- WIADOMOŚCI
Niemiecki biznes chce powrotu dobrych relacji z Moskwą
Po raz pierwszy od rosyjskiej inwazji na Ukrainę niemieccy przedsiębiorcy wezmą oficjalny udział w prestiżowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu. Czy niemiecki biznes powoli wraca do „business as usual”?
Jak poinformował agencję dpa szef Niemieckiej Izby Handlu Zagranicznego Matthias Schepp, niemieckie firmy chcą być gotowe na „czas po rozejmie” i chronić swoje ogromne aktywa w Rosji, szacowane na ponad 100 mld euro.
„Zachód nie powinien na stałe oddawać Azji Rosji, jej dużego rynku i surowców” – podkreślił Schepp. Zwrócił uwagę, że tylko w pierwszym kwartale bieżącego roku w Rosji zarejestrowano 1,4 tys. nowych firm z kapitałem chińskim. Dodał, że Amerykanie i Francuzi uczestniczą w dialogu biznesowym na forum już od 2025 roku. Według danych AHK w Rosji nadal działa około 1,6 tys. niemieckich spółek, których obroty w ubiegłym roku wyniosły ok. 20 mld euro. Tymczasem całkowity wolumen handlu między Niemcami a Rosją spadł dramatycznie – z 59,7 mld euro w 2021 roku (gdy Niemcy były największym europejskim partnerem handlowym Moskwy) do poniżej 10 mld euro w 2025 roku.
W tegorocznym forum, które odbywa się w dniach 3–6 czerwca pod patronatem Władimira Putina, wezmą udział także przedstawiciele Alternatywy dla Niemiec. Deputowany do Bundestagu Markus Frohnmaier, który wyruszył do Petersburga w niedzielę, zapewnia: „Mój udział nie oznacza popierania wojny w Ukrainie”. Obecni mają być również inni znani z prorosyjskich poglądów politycy AfD: Steffen Kotre i eurodeputowany Petr Bystron.
Badanie AHK przeprowadzone wśród 750 niemieckich firm działających w Rosji pokazuje wyraźne nastroje biznesu. Niemal wszystkie przedsiębiorstwa planują pozostać na rosyjskim rynku. 75 proc. z 265 ankietowanych deklaruje zadowolenie z działalności mimo strat spowodowanych sankcjami. Ponad jedna trzecia uważa, że sankcje bardziej szkodzą Niemcom niż Rosji. Na pytanie o wznowienie importu rosyjskiego gazu i ropy aż 65 proc. respondentów odpowiedziało „tak, im szybciej, tym lepiej”, a 31 proc. – „tak, ale dopiero po zakończeniu walk na Ukrainie”.


WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!