Irakijczycy w natarciu na Faludżę. Kryzys polityczny zatrzyma walkę przeciwko Daesh?

3 czerwca 2016, 15:27
Irak wojsko
Fot. DoD/Wikimedia, Domena Publiczna

Siły irackie są bliskie całkowitego wyzwolenia prowincji Anbar spod kontroli Państwa Islamskiego (Daesh). Do pełnego "oczyszczenia" Iraku z terrorystów jest jednak jeszcze daleka droga, gdyż bitwa o Mosul będzie znacznie bardziej skomplikowana. Sytuację utrudnia także nieustanny kryzys polityczny w Bagdadzie - pisze Witold Repetowicz.

23 maja iracki premier Haidar al-Abadi ogłosił rozpoczęcie operacji wyzwolenia Faludży. To ostatni punkt o dużym strategicznym i symbolicznym znaczeniu na mapie irackiej prowincji Anbar, który pozostaje nadal pod kontrolą Daesh. W ostatnich dniach grudnia 2015 r. siły irackie zdobyły centrum stolicy tej prowincji – Ramadi, a do lutego 2016 r. oczyściły całe miasto.

W połowie kwietnia siły irackie zdobyły natomiast miasto Hit przebijając się w ten sposób do strategicznego miasta Haditha, oblężonego przez 2 lata przez siły Daesh, w którym znajduje się druga co do wielkości zapora wodna w Iraku. W tym samym czasie Irakijczycy zaciskali pierścień wokół Faludży, odcinając jej kontakt ze światem zewnętrznym. Problemy z zaopatrzeniem w podstawowe produkty, takie jak np. żywność, istotnie podłamały społeczne poparcie mieszkańców tego miasta dla Daesh i osłabiły wolę walki. Było to istotne, gdyż Faludża była zawsze bastionem poparcia dla Al-Kaidy, a następnie Daesh i zdaniem wielu Irakijczyków - zwłaszcza szyitów - wszyscy jej mieszkańcy to terroryści. Takie same odczucia mieli zresztą żołnierze USA w czasie okupacji tego państwa.

Czytaj też: Starcie pod Telskuf. Śmierć operatora Navy Seals w Iraku

Na początku maja siły irackie rozpoczęły również operacje na anbarskiej pustyni. 16 maja armia iracka zajęła miasto Rutba. Był to ważny strategicznie sukces, gdyż w połączeniu z odzyskaniem pełnej kontroli nad przejściami granicznymi Trebil (z Jordanią) i al-Walid (z Syrią), oznaczał przecięcie szlaków zaopatrzenia (w tym przemytu broni) z krajów Półwyspu Arabskiego. Opanowanie Rutby było jednak bardzo łatwym zwycięstwem, gdyż po intensywnych nalotach amerykańskich w mieście pozostało zaledwie około 30 terrorystów, a siły irackie liczyły około 1000 żołnierzy. Reszta terrorystów uciekła z Rutby do al-Qaim, miasta na granicy z Syrią, które wciąż pozostaje pod kontrolą Daesh.

Siły irackie w krótkim czasie opanowały jednak prawie całą pustynię anbarską, postępując również w górę Eufratu wzdłuż zalewu Haditha. W rękach Daesh pozostał tam około 100-km odcinek rzeki (do granicy z Syrią). Znakiem stabilizacji sytuacji w Anbarze jest też coraz szybszy powrót mieszkańców Ramadi czy Hit do swoich domów (wszyscy zostali wysiedleni w tracie i tuz po ofensywie), a także zapowiedź otwarcia granicy jordańsko-irackiej w Trebil.

Faludża musi być nasza

350-tysięczna Faludża (przy czym obecnie ocenia się iż pozostało tam 50 tys. mieszkańców) pozostawała jednak czarnym punktem oporu Daesh na mapie Anbaru, a jej bliskość do Bagdadu (zaledwie 50 km), negatywnie wpływała na bezpieczeństwo irackiej stolicy. W ostatnich tygodniach w Bagdadzie dochodziło do coraz większej liczby zamachów bombowych. Ponadto, dla wielu żołnierzy irackich a także szyickich milicji, zgniecenie oporu w Faludży jest priorytetem z przyczyn symbolicznych. Będąc w Bagdadzie, zarówno latem 2015 r. jak i wiosną 2016 r., wielokrotnie słyszałem deklaracje, że Faludża musi zostać zdobyta przed Mosulem, i to za wszelką cenę. Dlatego też Irakijczycy odrzucili sugestie USA, by nie rozpoczynać operacji w Faludży przed operacją mosulską.

17 maja rozpoczął się proces koncentracji sił irackich wokół Faludży. W operacji „Zniszczenie Terroryzmu” biorą udział obok armii irackiej milicje szyickie takie jak Kata'ib Hezbollah i Harakat al-Nudżaba oraz milicje plemienne sunnickie takie jak Jaish al-Mujahideen, Brygady Rewolucji 1920 i Jaish Rijal al-Tariqa al-Naqshbandiyah. Ponadto, ofensywa ta ma powietrzne wsparcie USA. Według niektórych doniesień uczestniczą w niej również irańskie oddziały Quds, być może pod osobistym dowództwem gen. Qasema Sulejmani. Łączne siły rządowe liczą ok 11 tys. do 15 tys. żołnierzy, a siły terrorystów to ok 1 tys. bojowników.

Czytaj też: Daesh chce zniszczyć instalacje telewizji satelitarnej. "Wojna propagandowa"

Na tle poprzednich operacji zaskakiwać może dość duże tempo ofensywy (bitwa o Ramadi zajęła ponad 2 miesiące). Już 26 maja zamknął się bowiem całkowicie pierścień wokół miasta, a 30 maja siły irackie próbowały szturmować centrum miasta, jednak atak ten został odparty. Znacznie wolniej postępuje też atak od strony północno-zachodniej (Saqlawiyah). Wiele jednak wskazuje na to, że siły rządowe chcą zdobyć Faludżę jeszcze przed rozpoczęciem ramadanu (poniedziałek, 6 czerwca). Teoretycznie prawo muzułmańskie zakazuje walk w czasie ramadanu, ale w tej wojnie nie ma to znaczenia, gdyż żadna ze stron nie uważa przeciwnika za wyznawcę tej samej religii. Niemniej jednak, ramadanowy post (zakaz picia i jedzenia od świtu do zmierzchu) w czerwcowym upale ma wpływ na intensywność walk.

Tempo ofensywy można wyjaśnić wieloma przyczynami: coraz lepszym przygotowaniem i morale sił rządowych, świadomością nieuchronności klęski po stronie oblężonego przeciwnika, coraz większym udziałem sunnickich sił plemiennych, a także przecięciem szlaków wsparcia z zewnątrz. Wiele wskazuje też na to, że kraje Półwyspu Arabskiego, w tym Arabia Saudyjska, nie są już zainteresowane chaosem w prowincji Anbar, a zamiast tego chcą zyskać silny wpływ na obecne władze tej prowincji.

Irackie Daesh w defensywie

Obecność milicji szyickich, a w szczególności domniemany udział Irańczyków w operacji, spowodował intensyfikację retoryki podziału sunnicko-szyickiego w mediach społecznościowych. Daesh usiłuje w ten sposób odzyskać poparcie sunnitów i ściągnąć nowych rekrutów. Służą temu w szczególności oskarżenia o dokonywanie masakr odwetowych na mieszkańcach przez szyickich bojowników. Ajatollah Ali Sistani wydał jednak fatwę zakazującą wszelkich samosądów.

Zdobycie Faludży nie będzie oznaczało jeszcze całkowitego oczyszczenia Anbaru z komórek Daesh. Punkty oporu terrorystów znajdują się jeszcze w paru miejscach np. na Wyspach Khalidija, ale po opanowaniu Faludży ich likwidacja będzie tylko kwestią czasu. Pozwoli to również na przerzucenie sił na północ państwa, gdzie wezmą one udział w operacji wyzwolenia Mosulu, a także zachodniej części prowincji Kirkuk. Pełne opanowanie Anbaru, przy jednoczesnym posuwaniu się sił SDF (Syryjskie Siły Demokratyczne) na południe wzdłuż rzeki Khabur do Eufratu, prowadzić będzie do pełnego odcięcia Daesh w Syrii od Daesh w Iraku. Nie wiadomo czy w tym celu armia iracka podejmie współdziałanie z SDF (na razie takiej współpracy nie ma).

Wyzwolenie Anbaru spowoduje, że w rękach Daesh pozostanie Mosul wraz z częścią prowincji Nineveh, a także zachodnia część prowincji Kirkuk z miastem Hawidża. Ofensywa iracka jakiś rok temu zatrzymała się w rejonie gór Makhoul, w pobliżu ujścia Małego Zabu do Tygrysu. Jest to odległość niespełna 50 km do pozycji armii irackiej w rejonie Makhmour (przerzuconej tam przez tereny kurdyjskie), gdzie znajduje się również miejsce głównej koncentracji ofensywy mosulskiej.

Teoretycznie operacja wyzwolenia Mosulu trwa już prawie 3 miesiące, jednak jej efekt póki co, to wyzwolenie kilku wiosek w rejonie Nasr. Również w zach. Kirkuku walki toczą się bardzo powoli. Siły rządowe potrzebowały wielu tygodni, by opanować w tym rejonie miejscowości Bashir (stało się to 1 maja przy decydującej pomocy kurdyjskiej Peszmergi). W ostatnich dniach maja Kurdowie przeprowadzili również dwudniową ofensywę w rejonie Khazir (front Gwer, nieco bardziej na północ od Makhmour), wyzwalając kilka wiosek w tym rejonie. W tym czasie na innym odcinku frontu mosulskiego oraz w rejonie Kirkuku Daesh usiłowało bezskutecznie przerwać linię kurdyjskiej obrony.

