Geopolityka

Łapówka potwierdza obecność rosyjskich wojsk na wschodniej Ukrainie

Fot. mil.ru

W Rostowie nad Donem opublikowano wyrok, w którym pośrednio potwierdzono obecność rosyjskich wojsk na terenie samozwańczych republik ługańskiej i donieckiej na wschodniej Ukrainie. Bezpośrednia interwencja z poziomu samego Kremla doprowadziła do usunięcia wyroku z przestrzeni publicznej i oficjalnego zanegowania zawartych w nim niektórych uzasadnień. Jak się jednak okazało było już na to za późno.

W drugiej dekadzie grudnia 2021 roku na stronie internetowej Sądu Rejonowego Kirowskiego w Rostowie nad Donem ukazał się wyrok w sprawie nr 1-82/2021, w którym „oskarżony Zabałujew" otrzymał 5 lat więzienia za łapówki przy dostawach żywności w Południowym Okręgu Wojskowym w 2019 roku.

Co ciekawe natychmiast zainterweniował rosyjski rząd usuwając ten dokument i wskazując na błędy zawarte w uzasadnieniu werdyktu. Z wyroku wynikało bowiem wyraźnie, że z Federacji Rosyjskiej były regularnie wysyłane karawany ciężarówek z żywnością do dwóch samozwańczych republik na wschodniej Ukrainie (tzw. „donieckiej" DNR i „ługańskiej" ŁNR). Nie była to jednak pomoc humanitarna, ale dostawa do rosyjskich jednostek wojskowych, które jak z tego wynika, zostały bezprawnie rozmieszczone na terytorium obcego państwa.

przekazywanie łapówek było osobistą inicjatywą w związku z groźbami kontrahenta, że zakłóci dostawy produktów w interesie... rosyjskiego personelu wojskowego pełniącego służbę bojową w DNR i ŁNR. Dostawy żywności do DNR i ŁNR odbywały się z magazynu znajdującego się pod adresem ..., częstotliwość dostaw to raz na dwa tygodnie. Kolumna składała się z ponad 70 pojazdów o ładowności około 40 ton i łącznej wadze ponad 1300 ton. Asortyment dostarczanej żywności obejmował mąkę, konserwy, świeże warzywa. Całkowity koszt żywności za jedną dostawę wyniósł ponad 130 milionów rubli. Żywność ta miała być wysłana do jednostek wojskowych Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej rozmieszczonych na terytorium DRL i ŁRL
Wyrok sądu Rejonowego Kirowskiego w Rostowie nad Donem w sprawie nr 1-82/2021.

W ten sposób to, o czym więc wiedziano od dawna i do czego Rosjanie nie chcieli się przyznać, teraz zostało udowodnione wyrokiem sądowym, chociaż dotyczącym zupełnie innej sprawy.

Do tych rewelacji odniósł się bardzo szybko Dmitrij Pieskow, rzecznik prasowy Prezydenta Władimira Putina, który już rano 16 grudnia 2021 roku na konferencji prasowej poinformował że tezy znajdujące się w wyroku „jednego z rostowskich sądów" o dostawach żywności dla rosyjskich żołnierzy w samozwańczych republikach: ługańskiej i donieckiej są błędem autorów tekstu

Prawdopodobnie mówimy o błędzie tych, którzy napisali ten tekst. Dlatego, że to jest niemożliwe. Żadnych sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej na terytorium samozwańczychrepublik nie ma. Nie było i nie ma. Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej znajdują się na terytorium Federacji Rosyjskiej
Dmitrij Pieskow - rzecznik prasowy Prezydenta Władimira Putina

Według Pieskowa na wschodniej Ukrainie nie było i nie ma żadnych rosyjskich jednostek wojskowych. Do samozwańczych republik jest natomiast cały czas dostarczana pomoc humanitarna, ponieważ te republiki „pilnie jej potrzebują". Tłumaczenia te są jednak mało przekonywujące, ponieważ wyrok rostowskiego sądu zajmuje kilkadziesiąt stron z nazwiskami, datami, cenami, wykazem okoliczności i wieloma innymi bardzo szczegółowymi informacjami. Błąd w takim dokumencie automatycznie zanegowałby cały proces i słuszność ogłoszonego w nim wyroku. Część rosyjskich mediów zauważyło, że wypowiedź Pieskowa neguje postanowienie sądowe, pomimo że Kreml sukcesywnie i konsekwentnie „głosi absolutną niezależność sądów rosyjskich od władz w ogóle, a od prezydenta Rosji w szczególności".

Teraz jednak przedstawiciel rządu doprowadził do pośpiesznego usunięcia wyroku ze strony internetowej sądu w Rostowie. Musiał to jednak zrobić, ponieważ niejako przy okazji ujawniono w nim sposób zaopatrywania rosyjskich jednostek wojskowych na wschodniej Ukrainie. Ujawniono np. że „...koszt podróży jednej ciężarówki wynosił 65-80 tysięcy rubli ze względu na złożoność i niebezpieczeństwo trasy, która polegała na tym, że kierowcy, ryzykując własnym życiem na granicy, usuwają numery, wydają dokumenty i pod ochrony strony przyjmującej, udają się do miejsca rozładunku...".

Dlaczego konwój humanitarny musiałby usuwać numery, Pieskow już nie wyjaśnił. Dodatkowo ilość ładunku przerzucanego do wschodniej Ukrainy dla potrzeb rosyjskiej armii pozwala na oszacowanie ilości przebywających tam żołnierzy. Jeżeli 1300 ton żywności przesyłano raz na dwa tygodnie, to przy dwukilogramowej racji dziennej oznacza obecność w samozwańczych republikach ponad 40 000 rosyjskich wojskowych. Zgadzało to by się z wcześniejszymi ocenami analityków zachodnich, że Ukrainę zaatakowało około 100 tysięcy rosyjskich żołnierzy z trzech kierunków jednocześnie. Władze na Kremlu oczywiście dementowały te informacje, ale wyrok rostowskiego sądu może wskazywać, że była to charakterystyczna dla propagandy Kremla dezinformacja i zaprzeczanie faktom.

Co ciekawe wielu komentatorów wątpi nawet, by sprawa rzeczywiście dotyczyła tylko łapówek. Działanie Zabułajewa mogło bowiem również dotyczyć próby specjalnego zakłócenia dostaw żywności dla Rosjan na okupowanych obszarach obwodów Donieckiego i Ługańskiego w okresie od maja do listopada 2019 roku. Według sądu, do obowiązków Zabułajewa miało należeć „organizowanie i wypełnianie zobowiązań związanych z zakupem i sprzedażą żywności oraz tworzeniem niezbędnych zapasów w magazynie pod adresem ..... Żywność ta miała być wysyłana do rozmieszczonych jednostek wojskowych sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej na terytorium DNR i ŁNR".

Czytaj też

Jak się okazało usunięcie wyroku przez Kreml niczego nie zmieniło. To co bowiem już raz znalazło się w Internecie, w tym Internecie najczęściej pozostaje. Dlatego dla załagodzenia sytuacji zaangażowano największe rosyjskie agencje prasowe w tym TASS, których zadaniem było rozpowszechnienie tylko tego, co wyjaśniał Pieskow. Kontrowersyjnych fragmentów wyroku nie zdecydowano się jednak opublikować.