Geopolityka

Trwa przeciąganie liny we wschodniej części Morza Śródziemnego [KOMENTARZ]

Morsko-lotnicze ćwiczenia USA i Grecji, fot. Grecki Sztab Generalny, geetha.mil.gr
Morsko-lotnicze ćwiczenia USA i Grecji, fot. Grecki Sztab Generalny, geetha.mil.gr

Wschodnia część Morza Śródziemnego nie widziała chyba od bardzo dawna takiego wzmożenia w zakresie ćwiczeń wojskowych oraz generalnie stałej obecności wzmocnionych kontyngentów morskich i powietrznych z różnych państw. Jednak, przede wszystkim wszystkie oczy w regionie zwrócone są na Grecję i Turcję. Oba państwa sięgają po ostrą retorykę polityczną, a także pokaz sił i środków w zakresie własnych potencjałów militarnych. Oczywiście pytanie na ile w tym zwykłej gry nerwów, prowadzącej do rozwiązań dyplomatycznych, a na ile jest to już część historii, na miarę swoistej tradycyjnej greckiej tragedii, gdzie oczekujemy tylko na punkt kulminacyjny. 

Poinformowano właśnie, że Grecja jest organizatorem ćwiczeń morskich we wschodniej części Morza Śródziemnego, w których swój udział zapowiedziały również Francja, Włochy oraz Cypr. Trzydniowe manewry, począwszy od środy mają odbywać się na południe od greckiej wysypy Kreta. Oczywiście ich obecna organizacja oraz skład uczestników są związane z napięciem wokół działań Turcji. Ta ostatnia prowadzi specjalistyczne badania w spornym rejonie wschodniej części Morza Śródziemnego, mające na celu wykrywanie  nowych złóż surowców naturalnych (misja statku Oruç Reis).

Grecja organizatorem licznych ćwiczeń międzynarodowych 

Ogłoszone międzynarodowe ćwiczenia zostały oznaczone, jako „Eunomia” i mają zakładać różne scenariusze angażujące siły morskie oraz powietrzne. W greckim oświadczeniu pojawia się również wskazanie, że będą zaangażowane komponenty lądowe. Wskazywane jest chociażby partycypowanie w nich dwóch greckich samolotów F-16 i francuskich maszyn Rafale. We francuskim komunikacie mowa jest o trzech samolotach, jednej fregacie (FS La Fayette) oraz bazującym na niej śmigłowcu morskim. Włochów ma reprezentować niszczyciel rakietowy ITS Durand De La Penne, który już wcześniej operował we wspomnianym rejonie Morza Śródziemnego. Trudno jest ustalić na razie skalę zaangażowania jednostek morskich Grecji i Cypru, ale najpewniej są to jednostki nawodne HS Kanaris i Commodore Andreas Ioannides.

Grecki minister obrony zaznaczył przy tym, że manewry są inicjatywą, która demonstruje wolę czterech państw europejskich do podejmowania działań na rzecz ochrony prawa w regionie i demonstrowania ich woli do deeskalacji. Chodzi przede wszystkim o zagwarantowanie wolności żeglugi. "Eunomia" mają być pierwszym przejawem aktywności śródziemnomorskiego kwartetu.

Trzeba również podkreślić, że Grecja już dzień wcześniej poinformowała o dużych ćwiczeniach morsko-lotniczych, które miały testować zdolność greckich wojskowych do zwalczanie napadu powietrznego, działania w zakresie ZOP (zwalczania okrętów podwodnych), walki z wrogimi jednostkami nawodnymi. Zaangażowane miały być w nich fregaty, okręty podwodne oraz samoloty bojowe. Możliwe były również scenariusze zakładające udział sił specjalnych.

Wracając do działań międzynarodowych, to od razu należy wspomnieć o niedawnej symbolicznej wizycie F-16 ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich na Krecie. W dodatku, również w pobliżu tej wysypy w poniedziałek 24 sierpnia 2020 r., w ramach bieżącej współpracy wojskowej między Grecją a USA, odbyły się wspólne ćwiczenia morsko-lotnicze. Wzięły w nich udział grecka fregata, okręt podwodny typ 214 i sześć greckich samolotów F-16. Zaś Amerykanie wyasygnowali do nich niszczyciel USS Winston S. Churchill oraz śmigłowce marynarki wojennej (w kontekście możliwej postawy USA względem kryzysu, trzeba mieć na uwadze chociażby tureckie zapowiedzi zwiększania zakupów systemów OPL w Rosji). Ćwiczenie obejmowało współpracę w zakresie obrony powietrznej, walki z okrętami podwodnymi, wymiany informacji oraz chociażby współpracy samolotów i śmigłowców z obu państw.

