Geopolityka

Po co im ten mundial? Piłka nożna w polityce wizerunkowej Kataru [OPINIA]

Fot. Mohamod Fasil, licencja CC BY 2.0

Piłkarskie mistrzostwa świata w Katarze będą najważniejszą imprezą sportową tego roku. Rozmach turnieju ma przyćmić wysuwane pod adresem gospodarzy oskarżenia o łamanie praw człowieka i ukoronować wieloletnie starania Katarczyków, by przez futbol znaleźć się w politycznej pierwszej lidze.

Za bogaci na sankcje

Katar jest drugim po Bahrajnie najmniejszym krajem Zatoki Perskiej. Na terytorium wielkości województwa świętokrzyskiego zamieszkuje blisko 2,5 mln osób, choć obywateli Kataru jest tylko 330 tysięcy.

W ciągu ostatnich dwóch dekad populacja zwiększyła się ponaddwukrotnie. Nie jest to jednak zasługa nadzwyczaj wysokiego przyrostu naturalnego, a napływu ogromnej liczby robotników z Azji Południowo-Wschodniej. W sumie imigranci stanowią blisko 90% mieszkańców kraju. Przybysze z Indii, Nepalu, Bangladeszu czy Filipin za głodowe stawki budują dobrobyt państwa.

Czytaj też

Połączenie taniej siły roboczej z bajecznymi dochodami ze sprzedaży gazu ziemnego i ropy naftowej wywindowało Katar na pierwsze na świecie miejsce w rankingu PKB według parytetu siły nabywczej. Te pieniądze z jednej strony pozwalają katarskim szejkom na wystawne i ekstrawaganckie życie, z drugiej stały się gwarantem politycznej samodzielności. Jeszcze w latach 90. XX w. Katar był praktycznie saudyjskim wasalem. Teraz jest graczem traktowanym poważnie nie tylko w regionie. Z Katarem każdy chce dobrze żyć i prowadzić interesy, A kto nie chce, ten musi.

Przekonali się o tym Saudyjczycy, którzy w 2017 roku zerwali stosunki dyplomatyczne ze swoim sąsiadem i przewodzili antykatarskiej koalicji w regionie. Dołączyły do niej Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, Malediwy, Egipt i kilka innych państw afrykańskich. Celem była handlowa i transportowa izolacja Kataru. Jednak ten nacisk nie okazał się nazbyt bolesny. Katar przesunął akcenty polityki zagranicznej w stronę zadowolonych z takiego obrotu spraw Ankary i Teheranu i po kilku lat wrócił do łask Rijadu.

Czytaj też

W 2022 roku po blokadzie nie ma śladu. Rok wcześniej Katar i Arabia Saudyjska podpisały żyrowane przez USA i Kuwejt porozumienie, a teraz, jakby chcąc nadrobić stracony czas, powołały wspólną radę biznesową, mającą wspierać obustronne relacje gospodarcze.

Katar wkracza do gry

Katarscy szejkowie w przeszłości nie interesowali się piłką nożną. Lecz od lat 90. XX w. organizowali u siebie raczej turnieje tenisowe i golfowe, inwestując w sporty elitarne, pasujące do blichtru książęcych dworów.

W 1995 roku Katar zorganizował piłkarskie mistrzostwa świata do lat 20, awaryjnie zastępując Nigerię. Był to jednak incydent, a nie część większej strategii. Ta pojawiła się w końcówce pierwszej dekady lat 2000. i można podejrzewać, że została podpatrzona u decydentów ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

W 2006 roku na koszulkach piłkarzy Arsenalu pojawiło się logo państwowych linii lotniczych ZEA – Emirates. Dwa lata później obecny wicepremier tego kraju, szejk Mansour, zakupił Manchester City. Emiratczycy coraz śmielej poczynali sobie w europejskiej piłce, ocieplając swój wizerunek w blasku najlepszych klubów i zawodników świata. Za chwilę tą drogą mieli pójść i Katarczycy, ale skoro na tym polu nie mogli być arabskimi prekursorami, wytoczyli inne działo – organizację piłkarskich mistrzostw świata.

Czytaj też

W 2009 roku złożyli swoją ofertę. Rok później, w cieniu podejrzeń o korupcję finansową i polityczną, otrzymali od FIFA prawa do organizacji mundialu. Patronem tego sukcesu był ówczesny prezydent Francji Nicolas Sarkozy – partner szejków i ich przewodnik po świecie francuskiego biznesu.

Później poszło już lawinowo. Katarska firma Burrda przygotowywała stroje piłkarskie dla reprezentacji Belgii, Tunezji i francuskiej drużyny OGC Nice. Qatar Foundation zagościła na koszulkach FC Barcelony, ustępując później miejsca Qatar Airways. W portfolio katarskiego przewoźnika znalazły się też AS Roma, argentyńskie Boca Juniors i Bayern Monachium.

Ale na swojego konia wystawowego Katarczycy wybrali Paris Saint Germain. W 2011 roku Qatar Sports Investments, korzystając z kontaktów i przychylności Nicolasa Sarkozy'ego, zakupiło francuski klub i postanowiło uczynić z niego piłkarską i marketingową potęgę. Nie zważając na koszty.

Bogactwo kłuje w oczy

Katarczycy osiągnęli swój cel: dzięki inwestycjom w piłkę zostali dostrzeżeni. Wzmocnili swoją samodzielność i polityczną pozycję. Ale nie wszystkie przyciągnięte przez pieniądze pary oczu patrzą  na nich z podziwem.

Kibice – zwłaszcza klubów niefinansowanych przez petrodolary – oskarżają szejków o psucie piłki. Finansowe Fair Play – system powołany przez władze europejskiej piłki, mający w założeniu zapobiegać niezdrowemu i wypaczającemu wyniki finansowaniu klubów, w przypadku PSG kompletnie nie działa.  Przez pierwszych dziesięć lat zarządzania przez Katarczyków PSG wydało na zawodników o miliard euro więcej niż na nich zarobiło. Na liście najdroższych zawodników wszech czasów pierwsze dwa miejsca zajmują sprowadzeni do Paryża Neymar i Kylian Mbappe – kolejno 222 i 180 milionów euro. Żeby zatrzymać w klubie tego drugiego, szejkowie są gotowi płacić mu 100 milionów euro rocznie. A przecież już teraz żaden francuski klub nie płaci swoim piłkarzom więcej. W PSG gra 21 z 23 najlepiej opłacanych w lidze zawodników.

Czytaj też

A mimo to – ku frustracji swoich właścicieli – PSG wciąż nie wygrało Ligi Mistrzów. A i rozgrywek krajowych nie udało się całkowicie zdominować.

Pogarda dla katarskich pieniędzy w futbolu ma jeszcze jedno podłoże: humanitarne. Powszechnie wiadomo, że przy budowaniu krajowej infrastruktury pracują miliony słabo opłacanych i nie lepiej traktowanych robotników z Azji Południowo-Wschodniej. Do niedawna prawo pracy zezwalało zatrudniającym na odbieranie im dokumentów, dlatego niektórzy nazywali ten proceder wprost: współczesne niewolnictwo. Pod presją opinii publicznej sytuacja nieco się poprawiła, ale warunki pracy wciąż są dramatyczne. Szacuje się, że tylko przy budowie stadionów i innych obiektów na mundial zginęło ok. siedmiu tysięcy robotników.

Te wyliczenia przedstawiali włodarzom Bayernu Monachium kibice bawarskiego klubu, domagając się zerwania umowy sponsorskiej z Qatar Airways. Na próżno. 20 milionów euro rocznie okazało się kwotą wystarczającą, by szefowie Bayernu nabrali wody w usta deklarując, że w najlepszym razie mogą trwającego kontraktu nie przedłużać.

Organizowaniu mistrzostw w Katarze od początku sprzeciwiali się działacze praw człowieka. Ich głos pozostał jednak na marginesie dyskusji. Przedstawiciele świata piłki po prostu go ignorowali lub zbywali frazesami o apolityczności sportu i szansie na wprowadzenie zmian poprzez futbol.

