Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Czemu nie wykryto drona w Lipsku? Mógł być sterowany przez 5G

Załadunek pojazdów Morskiej Jednostki Rakietowej na pokład Antonowa An-124 Rusłan w drodze na ćwiczenia Sea Shield 24 w Rumunii.
Załadunek pojazdów Morskiej Jednostki Rakietowej na pokład Antonowa An-124 Rusłan w drodze na ćwiczenia Sea Shield 24 w Rumunii.
Autor. kpt. mar. Damian Przybysz / 3 Flotylla Okrętów

Sprawca incydentu z dronem na lotnisku w Lipsku mógł znajdować się daleko poza miejscem zdarzenia – a nawet poza granicami Niemiec. Według ustaleń niemieckich mediów bezzałogowiec nie był zwykłym dronem sterowanym klasycznym łączem radiowym, ale konstrukcją zmodyfikowaną do wykorzystania sieci komórkowej.

Według informacji ujawnionych przez ZDF „frontal” oraz „Die Zeit”, w dronie miały zostać zamontowane anteny 5G, a sterowanie miało odbywać się za pośrednictwem sieci komórkowej. Oznaczałoby to, że operator nie musiał znajdować się w pobliżu lotniska i utrzymywać bezpośredniego połączenia radiowego z maszyną.

Reklama

Jak wyjaśnia Defence24 Oleg, operator bezzałogowców z 412. Samodzielnej Brygady Bezzałogowych Systemów „Nemesis”, standardowy dron FPV działa w oparciu o bezpośredni link radiowy.

„W klasycznym FPV mamy aparaturę operatora, która wysyła sygnał radiowy do odbiornika znajdującego się na dronie. Ten odbiornik przekazuje komendy do kontrolera lotu, który steruje silnikami i pozostałymi elementami maszyny. Operator musi znajdować się w zasięgu tego połączenia. Jeżeli sygnał zostanie zakłócony albo odległość będzie zbyt duża, dron traci możliwość wykonywania poleceń” – tłumaczy Oleg.

W przypadku wykorzystania sieci komórkowej schemat wygląda inaczej. „Dron musi zostać wyposażony w dodatkowy moduł komunikacyjny, czyli modem LTE/5G z kartą SIM. Taki modem działa podobnie jak telefon komórkowy. Łączy się ze stacją bazową operatora, a następnie z siecią internetową. Polecenia sterujące nie lecą już bezpośrednio z aparatury do drona, ale przechodzą przez infrastrukturę telekomunikacyjną” – wyjaśnia ekspert.

Oznacza to, że pomiędzy operatorem a bezzałogowcem może znajdować się wiele elementów pośrednich: serwer, sieć internetowa oraz infrastruktura operatora komórkowego. „Możemy sobie wyobrazić sytuację, w której operator siedzi przed komputerem albo korzysta z odpowiedniego terminala, wysyła komendę do systemu, a ta trafia przez internet do modemu znajdującego się na dronie. Dla drona nie ma znaczenia, czy operator jest kilometr dalej, czy setki kilometrów dalej. Liczy się to, czy maszyna ma dostęp do sieci i czy połączenie działa stabilnie” – mówi Oleg.

Dlaczego ktoś miałby stosować 4G/5G zamiast radia?

Według naszego rozmówcy największą zaletą takiego rozwiązania jest odejście od klasycznego ograniczenia zasięgu radiowego. „Przy tradycyjnym sterowaniu zasięg zależy od mocy nadajnika, anten, terenu i zakłóceń. Sieć komórkowa wykorzystuje istniejącą infrastrukturę, więc operator nie musi znajdować się blisko celu. To zmienia cały model działania” – wskazuje.

