- WIADOMOŚCI
Kryzys w relacjach ukraińsko-polskich. Może być jeszcze gorzej
Autor. Twitter (X) / @ZelenskyyUa
Relacje ukraińsko-polskie znalazły się w dużym kryzysie. Z wypowiedzi ukraińskich polityków wynika, że kryzys ten nie będzie wyciszany, a wręcz może być podsycany.
„Napięcia w relacjach Ukrainy z Polską mogą wkrótce osiągnąć punkt kulminacyjny, ale Kijów nie zamierza przyjmować ultimatów i będzie reagować na ewentualne działania drugiej strony” – stwierdził we wtorek szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow w wywiadzie dla RBK-Ukraina. „Ukraina nie przyjmie ultimatum od nikogo na tym świecie. Ostatnio to Rosja próbowała postawić nam ultimatum – bez urazy wobec Polski, ale jest nieco potężniejsza niż Polska – a my i tak go nie przyjęliśmy” – dodał.
Były szef dyplomacji ukraińskiej Dmytro Kułeba w wywiadzie dla „Radio Swoboda” stwierdził: „Nie mówię, że Polska to Rosja. Mówię, że Polska wkroczyła na drogę rosyjskiej polityki wobec Ukrainy. Ale to wciąż można zmienić i mam nadzieję, że uda się to zrobić”. Porównał on także słowa o „polskim Lwowie” (które akurat nie padają z ust polskich polityków), które jego zdaniem przypominają rosyjskie narracje o „Noworosji”, „Rosyjskim Charkowie” czy „Rosyjskiej Odessie”.
Serwis „TSN” informuje, że „Kułeba wskazał twarde podobieństwo między wypowiedziami Warszawy i Kremla”. Wystarczy zajrzeć do ukraińskich mediów, by odnotować „klimat” sporu z Polską. Opisał to w swoim artykule na łamach Defence24.pl Wojciech Kozioł: „Wreszcie, czy zatem oba państwa czeka wzrost napięć? Odpowiedź nasuwa się sama. Zdecydowanie tak, i to niezależnie od tego, która ścieżka zostanie obrana. Ukraińskie władze wydają się ślepo brnąć w narrację skrajnie nacjonalistyczną, która szkodzi nie tylko relacjom z Polską, ale też z państwami zachodnimi. Z kolei władze w Warszawie muszą liczyć się ze zdaniem społeczeństwa, które jest oburzone postawą władz w Kijowie”.
Co ciekawe, w lutym 2025 roku gen. Kyryło Budanow udzielił wywiadu Bartłomiejowi Wypartowiczowi, który ukazał się na naszym portalu. W wywiadzie pt. „Rosja będzie próbowała wbijać klin między Polskę a Ukrainę”, gen. Budanow stwierdził: „Polska od pierwszych dni wojny udzielała Ukrainie maksymalnego wsparcia. Zawsze będziemy o tym pamiętać i będziemy wdzięczni narodowi polskiemu oraz kierownictwu polskiego państwa. Ponieważ jesteśmy sąsiadami, kwestie bezpieczeństwa naszego regionu automatycznie dotyczą zarówno Polski, jak i Ukrainy. To nasza wspólna sprawa. Dlatego mamy nadzieję na dalszy rozwój i pogłębianie bliskiej współpracy z Rzeczpospolitą Polską. Rosja zawsze starała się i nadal będzie próbować wbijać klin w nasze relacje, ale ufamy mądrości naszych narodów i rządów. Mamy wspólną, wielką i chwalebną historię”.
To był dowódca wywiadu wojskowego, a jako szef prezydenckiej kancelarii diametralnie zmienił zdanie. Co gorsze, kontekst kryzysu w relacjach ukraińsko-polskich zmienił się, gdy opinia publiczna w Polsce dowiedziała się o przekazaniu przez Polskę najnowocześniejszych przeciwrakiet PAC-3. Dotychczas budowano narrację, że Polska nie ma już co dawać Ukrainie, więc w Kijowie została uznana za nieistotnego gracza. Jest to o tyle błędna narracja, że przecież Warszawa wciąż wspiera Starlinki dla Ukrainy, a część broni jest serwisowana nad Wisłą. Problem w tym, że ten kryzys pojawił się po przekazaniu z polskiego arsenału najbardziej zaawansowanej amunicji przeciwrakietowej na świecie, na którą popyt przerasta podaż, zwłaszcza po wojnie amerykańsko-irańskiej. A zatem dopiero od kilku dni możemy mówić o sytuacji, w której polskie władze będą autentycznie wstrzemięźliwe, by cokolwiek przekazywać Ukrainie, wiedząc że nawet oddanie najnowocześniejszej broni ze swojego arsenału nie gwarantuje, nie tyle poprawy, ale choćby braku pogorszenia relacji ze strony Ukrainy.


