- ANALIZA
- KOMENTARZ
- OPINIA
- WIADOMOŚCI
USA zmniejszają skalę operacji przeciwko Iranowi. Tak zmienia się narracja władz
USA upraszczają listę celów operacji wojskowej prowadzonej przeciwko Iranowi. Dlaczego zachodzi ta zmiana i czym może się ona objawić w przestrzeni polityczno-wojskowej? I na co szczególnie zwracać uwagę w przypadku analizy obecnego obrazu operacji pk. Epic Fury?
Autor. U.S. Navy, za stroną U.S. CENTCOM
Zobacz też

Jasne cele operacji Epic Fury
Sekretarz Stanu Marco Rubio wskazał cele amerykańskiej operacji pk. Epic Fury wymierzonej w Iran. To zniszczenie irańskich sił powietrznych, zniszczenie irańskiej marynarki wojennej, znaczne zmniejszenie zdolności irańskich w zakresie wystrzeliwania pocisków rakietowych oraz destrukcja przemysłu związanego z systemami rakietowymi (ang. 1. The destruction of Iran’s air force 2. The destruction of their navy 3. The severe diminishing of their missile launching capability 4. The destruction of their factories). W wystąpieniu szefa dyplomacji widać poszukiwanie utraconego przez USA odpowiedniego wyważenia celów polityczno-wojskowych, w ramach rozpoczętej przed już ponad miesiącem operacji wojskowej.
Zauważmy, że największą wątpliwością względem obecnej administracji było właśnie ulokowanie niejasnych celów strategicznych, będących wyznacznikiem dla działań na szczeblu operacyjnym w przypadku ich realizacji przez U.S. CENTCOM. Pierwotnie, po analizie wystąpień kluczowych polityków administracji i poszczególnych porażonych (trafionych) celów w samym Iranie, można było wskazać na tzw. zmianę reżimu. Stąd odniesienia do systemu politycznego w zaatakowanym państwie (korelacja ze zdławieniem kolejnych opozycyjnych protestów z przełomu 2025/26) i potrzebie ustanowienia nowych, bardziej prozachodnich rządów. Jednocześnie, sygnalizowane były wątki odnoszące się do tajnego programu zbrojeń jądrowych po stronie Iranu, który również miał być jednym z powodów sięgnięcia po środki militarne. Politycznie, oba wątki były jednak wysoce ryzykowne, gdyż odnosiły się lub wręcz podważały zapiski najnowszej edycji National Security Strategy (2025).
SECRETARY RUBIO: Here are the clear objectives of the operation. You should write them down:
— Department of State (@StateDept) March 30, 2026
1. The destruction of Iran’s air force
2. The destruction of their navy
3. The severe diminishing of their missile launching capability
4. The destruction of their factories
🎯 pic.twitter.com/SrqCtPLlZB
Zauważmy bowiem, że w najważniejszym dokumencie strategicznym administracja Donalda Trumpa wykazywała, że cyt. „USA zawsze będą miały zasadniczy interes w zapewnieniu, że dostawy energii z Zatoki Perskiej nie wpadną w ręce otwartego wroga, że Cieśnina Ormuz pozostanie otwarta, że Morze Czerwone pozostanie żeglowne, że region nie będzie inkubatorem ani eksporterem terroru skierowanego przeciwko amerykańskim interesom lub amerykańskiej ojczyźnie oraz że Izrael pozostanie bezpieczny. (i najważniejszy fragment – przyp. JR) Możemy i musimy stawić czoła temu zagrożeniu ideologicznie i militarnie, bez dekad bezowocnych wojen „budowania narodu” (s.19-20).
Zasygnalizowano, że nie będzie interwencji w zakresie tworzenia państw w wyniku operacji wojskowych. Jednocześnie, jeśli chodzi o irański program zbrojeń jądrowych, to zauważmy, że ważny jest inny fragment NSS, czyli „Operacja Midnight Hammer prezydenta Trumpa z czerwca 2025 roku, która znacząco osłabiła irański program nuklearny”. Tym samym, odwoływanie się do uderzeń na obiekty związane z tym programem mogłoby podkreślać, iż wcześniejsze uderzenie nie było aż tak efektywne, żeby je pozycjonować w dokumencie szczebla strategicznego. Obecne stanowisko Marco Rubio może być więc próbą ustabilizowania przestrzeni polityczno-wojskowych celów operacji pk. Epic Fury. I co najważniejsze, dla samych USA i dowódców szczebli taktycznego i operacyjnego istnieje możliwość osiągnięcia ich za pomocą posiadanych sił i środków.
Brak Ormuzu - przypadek czy celowe działanie
Interesującym aspektem jest brak odwołania do Ormuzu, szczególnie że ta cieśnina pojawiła się nawet w przywołanym powyżej fragmencie NSS 2025. W tym przypadku możliwe są chociażby takie hipotezy, że: najprawdopodobniej USA prowadzą obecnie działania polityczno-dyplomatyczne odnoszące się do sprawy żeglowności tego szlaku morskiego i nie chcą burzyć tego obrazu, explicite wskazując Ormuz w kategorii celu wojskowego, blokując sobie możliwości działania. Najprawdopodobniej, USA uznają, że mogą zastosować coś w rodzaju stanu niepewności, pozwalającego dowódcom na przygotowanie również scenariuszy siłowego przejęcia kontroli nad spornym obszarem, dając czas własnym planistom. Najprawdopodobniej inne państwa regionu naciskają na USA, aby ograniczyć skalę celów wojskowych i ryzyko dalszej eskalacji na kluczowym szlaku wodnym dla nich samych oraz ich gospodarek.
W pierwszej hipotezie należy przyjąć, że już teraz toczą się rozmowy (nawet przy dementi strony irańskiej) w różnych formatach politycznych, wywiadowczych i wojskowych, angażujące różne państwa. USA muszą więc mieć przestrzeń do ogłoszenia, przynajmniej symbolicznego zwycięstwa, dlatego sekretarz M. Rubio sygnalizuje bardziej zawężoną listę celów. W przypadku drugiej hipotezy należy wskazać, że może następować przewartościowanie w sferze planów oraz sił i środków na obszarze odpowiedzialności U.S. CENTCOM stąd czynnik polityczny ucieka przed jasnymi deklaracjami.
Odnosząc się do potencjalnej niemożliwości osiągnięcia pierwotnych celów za pomocą środków powietrzno-morskich z małym elementem systemów lądowych (artyleria rakietowa) i wymogu stworzenia dodatkowych wariantów dla kontynuacji działań zbrojnych. Przy czym, trzeba podkreślić, że zarówno zajęcie wyspy Chark, jak i odblokowanie siłowe Ormuzu nie są obce U.S. CENTCOM pod kątem planistycznym. Takie scenariusze musiały być rozwijane przez dowódców i planistów, a obecnie kluczowe są ustalenia pod względem aktualizacji zasobów przeciwnika, jego rozpoznanych zdolności i dopasowania sił własnych wraz z posiłkami z innych regionów. Pamiętajmy, że w regionie Zatoki Amerykanie we współpracy z siłami sojuszniczymi przeprowadzali regularnie ćwiczenia odnoszące się do operacji desantowych na wyspy. W przypadku hipotezy o wymuszaniu udziału państw trzecich, przede wszystkim możliwe jest odseparowanie wątku Ormuzu, tak, aby potencjalne działania nie były wiązane z amerykańsko-izraelskimi operacjami wymierzonymi w Iran. Co daje większą swobodę państwom trzecim.
Iran poniesie znaczne koszty wojny
Tak czy inaczej, nawet zawężona lista celów operacji jest w tym przypadku warta odnotowania. We wcześniejszych analizach zwracaliśmy uwagę na koszty, jakie ponieść będzie musiał Iran w zakresie chociażby szczątkowej odbudowy zasobów wojskowych. Uderzenia w marynarkę wojenną oraz siły powietrzne są najbardziej kosztowne i jednocześnie trudne do łatwego i szybkiego uzupełnienia. Co więcej, pozwalają w znacznym stopniu ograniczyć rolę irańskich zdolności w regionie Zatoki, wewnątrz kraju, a także jeśli chodzi o projekcję sił poza samą Zatokę. Zauważmy, że bolesnym może okazać się nie tylko zniszczenie statków powietrznych o charakterystyce typowo wojskowej, ale również uderzenia na samoloty transportowe i pasażerskie wykorzystywane do przerzutu pomocy wojskowej oraz instruktorów, np. do Libanu.
W dodatku, w przypadku jakichkolwiek przyszłych wystąpień wewnętrznych brak śmigłowców i transportowców może okazać się wielkim problemem dla reżimu w Teheranie. Mówimy bowiem o ograniczeniu zdolności do przerzutu dodatkowych rezerw, szczególnie po stronie Strażników Rewolucji. Zaś systematyczna formuła niszczenia zasobów morskich Iranu zmusi to państwo do bardzo defensywnej formuły działań wobec Zatoki i innych akwenów, na których próbowano manifestować własne zdolności bojowe i paramilitarne. Mówiąc wprost, Iran może za chwilę być ograniczonym do roli, jaką mają Huti w Jemenie. Bazując na jednostkach improwizowanych i systemach bezzałogowych, a więc mogąc prowadzić bardziej ograniczone operacje. A przecież Irańczycy próbowali np. zamanifestować swoje zdolności do kooperacji z siłami morskimi innych państw, a nawet prowadzić działania wspierające jemeńskich Huti z użyciem własnych jednostek nawodnych.
Innym aspektem jest uderzenie w potencjał rakietowy Iranu. Przede wszystkim, Irańczycy, gdyby rzeczywiście próbowali zaatakować bazę amerykańsko-brytyjską na Diego Garcia, to wykazaliby, że jednak rozwijają systemy, o których istnieniu de facto zaprzeczali. Mówimy przede wszystkim o wystąpieniach oficjeli irańskich, odnoszących się do specyfiki zasięgów pocisków rakietowych mogących razić cele poza regionem Bliskiego Wschodu. Iran miał przez lata stawać na stanowisku, że rozwija systemy do obrony w wymiarze regionu. A właśnie uderzenia rakietowo-dronowe stały się elementem rozlewania konfliktu poza region, nie mówiąc o próbach porażenia państw niebędących czynnie zaangażowanymi w wojnę.
Patrząc politycznie, jest to wyjątkowe paliwo w wymiarze informacyjnym dla USA i Izraela, a więc wątek rakietowy można uznać za najbardziej efektywny w wymiarze strategicznym. Jednakowoż, jest on najtrudniejszy do realizacji w sferze operacyjnej. Dotychczas mamy do czynienia z punktowymi materiałami (U.S. CENTCOM) odnoszącymi się do obrazowania porażeń poszczególnych systemów rakietowych Iranu. Lecz cały czas nie daje to zdolności do ocen nawet na płaszczyźnie taktycznej, a tym bardziej operacyjnej. Donald Trump wypowiedział się, że Iranowi zostało już niewiele pocisków rakietowych, ale według Reuters: „USA mogą z całą pewnością stwierdzić, że zniszczyły około jednej trzeciej ogromnego arsenału rakietowego Iranu(…) twierdzi pięć osób mających wiedzę z amerykańskich służb wywiadowczych. Status około jednej trzeciej jest mniej jasny, ale bombardowania prawdopodobnie uszkodziły, zniszczyły lub zakopały te pociski w podziemnych tunelach i bunkrach, podały cztery źródła”. (Exclusive: U.S. can only confirm about a third of Iran’s missile arsenal destroyed, sources say, Reuters, 27.03.2026.
Zauważmy, że mowa jedynie o zasobach pocisków, ale bez odwołania się do wiedzy na temat wyrzutni mobilnych oraz zasobów ludzkich, zdolnych do obsługi, użycia i całej logistyki tego arsenału. Co więcej, istnieją wątpliwości, na ile przeciek nawet z tylu źródeł jest realnym przekazaniem obrazu rzeczywistości mapowanej przez Wspólnotę Wywiadowczą, a na ile kreacją pewnych działań w domenie informacyjnej względem przeciwnika. Innym pytaniem jest ograniczony stan wiedzy odnoszącej się do działań izraelskich. Jest to szczególnie ważne, gdyż strona izraelska potencjalnie dysponuje lepszym wywiadem osobowym w samym Iranie i ma większą zdolność do efektywnej ewaluacji uderzeń amerykańsko-izraelskich.
Kolejną wątpliwością jest status osób związanych z produkcją systemów, a także stan faktyczny obiektów przemysłu obronnego. Iran stworzył część podziemnych kompleksów do przechowywania i magazynowania zasobów rakietowych oraz dronowych. Pytanie jednak, czy państwo było w stanie przenieść wszystkie elementy produkcji do lokacji ukrytych oraz odpowiednio zakamuflowanych. Nie mówimy bowiem o produkcji systemów w stylu Kassam po stronie Hamasu, ale o bardziej zaawansowanych konstrukcjach typowo wojskowych. Ich produkcja wymaga sieci podwykonawców, całej logistyki i infrastruktury (w tym drogowej). Generalnie, nie mamy zdolności na tym etapie działań zbrojnych do oceny zniszczeń w całości irańskiej infrastruktury przemysłowej związanej z sektorem zbrojeniowym, a nie tylko obszarem rakietowym.
"Wojna wygrana czy przegrana"?
Ponownie należy więc wykazać się zdecydowanie większą ostrożnością w swych analizach, a szczególnie tezach wygłaszanych publicznie. Szczególnie, że wiele z nich boryka się z ograniczeniami źródłowymi (niemożność weryfikacji danych otwartych, brak zdolności do przeprowadzania wieloźródłowych analiz, poddawanie się przekazom propagandowym), a przede wszystkim widoczne jest przechodzenie w sferę emocjonalnych przekazów. Te ostatnie są widoczne szczególnie, w materiałach, które w znacznym stopniu starają się psychologizować Donalda Trumpa i amerykański proces decyzyjny, a także jeśli chodzi o wysoce subiektywne strategiczne definiowanie całego regionu z perspektywy jednego autora.
Jak również wcześniej wykazywaliśmy, nie biorą one pod uwagę obszaru taktycznego i operacyjnego, w tym całego kompleksu ISTAR oraz amerykańsko-izraelskiej przewagi (dominacji) w powietrzu nad Iranem. Co więcej, część głosów tworzących narracje o wymiarze strategicznym zakłada, że USA będą transparentne w swych działaniach militarnych, pomijając fakt, że w przeciwieństwie do np. inwazji na Irak (op. pk. Iraqi Freedom) w tym konflikcie Amerykanie muszą brać pod uwagę działania wywiadowcze Chin i Rosji. Tym samym, dowódcy różnych szczebli muszą zakładać większą ostrożność w publikacji danych w źródłach otwartych, by utrudnić nie tylko irańskim analitykom pracę.
Musimy również zauważyć, że amerykańskie siły zbrojne nie rozpoczęły działań z Iranem w sposób angażujący pełnię swoich zasobów militarnych. Co jak co, ale akurat USA mają olbrzymie możliwości w zakresie elastycznego reagowania poprzez wykorzystywanie różnych aktywów regionalnych, wspieranych np. zdolnościami do transportu strategicznego. Manifestacją takich zdolności jest dyslokacja 31st Marine Expeditionary Unit (31st MEU) z U.S. Marine Corps, a także sygnalizacja zdolności sił podlegających pod XVIII Airborne Corps z U.S. Army. W polskiej przestrzeni debaty o dyslokacji dodatkowych sił i środków na obszar odpowiedzialności U.S. CENTCOM uwagę skupiano na „elitarności” samej U.S. Army 82nd Airborne Division, zapominając o wspomnianym wcześniej korpusie (strażaku w przypadku wojsk lądowych USA). Możemy to prześledzić w przypadku wszystkich de facto rodzajów i struktur w obrębie amerykańskiego potencjału wojskowego.
Rzeczywiście, USA mają różne możliwości działania w przypadku Iranu. Co ważne, nie muszą się one w żadnym razie odnosić tylko do obecnie trwającej operacji pk. Epic Fury. Zakładając, że zadane straty będą implikowały pewną niestabilność w procesach wojskowych, politycznych i społeczno-ekonomicznych, kolejne uderzenie na Iran może być brane pod uwagę już teraz. Szczególnie wtedy, przy przełamaniu bariery strachu i przede wszystkim uzyskaniu nowych możliwości do operowania w ich przestrzeni powietrznej. I znów należy ostrożniej podchodzić do stwierdzeń o ostateczności w ocenie efektów ciągle trwających ataków. W głównej mierze zakłada się bowiem, że Iran wygra, jeśli przetrwa reżim, nie zakładając innych działań w przyszłości. Poruszaliśmy już w innych opracowaniach sprawę oceny tego stanu faktycznego w wymiarze wewnętrznym i międzynarodowym. Tutaj więc można jedynie zasugerować, że Epic Fury nie musi być jedyną operacją, tak jak jedyną operacją nie stała się Midnight Hammer z 2025 r.
Czy nastąpi powrót do Doktryny Weinbergera-Powella?
Konkludując, wypowiedzi sekretarza M. Rubio dotyczące celów polityczno-wojskowych i możliwości poszukiwania dróg do zakończenia operacji pk. Epic Fury mogą ponownie przywrócić w USA dyskusję na temat zakresu użycia siły w stosunkach międzynarodowych. Istnieje prawdopodobieństwo, że tak jak wyciągnięta została Doktryna Monroe względem Zachodniej Hemisfery, tak teraz po Iranie zaczną się pytania o nowe podejście względem Doktryny Weinberger-Powell (doktryna w tym przypadku odnosi się do pojęcia wykraczającego poza kwestie stricte wojskowe i definiowane w przestrzeni militarnej). Zauważmy, że Caspar Weinberger podkreślał, że siły zbrojne powinny być zaangażowane tylko wtedy, gdy zagrożone są żywotne interesy narodowe USA; naród jest gotowy zaangażować wystarczające siły, aby wygrać; ustalono jasne cele polityczne i wojskowe; siły są odpowiednio dobrane, aby osiągnąć te cele; istnieje uzasadnione zapewnienie poparcia ze strony narodu amerykańskiego i Kongresu, oraz wyczerpano inne opcje, zanim siły zbrojne USA zostaną zaangażowane w ostateczności.
Zaś Colin Powell podkreślał, że użycie siły ze strony USA powinno odbywać się tylko wtedy, gdy cel jest ważny i jasno określony, gdy zawiodły wszystkie środki bez użycia przemocy i tylko w ostateczności, gdy siła militarna może osiągnąć pożądany cel polityczny, gdy koszty i ryzyko są akceptowalne w odniesieniu do oczekiwanych korzyści, gdy konsekwencje zostały przemyślane. Powrót do ich założeń jest o tyle prawdopodobny, że wiąże się on z okresem kluczowych trendów w amerykańskiej polityce zagranicznej. Przede wszystkim z umocowania się dominacji polityczno-militarnej u schyłku zimnej wojny i pełnego przełamania traumy wietnamskiej, a także konsumpcji zwycięstwa w operacji pk. Desert Storm w Iraku (1991 r.).
Istnieją wątpliwości, że w przypadku operacji pk. Epic Fury administracja prezydencka dokonała niezbędnej pełnej i poprawnej ewaluacji przynajmniej w kilku wskazanych przez Weinbergera i Powella przestrzeniach. Można zaakceptować, że Iran stanowił żywotne zagrożenie dla amerykańskich interesów, o czym świadczyło wprowadzenie tego państwa do zapisów różnych dokumentów strategicznych USA. Problematyczne jest wyczerpanie innych form oddziaływania na Iran, chociaż w tym przypadku trudnym jest ustalenie, na ile negocjacje były efektywne i na ile efektywna była dalsza formuła dotychczasowych relacji. Jednakże, są już realne wątpliwości względem zaangażowania po stronie społeczeństwa i Kongresu dla tego rodzaju uderzenia na Iran.
Co więcej, widocznym staje się, że U.S. CENTCOM, czyli dowództwo geograficzne mające w swym obszarze odpowiedzialności Bliski Wschód, Zatokę i Iran, nie otrzymało niezbędnych sił i środków, aby móc działać wysoce elastycznie w obliczu zróżnicowanych scenariuszy mogących wystąpić na polu walki. Przekłada się to na inne pytania o możliwość realizacji celów politycznych narzędziem militarnym. Oczywiście Doktryna Weinberger-Powell była krytykowana przede wszystkim za brak elastyczności dla administracji prezydenckich, szczególnie w zakresie sięgania po rozwiązania militarne w przypadku mniejszych konfliktów. Jednakże, skala Iranu nakazuje nam użycie tych założeń jako najbardziej zbliżonych do odpowiedniego narzędzia zrozumienia problemów ekipy Donalda Trumpa w 2026 r. Nie oznacza to jednak natychmiastowej porażki USA i braku zdolności do zadania strat w wymiarze strategicznym Iranowi. Mowa raczej o reperkusjach politycznych w samych USA, które każdą wojnę przekładają na przestrzeń wyborczą.







WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153