Geopolityka

Niemiecki okręt wojenny na Morzu Południowochińskim [OPINIA]

Fregata Bayern, fot. Mass Communication Specialist Second Class Mike Banzhaf, US Navy, domena publiczna, commons.wikimedia.org
Fregata Bayern, fot. Mass Communication Specialist Second Class Mike Banzhaf, US Navy, domena publiczna, commons.wikimedia.org

Kolejne europejskie państwo może jeszcze w tym roku wysłać własny okręt w rejon Indopacyfiku. Decyzja Niemiec stanowić może ważne wyzwanie dla dotychczasowej linii polityki chińskiej, która bazowała na skutecznym zakulisowym zniechęcaniu władz państw europejskich do wykazywania aktywności polityczno-wojskowej chociażby w kontekście sporów na Morzu Południowochińskim. 

Na początku tego miesiąca niemiecka minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer miała ponownie powtórzyć, że Berlin widzi strategiczną rolę rejonu indopacyficznego. Wobec tego, najpewniej już od sierpnia tego roku, aż do lutego 2022 we wspomnianym regionie ma pojawić się niemiecka fregata (dokładniej mowa jest o fregacie Bayern, która ma wypłynąć z portu w Wilhelmshaven). Naturalnie Pekin nie do końca jest usatysfakcjonowany obecnym wzrostem aktywności sił morskich państw europejskich.

Zapowiedzi wysłania własnego okrętu przez Niemcy, co naturalne, zostały bardzo pozytywnie przyjęte przez Waszyngton, który od dłuższego czasu poszukuje wsparcia dla swojej polityki względem powstrzymywania rosnących aspiracji Chin. Opierając się właśnie na utrzymaniu zasady swobody żeglugi. Argumentuje, że Pekin zamierza ją znacząco ograniczyć poprzez chociażby militaryzację części wysp np. Morza Południowochińskiego oraz podejmując jednostronne próby przejmowania kontroli nad szlakami żeglugowymi, bazując przy tym na rosnącej dynamicznie chińskiej flocie.

Nieoficjalnie mówi się, że niemiecki okręt przepłynie przez Morze Południowochińskie w drodze powrotnej, stając się pierwszą niemiecką jednostką, która to zrobi od 2002 roku. Niemiecki okręt ma jednak operować w promieniu 12 mil morskich z dala od jakiegokolwiek lądu. Niemcy są jednocześnie ostrożni i stronią przed jasnym wpisaniem się w amerykańską koncepcję gwarantowania własnymi patrolami swobody żeglugi na spornych akwenach. Jednakże, dla Waszyngtonu oraz postronnych obserwatorów i tak sama obecność niemieckiego okrętu jest odczytywana w tego rodzaju kategoriach, odnoszących się do wolności szlaków żeglugowych. Trzeba dodać, że niemieckie działania w rejonie są pozytywnie odnotowywane przez tutejsze państwa. Przykładowo, już pod koniec zeszłego roku japoński minister Kishi Nobuo zapraszał Niemców do wizytowania Japonii i wspólnych ćwiczeń flot obu państw.

Trzeba przy tym zaznaczyć, że jednak nie wszyscy w Niemczech są zachwyceni tego rodzaju zapowiedziami zaangażowania się w obecnie jednym z najbardziej strategicznych i potencjalnie konfliktogennych rejonów świata. Albowiem, dla części niemieckich polityków tego rodzaju aktywność powinna być nie tyle formatowana decyzjami samych władz Niemiec co raczej być pochodną wypracowanych wcześniej działań Unii Europejskiej. Szczególnie aktywni na polu krytyki decyzji o wysłaniu okrętu wojennego mają być niemieccy Zieloni. Co ciekawe, właśnie w kontekście dyskusji o misji fregaty w rejonie indopacyficznym, ekspert ds. kwestii obronnych grupy parlamentarnej FDP, Marie-Agnes Strack-Zimmermann, miała podkreślać, że Europa powinna się obudzić względem działań chińskich. Jak miała zauważyć, Chińczycy rozwijają przecież kooperację wojskową z marynarką wojenną Rosji na akwenach kluczowych dla bezpieczeństwa Europy. W dodatku, przejmują kontrolę kapitałową nad kluczowymi portami europejskimi. Wskazuje to na rosnącą świadomość strategiczną Indopacyfiku jako rejonu, którego bezpieczeństwo bezpośrednio przekłada się na sytuację w Europie. Tym samym, wymagając aktywności polityczno-wojskowej także ze strony Berlina.

I rzeczywiście niemieckie władze już teraz postrzegają wymóg zaangażowania się w regionie Indo-Pacyfiku. Znalazło to szczególne przełożenie w nowych strategicznych wytycznych polityki, które częściowo wzywają stronę niemiecką do „możliwego rozszerzenia zaangażowania w bezpieczeństwo” obszaru. W Berlinie nie ukrywa się, że rozwój Azji w XXI w. przesuwa ciężar wielu działań z domeny politycznej, wojskowej i przede wszystkim gospodarczej na ten obszar. Niemieccy rządzący nie boją się stwierdzić, że ich zdaniem „region staje się kluczem do kształtowania porządku międzynarodowego w XXI wieku”. Jeśli rzeczywiście niemiecka fregata zacznie operować w rejonie Morza Południowochińskiego to nie będzie to jedyny pozytywny sygnał płynący dla Amerykanów.