Czytaj też

Dla aktywistów 2022 jest czarnym rokiem sportu, bo przecież zimowe igrzyska organizował Pekin. Ale tak jak wtedy, tak i teraz nie ma co liczyć na sportowy bojkot imprezy. W Chinach część krajów zdecydowała się na bojkot dyplomatyczny, ale w większości przypadków był on podszyty proamerykańską postawą w polityczno-handlowym zwarciu Waszyngtonu z Pekinem, a nie troską o los Ujgurów czy nieletnich pracowników chińskich fabryk.

Mundial i co dalej?

W przypadku Kataru taki mechanizm nie zadziała, bo Katar robi interesy z każdym. Czego dowodem przywołana nieudana próba jego izolacji przez sąsiadów z półwyspu.

Czy zatem uda się zrobić z mistrzostw klejnot w piłkarskiej koronie Kataru?

To w dużej mierze zależy od odbioru imprezy przez kibiców. A tym na razie nie jest łatwo. Baza hotelowa okazała się na tyle skąpa, że już od kilku miesięcy są problemy ze znalezieniem miejsc noclegowych. Podróż na miejsce też nie będzie tania, zwłaszcza dla fanów z Europy i Ameryk. Organizatorom zdążyło się już oberwać za drogie bilety (najtańsze na fazę grupową kosztują w przeliczeniu ok. 300 złotych, a na finał 2500), choć tu akurat zażalenia należałoby kierować przede wszystkim do FIFA.

Negatywnie na wizerunek Kataru mogą wpłynąć happeningi aktywistów czy gesty wykonywane w trakcie meczów przez samych piłkarzy, wspierające społeczność LGBTQ. Przedstawiciel katarskiego ministerstwa spraw wewnętrznych zapowiedział, że kojarzące się z tym ruchem flagi mogą być konfiskowane, choć wcześniej organizatorzy zapewniali, że będzie je można swobodnie wywieszać. Nietrudno przewidzieć, że znajdą się tacy, którzy nie potraktują tych słów jako ostrzeżenia, a pretekst do manifestacji.

Czytaj też

W niewygodnej pozycji może się znaleźć FIFA, jeśli piłkarze, zakładający niekiedy opaski kapitańskie w tęczowych barwach, zechcą w nich wystąpić na mundialu. Formalna sugestia lub nakaz by tego nie robili, spotka się z krytyką i oskarżeniami o hipokryzję. Pozostawienie tego w gestii zawodników może wywołać spięcia z gospodarzami turnieju.

Pomyślność imprezy zależy też oczywiście od jej poziomu sportowego, a ten pozostaje niewiadomą większą niż zwykle. Po raz pierwszy w historii turniej będzie rozegrany nie w miesiącach letnich, a zimowych. Piłkarze polecą do Kataru nie po sezonie ligowym, a w trakcie. Do tego grać będą na klimatyzowanych stadionach. W czasie organizowanych przez Katar mistrzostw świata w lekkoatletyce zimne nadmuchy nie zawsze się sprawdzały – niektórzy zawodnicy narzekali, że jest... za zimno.

Jeśli mundial okaże się sukcesem, Katarczycy zyskają kolejny dowód na słuszność inwestowania w piłkę nożną i wciąż będą przez futbol wybielać swój wizerunek. Jeśli jednak okaże się klapą, argumenty zyskają przeciwnicy brania pieniędzy od szejków. Łatwiej będzie być adwokatem dobrej sprawy, gdy po dwunastu latach od ogłoszenia jego organizacji, turniej w Katarze stanie się przeszłością.

Ale wygląda na to, że niezależnie od scenariusza, Katarczycy wycofywać się z piłki nie zamierzają. By zatrzymać Kyliana Mbappe są gotowi płacić mu 100 milionów euro rocznie. (Ostatecznie katarskie pieniądze okazały się skuteczne, bowiem Mbappe ogłosił pozostanie w PSG, odrzucając przy tym lukratywną ofertę z Realu Madryt - Defence24)

Autor: Michał Banasiak

Komentarze