Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Pentagon: NATO potrzebuje nowego modelu „3.0”

Stany Zjednoczone nie opuszczą Europy, ale bez odpowiedniego zwiększenia zaangażowania Starego Kontynentu we własne bezpieczeństwo, NATO nie będzie miało dalszego sensu - tak w skrócie można podsumować ostatnie, ważne wystąpienie trzeciej osoby w Pentagonie, Elbridge’a Colby’ego.

Autor. X / @sikorskiradek

W czwartek w siedzibie NATO w Brukseli odbyło się spotkanie ministrów obrony państw Sojuszu Północnoatlantyckiego. Szerokim echem odbiło się wystąpienie amerykańskiego podsekretarza stanu ds. polityki wojennej Elbridge’a Colby’ego, który wezwał NATO do oparcia się „na partnerstwie, a nie zależności”.

Podsekretarz stanu ds. polityki wojennej w Pentagonie zastępował sekretarza obrony Pete’a Hegsetha podczas czwartkowego spotkania ministrów obrony krajów NATO w Brukseli. Colby mówił o tym, w jakim kierunku powinno dziś zmierzać NATO oraz jak powinna wyglądać relacja Stanów Zjednoczonych z europejskimi członkami Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Reklama

Zmiana świata, który znamy

„Świat zmienia się bardzo szybko na naszych oczach. Stary świat odszedł… Żyjemy w nowej erze geopolityki, która będzie wymagała od nas wszystkich ponownego przemyślenia, jak ona wygląda i jaka będzie nasza rola” - powiedział ostatnio sekretarz stanu Marco Rubio. Te słowa idealnie korespondują z tym, co zaprezentował Colby, który spróbował wyjaśnić, jak jego zdaniem powinno dziś działać NATO.

Colby na początku wypowiedzi odniósł się do Narodowej Strategii Bezpieczeństwa oraz Narodowej Strategii Obrony USA (których jest współautorem). Stwierdził, że – tak jak wskazują obydwa dokumenty i jak stwierdził wspomniany przed chwilą Rubio – znajdujemy się dziś w momencie, gdy na świecie zachodzą istotne strategiczne zmiany, a to wymaga twardego realizmu i umiejętności dostosowania się do tych warunków. Według Colby’ego ukształtowany po zimnej wojnie porządek świata jednobiegunowego już nie istnieje, a dziś jesteśmy świadkami powrotu „polityki siły” i mocniejszego wykorzystywania sił zbrojnych do realizacji interesów politycznych.

„Stany Zjednoczone i amerykańscy sojusznicy muszą być przygotowani na to, że potencjalni przeciwnicy będą działać jednocześnie na wielu teatrach działań (…)” – wskazuje Colby, dodając, że mogą to robić w sposób bardziej wyrachowany i niejednokrotnie skoordynowany.

„Czasy się zmieniły i rozsądnym rozwiązaniem jest dostosowanie się do nich” – stwierdził Amerykanin, dodając, że nie jest to równoznaczne z chęcią opuszczenia NATO przez Stany Zjednoczone - a wprost przeciwnie - oznacza to zamiar powrotu do korzeni Sojuszu Północnoatlantyckiego.

 „Sojusz powstał pod koniec lat 40. XX wieku, aby zapewnić silną, wiarygodną i sprawiedliwą obronę obszaru północnoatlantyckiego. Przez cały okres zimnej wojny „NATO 1.0”, jak moglibyśmy je nazwać, charakteryzowało się twardym, realistycznym i trzeźwym podejściem do odstraszania i obrony. Od początku oczekiwano od sojuszników, że będą wywiązywać się ze swoich zobowiązań, co znalazło odzwierciedlenie już w art. III traktatu waszyngtońskiego i zobowiązaniach lizbońskich z 1951 roku” – przypominał amerykański sekretarz, dodając, że „trudne rozmowy” na temat podziału obciążeń w sojuszu od zawsze były czymś naturalnym.

Powyższa strategia – jak uważa Colby – sprawdzała się przez przeszło cztery dekady i sprawiła, że „ZSRR nigdy nie uznał agresji militarnej przeciwko Sojuszowi Zachodniemu za realną strategię”.

Problem z NATO 2.0 i potrzeba NATO 3.0

Obecny problem NATO polega na tym, że wraz z końcem zimnej wojny powyższy model wyczerpał się, a Sojusz Północnoatlantycki zmienił się w „NATO 2.0”. Co kryje się pod tym pojęciem? Według Colby’ego sojusz w większej mierze skupił się na operacjach prowadzonych poza Starym Kontynentem, a to – chcąc nie chcąc – doprowadzało też do stopniowego rozbrajania Europy. Sytuacja, w której teraz się znaleźliśmy, wymaga zupełnie innego podejścia, dlatego pomysłem amerykańskiego sekretarza jest stworzenie modelu NATO 3.0 – modelu, który w znacznie większym stopniu będzie przypominać to, czym był Sojusz Północnoatlantycki w pierwszych dekadach swojego istnienia.

„NATO 3.0 wymaga od naszych sojuszników znacznie większych wysiłków, aby podjęli się głównej odpowiedzialności za konwencjonalną obronę Europy. Nie wymaga to jednak, co należy podkreślić, jednostronnego skupiania się wyłącznie na sile militarnej (…)” – pisze, wskazując na konieczność łączenia powyższych działań z działaniami dyplomatycznymi.

Jego zdaniem rok 2025 był momentem, w którym wytyczono dobry kurs dotyczący potrzebnych zmian. Mowa tu głównie o Szczycie NATO w Hadze, podczas którego sojusznicy zobowiązali się do znaczącego zwiększenia wydatków na obronność (do 2035 roku członkowie NATO mają wydawać minimum 5 proc. PKB na zbrojenia – red.). Kraje europejskie muszą te zobowiązania wypełnić i wziąć na siebie większą odpowiedzialność za wspólną obronę, tym bardziej że – jak zauważa Colby – mają ku temu odpowiednie możliwości (gospodarcze, etc.).

„Stany Zjednoczone muszą – i będą – traktować priorytetowo te obszary i wyzwania, w których tylko potęga amerykańska może odegrać decydującą rolę, zgodnie z założeniami Strategii Obrony Narodowej. Nie jest to wycofanie się z Europy. Jest to raczej potwierdzenie strategicznego pragmatyzmu i uznanie niezaprzeczalnej zdolności naszych sojuszników do podjęcia działań i przejęcia inicjatywy w zakresie obrony Europy w sposób, który sprawi, że wszyscy będziemy silniejsi i bezpieczniejsi. Wykorzystując nasze odpowiednie atuty i specjalizując się w obszarach, w których mamy najlepszą pozycję do działania, możemy zbudować bardziej zrównoważony, skuteczny i odporny sojusz” – napisał, podkreślając zmianę priorytetów, która zaszła za prezydentury Donalda Trumpa. W tym miejscu Colby przypomniał to, o czym wskazywał m.in. w Narodowej Strategii Bezpieczeństwa – to Indo-Pacyfik jest dla USA „centralnym obszarem geopolitycznym, mającym fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa, żywotności gospodarczej i przywództwa technologicznego Stanów Zjednoczonych”.

„W związku z tym Europa powinna dysponować przewagą sił niezbędnych do powstrzymania, a w razie potrzeby pokonania konwencjonalnej agresji w Europie” – stwierdził, tłumacząc, że oznacza to nie tylko skupianie się na podwyższaniu wydatków na zbrojenia, ale również na przygotowaniu odpowiedniej gotowości sił zbrojnych, dużych zasobach amunicyjnych, dobrze funkcjonującej logistyce oraz zintegrowanych strukturach dowodzenia.

„Miarą powagi jest to, czy siły europejskie są w stanie walczyć, utrzymać się i zwyciężyć w scenariuszach, które mają największe znaczenie dla obrony Sojuszu” – dodaje Colby i zapowiada „szczere” komunikowanie USA z europejskimi sojusznikami.

Reklama

Rola USA

Trzecia osoba w Pentagonie wymieniała także amerykańskie zobowiązania wobec sojuszników. Wśród nich znalazło się rozszerzone odstraszanie nuklearne oraz zapewnianie zdolności konwencjonalnych, które przyczynią się do obrony NATO (ale w bardziej „ograniczonym i ukierunkowanym zakresie”).

„Zobowiązujemy się do szczerości wobec Państwa, zarówno w odniesieniu do harmonogramu i skali zmian, jak i wyzwań i kompromisów, przed którymi stoimy. Będziemy nadal szkolić, ćwiczyć i planować wraz z naszymi sojusznikami. My w Departamencie Wojny będziemy nadal przygotowywać nasze siły do wypełniania naszych zobowiązań wynikających z artykułu V, przy czym Europa będzie odgrywać wiodącą rolę w zakresie obrony konwencjonalnej” – wymieniał Colby.

Pod koniec tego przemówienia pojawiły się również słowa uznania dla części amerykańskich sojuszników (niestety niewymienionych przez Colby’ego – red.). „Pocieszającą wiadomością jest to, że widzimy już oznaki znacznego postępu. Kilku europejskich sojuszników znacznie zwiększyło wydatki na obronność. Inni reformują systemy zamówień publicznych i gotowości bojowej, które przez długi czas były zaniedbywane. Pod znakomitym przywództwem generała Grynkewicha i admirała Vandiera proces planowania obronnego NATO staje się bardziej wymagający, bardziej oparty na aspektach operacyjnych i bardziej skoncentrowany na rzeczywistych wymaganiach związanych z prowadzeniem działań wojennych” – kontynuował.

Co przyniesie przyszłość

Amerykański strateg przedstawił również plany na rok 2026. Jego zdaniem już dziś Europa powinna być w stanie być głównym konwencjonalnym obrońcą własnego teatru działań wojennych. Stany Zjednoczone mają tu pełnić rolę wspierającą. Samo NATO, zdaniem Colby’ego, powinno być „(…) sojuszem wiarygodnym militarnie, trwałym politycznie i realistycznie strategicznym. Stosunki transatlantyckie powinny być definiowane nie przez zależność ani odrealnione deklaracje, ale przez wspólną siłę zakorzenioną w elastycznym realizmie”.

„Tej przyszłości nie da się osiągnąć samymi deklaracjami. Będzie to wymagało trwałej woli politycznej, inwestycji i konsekwentnych działań. Będzie to wymagało niewygodnych rozmów i trudnych kompromisów. Będzie to wymagało wspólnego zrozumienia, że istotą NATO nie jest symbolika ani abstrakcyjne mrzonki, ale raczej odstraszanie, a jeśli odstraszanie zawiedzie, skuteczna obrona, która zapewni wszystkim naszym narodom lepszą przyszłość. (…) Stany Zjednoczone są gotowe podążać tą drogą razem z wami. Jednak partnerstwo z definicji oznacza wspólne podążanie tą drogą – każdy z nas ponosząc sprawiedliwą część ciężaru. Musimy – i Stany Zjednoczone będą tego wymagać – wzajemnie rozliczać się z wypełniania naszych zobowiązań. W tym duchu oczekujemy na piąty etap NDPP oraz ocenę przydatności i ryzyka przeprowadzoną przez zastępcę SACEUR, która zostanie opublikowana po zakończeniu piątego etapu” – podsumował Elbridge Colby.

Reklama
WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama