W mojej ocenie w Polsce proces ten jest mało transparentny i brakuje informacji o tym, jak mniejsze firmy mogą uczestniczyć w programie SAFE. Mimo to inwestujemy i rozwijamy nowe technologie, jak systemy medyczne czy urządzenia do filtracji wody. Jednak naszym priorytetem pozostaje obecnie balistyka, w którą zainwestowaliśmy ogromne środki.
Dziękuję za rozmowę.
Artykuł sponsorowany



WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner