- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
USA zrobią z Grenlandią „Krym 2.0”?
„Powoływanie się władz USA na wolę mieszkańców Grenlandii to pomysł próbowania stworzenia pozorów, że ludność zamieszkująca dany obszar chce się emancypować, usamodzielnić i od razu przyłączyć się do Stanów Zjednoczonych. To byłby Krym 2.0 i powtórka z 2014 roku – oczywiście, jeżeli towarzyszyłaby ku temu nieprawdziwa narracja, zastępująca rzeczywistą wolę Grenlandczyków” – powiedział ekspert prawa międzynarodowego, dr Mateusz Piątkowski (Uniwersytet Łódzki).
W ostatnich dyskusjach na temat Grenlandii i jej ewentualnego przyłączenia do Stanów Zjednoczonych pojawia się temat rzekomych umów, które miałyby ułatwiać Amerykanom legalne przejęcie należącej do Danii wyspy. Czy Amerykanie rzeczywiście posiadają argumenty, które mogliby wykorzystać w celu pozyskania Grenlandii?
Odpowiedź dr Piątkowskiego jest krótka, jednoznaczna i wybrzmiewa już na samym początku naszej dyskusji. „Amerykanie nie mają argumentów prawnych” – twierdzi ekspert, powołując się przede wszystkim na ostatni dokument prawnomiędzynarodowy z 1951 roku, czyli wzajemny układ duńsko-amerykański. Potwierdza on, co prawda, amerykańskie prawa do posiadania na Grenlandii baz wojskowych i do pełnej jurysdykcji USA w tych bazach, ale jednocześnie wyraźnie zaznacza duńską suwerenność nad wyspą. „Formalnie Amerykanie nie mają żadnego historycznego tytułu do wyspy. Nie ma żadnego dokumentu, traktatu czy oświadczenia, które mogłyby w tej sytuacji pomóc Waszyngtonowi” – podkreśla ekspert, który przypomina także rok 1916, w którym to Stany Zjednoczone oficjalnie uznały prawo Danii do Grenlandii. W zamian uzyskały prawo do pozyskania duńskich Indii Zachodnich (współcześnie Wyspy Dziewicze – red.).
Historyczne propozycje
Okazuje się, że dość jednoznaczne zamknięcie tematu w rzeczonym 1916 roku nie oznacza, że temat Grenlandii nie pojawiał się na agendzie amerykańsko-duńskich pertraktacji nigdy wcześniej. Jak wskazuje dr Piątkowski, przykład takich negocjacji dotyczy np. roku 1864 i wojny duńsko-pruskiej, w wyniku której Duńczycy stracili Szlezwik.
„Dania w ramach szalonego pomysłu zastanawiała się nad tym, czy Amerykanie nie chcieliby Grenlandii po to, żeby Prusom w zamian za Szlezwik dać filipińską wyspę Mindanao (Dania wtedy miałaby odzyskać Szlezwik – red.)” – mówi prawnik, który wskazuje, że także później Kopenhaga sondowała możliwość wymiany na Grenlandię. Mianowicie chodziło o początki XX wieku, ale wtedy ówczesne amerykańskie władze jasno określiły swój stosunek do wyspy, pokazując, że bardziej zainteresowani są innymi terytoriami.
Sytuacja zmieniła się dopiero w czasie II wojny światowej. „Dania była jednym z niewielu państw okupowanych przez Niemców, gdzie de facto istniał miejscowy rząd. Duński rząd w okupowanej Danii utrzymywał stosunki dyplomatyczne ze Stanami Zjednoczonymi” – zauważa dr Piątkowski, który przybliża historię duńskiego ambasadora w USA, który, wbrew instrukcjom wydanym z Kopenhagi, podpisał układ o udostępnieniu w 1941 roku Grenlandii na rzecz wysiłku zbrojeniowego aliantów, a dokładniej Amerykanów właśnie.
Powtórka z 2014 roku?
Słuchając dotychczasowych wypowiedzi amerykańskiej administracji, możemy wywnioskować, że chęć większej kontroli USA nad Grenlandią miałaby wynikać przede wszystkim z pobudek militarnych. Skoro Amerykanie posiadają od lat swoje bazy wojskowe na Grenlandii, zasadnym wydaje się pytanie o to, co właściwie chciałby jeszcze uzyskać Biały Dom i czy jeszcze jeden krok „naprzód” nie będzie już aktem nielegalnym, a nawet agresywnym. W amerykańskiej przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się koncepcje mówiące o potrzebie referendum dotyczącego suwerenności mieszkańców samej Grenlandii. Zdaniem dr Piątkowskiego dążenie Amerykanów do realizacji takiego scenariusza można porównać do „opcji krymskiej” i powoływania się na prawo samostanowienia.
„Jest to pomysł próbowania stworzenia pozorów, że ludność zamieszkująca dany obszar chce się emancypować, usamodzielnić i w ramach referendum ogłasza niepodległość, a następnie od razu przyłącza się do Stanów Zjednoczonych. To byłby Krym 2.0 i mielibyśmy do czynienia z powtórką z 2014 roku” – oczywiście, gdybyśmy założyli, że wszystkie parametry są spełnione. – twierdzi nasz rozmówca, który uważa, że w takim wypadku Amerykanie powoływali sięby się na istniejącą w prawie międzynarodowym zasadę samostanowienia. Na dzień dzisiejszy Grenlandczycy w większości chcą niepodległości, ale nie chcą być częścią Stanów Zjednoczonych.
„(…) Samostanowienie to jeden z fundamentów prawa międzynarodowego, ale jego stosowanie docelowo wyczerpało się (zewnętrznie) w okresie kolonialnym. Jego wykonanie nie może (z zasady) prowadzić do złamania integralności terytorialnej państw. O ile faktycznie trzeba przyznać, że wzajemny układ duńsko-grenlandzki jest dość specyficzny, a Grenlandia ma szeroką autonomię, to należy uznać, że w tej sytuacji prawo samostanowienia Grenlandczyków już się spełniło – w obrębie Królestwa Duńskiego” – powiedział dr Mateusz Piątkowski, który stwierdził, że „granie kartą samostanowienia byłoby działaniem nielegalnym, ale bardziej taktycznym niż przy użyciu siły”. Jego zdaniem „kropkę nad i” wciąż musi postawić Kopenhaga.


WIDEO: "Koordynacja jest najważniejsza". Dowódca GROM o operacjach specjalnych