Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Wielka arabsko-turecko-kurdyjska wojna? „Nie wejdą jeśli”

W czasie rozmów w Damaszku, naczelny dowódca Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) początkowo odrzucił warunki przedstawione przez nowe władze kraju. Układ arabsko-turecko-kurdyjski runął, zintensyfikowano walki, kurdyjscy ochotnicy napływali do Rożawy, co zwiastowało wojnę. Nowe negocjacje z Damaszkiem miały jednak przynieść przełom.    

Autor. Kurdishstruggle/CC BY 2.0/ wikipedia

Jak informuje kurdyjski serwis „RUDAW” powołując się na rząd syryjski jednak doszło do porozumienia pokojowego pomiędzy Damaszkiem, a SDF. Co istotne, w nowej umowie pojawił się zapis o włączeniu SDF do „ministerstwa obrony i spraw wewnętrznych”, a także wyznaczono termin „czterech dni na konsultacje” między rządem Syrii, a kwaterą SDF w sprawie dalszego losu zachodniego Kurdystanu.  Ponadto Kurdowie mają otrzymać stanowisko wiceministra obrony Syrii – być może zostanie nim gen. Mazlum Abdi. Mają także zaproponować „reprezentację parlamentarną i listę osób do zatrudnienia w syryjskich instytucjach państwowych”.

Reklama

Od soboty obserwowaliśmy sunisoidę wojenną pomiędzy Damaszkiem, a syryjskimi Kurdami. Szerzej sprawę opisywałem wczoraj. Gdy postawiłem ostatnią kropkę w swojej analizie do Damaszku na rozmowy finalizujące zjednoczenie zachodniego Kurdystanu z Syrią szykował się gen. Mazlum Abdi, naczelny dowódca SDF. To ten wojskowy wydawał się zwolennikiem ugody z nowymi władzami Syrii, on wydał rozkaz do odwrotu kurdyjskich oddziałów z terytoriów nad Eufratem, co sprawiło dojmujące wrażenie kurdyjskiej kapitulacji wobec wojsk rządowych. Wojska rządowe z łatwością przejęły pola roponośne, mosty na Eufracie i szereg miejscowości. Wydawało się, że Abdi podpisze w Damaszku umowę scaleniową, zostanie gubernatorem Hasaki, a jedyni którzy się temu sprzeciwią będą „wyklęci” komendanci kurdyjscy, którzy nie złożyli broni. Okazuje się, że tych ostatnich było więcej.

Za główny powód wczorajszego odrzucenia umowy scaleniowej przez gen. Abdiego podaje się los oddziałów SDF, które miały stać się regularnymi brygadami Sił Zbrojnych Syrii zachowując swoją autonomię oraz narodowy kurdyjski charakter. Abdi miał w Damaszku się dowiedzieć, że SDF nie będzie mieć brygad. Odszedł od stołu i dał rządowi tydzień na skonsultowanie finalnej decyzji. Ale to tylko jeden z powodów, że rozmowy utkwiły - nomen omen - w martwym punkcie. 

Rządowa ofensywa za Eufrat przyniosła ze sobą kilka dość przewidywalnych wydarzeń. Najemne oddziały z Azji Centralnej ciągnące przy wojskach rządowych zaczęły dokonywać makabrycznych zbrodni na kurdyjskich jeńcach. Nieoficjalne materiały wideo z frontu potwierdzają bestialstwo islamistów, którzy pomogli HTS wygrać wojnę z Assadem, ale od początku wiadomym było, że będą dla nowych władz ciężarem wizerunkowym. Ale to nie wszystko. Pomimo odwrotu większości kurdyjskich oddziałów oraz rozpadu SDF (odejściu arabskich klanowych milicji na stronę Damaszku) część formacji zbrojnych stawiło opór. Głównie były to oddziały w Rakce, gdzie doszło do przegranych walk ulicznych, oraz Kobane, które udało się obronić.

Do tego doszedł casus więzień dla dżihadystów tzw. Państwa Islamskiego w Al-Hol i Al-Shadadi, których kurdyjska obsada stawiła zbrojny opór. Finalnie Damaszek uzyskał nad nimi kontrolę, ale wizja, że nawet część tych zbrodniarzy zasili oddziały, albo ucieknie, napawa przerażeniem nie tylko Kurdów, ale powinno także służby specjalne państw europejskich. SDF wydał, więc komunikat, że nie kontroluje tych obiektów i nie ma już na to wpływu. 

Kurdowie w jeden dzień znaleźli się wyłącznie w dwóch enklawach - Kobane, oraz zachodnim Kurdystanie, czyli swoich etnicznych ziemiach. Szok jaki przyniosła ofensywa rządowa spowodował mobilizację Kurdów poza Syrią. Zaczęły się deklaracje gotowości do walki płynące z tureckiego, irackiego, a nawet irańskiego Kurdystanu. Do Rożawy zaczęły wyjeżdżać autokary pełne ochotników. Zwłaszcza postawa obrońców Kobane spowodowała, że coraz głośniej zaczęto mówić o zbrojnym oporze. W Infosferze pojawiły się materiały z mobilizacji jednostki specjalnej SDF (HAT) oraz z ataku dronowego na kolumnę syryjskich oddziałów. Poszczególne oddziały zaczęły zamieszczać w Internecie deklarację walki.

Oddolna presja, by walczyć spowodowała, że ruszyła mobilizacja do walki. Wojska rządowe zatrzymały się na etnicznych liniach Syrii, więc front wyznacza obecnie granica między arabskimi klanami, a Kurdystanem. Póki co trwa rachityczna wymiana ciosów - łącznie z atakiem tureckiego drona pod Kobane. Sam Abdi sfotografował się w kamizelce kuloodpornej i z karabinem. Wygląda więc na to, że ustalony wcześniej układ między Damaszkiem, a Kurdami, wykoleiła na dobę postawa wojsk rządowych oraz niedoszacowanie przez kwaterę SDF woli walki ze strony swoich rodaków. Jeżeli skończy się to wielką wojną arabsko-turecko-kurdyjską to gen. Abdi popełnił błąd oddając bez walki naturalną linię obrony jaką był Eufrat, a ciężar walk przesunął na etniczne kurdyjskie ziemie, a nie arabskie. A wojnę lepiej toczyć nie na swoich ziemiach. Pojawienie się drugiej tury negocjacji może wszelako oznaczać, że Kurdowie mobilizują się po to, aby wynegocjować za kilka dni lepsze dla siebie warunki.

Zobacz również

WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama