Geopolityka

Rosyjsko-białoruskie porwanie samolotu. To nie precedens, a kontynuacja prowadzonej polityki [OPINIA]

Fot. kremlin.ru.
Fot. kremlin.ru.

Zmuszenie przez władze białoruskie do lądowania cywilnego samolotu pasażerskiego w celu aresztowania opozycjonisty wywołało szok i oburzenie wśród komentatorów na Zachodzie. Tak naprawdę jest to jednak kontynuacja agresywnej polityki, prowadzonej przez Moskwę (i współpracujący z nią Mińsk) od lat. Zatrzymać ją może tylko zdecydowana reakcja Zachodu, a równolegle konieczna jest rozbudowa zdolności obronnych na wschodniej flance NATO.

Władze Białorusi zmusiły do lądowania samolot pasażerski lecący z Aten do Wilna. Maszyna była zarejestrowana w Polsce, należała do irlandzkiej linii lotniczej Ryanair, a na jej pokładzie przebywał ważny opozycjonista, Raman Pratasewicz. Załoga maszyny otrzymała informację o zagrożeniu bombowym na pokładzie oraz polecenie białoruskiej kontroli powietrznej, by udała się do Mińska. W celu jej przechwycenia poderwano co najmniej jeden w pełni uzbrojony MiG-29.

Maszyna wylądowała, została przeszukana. Ładunku wybuchowego oczywiście nie znaleziono, zatrzymano za to opozycjonistę i podróżującą z nim kobietę. Następnie maszyna wystartowała i bez problemów wylądowała w Wilnie, z czego zadowolenie wyraziła europejska komisarz ds. transportu Adina Valean, która dziś potępia działanie Białorusi i mówi o konsekwencjach. Po wylądowaniu maszyny okazało się jednak, że w Mińsku opuściło ją także czterech obywateli Rosji.

Ze świata płyną wyrazy potępienia. Premier Mateusz Morawiecki, całkowicie słusznie, nazywa działania białoruskich władz „aktem terroryzmu państwowego”. Krytycznie wobec Mińska wypowiadają się Komisja Europejska, Francja, Stany Zjednoczone, Niemcy czy Litwa. Pojawiają się zapowiedzi sankcji. Swoich działań broni natomiast Białoruś, wspiera ją też Rosja. Niewątpliwie działania Mińska są bezprawne, godzą w bezpieczeństwo lotów, jak i w prawo międzynarodowe. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że zmuszenie do lądowania – pod fałszywym pretekstem i mniej lub bardziej bezpośrednią groźbą zestrzelenia – stanowi jawne pogwałcenie przepisów dotyczących lotnictwa cywilnego. Określenie „akt terroryzmu państwowego” jest więc uzasadanione, zważywszy że zmuszono do lądowania cywilny samolot, który wcześniej miał wszystkie potrzebne zgody na przelot przez Białoruś.

Czy jednak stosowanie wobec państw NATO agresywnych środków jest precedensem?

Cofnijmy się do 2014 roku. We wrześniu tego roku, niemal równolegle ze szczytem NATO w Walii, gdzie podejmowano pierwsze, historyczne decyzje o wzmocnieniu wschodniej flanki, agencji FSB porwali z terytorium Estonii oficera Policji Bezpieczeństwa Estona Kohvera, po zwabieniu go w pułapkę w rejonie granicy. Niedawno dowiedzieliśmy się, że w 2014 roku rosyjscy oficerowie wywiadu wojskowego GRU brali udział w wysadzeniu magazynów amunicji w Czechach.

W 2018 roku rosyjscy agencji próbowali z kolei otruć, za pomocą bojowego środka trującego, a więc substancji, której Moskwie zgodnie z podpisanymi przez nią zobowiązaniami międzynarodowymi w ogóle nie wolno posiadać i wykorzystywać, Siergieja Skripala. Dwa lata później, podobnej substancji użyto wobec opozycjonisty Aleksieja Nawalnego, a obecnie, po tym jak po leczeniu w Niemczech powrócił on do Rosji, przebywa w kolonii karnej. Po obu stronach Atlantyku dochodzi do cyberataków, skierowanych na najbardziej istotną infrastrukturę

Co łączy wszystkie te wydarzenia? Wszystkie są prowadzone przez Rosję i godzą bezpośrednio w bezpieczeństwo członków NATO (dotyczy to też otrucia Nawalnego, bo użycie bojowego środka trującego, samo w sobie jest wielkim zagrożeniem). Jednakże, reakcja państw zachodnich jest dość ograniczona. Stosunkowo największy pakiet sankcji wobec Rosji, wprowadzono po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu pasażerskiego nad Ukrainą w lipcu 2014 roku, rozszerzając go gdy Moskwa nasiliła działania ofensywne wobec Kijowa. To zresztą doprowadziło – najprawdopodobniej – do obecnego pata w konflikcie w Donbasie, bo gdyby tych sankcji nie wprowadzono, Rosja mogłaby posunąć się dużo dalej.

Oczywiście od 2014 roku kraje NATO wzmacniają swoje zdolności obronne z myślą o rosyjskim zagrożeniu. Najbardziej intensywnie czynią to państwa, które położone są blisko Moskwy, jak i… Stany Zjednoczone (jako najsilniejszy członek NATO, ale też kraj, który w największym stopniu rozmieścił swój potencjał o wysokim stopniu gotowości w Europie i nadal go utrzymuje oraz rozbudowuje, pomimo zaangażowania w innych regionach świata). Przykładem jest choćby strumień sprzętu wojskowego, jaki od kilku lat płynie do jednostek amerykańskich rozlokowanych w Europie, ale też do strategicznych magazynów Army Prepositioned Stock, pozwalających na szybką reakcję w sytuacji napaści. Taka instalacja powstaje też w Polsce. Z kolei państwa europejskie, takie jak Wielka Brytania czy Niemcy, też zwiększają swój potencjał, ale czynią to bardzo powoli i w niewystarczającym zakresie (przykładem są zdolności obrony powietrznej krótkiego zasięgu).