Nie oznacza to jednak, że dron sterowany przez 5G ma „nieskończony zasięg”. „To nie działa tak, że dron może latać wszędzie bez ograniczeń. Musi mieć dostęp do sieci komórkowej. Jeżeli znajdzie się w miejscu bez odpowiedniego pokrycia albo połączenie zostanie przerwane, pojawia się problem. Dochodzą też kwestie opóźnienia transmisji i niezawodności połączenia” – zaznacza Oleg.

Taki system może być szczególnie interesujący dla konstrukcji, które mają działać na dużych dystansach albo w sytuacjach, gdzie operator chce ukryć swoją fizyczną obecność.

Dlaczego systemy antydronowe mogły go nie wykryć?

Jednym z pytań po incydencie w Lipsku jest to, dlaczego systemy ochrony przed dronami nie zareagowały wcześniej. Jak tłumaczy nam ukraiński żołnierz, wiele systemów wykrywania bezzałogowców analizuje między innymi charakterystyczne elementy klasycznych systemów sterowania. „W przypadku zwykłego FPV można szukać określonych emisji radiowych pomiędzy operatorem a dronem. Jeżeli jednak komunikacja jest przeniesiona do sieci komórkowej, nie mamy już klasycznego linku radiowego operator–dron. To zmienia sposób, w jaki trzeba wykrywać takie zagrożenia” – mówi.

Nie oznacza to jednak, że taki dron jest niewidzialny. „Każdy system komunikacji zostawia jakieś ślady. Przy łączności komórkowej pojawiają się inne dane: aktywność karty SIM, logowanie do sieci, komunikacja z serwerami. Po prostu analizujemy inne elementy niż w przypadku klasycznego FPV” – dodaje ekspert.

Karta SIM może być tropem, ale nie musi wskazać sprawcy

Sterowanie przez sieć komórkową rodzi więc pytanie: jeżeli w dronie znajdowała się karta SIM, czy można dzięki niej ustalić operatora? Teoretycznie karta SIM pozostawia cyfrowe ślady. Możliwe jest ustalenie, z jakiej sieci korzystała, kiedy była aktywna oraz z jakimi stacjami bazowymi się łączyła.

Problem polega jednak na tym, że karta SIM nie zawsze prowadzi bezpośrednio do osoby, która używała urządzenia. Sama karta SIM nie jest magicznym identyfikatorem człowieka. Można ją zdobyć przez pośredników, wykorzystać kartę zarejestrowaną wcześniej na inną osobę albo użyć karty zagranicznej. Śledczy dostają pewien trop, ale muszą go połączyć z innymi informacjami. Dlatego sterowanie przez sieć komórkową jest interesującym rozwiązaniem z punktu widzenia działań asymetrycznych.

„Każda technologia tworzy zarówno możliwości, jak i słabości. Jeżeli ktoś znajduje sposób na obejście jednego sposobu wykrywania, druga strona musi opracować nowe metody identyfikacji. To jest ciągła rywalizacja pomiędzy środkiem ataku i środkiem obrony” – podsumowuje nasz rozmówca.

Incydent w Lipsku

Sprawa drona znalezionego przy ukraińskim samolocie Antonow na lotnisku w Lipsku nabrała dodatkowego znaczenia po informacjach, że maszyna mogła znajdować się w pobliżu samolotu przewożącego wojskową amunicję. Według niemieckich mediów dron miał pojawić się na terenie lotniska już wcześniej, a następnie został zauważony podczas lotu pomiędzy dwoma samolotami transportowymi. Śledztwo prowadzi niemiecka prokuratura federalna. W grę wchodzą zarzuty związane z próbą spowodowania eksplozji oraz niebezpieczną ingerencją w ruch lotniczy.

Niezależnie od ostatecznych ustaleń sprawa pokazuje, że zagrożenie dronowe coraz częściej wykracza poza klasyczne scenariusze. Bezzałogowce mogą wykorzystywać istniejącą infrastrukturę cywilną, a ich operatorzy mogą znajdować się znacznie dalej, niż sugerowałby sam fizyczny zasięg maszyny.

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować