Reklama
  • WYWIADY
  • WIADOMOŚCI

Ukraina to wojna globalna. Ekspert ujawnia kulisy działań Trumpa [WYWIAD]

Wojna na Ukrainie jest definiującym konfliktem o zasięgu globalnym, który przekształca układ sił w Europie, Azji i Arktyce - mówi w rozmowie z Defence24.pl drem Robbin Laird, analityk i konsultant, szef ośrodka analitycznego Defense Info.

Amerykański bombowiec strategiczny B-52H oraz niemiecki samolot wielozadaniowy Eurofighter Typhoon.
Amerykański bombowiec strategiczny B-52H oraz niemiecki samolot wielozadaniowy Eurofighter Typhoon.
Autor. NATO Air Command/X

O nowej roli Stanów Zjednoczonych w świecie wielobiegunowym, meandrach kalkulacji Białego Domu i przyszłości NATO prof. UŁ dr hab. Robert Czulda rozmawia z drem Robbinem Lairdem, analitykiem i konsultantem, szefem ośrodka analitycznego Defense Info, autorem ponad 60 książek poświęconych globalnym zagadnieniom strategicznym, bezpieczeństwu międzynarodowemu i geopolityce.

Robert Czulda, Defence24.pl: Zanim przejdziemy do kwestii amerykańskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, a także Donalda Trumpa, chciałbym porozmawiać chwilę o Ukrainie. Twierdzisz, że wojna na Ukrainie nie jest konfliktem regionalnym. Dlaczego?

Dr Robbin Laird: Od samego początku Putin nie planował, żeby to była tylko wojna regionalna. Zawsze była to wojna przeciwko Europie. Ale jest głębszy aspekt, który często umyka uwadze: to pierwszy raz od czasów najazdów Mongołów, kiedy mocarstwa azjatyckie biorą bezpośredni udział w dużej wojnie na europejskiej ziemi. To samo w sobie czyni ją wojną globalną. Kiedy Trump powrócił do władzy, nie dostrzegał tego elementu. Wojna na Ukrainie jest definiującym konfliktem o zasięgu globalnym, który przekształca układ sił w Europie, Azji i Arktyce.

Reklama

Jak ta wojna wpisuje się w szersze zmiany w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych?

Stany Zjednoczone przechodzą fundamentalną transformację, obejmującą co najmniej trzy administracje. Każda kolejna administracja stara się odwrócić politykę poprzedniej, a jednak istnieje więcej ciągłości, niż przyznaje większość obserwatorów, szczególnie między pierwszą a drugą kadencją Trumpa.

Ludzie są sfrustrowani, próbując zinterpretować administrację Trumpa. Nie mam trudności ze zrozumieniem ich frustracji. Ale ostatecznie problem każdego amerykańskiego prezydenta w tym okresie historii to globalny charakter wyzwań, przed którymi stoimy. Faktem jest, że Stany Zjednoczone już nie rządzą globalnym porządkiem. Trump, pomimo wszystkich swoich wad, jest w tym bardziej realistyczny niż tradycyjne elity strategiczne, które wciąż udają, że Waszyngton kontroluje „porządek oparty na zasadach”.

Od ponad szesnastu lat twierdzę, że zmierzamy ku światu wielobiegunowemu. Ten świat jest teraz w pełni widoczny.

Jak wojna zmieniła Rosję?

Putin zniszczył Rosję. Cofnął ją politycznie, gospodarczo i wojskowo, w stronę czegoś przypominającego lata dziewięćdziesiąte. W Rosji rośnie niechęć do jego rządów, nawet jeśli nie zawsze jest to widoczne.

Obecnie jest człowiekiem zdesperowanym, coraz bardziej zależnym od Chin. W tym momencie Putin jest bliższy roli podporządkowanej pionka Pekinu niż niezależnego aktora strategicznego. To sprawia, że zakończenie wojny jest znacznie trudniejsze, ponieważ desperacja i zależność to niebezpieczne połączenie.

Co sądzisz o próbach Trumpa, by negocjować zakończenie wojny?

Rozumiem krytykę działań negocjacyjnych Trumpa, ale chciałbym, żeby ktoś zaproponował naprawdę lepszą alternatywę.

Rzeczywistość jest taka, że Rosja prawdopodobnie utrzyma część ukraińskiego terytorium. Każdy, kto wierzy, że sam ten fakt zakończy wojnę, żyje w złudzeniu. Wojna naprawdę się nie skończy, dopóki Rosja sama się nie zmieni, a to nie stanie się szybko.

Europa musi kontynuować to, co już robią Polska, państwa bałtyckie i nordyckie: wzmacniać swoje systemy obronne. Jeśli ten wysiłek osłabnie, Europa czeka znacznie bardziej niebezpieczna przyszłość.

Zbliżamy się do momentu, w którym ukraińska siła ludzka będzie się kończyć. Bez jakiejś formy rozejmu siły zachodnie mogą w końcu zostać bezpośrednio wciągnięte w konflikt. To oznaczałoby dramatyczną eskalację.

Reklama

Retoryka Trumpa jest często krytykowana. Czy nie podważa ona polityki zagranicznej?

Oczywiście, bombastyczna retoryka Trumpa z pewnością nie pomaga. Ale pod tymi słowami kryje się znacząca ciągłość w amerykańskim wsparciu dla Europy.

Stany Zjednoczone nie mają realnej alternatywy poza dalszym wspieraniem europejskich wysiłków obronnych, zwłaszcza teraz, gdy Europejczycy w końcu zaczynają traktować własne bezpieczeństwo poważnie. Pytanie nie brzmi, czy Stany Zjednoczone będą wspierać Europę, ale w jaki sposób.

Obraz jest nieuporządkowany. Stany Zjednoczone nadal wzmacniają Europę militarnie, w tym poprzez Drugą Flotę, nawet jeśli polityczne komunikaty pozostają chaotyczne.

Wielu ludzi nie lubi Donalda Trumpa, i to jest w porządku. Sam nie uważam, że jest sympatycznym człowiekiem. Jego się chyba nie da lubić. Ale ostateczna rzeczywistość jest taka, że Europa musi rozpocząć renesans własnej obrony, szczególnie po stronie infrastruktury.

W naszej książce z 2020 roku moja żona i ja argumentowaliśmy, że infrastruktura jest nawet ważniejsza niż struktura sił. Bez realistycznej logistyki, mobilności i zdolności przemysłowych siły militarne są bez znaczenia.

Od tamtego czasu nastąpił rzeczywisty postęp. Europejczycy i Amerykanie w końcu zdają sobie sprawę, że brakuje nam głębi w zakresie rezerw amunicji, odporności logistycznej i zdolności przemysłowych. Zbyt długo zlecaliśmy zbyt wiele na zewnątrz.

To nie jest jedynie kryzys militarny. To kryzys cywilizacyjny dla Zachodu. Zachód przyjął globalizację jako doktrynę ekonomiczną. Chiny nie zrobiły tego samego. Pekin prowadził strategię merkantylną w ramach zglobalizowanego systemu, podczas gdy Zachód rozmontowywał własną bazę przemysłową.

Starcie między tymi dwoma podejściami jest teraz w pełni widoczne. Wojna Rosji, oparta na przekonaniu Putina o łatwym zwycięstwie podobnym do aneksji Krymu, dodatkowo ujawniła tak słabość rosyjskiej armii, jak i szerszą kruchość zachodnich założeń.

Jest więc wiele dużych zmian, które nie są objęte żadną spójną koncepcją w administracji Trumpa. Ale nie sądzę, aby większość ludzi miała spójną wizję i rozumienie tych zagadnień.

W pewnym sensie światopogląd Trumpa jest bardziej realistyczny niż większość tradycyjnych strategów w Stanach Zjednoczonych. Ci myślą w kategoriach bloków i sojuszy, podczas gdy świat już tak nie wygląda. Jeden z moich przyjaciół zwykł mawiać, że Trump jest prezydentem transformacyjnym, ale wynik tej transformacji wcale nie jest jasny.

Co wydarzy się dalej, też nie jest pewne. Ale globalna wojna na Ukrainie jest konfliktem definiującym w wielu, wielu wymiarach i regionach. To coś, czego nikt nie przewidział – gdzie byśmy byli w 2022 r. i gdzie będziemy w 2026.

Pokład lotniskowca Gerald R. Ford widziany z mostka.
Pokład lotniskowca Gerald R. Ford widziany z mostka.
Autor. Mariusz Marszałkowski/Defence24

Jaką rolę odgrywają dziś Polska oraz państwa nordyckie i bałtyckie?

Przekształcają obronę Europy. W wielu aspektach to one napędzają zmiany szybciej i poważniej niż starsze mocarstwa Europy Zachodniej. To niepokoi niektóre państwa, ale jest konieczne.

Prawdziwa transformacja nastąpiłaby, gdyby Niemcy w pełni przyjęły swoją rolę jako logistycznego zaplecza Europy. To jest to, czego Europa ostatecznie potrzebuje od Niemiec: infrastruktury, mobilności i strategicznej powagi.

Porozmawiajmy o Trumpie i jego drugiej kadencji. W czym to prezydentura różni się od pierwszej kadencji?

Pierwsza administracja Trumpa objęła władzę w 2017 roku z mandatem, który jej zwolennicy interpretowali jako przywrócenie „tradycyjnej” Ameryki. Samo to przywrócenie było radykalną transformacją ortodoksji republikańskiej i kwestionowało fundamentalne założenia amerykańskiego rządzenia, które panowały od zakończenia zimnej wojny. Trump I był napędzany odrzuceniem tego, co jego architekci postrzegali jako fundamentalne przewartościowanie priorytetów Ameryki w erze Obamy, zarówno w kraju, jak i za granicą.

W polityce zagranicznej Trump I kwestionował powojenny konsensus dotyczący globalnego przywództwa Stanów Zjednoczonych. Doktryna „America First” odrzucała multilateralizm, co znalazło odzwierciedlenie w wycofaniu się z TPP, Porozumienia Paryskiego w sprawie klimatu i porozumienia nuklearnego z Iranem. Instytucje międzynarodowe postrzegano nie jako mnożniki siły, lecz jako ograniczenia suwerenności Stanów Zjednoczonych wykorzystywane przez inne państwa.

Reklama

Agenda Trumpa I opierała się na kilku założeniach: że globalizacja faworyzuje elity i zagranicznych konkurentów kosztem amerykańskich pracowników; że imigracja zmienia kulturę i rynek pracy bez odpowiedniego uwzględnienia obywateli; że poprawność polityczna tłumi uzasadnione skargi i interesy większości; oraz że sojusznicy Stanów Zjednoczonych korzystają z amerykańskiego bezpieczeństwa, prowadząc jednocześnie niekorzystną politykę handlową.

Wdrożenie napotkało poważne przeszkody, w tym opór biurokracji, establishmentu republikańskiego oraz utratę większości w Izbie Reprezentantów w 2018 roku. Wiele zmian opierało się na prezydenckich porozumieniach wykonawczych i było łatwo odwracalnych. Pandemia COVID-19 zakłóciła narrację gospodarczą administracji i doprowadziła do awaryjnego rozszerzenia władzy federalnej, co stało w sprzeczności z jej deregulacyjnym podejściem.

A Trump 2.0?

Powrót Donalda Trumpa do prezydentury w 2025 r. nie jest ani prostym przywróceniem Trumpa I, ani jedynie odwróceniem polityki ery Bidena. Trump II odzwierciedla lekcje wyniesione z pierwszej kadencji i przyjmuje bardziej spójne i strategiczne ramy działania. W porównaniu z reaktywnym, opartym na osobowości stylem Trumpa I, druga administracja wykazuje większą dyscyplinę organizacyjną, zachowując jednocześnie swój populistyczny charakter.

Trump II koncentruje się na dwóch powiązanych priorytetach: promowaniu interesów Stanów Zjednoczonych w świecie wielobiegunowym oraz zapewnieniu bezpieczeństwa kraju wobec zagrożeń w jego najbliższym otoczeniu. To ewolucja doktryny „America First”, przesuwająca się od wycofywania się z zobowiązań ku ich redefiniowaniu w oparciu o jasne kalkulacje amerykańskiej korzyści oraz odbudowie krajowych zdolności do strategicznej rywalizacji.

Zmiana ta jest widoczna w polityce taryfowej. W przeciwieństwie do doraźnych ceł Trumpa I, Trump II traktuje taryfy jako instrumenty polityki przemysłowej i strategicznej rekonfiguracji. Celem nie jest tylko redukcja deficytów handlowych, lecz odbudowa produkcji w strategicznych sektorach związanych z obroną i infrastrukturą krytyczną, kwestionując wieloletnią, międzypartyjną ortodoksję wolnego handlu.

Bezpieczeństwo najbliższego otoczenia to kolejny obszar priorytetowy. Poza kontrolą granic, obejmuje ono obawy dotyczące wrogich mocarstw, zwłaszcza Chin, w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach. Granica południowa jest postrzegana jako strategiczna słabość wykorzystywana przez sieci przestępcze i zagranicznych przeciwników, co uzasadnia bardziej zdecydowane działania federalne, a nawet rozważenie opcji wojskowych.

Rządzenie w Trump II odzwierciedla lekcje z wcześniejszych konfliktów z biurokracją. Większą uwagę przykłada się do lojalnego personelu, wzmocniono kontrolę prezydencką nad agencjami wykonawczymi i zmniejszono uległość wobec autonomii biurokratycznej. Krytycy postrzegają to jako autorytarne, podczas gdy zwolennicy twierdzą, że przywraca demokratyczną odpowiedzialność wobec zakorzenionego aparatu administracyjnego.

W sferze kulturowej Trump II łączy ciągłość z ewolucją. Administracja nadal sprzeciwia się progresywnym stanowiskom w sprawach płci, rasy i tożsamości, ale z bardziej systematycznym wsparciem instytucjonalnym. Finansowanie federalne jest wykorzystywane bardziej celowo, aby ograniczać inicjatywy progresywne, a współpraca z konserwatywnymi rządami stanowymi ma na celu budowę trwałych alternatywnych instytucji.

W polityce zagranicznej Trump II zarządza napięciem między zasadami „America First” a rywalizacją z Chinami i Rosją w sposób bardziej pragmatyczny. Choć pozostaje sceptyczny wobec tradycyjnych sojuszy, dostrzega potrzebę budowania koalicji przeciwko Chinom. Sojusze traktowane są jako transakcyjne i warunkowe, ale uznawane za czasami niezbędne do realizacji interesów Stanów Zjednoczonych.

Czy coś w prezydenturze Trumpa zaskoczyło cię do tej pory?

Pierwsze dziewięćdziesiąt dni drugiej kadencji Trumpa to okres odwracania szeregu polityk, które były głęboko niepopularne w kraju, a co uczyniło go bardzo popularnym wśród jego wyborców.

Najbardziej zaskoczyło mnie tak agresywne stosowanie ceł. Ironia polega na tym, że wiele lat temu pisałem pracę licencjacką o taryfie McKinleya z 1890 r., ustawie kongresowej, która podniosła średnie cła importowe do niemal 50 procent, aby chronić amerykański przemysł i pracowników przed zagraniczną konkurencją. Mój profesor powiedział wtedy, że to dobra praca, ale trochę nieistotna, bo nikt nigdy nie zrobi tego ponownie.

Cła mogą służyć celowi Trumpa, jakim jest odbudowa amerykańskiego przemysłu. Rozumiem tę nostalgię. Dorastałem w północno-wschodnim Ohio, gdzie mieliśmy huty stali i to wszystko już zniknęło. Ale taryfy podważają budowanie koalicji, co każdy dowódca wojskowy uważa za priorytet. Nie można budować koalicji wojskowej, jednocześnie ekonomicznie karząc swoich partnerów. Co więcej, Trump może oczekiwać problemów w przyszłym roku, kiedy Sąd Najwyższy ma spodziewanie orzec przeciw jego taryfom.

W kontekście obecnej sceny politycznej w oczy rzuca się brak kongresowych debat nad bezpieczeństwem narodowym. Czy zgodzisz się ze mną?

To poważna słabość współczesnego amerykańskiego systemu politycznego. Decyzje o dużym znaczeniu, takie jak uznanie karteli narkotykowych za organizacje terrorystyczne, są podejmowane bez przesłuchań w Kongresie czy publicznej debaty. To pozostawia wojsko w niepewności co do politycznych zamiarów i odpowiedzialności. Gdy oficerowie są karani, często nie jest jasne, czego tak naprawdę od nich oczekiwano.

Załamanie debaty publicznej nie zaczęło się jednak za Trumpa. To długoletni problem, pogorszony przez katastrofalne decyzje w Iraku i Afganistanie, które sprawiły, że przywódcy obawiali się kontroli i krytyki.

Uważam, że to ogromna słabość Stanów Zjednoczonych, szczególnie w okresie głębokich zmian. Powinniśmy omawiać to otwarcie z opinią publiczną, tak aby czytelnicy, tacy jak twoi, mogli ocenić sytuację bezpośrednio, zamiast próbować rozszyfrowywać niejasne, napisane pośpiesznie wytyczne Pentagonu dotyczące kierunku strategii.

Reklama

Styl przywództwa Trumpa jest często opisywany jako chaotyczny. Czy to sprawiedliwa ocena?

Trump rządzi bardziej jak Franklin Roosevelt niż większość nowoczesnych prezydentów, lekceważąc biurokrację i opierając się na nieformalnych sieciach. To może być skuteczne. Przykład odbudowy relacji z Filipinami jest tego dowodem. Kluczową osobą w tym procesie był człowiek zarządzający Trump Towers w Manili. Tak działa Trump, ale równocześnie powoduje to nieprzewidywalność.

Nieprzewidywalność może wzmacniać odstraszanie. Xi Jinping i Władimir Putin nie mogą łatwo przewidzieć działań Trumpa, ale osłabia to przejrzystość i budowanie konsensusu w kraju i za granicą.

Głębszy problem polega na tym, że system bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych jest zepsuty od dziesięcioleci. Silni doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego są rzadkością, a prezydentura coraz bardziej odłącza się od Kongresu i opinii publicznej. Trump nie jest wyjątkiem. Powiesz mi, kto kierował administracją Bidena? Ja nie mam pojęcia.

Bardzo ważne jest odbudowanie kultury strategicznej adekwatnej do globalnych wyzwań, przed którymi stoimy. Nie chodzi mi o Donalda Trumpa. Chodzi mi o to, jakie strategie powinniśmy prowadzić? Co stworzymy na Zachodzie? Jaką strukturę obronną Europy? Kto jest „w grze”, kto „poza”? Węgry i Słowacja to nóż w plecach wobec tego, co musimy zrobić. Ale jak sobie z nimi poradzić? Jak poradzić sobie z Rosją po Putinie? Bo Putin nie przetrwa wiecznie.

Jaką Rosję możemy mieć? Czy Rosja może się zmienić? Jak byśmy mogli ją zmienić? Co realistycznie możemy z nimi zrobić? Bo nadal mamy ogromny problem Arktyki. I tu ludzie zapominają o Donaldzie Trumpie. Ma obsesję na punkcie Arktyki. Jest pierwszym prezydentem, który poruszył tę kwestię. Z jednej strony jego polityka wobec Grenlandii jest nieco absurdalna. Ale pod tym kryje się pełne uznanie, że główne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych pochodzi bezpośrednio z Arktyki.

Autor. U.S. Navy, Mass Communication Specialist 2nd Class Trey Hutcheson

Czy Stany Zjednoczone wciąż są „światowym policjantem”?

Nie mogą być i nigdy naprawdę nie były. Fantazja, że Stany Zjednoczone mogą nadzorować świat, definiowała lata Busha, Obamy i Bidena. Ale Stany Zjednoczone nie mogą być światowym policjantem. W Waszyngtonie wciąż jest wielu strategów, którzy chcą pełnić tę rolę, ale żyją w świecie złudzeń.

Powinniśmy skupiać się na naszych bezpośrednich interesach. Od długiego czasu odchodziliśmy od nich, o czym piszę od 20 lat. Ironia polega na tym, że Departament Obrony często zaniedbywał faktyczną obronę samych Stanów Zjednoczonych. Trump, niezależnie od swoich wad, rozumie ten problem.

Era porządku opartego na zasadach i globalizacji się skończyła. Chiny stanowią centralne wyzwanie systemowe, wspierane przez luźną koalicję państw autorytarnych. Potrzebujemy nowych koncepcji i nowego myślenia strategicznego.

Czy sojusze takie jak NATO wciąż są adekwatne do współczesnych potrzeb?

Tradycyjny model sojuszu jest przestarzały. Teraz liczą się elastyczne partnerstwa.

Jeżeli Polska zdecyduje się działać samodzielnie, by bronić swojej przestrzeni powietrznej, operując nad Ukrainą, nie jest to kwestia Artykułu 5, ale może być konieczne dla bezpieczeństwa Polski. Te realia nie mieszczą się już w ramach sojuszy z czasów zimnej wojny.

Kluczowymi graczami dzisiaj są państwa średnie: Indie, Australia, Japonia, a nie abstrakcyjne „wielkie mocarstwa”, które istniały w XIX wieku. Wojsko Stanów Zjednoczonych rozumie to znacznie lepiej niż wielu decydentów w Waszyngtonie, w tym w Pentagonie. To jedna z moich krytyk wobec polityki Trumpa w mediach społecznościowych. Ona nie pomaga nam w relacjach z tymi państwami.

Ostatnio Biały Dom opublikował nową Strategię Bezpieczeństwa Narodowego, która wywołała wiele kontrowersji. Jak oceniasz ten dokument? Pytam też w kontekście NDAA (National Defense Authorization Act), a więc ustawy o obronie narodowej, którą co roku uchwala Kongres.

Debata nad nową Strategią Bezpieczeństwa Narodowego prezydenta Trumpa była zdominowana przez reakcję na jej język i symbolikę, a nie przez analizę tego, co Stany Zjednoczone faktycznie robią w wojnie na Ukrainie. Ta nierównowaga odzwierciedla głębszy problem we współczesnej analizie polityki zagranicznej: tendencję do oceniania administracji przez pryzmat retoryki, a nie działań, przez tweety prezydenta, a nie uchwały kongresowe, i przez gesty symboliczne, a nie przez trwałe zaangażowanie dyplomatyczne.

Krytycy dostrzegają w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego elementy, które pozornie umniejszają rolę Europy, podkreślają transakcyjne negocjacje i stawiają migrację oraz bezpieczeństwo granic w centrum amerykańskiej wielkiej strategii. Jednak gdy strategię czyta się obok Ustawy o Autoryzacji Obrony Narodowej na 2026 rok (NDAA) oraz toru dyplomatycznego prowadzonego przez sekretarza stanu Marco Rubio, wyłania się inny obraz: taki, w którym Waszyngton nadal finansuje odstraszanie w Europie, wspiera wysiłki wojenne Ukrainy i prowadzi jedyny poważny kanał negocjacji na wysokim szczeblu, zdolny sprawdzić, czy możliwe jest polityczne porozumienie.

W Strategii Bezpieczeństwa Narodowego na 2025 r. jest wiele elementów, które naturalnie alarmują tradycyjnych atlantystów: retoryczne przesunięcie uwagi ku półkuli zachodniej, surowe przedstawienie migracji jako zagrożenia bezpieczeństwa oraz sugestia, że Europejczycy muszą ponosić większą część ciężaru obrony konwencjonalnej. Wszystko to jest ubrane w język narodowego odrodzenia i suwerenności amerykańskiej, zamiast w solidarność sojuszniczą i dzielenie się ciężarem. Dokument w niektórych miejscach czyta się jak manifest dla twierdzy Ameryka, a nie jako plan trwałego zaangażowania globalnego.

Jednak w kluczowej kwestii bezpieczeństwa Europy i powstrzymywania rosyjskiej agresji dokument nadal kotwiczy politykę Stanów Zjednoczonych w utrzymaniu NATO jako podstawowego instrumentu bezpieczeństwa oraz zachowaniu wystarczającej przewagi militarnej, by odstraszać zarówno Rosję, jak i Chiny w wielu regionach. Strategia jednoznacznie potwierdza zobowiązania wynikające z Artykułu 5 i uznaje, że interesy bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych wykraczają poza najbliższe sąsiedztwo. Zmieniły się nie fundamentalne zobowiązania wobec bezpieczeństwa Europy, lecz raczej warunki, na jakich te zobowiązania są uzasadniane, oraz oczekiwania wobec europejskich sojuszników, aby w większym stopniu przyczyniali się do własnej obrony.

Uderzające jest to, jak rządy europejskie i Kongres Stanów Zjednoczonych potraktowały NSS nie jako deklarację wycofania, lecz jako ostrzeżenie. Ich reakcją było utrwalenie bardziej konwencjonalnej postawy odstraszania w prawie i finansowaniu, przy użyciu NDAA i równoległych inicjatyw obronnych w Europie, aby niezależnie od retoryki Białego Domu praktyczne ramy dla Ukrainy i bezpieczeństwa Europy pozostały oparte na trwałym wsparciu wojskowym i obecności na wschodnim froncie.

Innymi słowy, NSS stała się jednym z elementów większych negocjacji na Zachodzie dotyczących dzielenia się ciężarem i zarządzania ryzykiem, a nie jednostronną deklaracją wycofania. Budżety obronne w Europie rosną szybciej niż kiedykolwiek od dziesięcioleci. Polska staje się potęgą wojskową na wschodniej flance NATO. Państwa bałtyckie i Rumunia inwestują znacznie w obronę powietrzną i infrastrukturę logistyczną. To nie jest zachowanie sojuszników, którzy uważają, że Ameryka ich opuszcza; to zachowanie sojuszników, którzy otrzymali wyraźny sygnał, że problem „pasażera na gapę” musi się skończyć.

US Army w Chile
Żołnierze U.S. Army z 3rd Brigade Combat Team, 10th Mountain Division, uczestniczą w ćwiczeniach pk. Southern Vanguard 25 w Chile.
Autor. U.S. Army, Sgt. Jean Sanon, Army.mil

A NDAA? Wyjaśnijmy, że dokument ten określa budżet Departamentu Obrony, ustala politykę obronną. Innymi słowy, NDAA jest kluczowym dokumentem decydującym o tym, jak Stany Zjednoczone planują, finansują i prowadzą swoje działania wojskowe w danym roku.

Ustawa o Autoryzacji Obrony Narodowej na rok fiskalny 2026 jest być może najbardziej niedocenianym elementem tej historii. Nie wygląda jak dokument kraju przygotowującego się do porzucenia Ukrainy czy rozmontowania europejskiego odstraszania. Zamiast tego ustanawia wieloletnie wsparcie dla Kijowa, wzmacnia ustawowe ograniczenia dotyczące redukcji sił Stanów Zjednoczonych w Europie i inwestuje w zdolności wojskowe, zakładając, że Rosja pozostaje długoterminowym zagrożeniem wymagającym trwałej uwagi i zasobów amerykańskich.

Jeśli chodzi konkretnie o Ukrainę, NDAA przedłuża i finansuje Inicjatywę Wsparcia Bezpieczeństwa Ukrainy oraz powiązane konta, zapewniając setki milionów dolarów w ciągu najbliższych dwóch lat nie tylko na uzupełnienie amerykańskich zapasów, ale także na uruchomienie nowej zdolności produkcyjnej na korzyść Ukrainy. To nie jest pomoc awaryjna, która wygasa wraz ze zmianą politycznych wiatrów; to instytucjonalne wsparcie wpisane w cykl budżetu obronnego. Ustawa zawiera także przepisy dotyczące szkolenia sił ukraińskich, integracji ukraińskich zdolności z systemami NATO oraz rozwoju krajowej bazy przemysłowej obrony Ukrainy.

Kongres wykorzystał ustawę także do utrzymania lub wzmocnienia minimalnych poziomów wojsk i inicjatyw współpracy bezpieczeństwa na wschodniej flance NATO. Europejska Inicjatywa Odstraszania, która finansuje rozmieszczenie sprzętu i rotację sił Stanów Zjednoczonych w Polsce, państwach bałtyckich i Rumunii, otrzymuje solidne finansowanie. Istnieją ustawowe zakazy redukcji obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych w Europie poniżej określonych poziomów bez zgody Kongresu. To działania legislatywy, która, niezależnie od podziałów partyjnych w innych kwestiach, pozostaje zobowiązana do bezpieczeństwa Europy jako priorytetu ponadpartyjnego.

Na tę strukturę siły militarnej nakłada się ścieżka dyplomatyczna prowadzona przez sekretarza stanu Marco Rubio w kontaktach z przedstawicielami Ukrainy i Rosji. Rubio współpracował także z europejskimi sojusznikami, dbając, by każda amerykańska inicjatywa dyplomatyczna nie pozostawiała stolic europejskich poczucia pominięcia czy wykluczenia. Obejmowało to konsultacje z Polską, państwami bałtyckimi, Niemcami, Francją i Wielką Brytanią, a więc państwami mającymi różne interesy co do przyszłości Ukrainy i odmienne postrzeganie zagrożeń ze strony Rosji. Efektem jest proces dyplomatyczny, który, choć prowadzony przez Stany Zjednoczone, utrzymuje europejskie wsparcie i unika wrażenia wielkomocarstwowej decyzji ponad głowami Europejczyków w sprawie Ukrainy.

Czy Europa wciąż ma znaczenie dla Stanów Zjednoczonych?

Europa ma własny problem z podziałami wewnętrznymi. Ale, co ważniejsze, uważam, że dla większości Amerykanów Europa po prostu nie ma już takiego znaczenia, jak kiedyś. To w dużej mierze kwestia pokoleniowa. Amerykańska uwaga przeniosła się w inne rejony — Ameryka Łacińska, Afryka, Pacyfik — bez jasnego konsensusu co do tego, co właściwie próbujemy osiągnąć. W efekcie nie ma spójnej wizji globalnej.

Można napisać pracę o globalnej strategii Stanów Zjednoczonych, ale lepiej porozmawiać z Elonem Muskiem i sektorem technologicznym. Oni mają globalną strategię. Jedną z najważniejszych zmian w Stanach Zjednoczonych jest to, że poważne myślenie strategiczne nie odbywa się już w rządzie. Dzieje się ono w sektorze prywatnym, co stanowi poważne wyzwanie.

Reklama

Jak oceniasz podziały wewnętrzne Europy i jej zdolność do samoobrony?

Europejczycy nie zadbali wystarczająco o siebie. Można mieć nadzieję, że szok wojny na Ukrainie doprowadzi do wykształcenia prawdziwej kultury strategicznej, przynajmniej wśród kluczowych państw europejskich, skupionej na infrastrukturze i wiarygodnej obronie. Podstawowa kwestia jest prosta: nie można mieć zdrowej gospodarki bez zdolności do jej obrony.

Nowoczesna Europa była budowana w oparciu o wizję Unii Europejskiej dotyczącą globalizacji i osłabiania państw narodowych, przy założeniu, że obrona jest zbędna, bo handel pozostanie głównym narzędziem działania i wpływu. To przekonanie utrzymywało się pomimo europejskiej historii XX w., w tym najbardziej katastrofalnych wojen w historii ludzkości.

Dziś, nawet w debatach wewnątrz Unii Europejskiej widać rosnące poczucie realizmu. Kluczowe pytanie brzmi, jak zbudować dynamiczną europejską gospodarkę i system polityczny, który traktuje obronę jako normalne oczekiwanie, niezależnie od Stanów Zjednoczonych i bez ulegania działaniom ludzi typu Putin.

Marco Rubio niedawno powiedział, że wojna na Ukrainie „nie jest wojną Ameryki”. Co nam to mówi o priorytetach Stanów Zjednoczonych?

Z wąskiej perspektywy nie jest to wojna Ameryki. To wojna europejska. Ale nie jest to tylko wojna europejska, ponieważ Rosja stanowi również bezpośrednie zagrożenie bezpieczeństwa dla Stanów Zjednoczonych. Wypowiedzi takie jak Rubio są skierowane do amerykańskiej opinii publicznej, zmęczonej niekończącymi się wojnami.

Problem polega na tym, że to nie jest naprawdę kwestia wyboru. Trump sam to odkrył – im więcej rozumiał z wojny na Ukrainie, tym bardziej zdawał sobie sprawę, jak głęboko wpływa ona na interesy Stanów Zjednoczonych, niezależnie od tego, czy mu się to podobało, czy nie. To niechętne zaangażowanie, a nie entuzjastyczne.

Mimo to, największym długoterminowym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych nie jest Putin, lecz Chiny, a w szczególności strategia Chin polegająca na włączaniu krajów takich jak Brazylia, Australia czy Rosja jako dostawców surowców naturalnych do nowej globalnej struktury sił.

To wyzwanie jest znacznie poważniejsze niż powolne niszczenie Rosji pod rządami Putina. Zniszczenia, jakie Putin wyrządził rosyjskiej klasie naukowej i technicznej, są zdumiewające. Jego kraj się kurczy. Retoryka Rubio nie pomaga, ale Waszyngton ostatecznie nie ma wyboru i musi się angażować.

Z naszej europejskiej perspektywy najbardziej niepokojącym elementem polityki Trumpa jest oczywiście podejście do Rosji. Jak oceniasz ten element? Jak postrzegasz nasze europejskie argumenty i obawy?

Cóż, uważam, że pierwsze pytanie tak naprawdę brzmi – czy moglibyście mi powiedzieć, jaka jest europejska strategia wobec Rosji? Jestem zaskoczony tym, że od czasu upadku Związku Radzieckiego nie istnieje w Europie żadna spójna wizja Rosji. A gdy państwa takie jak Polska „weszły do Europy”, stały się problemem dla europejskiego spojrzenia na Rosję. Europa traktowała Rosję jako partnera transakcyjnego, w ramach budowy nowej Europy i tak dalej.

Tymczasem fundamentalne pytania pozostają bez odpowiedzi. Jak będzie wyglądać relacja Europy z Rosją po Putinie? Co z Arktyką, energią i handlem? Te kwestie są jedynie zawieszone przez wojnę, nie rozwiązane, a będą kształtować przyszłość Europy. Nie można ignorować Rosji pod względem gospodarczym na zawsze.

Dla Stanów Zjednoczonych problem jest naprawdę egzystencjalny. Nasza elita strategiczna – wielu z nich szkolonych w tym, co żartobliwie nazywam „Szkołą Nieistotności Johna F. Kennedy’ego” – wciąż przywiązuje się do fantazji o globalnej roli Ameryki. To absurdalne.

Sekretarz obrony USA Pete Hegseth, wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz
Sekretarz obrony USA Pete Hegseth i wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
Autor. Jakub Borowski, Defence24.pl

Globalna wojna na Ukrainie zaburzyła dotychczasowy porządek, ale nie pomogła nam znaleźć kierunku, w którym powinniśmy iść. Dlatego uważam, że warto, aby ludzie tacy jak my zadawali pytania – dokąd zmierzamy i z jaką Rosją będziemy mieli do czynienia?

Oczywiście, ktoś taki jak Putin, który prawdopodobnie zdobędzie część terytorium na Ukrainie, co w rzeczywistości jest dla niego ogromną porażką, przedstawi to jako wielkie zwycięstwo. Ale jak mamy sobie z tym poradzić? Jaka będzie przyszłość Ukrainy? Co zrobią państwa graniczące z Rosją? Czy Niemcy poprą działania, które zamierzacie podjąć? Czy też powrócą do historycznej relacji z XIX w., w której Niemcy współpracowali bardzo blisko z Rosją?

Trump próbuje teraz znaleźć różne formuły negocjacji z Putinem. I jak zauważyłeś, Putin nie skorzystał z żadnej z nich. Ale nie ma możliwości, żeby Trump chciał dać Putinowi dobre warunki.

Kluczową zmienną są Chiny. Pekin coraz bardziej niepokoi się wpływem wojny na swoje interesy. Gdy Polska zamknęła granicę z Białorusią, Chiny zdały sobie sprawę, że ich wielomiliardowe inwestycje w tym kraju są praktycznie zablokowane. Drugorzędne sankcje teraz zagrażają chińskim transakcjom w dolarze.

Moim zdaniem presja chińska będzie ostatecznie bardziej decydująca dla Putina niż dyplomacja Zachodu. I to jest niebezpieczne, ponieważ zdesperowani przywódcy zachowują się nieprzewidywalnie.

Jak Polska powinna interpretować retorykę Trumpa i zobowiązania Stanów Zjednoczonych w ramach NATO, w tym Artykuł 5?

Retoryka Trumpa często różni się od rzeczywistości, choć oczywiście retoryka sama w sobie też ma znaczenie. Poza tym wciąż mamy prasę, która podkręca każde wypowiedzi, które jej się nie podobają, szczególnie Trumpa. Ale spójrzmy na działania. Pierwsza wizyta sekretarza obrony Stanów Zjednoczonych była do Polski. Zobowiązania wobec Polski zostały utrzymane. Trump lubi Polskę. Szanuje kraje, które traktują obronę poważnie. Utrzymaliśmy zobowiązania wobec Polski i będziemy je utrzymywać.

Ignoruj szum. Skup się na możliwościach. Stany Zjednoczone wciąż mają globalny zasięg militarny. Mamy F-35, który zapewnia wielką siłę ognia. Potęga powietrzna w Europie jest głęboko zintegrowana, prawie automatyczna w zakresie procedur i współdziałania.

Gdyby Rosja poważnie zagroziła Polsce lub państwom bałtyckim, drabina eskalacji jest bardzo krótka. Kolejnym krokiem byłaby obecność militarna nad Ukrainą. Nie jesteśmy papierowym tygrysem. Nie mamy już sił powietrznych, jakie mieliśmy kiedyś, ale wciąż dysponujemy wielkimi możliwościami. Zaledwie 52 F-35 zmiażdżyły Iran. Druga Flota, odpowiedzialna za działania na Północnym Atlantyku, została odbudowana za Trumpa. Ta formacja została ukierunkowana na zaopatrzenie Europy. Jesteśmy w Polsce. Rosja to rozumie, nawet jeśli Putin, jako zdesperowany człowiek, może źle to ocenić.

Ale, powtórzę, problem tkwi w retoryce, która tworzy wrażenie luki. A to zawsze jest problem. Fałszywa retoryka jest równie niebezpieczna.

Za administracji Bidena mieliśmy stałą fałszywą retorykę o tym, jak silni jesteśmy. Ale w ostatnim roku kadencji Bidena osiągaliśmy zaledwie 70% celów rekrutacyjnych. Za Trumpa wypełnialiśmy zobowiązania w nadmiarze. Dlatego Hegseth został w końcu mianowany.

Jeśli spojrzysz całościowo, można powiedzieć, że niektóre elementy retoryki były bardzo niefortunne. Niektóre wypowiedzi były bezpośrednie i ignorowane, jak to, co powiedział Hegseth w Polsce. Nie wiem, jak można być bardziej bezpośrednim niż on.

Gdybyś dziś doradzał rządowi Polski, jaką politykę byś zalecił?

Sedno działań Polski, które już podejmuje, jest właściwe: wzmacnianie własnej obrony, pełnienie roli kluczowego węzła logistycznego dla Ukrainy, pogłębianie współpracy z państwami bałtyckimi i Finlandią oraz zabezpieczanie granic. Ta kombinacja stanowi fundament wszystkiego.

Na tej podstawie komunikat do Waszyngtonu powinien być prosty – wzięliśmy poważnie wasze apele o większą odpowiedzialność; teraz oczekujemy wzajemnego wsparcia. Nie trzeba tego komplikować.

Jeśli chodzi o Rosję, nie trzeba niczego tłumaczyć. Granice mówią głośniej niż oświadczenia. Zamknięcie granicy z Białorusią było potężnym sygnałem. Pokazało gotowość do jasnego powiedzenia – „dość”. Wysłało komunikat nie tylko do Moskwy, ale także do Pekinu.

Kolejnym krokiem jest komunikacja. Polska, państwa bałtyckie i nordyckie zrobiły znacznie więcej, niż większość ludzi zdaje sobie sprawę – siły bezpieczeństwa wewnętrznego, inwestycje w infrastrukturę, koordynacja regionalna. Śledzę kraje nordyckie od mojej pierwszej wizyty w 2010 r. i mogę powiedzieć, że jeśli ktoś blisko nie śledzi ich działań, to nie ma świadomości, ile się zmieniło.

Trzeba ludziom jasno i wspólnie pokazać, co budujecie. Tak, wojna wywołała tę zmianę, ale nie chodzi tylko o wojnę. Chodzi o normalną politykę i długoterminową stabilność. To jest Europa, którą należy zbudować.

Ten komunikat powinien trafić do Waszyngtonu i do Rosji. Nie przez przemówienia, lecz przez działania. Rosjanie rozumieją ten język doskonale. Gdy Ławrow próbował pouczać Finlandię, zaśmiałem się. Nie mówi się Finom, co mają robić. To jakby mówić mojej żonie, co ma robić – nie skończy się dobrze.

Chcę przez to powiedzieć, że Rosja sama rozpoczęła proces własnej zguby w Europie. Naszym zadaniem jest dopilnować, aby proces ten został zakończony, tak aby każdy następny reżim na Kremlu zrozumiał, ile zaufania musi odbudować. I ten ciężar należy do nich, nie do nas.

Dziękuję za rozmowę.

Dr Robbin Laird jest analitykiem i konsultantem, szefem ośrodka analitycznego Defense Info, autorem ponad 60 książek poświęconych globalnym zagadnieniom strategicznym, bezpieczeństwu międzynarodowemu i geopolityce.

Reklama
PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142
Reklama