Albowiem obecnie Francja wysłała okręt podwodny Émeraude, jak również ma dwa okręty wojenne w drodze do tego regionu (w tym FS Tonnere). W dodatku również Wielka Brytania ma wysłać na wody swój lotniskowiec HMS Queen Elizabeth jeszcze w ciągu tego roku. Nie wspominając, że również niedawno na Morzu Południowochińskim przebywała jednostka kanadyjska. W dodatku fregata Winnipeg miała przejść przez Cieśninę Tajwańską, co jest jeszcze większym problemem dla prezentowanej na całym świecie narracji polityki chińskiej względem statusu Tajwanu.

Pekin ewidentnie nie jest ukontentowany taką postawą coraz większej liczby państw, sugerując nawet, że w przypadku chociażby Francji jest to wręcz igranie z ogniem. Pojawiają się bowiem sugestie, że nawet symboliczne rejsy okrętów wojennych z państw europejskich mogą spotkać się z niewspółmierną reakcją strony chińskiej, bazującą na argumentach dyplomatycznych i wojskowych, ale przede wszystkim ekonomicznych oraz technologicznych. Przywołuje się przy tym chociażby sprawę rejsu francuskiej fregaty Vendemiaire w 2019 r. przez Cieśninę Tajwańską. W odpowiedzi na ten fakt, Chiny miały wyprosić Francuzów z defilady morskiej na cześć 70-lecia powołania chińskiej marynarki wojennej. Lecz ze strony analityków chińskich pojawiają się również głosy starające się osłabić wydźwięk amerykańsko-europejskich działań w regionie. Uwypukla się bowiem, że obecność np. jednostki niemieckiej byłaby nie tyle chęcią do realizacji amerykańskich interesów, ale wręcz przeciwnie. Swego rodzaju manifestacją dążenia do samodzielności strategicznej Berlina również w zakresie tak ważnego regionu na świecie i w przestrzeni projekcji siły wojskowej.

Jednocześnie, jednak przy takich okazjach bardzo dużo uwagi – tak na marginesie – zajmuje rozważanie zasięgu współpracy gospodarczej pomiędzy Pekinem i Berlinem. Co więcej, Wang Wenbin z chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych miał zaznaczyć, że choć wszystkie państwa mogą cieszyć się swobodą żeglugi po Morzu Południowochińskim, to jednak nie powinno to stanowić wymówki dla zagrażania suwerenności i bezpieczeństwu państw tego rejonu. Nie można jednak nie zauważyć, że dla chińskich decydentów jak najszersze umiędzynarodowienie kwestii bezpieczeństwa Indopacyfiku może być wielkim ciosem dla własnych wizji wypychania Stanów Zjednoczonych z tego rejonu, a następnie uzyskiwania przewagi nad lokalnymi, pojedynczymi państwami o słabszych potencjałach militarnych i ekonomicznych.

Reklama
Link: https://sklep.defence24.pl/produkt/polityka-obronna-i-bezpieczenstwa-narodowego-nowej-zelandii-w-xxi-wieku/
Reklama 

Berlin jednak nie przejmuje się obecnie retoryką strony chińskiej, przyjmując bardzo pragmatyczną postawę. Mowa jest bowiem, że tam, gdzie jest to możliwe strona niemiecka zamierza współpracować z Chińczykami, ale jeśli istnieje przestrzeń, gdzie będzie trzeba przeciwstawić się roszczeniom oraz działaniom chińskim (negatywnie ocenianym) to nastąpi przeciwstawienie się. W 2020 roku Niemcy - podobnie jak Francja oraz Niderlandy opublikowały swoje własne dokumenty strategiczne dotyczące regionu Indopacyfiku.

Naturalnie, z przyczyn dyplomatycznych nie są one nacechowane retoryką znaną z analogicznych amerykańskich dokumentów. Lecz za stwierdzeniami, że interesy Niemiec obejmują zapewnienie pokoju i bezpieczeństwa, pogłębianie stosunków regionalnych, otwartości szlaków żeglugowych, wspieranie wolnego handlu, czy też ochronę klimatu stoją o wiele ważniejsze interesy, nie artykułowane wprost. Albowiem w wielu miejscach praktycznie mowa jest o przestrzeni, która jest diametralnie inaczej postrzegana przez Pekin.

To może być najgroźniejszym efektem obecnych patroli morskich państw europejskich, szczególnie, gdy doda się do tego europejskie doświadczenia wynikające z relacji ze stroną chińską wokół pandemii korononawirusa SARS-CoV-2 czy też postawy wobec Tajwanu. Widać bowiem, że swoisty chiński straszak w postaci kwestii gospodarczych i ekonomicznych nie do końca jest już tak efektywny, jak to miało miejsce w przeszłości. Nie da się również pominąć, że wraz z pojawieniem się państw europejskich, także państwa w regionie widzą możliwość współpracy z innymi podmiotami niż Chiny i Stany Zjednoczone. To zaś najbardziej odbije się raczej na efektywności polityki chińskiej, a nie amerykańskiej.

Komentarze