Rozwój zdolności obronnych oczywiście jest bardzo potrzebny, bo jest niezbędny do zabezpieczenia przed najczarniejszym scenariuszem (otwartą agresją Rosji). Mało tego – powinien następować dużo bardziej dynamicznie i w szerszym zakresie, zwłaszcza w państwach europejskich, bo USA są zaangażowane na wielu innych teatrach działań i borykają się z problemami wewnętrznymi. Nie może jednak stanowić wyłącznej odpowiedzi na działania Moskwy, zwłaszcza te prowadzone poniżej progu otwartego konfliktu.

Tutaj istotne są sankcje gospodarcze, ale takie które powodowałyby realne koszty po stronie Kremla. Na to jednak państwa zachodnie niezbyt mają ochotę, czego przykładem jest kontynuowanie przez Niemcy budowy gazociągu Nord Stream 2, choć wiadomo, że projekt ten godzi w bezpieczeństwo energetyczne Europy Środkowo-Wschodniej, a szczególnie Ukrainy.

Można by zapytać, ile ma to wspólnego z sytuacją na Białorusi? Wbrew pozorom, bardzo wiele. Po sfałszowanych wyborach Mińsk stał się w zasadzie całkowicie zależny od Moskwy, w związku z międzynarodową izolacją w następstwie tłumienia protestów. Białoruskie władze niedwuznacznie sygnalizowały też, że są gotowe do obrony formy swoich rządów za pomocą środków wojskowych, żołnierzy Sił Specjalnych Operacji rozlokowywano zresztą na ulicach w czasie niektórych protestów. Rosja udziela też Białorusi wsparcia gospodarczego, niezbędnego do podtrzymania funkcjonowania władz, a po wybuchu protestów przygotowywano się do ewentualnej interwencji poprzez rozmieszczenie dodatkowych sił porządkowych z Rosji.

Trudno więc oczekiwać, by operacja aresztowania opozycjonisty została przeprowadzona bez koordynacji z Rosją. Jeżeli więc zostaną wprowadzone ograniczone sankcje, dotyczące głównie (lub tylko) Białorusi, ich efekt pozostanie raczej niewielki, a Moskwa jeszcze bardziej uzależni Mińsk od siebie. Skuteczną odpowiedzią byłoby więc uderzenie w interesy ekonomiczne Rosji, na przykład poprzez zatrzymanie (z własnej woli państw europejskich, a nie USA!) gazociągu Nord Stream 2. A na to się nie zanosi.

Co więc mogą zrobić państwa naszego regionu? Oczywiście należy zabiegać o wdrożenie sankcji, ale też wyjaśniać sojusznikom długofalowy i kompleksowy charakter rosyjskiego zagrożenia, dbając przy tym o spójność NATO i UE. Sam fakt konfrontowania się Rosji (i Białorusi) z całą UE (czy wspólnotą transatlantycką), a nie z pojedynczymi państwami mimo wszystko w oczywisty sposób ogranicza zakres agresywnych działań (zwłaszcza tych najszerzej zakrojonych).

Trzeba jednak równolegle przygotowywać się na kolejne potencjalne niebezpieczeństwa poniżej progu wojny. Niezbędna jest więc choćby budowa szeroko pojmowanej świadomości sytuacyjnej, aby móc szybko reagować na zagrożenia. Szeroko pojmowanej, a zatem zarówno pod kątem działalności służb specjalnych/kontrwywiadu, jak i na przykład obserwacji przestrzeni powietrznej i kontroli nad nią.

To ostatnie nie wiąże się bezpośrednio z obecnym incydentem (bo kontrolę nad białoruską przestrzenią sprawują władze w Mińsku). Jednakże, nie od dziś wiadomo o zagrożeniu ze strony dronów na granicy wschodniej, mówił o nim w wywiadzie dla Infosecurity24.pl komendant główny Straży Granicznej gen. dyw. SG Tomasz Praga. Takie bezzałogowce mogą być używane nie tylko przez grupy przestępcze, ale i służby specjalne. Powinno się więc dysponować możliwością ich odpowiednio wczesnego wykrywania oraz zwalczania, także w czasie pokoju. To samo dotyczy ochrony krytycznej infrastruktury, w tym przed cyberatakami. Warto już dziś zadawać sobie pytanie, jak będziemy chronić przed różnymi zagrożeniami choćby instalacje farm wiatrowych, które niebawem pojawią się na Bałtyku.

Nie należy też zapominać o rozbudowie i rozwoju konwencjonalnych zdolności obronnych, niezbędnych jako element potencjału odstraszania, mającego zapobiegać przede wszystkim otwartej agresji. Mało tego: działania te, zwłaszcza w priorytetowych obszarach takich jak obrona powietrzna czy budowa świadomości sytuacyjnej powinny być realizowane w szerszym zakresie. W celu sprostania działaniom poniżej progu wojny konieczne jest jednak współdziałanie państwa ale i instytucji międzynarodowych. Przed Polską i Europą więc daleka i trudna droga.

Reklama
Reklama

Komentarze