Geopolityka

"Polska nie jest bezpieczna". Bankructwo strategii obronnych RP

Fot. Flickr/MSZ RP
Fot. Flickr/MSZ RP

Kryzys ukraiński pozwolił Rzeczpospolitej sprawdzić wartość realizowanych przez nią od przeszło 25 lat koncepcji polityki bezpieczeństwa. Jaką wartość w obliczu wspomnianego testu ukazały starannie pielęgnowane formaty polityczne i konstrukcje bilateralnych sojuszy? Odpowiedź na to pytanie przynosi ostatnia wypowiedź ministra Radosława Sikorskiego dla hiszpańskiego dziennika ABC: „my w Polsce nie jesteśmy i nawet nie możemy czuć się bezpieczni...”

Ribbentrop-Beck? Raczej Ribbentrop-Mołotow...

Do niedawna popularna w naszym MSZ teza o konieczności zawiązania strategicznego sojuszu z Niemcami de facto zbankrutowała w obliczu reakcji Berlina na aneksję Krymu, czy wydarzenia w Donbasie. Nasz zachodni sąsiad stara się za wszelką cenę, by wymiar sankcji nakładanych na Rosję był jak najmniejszy a także nieustannie wzywa do zawieszenia walk na Ukrainie, ale de facto na zasadzie uti possidetis a nie status quo ante bellum. Co więcej, Republika Federalna nie tylko zdaje się żyrować rosyjską rekonkwistę na terytorium postsowieckim, ale dodatkowo przyczynia się do zmniejszenia spoistości Sojuszu Północnoatlantyckiego kategorycznie sprzeciwiając się rozmieszczeniu dodatkowych sił Paktu na terenie Polski i państw bałtyckich. Atrakcyjna intelektualnie koncepcja „Paktu Ribbentrop-Beck” nie sprostała zatem próbie rzeczywistości stawiając pod znakiem zapytania kilka lat prowadzonej przez Polskę polityki bezpieczeństwa.

Weimar zdmuchnięty przez Mistral(e)

Warto przyjrzeć się także poczynaniom Francji, którą z Niemcami i Polską łączy format Trójkąta Weimarskiego. Nasz sojusznik nie zdecydował się jak na razie na zerwanie z kontrowersyjną praktyką dozbrajania Rosji, która zagraża wielu członkom NATO. Słynna transakcja dotycząca śmigłowcowców typu Mistral może zostać teoretycznie zawieszona, ale tylko w przypadku wdrożenia III etapu sankcji. Jest to mało prawdopodobne. Tymczasem Paryż szkoli przebywających na terenie Francji rosyjskich marynarzy, którzy będą już wkrótce operować na jednostkach „Sewastopol” i „Władywostok”. Żeby było śmieszniej kraj nad Sekwaną mimo, że dozbraja polskiego wroga bierze udział w przetargach związanych z kluczowymi programami modernizacyjnymi Wojska Polskiego (np. na obronę powietrzną, okręty podwodne).

Kompleks Trianon osuszył Międzymorze

Wojna na Ukrainie zdewaluowała także koncepcję Polski jako lidera bloku państw Europy Środkowej, który miałby się przeciwstawić dominacji rosyjskiej. Nieprzyjemnym zaskoczeniem dla opinii publicznej stała się postawa Węgier czy Słowacji, które mimo toczącego się konfliktu ukraińskiego ostentacyjnie wspierały Rosję w obrębie inicjatyw uderzających w Kijów. Mam tu na myśli np. poparcie premiera Orbana dla projektu South Stream jak i blokadę przez premiera Fico tzw. dużego rewersu gazowego Wielkie Kapuszany-Użhorod, którym można byłoby dostarczać Ukrainie olbrzymie ilości błękitnego paliwa (potencjalna przepustowość nawet 30 mld m3!). Oczywiście tak jak w przypadku Niemiec nie tylko gospodarczy aspekt reakcji na kryzys ukraiński jest istotny. Równie znaczące są deklaracje polityczne takie jak żądanie autonomii Węgrów na Ukrainie wystosowane przez Orbana już po aneksji Krymu i w trakcie rozwijającej się rosyjskiej operacji w Donbasie. „Kompleks Trianon” wsparł rewizjonistyczną postawę Moskwy, ale także ujawnił duży potencjał dezintegracyjny Grupy Wyszehradzkiej, czy też jej poszerzonego o Rumunię formatu (mniejszość węgierska). To bardzo niepokojące zjawisko.

Ameryka wspiera NATO dwóch prędkości

Reakcja Stanów Zjednoczonych na kryzys ukraiński z perspektywy polskich interesów prezentuje się pozytywnie na tle działań państw Unii Europejskiej (w miarę dokuczliwe sankcje, intensyfikacja ćwiczeń wojskowych w Europie Środkowej, wsparcie dla misji Baltic Air Policing etc.). Nie oznacza to jednak, że jest ona adekwatna do poziomu wydarzeń. Jest to szczególnie widoczne w obrębie pojęcia „stała rotacyjna obecność”, którym jest określany wzrost zaangażowania US Army na terenie Polski. Wspomniane sformułowanie uwidacznia nam kunszt amerykańskiej erystyki ponieważ działania Waszyngtonu nie naruszają porozumień z Rosją zawartych w latach 90tych. Pakt Północnoatlantycki zobowiązał się wtedy do nie rozmieszczania na terenie „nowych państw członkowskich” znacznych sił bojowych, agend etc. Mimo, że agresja militarna Rosji na Ukrainie unieważniła te porozumienia to z jakiegoś powodu Stany Zjednoczone nadal je respektują. 

Szwedzki problem z neutralnością

Polskie sojusze de facto zbankrutowały w obliczu konfliktu na Ukrainie. Konstatacja to smutna i nie bardzo wiadomo jakie działania w związku z tym podjąć? Związać się ściślej ze Szwecją (modna koncepcja)? Tyle tylko, że na dobrą sprawę to europejski średniak (dysponujący co prawda nowoczesną technologią). W dodatku do chwili obecnej nie sprecyzował on jaką politykę bezpieczeństwa będzie prowadzić. Debata na temat przyłączenia się naszego północnego sąsiada do NATO, stworzenia sojuszu szwedzko-fińskiego bądź akcesu do projektowanego paktu obronnego państw nordyckich toczy się od dłuższego czasu i nie przynosi konkretów mimo potęgujących się wrogich działań Rosji. Chyba najbardziej spektakularnym z nich był ubiegłoroczny przelot bombowców rosyjskich Tu-22M3 nad wyspą Gotska Sandön. Miało to miejsce w największe luterańskie święto- wielki piątek. Wydarzenie to ukazało bezradność szwedzkich sił powietrznych i naraziło na niebezpieczeństwo Sztokholm.

Si vis pacem, para bellum

Wygląda więc na to, że Polska musi liczyć przede wszystkim sama na siebie. Innymi słowy przeznaczać odpowiednie środki na modernizację armii i wdrażać ten proces z konsekwencją nie oglądając się na aktualną koniunkturę międzynarodową. Korekty w nowych realiach wymaga także doktryna wojskowa, co zaakcentował prezydent Bronisław Komorowski nieświadomie wpisując się w okoliczności jakie wywołał wybuch konfliktu ukraińskiego. Założenia te przytoczył zresztą minister Radosław Sikorski w wspomnianym już powyżej wywiadzie dla dziennika „ABC”:

„Oczekujemy, że podczas Szczytu NATO w Walii zostanie przyjęty zasadniczy pakiet gwarancji dla naszego [polskiego- przyp. red.) bezpieczeństwa. Im więcej wyrazów solidarności otrzymamy od naszych sojuszników, tym bardziej będziemy gotowi do brania udziału w zagranicznych misjach, leżących w interesie całego kontynentu.”

Jeśli gwarancji nie otrzymamy to ograniczymy takie misje do minimum skupiając się na obronie własnego terytorium- zdaje się mówić szef MSZ. Oby dotrzymał słowa.  

Komentarze