Geopolityka

Krym: Ostrzegawcze strzały i bomby dla brytyjskiego okrętu? Fałszywe dane i propaganda [KOMENTARZ]

Fot. Royal Navy
Fot. Royal Navy

Jak doniosły rosyjskie media, w stronę brytyjskiego okrętu HMS Defender oddano strzały ostrzegawcze i zrzucono bomby, gdy jednostka nadmiernie zbliżyła się do wód terytorialnych Krymu. Royal Navy oświadczyła w odpowiedzi, że jednostka płynęła wodami międzynarodowymi z ukraińskiego portu Odessa do Gruzji. Zaprzeczono też rosyjskim doniesieniom.

Informacje o naruszeniu rosyjskich wód terytorialnych podała m. in. agencja TASS oraz kanał Zvezda TV należący do ministerstwa obrony Rosji. Jak wynika z oficjalnego komunikatu około godziny 12:09 okręt Floty Czarnomorskiej oddał strzał ostrzegawczy na trasie brytyjskiego okrętu HMS Defender który miał jakoby znajdować się na wodach terytorialne Rosji w rejonie przylądka Fiolent od 11:52. O godzinie 12:19 samolot bombowy Su-24M miał zrzucić na kursie jednostki Royal Navy 4 bomby lotnicze OFAB-250, skutkiem czego brytyjska jednostka o 12:23 „opuściła wody terytorialne Federacji Rosyjskie dzięki wspólnym działaniom Floty Czarnomorskiej i Służby Granicznej FSB Rosji” – jak wynika z oficjalnego komunikatu. W skutek tego incydentu miał zostać wezwany przez Kreml ambasador Wielkiej Brytanii.

Informacje te dementuje strona brytyjska. Jak informuje biuro prasowe Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii, okręt HMS Defender operujący od pewnego czasu w ramach działań sojuszniczych przemieszczał się 23 czerwca z ukraińskiego portu Odessa na zachód od Krymu w stronę Gruzji, opływając półwysep Krym. Okręt płynie wyznaczonym na wodach szlakiem na wodach terytorialnych Ukrainy a później w przestrzeni wód międzynarodowych, z zachowaniem wymaganej separacji i na odcinku przebiegającym w pobliżu Krymu towarzyszyły mu jednostki rosyjskie oraz śmigłowce.

W tym czasie jak informują Brytyjczycy strona rosyjska prowadziła ćwiczenia artyleryjskie na własnych wodach. Jak czytamy w komunikacie zamieszczonym w mediach społecznościowych – „W stronę HMS Defender nie oddano żadnych strzałów i nie uznajemy twierdzenia, że na jego drodze zrzucono bomby”. Strona brytyjska kategorycznie zaprzecza aby jej jednostek, jak utrzymują Rosjanie, naruszyła ich wody terytorialne.

Incydent ten łączy się w interesującą całość z dwoma innymi zdarzeniami ostatnich tygodni. Na początku czerwca pojawiły się informacje o rosyjskich okrętach, które miały pojawić się na polskich wodach terytorialnych w rejonie Helu. Pochodziły one od osób obserwujących ruchy statków i okrętów dzięki witrynie MarineTraffic korzystającej z danych pozycjonujących systemu AIS. Jest to system kontroli ruchu morskiego, w ramach którego jednostki nawodne wyposażane są w transpondery, dzięki czemu jest możliwość monitorowania ich ruchu. W założeniu zwiększa to bezpieczeństwo żeglugi, pozwalając uniknąć kolizji. Podobne rozwiązania stosowane są również w lotnictwie.

Z informacji pojawiających się w systemie AIS wynikało, że rosyjska korweta Stojkij o numerze bocznym 545 naruszyła w nocy 5 czerwca wody terytorialne Polski. Zaistnienie takiego zdarzenia zdementowało Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych RP, informując, iż nie zarejestrowano takiego zdarzenia. 

Bardzo podobny incydent miał miejsce niemal tydzień temu na Morzu Czarnym. Oto zgodnie z danymi systemu AIS nocą z 18 na 19 czerwca holenderska fregata HNLMS Evertsen i wspomniany na początku brytyjski niszczyciel HMS Defender opuściły port w Odessie tuż przed północą i popłynęły prostym kursem do… rosyjskiego portu w Sewastopolu na Krymie, głównej bazy Floty Czarnomorskiej. Oczywiście takie "nocne wycieczki" powinny wywołać co najmniej równie spektakularną burzę medialną jak rzekomy incydent w rejonie przylądka Fiolent, z tym, że jak wynika z nagrań dostępnych na żywo w Internecie z portu w Odessie, obie jednostki stały tam zacumowane całą noc. Można przypuszczać iż był to jeden z wielu tego typu fałszywych odczytów. 

Potwierdziły to analizy United States Naval Institute, który zarejestrował i zbadał ten incydent jak również kilka innych w ostatnich tygodniach. Większość dotyczyła jednostek NATO operujących na Morzu Czarnym. Wynika z nich jasno, że w nieznany obecnie sposób ktoś ingeruje w dane systemu AIS a przynajmniej w strumień danych docierających do takich agregatorów tych danych jak MarineTraffic. Podważa to wiarygodność danych o ruchach jednostek jakie można tam zaobserwować, ale być może stanowi również zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu morskiego. Brak jest dziś potwierdzonych informacji, czy dane AIS są fałszowane na poziomie ich przetwarzania w internecie czy gdzieś w ramach transmisji między transponderami a odbiornikami lub w punkcie odbioru. Dla jednostek operujących w tej części Morza Czarnego stacja przekaźnikowa zbierająca dane AIS znajduje się w Czarnomorsku na Krymie.

W świetle tych informacji bardzo prawdopodobne wydaje się, że strona rosyjska wykorzysta tego typu fałszywe dane z powszechnie dostępnych systemów do uwiarygodnienia incydentów mogących potencjalnie prowadzić do zaostrzenia sytuacji na danym akwenie morskim lub stanowić uzasadnienie do działań zbrojnych. Jest to kolejne zagrożenie pojawiające się nie tylko w kontekście anektowanego przez Rosję w 2014 roku Krymu ale również innych spornych obszarów morskich.  

Reklama
Reklama

Komentarze