Turcja z jeszcze ostrzejszą retoryką 

Krytyki postawie Grecji i nie tylko nie szczędzi za to strona turecka, która sama zapowiedziała manewry morskie, w tym samym rejonie Morza Śródziemnego. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan wskazał, że jego państwo nie pójdzie na żadne ustępstwa i weźmie wszystko do czego, jego zdaniem, ma pełnię praw. Przywódca Turcji miał stwierdzić, że jeśli Grecy chcą zapłacić cenę to niech przyjdą i staną "przed nami". Jeśli zaś nie mają odwagi to powinni zejść z drogi Turcji (pisał o tym turecki prorządowy Daily Sabah).

Prezydent Turcji miał również zaznaczyć, że Grecja ukrywa się w swoich działaniach za Unią Europejską. Ostrzeżenia były przy tym odnoszone do polityki historycznej i pojawiły się nawiązania do Bizancjum, itp. Ostro, wszelkie możliwe ćwiczenia grecko-francusko-włosko-cypryjskie, skomentował również premier nieuznawanej przez społeczność międzynarodową Tureckiej Republiki Cypru Północnego (uznawana oczywiście przez Ankarę i od niej w znacznym stopniu zależna politycznie i militarnie). Ersin Tatar miał zaznaczyć, że pojawienie się obcych flot w pobliżu Cypru jest pogwałceniem prawa.

Turcy chwalą się na swoim Twitterze, że również ich jednostki nawodne nie próżnują na Morzu Śródziemnym. Warto zwrócić uwagę, że tamtejsze ministerstwo obrony poinformowało, że tureckie fregaty TCG Gediz i TCG Barbaros w dniu 25 sierpnia 2020 r., uczestniczące w operacji „Tarcza Śródziemnomorska”, pobierały paliwo na morzu we wschodniej części Morza Śródziemnego ze statku paliwowego ITS Etna należącego do włoskiej marynarki wojennej. Wcześniej, również z flotą włoską, miało dojść do innych ćwiczeń. Przeprowadzone one zostały przez fregaty TCG Göksu i TCG Fatih oraz włoski niszczyciel ITS Durand De La Penne (ten sam, który teraz ma uczestniczyć we wspólnych ćwiczeniach z Grekami, Francuzami i Cypryjczykami) 25 sierpnia 2020 r. Jak podkreśliły czynniki wojskowe w Turcji, wszystko w celu poprawy interoperacyjności i koordynacji we wschodniej części Morza Śródziemnego.

Berlin (za) łagodzi całe napięcie?

Największe obawy co do postępującego antagonizmu w relacjach grecko-tureckich wyrażają Niemcy. Obecnie to właśnie niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas ma podróżować pomiędzy Ankarą i Atenami, dążąc do załagodzenia retoryki wojennej po obu stronach oraz rozpoczęcia dialogu dyplomatycznego. Dla Berlina wszelkie narastanie napięć może mieć katastrofalne skutki, gdyż wpłynie na jego pozycję w UE. Trzeba brać pod uwagę niemieckie inwestycje w Grecji oraz kwestie dotychczasowej pomocy finansowej dla Aten po kryzysie finansowym. Nie da się również zapomnieć, że dla Niemiec strategiczną sprawą jest ułożenie sobie relacji z Ankarą pod względem presji migracyjnej, która była i jest używana przez stronę turecką w postaci narzędzia w relacjach z Niemcami oraz całą UE.

Zaś w Atenach politycy nie zamierzają przyjmować postawy defensywnej względem roszczeń tureckich. Wręcz przeciwnie, premier Kyriakos Mitsotakis miał właśnie stwierdzić w parlamencie, że jego rząd przedstawi wkrótce projekt ustawy rozszerzającej greckie wody terytorialne na Morzu Jońskim z sześciu do 12 mil morskich. Do wystąpienia premiera doszło w trakcie debaty parlamentarnej odnoszącej się do umów z Egiptem i Włochami właśnie w zakresie granic morskich. Są one ewenementem, gdyż wcześniej nie udawało się ich podpisać. 

W całej układance, na dłuższą metę kluczowa będzie również sfera rozwiązań polityczno-wojskowych w Libii. Gdzie doszło do pauzy, ale wizyty egipskiego szefa wojskowych służb specjalnych oraz ważnych przedstawicieli Turcji w tym państwie nie dają żadnych stabilnych odpowiedzi, dokąd zmierza sam konflikt i przede wszystkim czy siły pro-tureckie zdecydują się na przekroczenie linii nakreślonej wokół Syrty przez Egipcjan. 

Komentarze