Niewiele wskazuje na to, by wcześniej niż jesienią siły irackie były zdolne do rozpoczęcia bardziej zmasowanej operacji w rejonie Mosulu i zach. Kirkuku. Nawet jeśli to jednak nastąpi to zamknięcia pierścienia wokół Mosulu nie należy się spodziewać w tym roku. Sytuację w Iraku pogarsza też niekończący się kryzys rządowy, związany z masowymi demonstracjami i żądaniami powołania tzw. „rządu technokratów”. Niektóre ostatnie ataki terrorystyczne budzą wątpliwości, możliwe, że mają one charakter false flag, tj. są elementem walki politycznej między obozem b. premiera Malikiego i innych zwolenników utrzymania politycznego status quo w Iraku oraz obozem radykalnego szyickiego duchownego Muqtady al Sadra.

Witold Repetowicz

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 4
Reklama
kafir
piątek, 3 czerwca 2016, 21:05

Jaish Rijal al-Tariqa al-Naqshbandiyah to ugrupowanie, które pomogło dla ISIS przejąc Mosul. Jego oddziały zostały później wcielone do Daesh.Czyżby szyici okazali sie mniejszym złem niż byli towarzysze broni.

Luck
piątek, 3 czerwca 2016, 19:26

Tam, gdzie rządzi "syryjska opozycja" tam chrześcijanie, alawici, jazydzi i szyici są masowo mordowani. Niewielu wie, że kilka lat temu USA postanowiły sobie obalić Asada aby pozbawić Rosję baz wojskowych w tamtym rejonie i sfinansowały rebelię w Syrii. Jak to się skończyło każdy widzi. Rebelia zamieniła się w ISIS a sami przedstawiciele najwyższych władz USA przed senatem przyznają, że polityka wspierania rebeliantów w Syrii kosztująca ponad pół miliarda dolarów zawiodła. Dzięki interwencji USA i ogólnie "zachodu" Irak i Libia ze stabilnych zamieniły się w :beczki prochu: . Talibowie również powstali i rozwinęli się za pieniądz CIA bo byli potrzebni USA do walki szyickim Iranem. A teraz od nich bęcki dostają. Arabska Wiosna podobnie jak majdan były finansowane przez USA w miejscach gdzie to było dla nich wygodne np. Libia. W Tunezji, gdzie nie było wsparcia USA Arabska Wiosna rozeszła się po kościach. Normalnie w USA zatrudniają chyba samych doradców z poważnym upośledzeniem intelektualnym. Od czasu Wietnamu wszystko robią tak, że i sami dostają bęcki i innym robią kłopot. Zresztą ten cytat to wyjaśnia: "Wiemy dlaczego tak się stało. Wiemy, kto chciał obalić niechciane reżimy i siłą narzucić własne rządy. Oni wyzwolili wrogość, zniszczyli państwa, nastawili ludzi przeciwko sobie i umyli (od tego) ręce, otwierając drogę radykałom, ekstremistom i terrorystom. To słowa Putina w wypowiedziane w orędziu. Jak tu się z nim nie zgodzić. Zachód narobił bałaganu na bliskim wschodzie i teraz musi sprzątać. Dobrze, że Rosja zablokowała usunięcie Asada bo by było jeszcze gorzej. W Iraku i Libii ludzie giną w dziesiątkach tysięcy rocznie. Chrześcijanie są tam mordowani. Europe zalewają imigranci. Kwitnie terroryzm. To skutek interwencji w tych krajach. USA najlepsze co może zrobić dla świata to przestać go podpalać. Niewielu wie, że wszyscy chrześcijanie i inne mniejszości religijne w Syrii popierają Asada i walczą po jego stronie bo tylko on daje im szanse na przetrwanie. Tam gdzie Asad utracił kontrolę chrześcijaninie i inne mniejszości są masowo mordowani. Jeżeli by komuś udało usunąć Asada doszło by w Syrii do masowego ludobójstwa dokonanego przez ISIS . Ale z NATO chyba właśnie tego chcą. Mało im rozwalenie Libii i Iraku oraz doprowadzenie tych państw to wojen domowych i codziennych masowych zbrodni oraz zlewu imigrantów to chcą jeszcze Syrię zniszczyć.

prawda
sobota, 4 czerwca 2016, 23:17

Talibowie byli tylko małym ugrupowaniem wśród wspieranych przez CIA mudżahedinów, a ugrupowanie zaczęło się rozwijać już po wojnie z ZSRR, głównie za sprawą rekrutów z Pakistanu. Reszty tych bzdur nie czytam.

Kosmit
sobota, 4 czerwca 2016, 12:23

A to USA przekupiło Asada, żeby kazał otworzyć ogień do początkowo pokojowych manifestacji? To przebrani agenci CIA strzelali w tłum? Cały czas się czyta o tym, że to "USA rozpoczęły, zapoczątkowały, sfinansowały, ukartowały", ale z tego, co pamiętam, to w Syrii zaczęło się jak w Egipcie, czy Tunezji - masowe demonstracje ludzi "uzbrojonych" w transparenty i megafony. Z tym, że Syryjska armia zaczęła strzelać do tych ludzi, bo Asad pamiętał, że jego ojciec w podobny sposób już sobie z demonstracjami radził. Ale oczywiście wszystkiemu winne USA. Jak zawsze i wszędzie.

Tweets Defence24